Tag Archives: Wydawnictwo Anakonda

Green Day. Amerykańscy idioci – recenzja

19 Czer

266257-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Green Day. Amerykańscy idioci
Autor: Ben Myers
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2014
Stron: 330
Tytuł oryginału: Green Day: American Idiots & The New Punk Explosion
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj do recenzji leci nieoficjalna biografia muzyczna punkrockowego zespołu Green Day. Zespołu, który wiele znaczył dla mnie i moich rówieśników. Szczególnie w czasach, kiedy chodziliśmy do gimnazjum, kiedy na listach przebojów szalały hity z płyty „American Idiot”. Na książkę czekałam z ogromną niecierpliwością, ciekawością i niemałymi wymaganiami. I jak? Zdecydowanie się nie zawiodłam, a podczas lektury cały czas towarzyszyła mi ich muzyka.

Ben Myers to angielski pisarz, urodzony w Durham w 1976 roku, który ma na swoim koncie już pokaźną liczbę publikacji. Trochę fikcji, trochę poezji, ale najważniejsze dla nas są wydane muzyczne biografie: Muse, Green Day, John Lydon, System of a Down oraz The Clash.

Naszą lekturę rozpocznie tutaj szczypta historii regionu, z którego wywodzi się nasze sławne trio i opowieść o tym jak Billie właściwie zaczął swoją przygodę z muzyką. Trójka dzieciaków, które dorastały w pobliżu San Francisco zakochała się w muzyce punkowej, która była wtedy wszechobecna wśród młodych ludzi. Każdy z nich nie miał w dzieciństwie lekkiego życia. Dom dziecka, śmierć ojca to tylko niektóre z tragedii, którym członkowie musieli dzielnie stawiać czoła, a to wszystko tylko bardziej zbliżyło ich do punka.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznali się, stworzyli zespół i stali się częstymi bywalcami sceny budynku Gilman, który przemienił się w istne eldorado punkrocka. Oprócz tego miejsca grali koncerty gdzie się dało, grali w piwnicach, grali na squatach. Nieraz tylko za darmowe piwo, czasami dostawali faktycznie wynagrodzenie za swoje koncerty. Wszędzie było ich pełno. Żyli w prawdziwym rock’n’rollowym stylu, gdzie alkohol przelewał się litrami. Nie myśleli poważnie o wielu rzeczach, nie robili z siebie wielkich gwiazd, byli natomiast zawsze wierni swojej muzyce.

Później przeczytamy już o tym jak ich kariera nabierała tempa z każdym dniem. Dwie pierwsze płyty wydali w małej wytwórni, kiedy jednak postanowili odejść i „Dookie” wydać w Reprise, wtedy rozpoczął się ogromny boom na Green Day! Sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy, więc sami możecie sobie wyobrazić co wtedy działo się na świecie. Zdobyli niejedną prestiżową nagrodę Grammy. Wypełnianie aren koncertowych po brzegi nie stało się jednak ich jedynym zadaniem. Nastoletni chłopcy zamienili się w dorosłych mężczyzn. Są teraz mężami, ojcami, zaznają trudu codziennego, normalnego życia. Pomimo otaczającej ich sławy i pokus, woda sodowa nie uderzyła im do głowy i to jest to, za co ja dzisiaj najbardziej ich lubię.

Co podobało mi się w książce najbardziej? Mnóstwo interesujących anegdot, które nie pozwalają się oderwać od tej pozycji. Autor wie o czym pisze i robi to w bardzo umiejętny, przekonujący sposób. Na końcu książki napisano również o niesamowitym cudzie, który zdecydowanie mnie poruszył. Owy cud dokonał się za sprawą ich muzyki, ale nie będę spojlerować, przeczytajcie o tym sami w książce. Ja czytałam ją dosłownie w każdym możliwym momencie, nawet w kolejkach przed otwarciem bramek na koncertach. Co podobało mi się mniej i za to daję minus? Książka ma już kilka lat i brakuje kilka ostatnich wydarzeń z życia zespołu, chodzi niestety o kilka długich lat, o kilka wydanych płyt.

Warto wspomnieć również o bardzo ładnym wydaniu książki. Żadne błędów nie dostrzegłam, w przeciwieństwie do dobrej jakości papieru i genialnych kolorowych zdjęć zespołu, które wręcz rzucają się w oczy i które pozwolę sobie przedstawić na końcu wpisu. Na zakończenie opowieści dostajecie solidny wpis o dyskografii GD, ich projektach pobocznych i gościnnych występach.

Pozycję o tych uroczych amerykańskich idiotach polecam bez wahania każdemu! Nie ważne czy jesteś ich wieloletnim fanem, słuchasz ich od czasu do czasu, czy zupełnie nie znasz – ta książka jest po prostu napisana w bardzo interesujący sposób. O punkrockowcach światowego formatu, czyli o ludziach którzy mają w życiu do powiedzenia trochę więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Jeżeli chcesz przyjemnie spędzić czas lub sprawić komuś wyjątkowy prezent w ładnym wydaniu to nie ma na co czekać. Ja oceniam na rewelacyjną.

Moja ocena:
8/10

Marta.

DSC_0037 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Reklamy

Pearl Jam & Eddie Vedder – recenzja

22 Kwi

wygraj-ksiazke-pearl-jam-eddie-vedder-1_330x248_1Tytuł:  Pearl Jam & Eddie Vedder
Autor: Martin Clarke
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: październik 2013
Stron: 264
Tytuł oryginału: Pearl Jam and Eddie Vedder: None Too Fragile
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj zapraszam na recenzję biografii Eddiego Veddera i charakterystycznego zespołu Pearl Jam, który w tym roku, latem zawita na koncercie w Polsce. Trochę czasu mi zajęło zanim wzięłam ją w swoje ręce i teraz trochę żałuję, bo okazała się bardzo przyjemną pozycją, ale jak to się mówi, co się odwlecze to nie uciecze. Musiałam po prostu zrobić sobie małą biografiową przerwę, bo wszystkie te opowieści wyczytane o niesamowitych muzykach zaczęły mi się po prostu kręcić, a chciałabym co nieco z tych książek zapamiętać.

Pearl Jam zawsze bardzo lubiłam. Najbardziej chyba za sprawą mojego przyjaciela, który ubóstwia ich ponad wszystkie inne kapele, przez co często byłam wręcz skazana na dogłębne poznanie muzyki tego zespołu. Za co bardzo mu dziękuję i stwierdzam, że gdyby nie fakt, że on książkę już przeczytał, to chętnie oddałabym mu swój egzemplarz.

Autorem tekstu jest Martin Clarke, rockowy kronikarz, który ma na swoim koncie już kilka innych biografii, np. Manic Street Preachers (którą bardzo chętnie bym przeczytała!), Kurta Cobaina, czy Radiohead. Martin świetnie się spisał, wszystko napisane jest ładnym, zgrabnym językiem, który sprawia, że jest szczerze i realistycznie, odniosłam wrażenie, że autor włożył naprawdę dużo serca w napisanie tego dzieła, które z każdym kolejnym zdaniem sprawia, że chcesz coraz więcej. Nawet nie zauważycie, kiedy w mgnieniu oka zaczniecie docierać do ostatnich stron opowieści. Ja wczoraj przez sześć rozdziałów oszukiwałam się, że „jeszcze tylko jeden i idę spać”, jak widać nie udało się pójść spać tak szybko, książka ukończona.

Jest naprawdę dużo ciekawych informacji o wokaliście jak i o samym Pearl Jam, ale mi chyba najbardziej podobały się zdjęcia. Tę biografię można by nazwać wspaniałym albumem, gdyby tylko została wydana w kolorze. Zdjęć jest mnóstwo, a każde z nich przyciąga uwagę czytelnika. Wystarczy puścić sobie w tle, którąś z płyt zespołu i wspaniały klimat gwarantowany. Sukcesy, kłótnie, skandale, narkotyki nie są obce żadnej popularnej kapeli, więc tutaj też znajdziecie ich pod dostatkiem. Fanatycy zespołu znają już dużo z historii, która została opisana w tej książce (ów przyjaciel mnie o tym poinformował), ponieważ wszystko jest opisane na podstawie ogólnodostępnych artykułów, ale myślę, że nadal warto rzucić na nią okiem, ze względu na wspomniany przeze mnie zniewalający klimat i eleganckie zebranie wszystkich materiałów w jedną, spójną całość.

Opowieść o walce z agencją zajmującą się sprzedażą biletów, będzie tą która jakoś najbardziej zapadła mi w pamięć. Mowa o Ticketmaster i o tym jak paskudne potrafią być wielkie korporacje, próbujące zbić miliony na czyimś sukcesie. Sama jeżdżę na masę koncertów i nieraz byłam zadziwiona tym, jak niektóre firmy potrafią zawyżać ceny biletów. Są to tzw. koszty usługi/obsługi, które powodują, że nie mamy zielonego pojęcia ile płacimy artystom za koncert, a ile za kosztu usługi. Najczęściej na bilecie widnieje tylko napis „cena zawiera wszystkie opłaty oraz VAT”, chociaż zdarzają się wyjątki. Pearl Jam walczył silnie przeciwko tym zabiegom, ale Ticketmaster stosował coraz gorsze chwyty. W grudniu 1993 roku, zespół miał zagrać koncert charytatywny, na który wspomniany sprzedawca biletów zgodził się dopłacić z własnej kieszeni 1$ za każdy sprzedany bilet, na cele charytatywne. Jakie było zdziwienie i oburzenie członków zespołu, kiedy dowiedzieli się, że ceny biletów zostały podniesione dokładnie o 1$ za rzekomą opłatę za usługi. Niesmaczne, bardzo. W końcu atmosfera pomiędzy stronami była tak napięta, że nie było innego wyjścia niż anulowanie całej trasy koncertowej. Koszty około trzech milionów dolarów poniósł zespół.

Jak widzicie nie brakuje tu historii z życia wziętych, które częściowo nas dotykają, potrafią one nieraz zagotować w nas krew, czy wprowadzić w stan totalnego uwielbienia. Ja polecam książkę nie tylko fanom zespołu, ale osobom, które lubują się w muzyce rockowej różnego pochodzenia i chętnie spędzą miło wieczór przy ciekawej lekturze. Ja książkę oceniam jako bardzo dobrą i czatuję na polskie wydania innych książek Pana Clarka, które będą zdobić moją biblioteczkę równie pięknie jak „Pearl Jam & Eddie Vedder”.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Na koniec jeszcze jedna sprawa – zapraszam Was na moją małą książkową wyprzedaż, tutaj. Znajdziecie tam kilka ciekawych książek (najwięcej fantasy), w bardzo atrakcyjnych cenach. Polecam! 🙂

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem – recenzja

19 Lu

ACDC_Cover (Kopiowanie)Tytuł:  AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem
Autor: Neil Daniels
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: wrzesień 2013
Stron: 200
Tytuł oryginału: AC/DC. The Early years with Bon Scott
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam biografię Bona Scotta, wokalisty legendarnego zespołu AC/DC. Z pewnością większości osób jego nazwisko jest znane, a już na pewno znana jest historia o tym jak ten świetny muzyk marnie skończył nie tylko swoją karierę, ale także swoje niedługie życie. Fakt, że moja recenzja ukazuje się właśnie dzisiaj, nie jest przypadkowy. Wybrałam tę datę dlatego, że dzisiaj mija dokładnie 34ta rocznica śmierci tego zjawiskowego artysty i warto poświęcić dzisiaj kilka minut wspominając go.

W moim domu szeroko pojęta muzyka rockowa jest obecna odkąd pamiętam. Queen, Pink Floyd, Deep Purple, Michael Jackson ze Slashem, czy właśnie AC/DC towarzyszą mi od najmłodszych lat, umilając większość chwil spędzanych w domu. Możecie sobie więc wyobrazić jaką radość sprawiło mi czytanie tej książki, która prawie siłą nakłaniała mnie do porzucenia notatek podczas sesji na studiach i wciągała na swoją autostradę do piekła, pełnego alkoholu.

Warto też wspomnieć, że to jedna z wielu ksiażek Neila Danielsa traktująca o muzyce. Daniels to niezależny brytyjski dziennikarz, autor książek związanych z rockiem i metalem. Jego debiutem była biografia zespołu Judas Priest, w kolejnych latach napisał książki m.in. o Bon Jovi, Robercie Plancie czy Linkin Park.

W tej pozycji przeczytamy o AC/DC od początku ich istnienia, poprzez chwilę kiedy umiera Bon Scott, do momentu zastąpienia go przez Briana Johnsona i wydania w takiej formacji pierwszej płyty, co opisane jest w dwóch osobnych częściach książki. Urodzony w Szkocji Scott przez wiele osób nadal uważany jest za najlepszego frontmana w historii muzyki rockowej, a pamięć o nim żyje dzięki temu co stworzył ze swoimi kolegami z zespołu. Lata 70te (szczególnie druga połowa), aż do tragicznej śmierci muzyka, uważa się za najbardziej płodne podczas całego istnienia tej porywającej rockowej kapeli. Co sama przyznaję, bo to właśnie płyty Highway to Hell i Let There Be Rock, które powstały we wspomnianym przeze mnie okresie, są moimi ulubionymi.

Była to pierwsza pozycja, która czytałam na temat AC/DC i uważam, że jest naprawdę świetnie napisana dla kogoś takiego jak ja, czyli dla nowicjusza w świecie książek i artykułów o nich. Dowiecie się dużo o historii zespołu, o jego członkach, którzy przychodzili równie szybko jak odchodzili, o samej muzyce, o procesie tworzenia albumów, naprawdę całe mnóstwo cennych i interesujących informacji dla niejednego fana. Niestety dla osób, które od dawnych lat śledzą poczynania tych rockmenów, niektóre informacje mogą być powielone. No cóż, Neil z tego co mi wiadomo, raczej nie posiada zdolności paranormalnych, które mógłby wykorzystać do przeprowadzenia wywiadów ze zmarłymi artystami ; ). Na końcu książki znajdziemy trochę załączników ze spisem albumów, teledysków, tras koncertowych, czy innych ważnych wydarzeń, co jest kolejnym atutem książki.

Wydanie jak zwykle z serii Gwiazdy Sceny – bardzo ładne. Książka jest szyta, ma twardą oprawę i świetnej jakości papier. Nie zabrakło również wkładki z kolorowymi zdjęciami naszych mistrzów (które uwielbiam ponad wszystko!), jak w każdym tytule z tej serii.

Pozycję oceniam na bardzo dobry. Mimo iż jest krótka, daje sporo satysfakcji i naprawdę wsysa do muzycznego świata lat siedemdziesiątych. Uważam, że autor jest bardzo skuteczny w tworzeniu „pomników” dla naszych rockowych ulubieńców i ta książka jest tego dowodem. Przecież poza muzyką, którą zostawiają po sobie na tym świecie, zostawiają przecież jeszcze całą masę wydarzeń i wspomnień, które są warte tego, aby zostały spisane przez kogoś odpowiedniego. Mój egzemplarz zostanie przeznaczony na prezent dla taty, jestem pewna, że to doceni i będzie z lektury równie zadowolony jak ja.

Moja ocena:
7/10

Marta.

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Depeche Mode. Monument – recenzja

15 Sty

1579844_680527828666484_1273766526_n (Kopiowanie)Tytuł: Depeche Mode. Monument
Autor: Dennis Burmeister, Sascha Lange
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: listopad 2013
Stron: 424
Tytuł oryginału: Depeche Mode. Monument
Tłumaczenie: Irmina Witkowska

Kiedy po przyjściu z uczelni znalazłam w pokoju paczkę przyniesioną przez listonosza, już domyślałam się co znajdę w środku – książka, która będzie idealnym podsumowaniem mojej przygody z Depeche Mode, ponieważ ową przygodę zaczęłam właśnie przez biografie członków tego wspaniałego zespołu. Nie domyślałam się jednak jak ta książka jest wielka i jak dużo waży! Rozpakowałam i naprawdę ciężko było uwierzyć własnym oczom, wrażenie robił nie tylko rozmiar książki, ale także jej wydanie, już na pierwszy rzut oka. To był pierwszy moment kiedy pomyślałam sobie, że nazwa „Pomnik” („Monument”) idealnie nadaje się dla tego kolosalnego tomiszcza.

Autorzy pozycji są fanami zespołu. Sacha i Dennis to dwaj uznani eksperci Depeche Mode pochodzący z dawnego NRD.

Jak z zawartością? Nareszcie książka o tym fenomenalnym zespole, który nie wiadomo do końca jak zyskał sobie miłość setek milionów fanów (w tym również moją), bardzo wysokiej jakości, która zdecydowanie nie równa się z innymi. Pozycja ta nie jest przeładowana powtórzonymi informacjami, które można przeczytać wszędzie. Oprócz dość szczegółowej biografii zespołu (bez zbędnych informacji) w tym dziele znajduje się również mnóstwo fascynujących wywiadów, które chociaż trochę próbują przybliżyć nam fenomen tych znanych na całym świecie artystów, ekskluzywne materiały Alana Wildera, Daryla Bamonte, czy Herberta R. Kollischa, których nazwiska są zapewne znane są nie tylko najwierniejszym fanom, czy spis wszystkich tras koncertowych ze wszystkimi datami jakie DM kiedykolwiek odbyło. Znajdziemy w albumie również pełną dyskografię Depeche Mode w słowie i obrazie (centralny punkt książki), co będzie idealnym dodatkiem dla pełnej dyskografii płytowej, która bez wątpienia znajduje się na każdej półce prawdziwego fana.

Każda strona w tym albumie jest piękna! Całość wydrukowana jest na wysokiej jakości błyszczącym papierze, na którym znajdziemy nie tylko sam tekst, ale przede wszystkim setki kolorowych zdjęć: zespołu, okładek płyt, biletów na koncerty, plakatów, gadżetów fanowskich, a także wiele innych, które zawsze opatrzone są stosowną notatką na ich temat. Te zdjęcia zabierają każdego czytelnika w prawdziwą podróż w czasie od samego początku istnienia zespołu w latach ’80, poprzez niejednokrotne zmiany składu, aż po stabilny dzień dzisiejszy.

Najlepszym dowodem na to jak książka wspaniale się prezentuje i wciąga w wir wydarzeń związanych z działalnością zespołu jest moja własna z nią przygoda. Podczas czytania, kiedy przewracałam stronę, moim oczom ukazał się jakiś papierek zatknięty na samym środeczku niczym zakładka. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy próbowałam podnieść ów papierek, a on okazał się jedynie nadrukowanym biletem na koncert DM z lat osiemdziesiątych, którego podnieść nawet siłą woli się nie dało ; ).

Podsumowując „Monument” jest przepysznym albumem, który precyzyjnie dokumentuje istnienie tak znanej na świecie grupy jaką jest Depeche Mode. Pomimo, że cena odstrasza niektóre osoby (wersja podstawowa kosztuje 119,90zł, wersja kolekcjonerska 199,90zł) to uważam, że album jest warty wydania takiej kwoty, ponieważ prawdopodobnie nie powstanie już nigdy druga taka publikacja, co czyni opisywaną pozycję wisienką na torcie w licznie gromadzonych pozycjach o swoich idolach. Biorąc ją w swoje ręce nie będziecie mogli przez długi czas wyjść z wrażenia, jakie spowoduje na Was połączenie solidności z jaką została zrobiona ta książka z rewelacyjną oprawą graficzną oraz samym rozmiarem. Przy rozmiarze warto wspomnieć, że nie poczytacie jej w autobusie, w drodze do pracy, ponieważ od 2.5kg ciężaru wasze ręce z pewnością odmówiłyby posłuszeństwa, tak więc nadaje się tylko do czytania w domowym zaciszu. Z czystym sumieniem polecam wszystkim fanom DM, na pewno nie będziecie zawiedzeni, ponieważ tak ogromnej dokumentacji Wasze oczy jeszcze nie widziały. Ja wystawiam najwyższą możliwą ocenę i mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję czytać tak wspaniałe albumy wydane w naszym pięknym języku.

Moja ocena:
10/10

Marta.

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993 – recenzja

23 Gru

197843-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993
Autor: Trevor Baker
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: lipiec 2013
Stron: 208
Tytuł oryginału: Depeche Mode: The Early Years 1981-1993
Tłumaczenie: Katarzyna Jokiel-Paluch

Jak można zauważyć od czasu do czasu na moim blogu pojawia się wpis na temat książek z serii Gwiazdy Sceny wydawanej przez Wydawnictwo Anakonda, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje już od roku! Pozycji o Depeche Mode jak wiadomo nie mogło u mnie obowiązkowo zabraknąć!

Było to moje drugie spotkanie z Trevorem Bakerem i tym przypadku drugie znaczy lepsze, pomimo obaw, że będzie to dla mnie tylko powtórka z poprzedniej książki przedstawiona z nieco innej perspektywy. Pracę o Dave’ie Gahanie (przeczytaj recenzję) też wspominam bardzo miło i mam sentyment, ponieważ to przez nią zaczęła się moja przygoda z Depeche Mode, ale niestety pamiętam ile znalazło się w niej błędów korekty, a mogło być ich wtedy wiele mniej, gdyby nie było takiego pośpiechu.

W tej książce autor skupia się jedynie na wczesnych latach istnienia zespołu, na wydanych przez nich pierwszych ośmiu płytach, od genialnego debiutu Speak & Spell, aż po dojrzałe Songs of Faith and Devotion. Podoba mi się takie podejście, ponieważ w tym dziele, które ma ponad 200 stron możemy się zagłębić w szczegóły początku istnienia tak znanego i ważnego zespołu na rynku muzycznym, który po 1993 roku drążony głębokim wewnętrznym kryzysem właściwie nie przypomina już sam siebie. Nie ma tutaj całej historii zespołu opisanej tylko głównymi wydarzeniami z ich życia, z których najczęściej nic konkretnego nie wynika. Ta książka przyjemnie, ale nie za głęboko wchodzi w szczegóły kształtowania się młodego Depeche Mode, jest spójna i czytanie jej sprawia niemałą przyjemność. Autor każdej płycie poświęcił osobny rozdział, dzięki czemu możemy podzielić lata istnienia DM na pewne etapy, co ułatwia gromadzenie i porządkowanie wiedzy na ich temat. Baker starannie opisuje proces powstawania poszczególnych płyt. Rzetelnie prezentuje również zamiłowania, zainteresowania i chęć odkrywania nowych horyzontów przez członków zespołu, które powodowały powstawanie płyt w zupełnie innym stylu niż dotychczasowe. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że książka wniosła kilka nowych informacji do mojej teczuszki pt. „Depeche Mode”, kilka uporządkowała, a kilka również powtórzyła z poprzednio czytanych przeze mnie książek. Powtórzeń tych nie uznaję jednak za wadę, ponieważ pisząc biografię zespołu A czy, zespołu B, istotnych informacji nie da się po prostu ominąć, zawsze będą one ważną częścią historii danego zespołu.

Poza samą treścią należy pochwalić również wydanie tej biografii. Ładna twarda oprawa ze zdjęciem zespołu z tych właśnie wczesnych lat ich istnienia. W środku dobrej jakości biały papier, na którym tekst z większą interlinią i wygodnymi marginesami prezentuje się wyśmienicie. Na środku, jak to zazwyczaj, wkładka z kolorowymi zdjęciami członków zespołu (zdjęcie pod postem), które zainteresują niejednego fana, a na pewno zainteresują każdą fankę ; ).

Polecam przede wszystkim fanom, którzy mają już jakieś pojęcie na temat zespołu i chcą poznać kilka szczegółów więcej z wczesnego okresu istnienia, ale mniej tym którzy są Depeszową alfa i omegą, bo wszechwiedzący fan może podczas lektury może poczuć, że skądś już większość tych informacji zna. A nowicjuszom? Jak najbardziej! Świetny początek, żeby wejść w świat tego wspaniałego, ponadczasowego zespołu. Osobiście nabyłam dodatkowy egzemplarz, który jutro wyląduje jako prezent pod choinką dla mojej młodszej kuzynki, bo przecież ładna i interesująca książka zawsze idealnie nadaje się pod choinkę : ).

Moja ocena:
7/10

Marta.

DSC_0010 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny – recenzja

15 List

197708-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny
Autor: Maurycy Nowakowski
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: maj 2013
Stron: 320

Wydawnictwo Anakonda już nie jeden raz pokazało mi, że potrafi wydać biografie i powieści, do których po kilku latach z pewnością oraz miłą chęcią wrócę, takie które warte są każdej chwili spędzonej razem z nimi. „Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny” to właśnie kolejna taka pozycja z serii Gwiazdy Sceny. Jest to również druga książka autorstwa Maurycego Nowakowskiego, z którą mam okazję się zapoznać i jestem z tego spotkania równie zadowolona jak z poprzedniego, mimo iż nasze poprzednie spotkanie odbyło się w zupełnie innym (piłkarskim) klimacie – recenzja.

Niedługo po tym jak przeczytałam tę pozycję, znajoma przyuważyła ją na mojej półce i zadała następujące pytanie: „Co taki Polak nieznający osobiście Petera Gabriela może mi o nim opowiedzieć?” Moją odpowiedź na to pytanie postaram się zawrzeć najlepiej jak umiem w tej oto recenzji.

Peter Gabriel to brytyjski muzyk progresywnego rocka i ambitnego popu, a także wokalista, pianista i producent działający na scenie muzycznej od 1967. Jest współzałożycielem i współtwórcą grupy Genesis, po odejściu z której poświęcił się karierze solowej.

Sama o Peterze w porównaniu z autorem książki wiedziałam niewiele, mogę się pokusić nawet o stwierdzenie – nic. Bardzo lubię Genesis, którzy są dokładnie z „czasów moich rodziców” i nieraz jadąc samochodem po mieście czy w trasę, mój ojciec do odtwarzacza wkłada nie co innego jak Invisible Touch czy Abacab.

Podczas czytania jasno wynika, że Peter Gabriel jest idolem sprawcy tej biografii. Na szczęście nie zaważa to na jej rzetelności, a pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest ona kompetentna w przypadku kiedy autor jest tylko (a może i aż?) fanem artysty. Nowakowski trzeźwym okiem patrzy na znakomitość tego wokalisty, pianisty i producenta muzycznego. Mimo iż w dorobku swojej kariery ten uzdolniony człowiek zasługuje na naprawdę ogromne pochwały – zostaje oceniony bardzo sprawiedliwie i nie przeczytacie tutaj jedynie samych afirmacji na jego temat. W moim odczuciu sprawia to, że książka ta na tle wielu innych biografii, w których idole zostają przez swoich psychofanów wychwalani pod niebiosa, wypada bardzo solidnie.

Ta pozycja sprawiła, że zachciałam zakosztować twórczości Gabriela, samodzielnie, jak to się mówi – na własnej skórze, w tym przypadku – we własnym odtwarzaczu. No i stało się tak jak w przypadku innych świetnych biografii – świat Petera pochłonął mnie całkowicie i do tej pory nie chce mnie wyrzucić z powrotem. Chyba taki jest zamierzony efekt dobrych książek? : ) Poza opisem twórczości artystycznej muzyka (np. szczegółowej analizy piosenek), dostaniecie tutaj również niemałą porcję wiadomości o jego życiu osobistym, w których brak miejsca na jakiekolwiek plotki z gazet czy niedomówienia.

Uważam iż, jest to bardzo dobra książka, która zasługuje na uwagę fanów zarówno samego artysty, jak i Genesis. Czytało mi się ją przyjemnie do popołudniowej herbatki, ale jednocześnie potrafiła zabrać mi cały wieczór, nie nudząc przy tym nadmiarem bezużytecznych informacji. Jak pisałam nie pierwszy raz chwytałam za książkę tego autora, a teraz mogę napisać, że również z pewnością nie ostatni. Na rynku znajdują się również inne biografie członków Genesis spisane przez naszego prawdziwego i dbającego o szczegóły Maurycego, jak chociażby „Phil Collins. Człowiek orkiestra”, na którą oczywiście już ostrzę swoje ząbki.

Także jeżeli czujecie się wessani w świat muzyki rockowej, Genesis, czy im pokrewnych. Nie zwlekajcie i chwyćcie za tę pozycję, która przeniesie Was, choć na kilka chwil, w świat wielkich artystów i ich piosenek, a nie będziecie rozczarowani.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Wiking. Dziecko Odyna – recenzja

14 Paźdź

197674-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Wiking. Dziecko Odyna
Autor: Tim Severin
Wydawca:  Anakonda
Data wydania polskiego: wrzesień 2013
Stron: 424
Tytuł oryginału: Odinn’s Child
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus

Nadszedł dla mnie koniec wakacji, czyli koniec leniuchowania na ciepłych plażach, czas zabierać się pełną parą za pisanie recenzji oraz kontynuowanie mojej pracy magisterskiej. Przez wakacje moje życie obróciło się do góry nogami przynajmniej ze 4 razy, dlatego bez bicia przyznaję się – czasu na czytanie miałam mało, a na pisanie recenzji jeszcze mniej. Postanowiłam to teraz szybko nadrobić, jeszcze przynajmniej cztery książki czekają na swoją kolej do recenzji.

Dzisiaj wychodzę do Was z propozycją na chłodne jesienne wieczory z książką, kocem i gorącą herbatą od Wydawnictwa Anakonda. Ową propozycją jest powieść fantasy Dziecko Odyna, czyli pierwszy tom trylogii Wiking.

Autor, Tim Severin to brytyjski odkrywca, filmowiec, konstruktor i podróżnik. Odbył wiele podróży, m.in. przepłynął Ocean Atlantycki w średniowiecznej łodzi ze skóry i opisał tę wyprawę w książce Podróż Brendana. Swoje najnowsze podróże opisał w książkach In Search of Moby Dick oraz Seeking Robinson Crusoe. Otrzymał następujące nagrody literackie: Nagrodę i. Thomasa Cooka, Book of the Sea Award, Christopher Prize oraz medal za osiągnięcia w dziedzinie literatury Academie de la Marine. Trylogia o wikingach jest pierwszym utworem beletrystyczny jaki wyszedł spod jego pióra. Kolejne to trylogia piracka i trylogia o rycerzach saksońskich.

Lektura opowiada historię Thorgilsa Leiffsona, wikinga posiadającego dar jasnowidzenia, który został poczęty w zupełnie nietypowych okolicznościach oraz wychowany przez niebiologiczną matkę. Bystrzejszy niż swoi starsi koledzy, wykorzystując swój dar jasnowidzenia i przekonanie pierwszych nauczycieli religii „Starych bogów” o jego wyjątkowości, kiedy zostaje opuszczony przez swoją opiekunkę postanawia wyruszyć w świat w celu odnalezienia informacji o swojej zmarłej biologicznej matce. Jego ulubiony bóg, Odyn, stymulował w nim zamiłowanie do wędrówek i przygód, więc na swoją wyprawę wyruszył z ogromną pasją, chcąc w świecie odnaleźć również swoje prawdziwe miejsce.  Podczas podróży spotyka wiele ciekawych postaci, realizuje krocie morskich i lądowych wypraw, bywa na nowo odkrytych ziemiach, królewskich dworach, a także na polach bitwy, rozwija swoją wiedzę religijną, nieraz poważnie narażając się na utratę zdrowia lub nawet życia.

Zaczynam z grubej rury i nie zamierzam szczędzić tej opowieści komplementów. Dziecko Odyna to najlepsza pozycja od Wydawnictwa Anakonda jaką miałam okazję przeczytać, a było ich już kilkanaście. Jedne były lepsze, inne gorsze, ale ta zdecydowanie w moim rankingu obejmuje prowadzenie i ciężko będzie znaleźć jej następcę. Historia Thorgilsa oczarowała mnie już od pierwszych stron. Co prawda ostatnio zdarzyło mi się przeczytać kilka książek o nordyckich, czy irlandzkich bogach i na początku przeraziłam się, że temat będzie oklepany i może nieco powiać nudą, ale na szczęście pozostała tematyka była zupełnie odmienna, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Dużym plusem dla mnie był również brak błędów w korekcie, bo taką książkę naprawdę miło się czyta (takie błędy potrafią mnie bardzo rozkojarzyć i odciągnąć na chwilę od treści). Z czystym sumieniem melduję, iż minusów nie zauważyłam żadnych. Jako, że jestem miłośniczką fantasy (to mój ulubiony gatunek!), którego przeczytałam w swoim życiu już sporo, więc z czystym sumieniem mogę książkę pana Tima wysoko ocenić.

Autor ma bardzo przyjazny i lekki sposób przedstawiania informacji, który również za sprawą pani tłumacz nie powinien nikomu sprawić żadnych trudności, dlatego mogę bez wahania polecić bardzo szerokiej grupie wiekowej. Nie musicie być fanami fantasy, żeby książka przypadła Wam do gustu, wystarczy, że odrobinę lubicie historię, a już macie odpowiednie podłoże do tego, żeby dać się wciągnąć. Jeśli interesują Was zamierzchłe czasy wikingów, to chyba nie muszę pisać, iż jest to dla Was pozycja obowiązkowa. Dla mnie była to pierwsza powieść o wikingach z jaką miałam okazję się zapoznać i cieszę się, że było to tak udane spotkanie. Na pewno i z chęcią sięgnę po pozostałe dzieła Tima Severina, a teraz polecam Wam szybko odwiedzić najbliższą księgarnię i brać się za czytanie!

Moja ocena:
9/10

Marta.

Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters – recenzja

27 Sier

1174989_707102762638487_1092965075_n (Kopiowanie)Tytuł: Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters
Autor: Martin James
Wydawca:  Anakonda
Data wydania polskiego:   maj 2013
Stron: 304
Tytuł oryginału:  Dave Grohl. Foo Fighters, Nirvana & Other Misadventures
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Po dość długiej przerwie wakacyjnej (którą poświęciłam tworzeniu mojej pracy magisterskiej) wracam do Was z kolejną recenzją muzycznej biografii i to nie byle jakiej! Kolejna propozycja na miłe spędzenie czasu w domu, czy też na plaży od Wydawnictwa Anakonda, które tym razem zabiera nas w świat muzyki grunge i punk rocka.

Jeżeli słuchacie muzyki rockowej to nie wątpię w to, że nazwy Nirvana, czy Foo Fighters nieraz obiły Wam się o uszy. Były czasy kiedy teledysk do Smells Like Teen Spirit w ogóle nie znikał z ekranów telewizorów i to właśnie wtedy usłyszałam o Davidzie po raz pierwszy.

Książka opisuje pasję Dave’a już od najmłodszych lat. Tłumaczy co wpłynęło na to, że wylądował na pozycji perkusisty w Nirvanie i jak potoczyło się jego życie, że postanowił rzucić się na głęboką wodę showbiznesu ze swoim własnym zespołem. Ale przeczytacie nie tylko o tych dwóch kapelach, których Dave był/jest częścią, ale także o innych projektach w których uczestniczył (a uwierzcie, że było ich całe mnóstwo) np. o pierwszej kapeli którą założył – Dain Bramage; znanej w Waszyngtonie hardcore punkowej grupie – Scream; czy chociażby o jego gościnnych występach u Pearl Jam. Oprócz tego obejrzycie również kilkanaście kolorowych, dużych zdjęć Davida z żoną, czy ze Slashem. Może nawet stwierdzicie jak ja – Dave jest jak wino, im starszy tym lepszy ; ).

Osobiście doceniam dokonania Dave’a bardziej za czasów Nirvany niż Foo Fighters (lubię, ale nigdy jakoś nie otworzyli sobie wrót do mojego świata). Zwróciłam więc uwagę na to, że autor potrafił zachować zimną krew przy opisie samobójstwa Kurta Cobaina (któremu prawidłowo poświęcił tylko kilka zdań), ponieważ mimo że było to bardzo ważne wydarzenie, tak jak powinien – skupił się na Dave’ie i jego odczuciach, nie szukając taniej sensacji poprzez zbaczanie z tematu.

Bohater książki jest przedstawiony jako bardzo miła, zabawna, kontaktowa i bardzo uzdolniona muzycznie osoba. Martin bardzo czarująco to wszystko opisał. Moja sympatia do frontmana Foo Figters wzrosła jeszcze bardziej. Jednocześnie autor nie przesadził z wychwalaniem Grohla pod niebiosa, wszystko związane jest ze sobą w bardzo zdrowy i przemyślany sposób. Dave jest osobą, która potrafi wejść do studia nagrań, nagrać bębny, następnie chwycić za gitarę, kolejno za bas i na sam koniec jeszcze zaśpiewać swoim przyjemnym dla ucha głosem, za co według mnie już należą mu się laury i osobiście bym go gloryfikowała! Pierwsza płyta Foo Fighters tak właśnie powstała, w momencie kiedy zespół tak naprawdę jeszcze nie istniał.

Jest to jedna z biografii z serii Gwiazdy Sceny, na którą najbardziej czekałam. Nie ma co owijać w bawełnę – nie zawiodłam się! Pozycja w bardzo miły sposób zajęła trochę mojego czasu, który nadal powinnam wykorzystywać na pisanie magisterki, ale zupełnie nie żałuję. Dowiedziałam się mnóstwo interesujących faktów o tym multiinstrumentaliście, a jednocześnie nie brakowało ciekawostek, które do historii jego życia dużo nie wnosiły, ale nadawały książce bardzo dużo pozytywnych kolorów.

Oczywiście lektura spodoba się najbardziej fanom muzyki Grohla pod każdą postacią (czy to Scream, Nirvana, czy FF), ale chciałam ją polecić również tym osobom, które dopiero chciałyby zacząć z nim swoją fanatyczną przygodę. Książka jest napisana lekkim i zrozumiałym językiem, który nikomu nie sprawi trudności, a wręcz wiele przyjemności. Każdy początkujący fan chciałby zabłysnąć taką wiedzą na temat swojego ulubieńca. Tak więc drodzy czytelnicy, jeśli w Waszym sercu grają tytułowe zespoły lub po prostu rock’n’roll – gnajcie szybko do najbliższej księgarni, bo „Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters” dostają ode mnie bardzo wysoką ocenę!

Moja ocena:
8/10

Marta.

Kochanowo i okolice – recenzja

25 Czer

146552-352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Kochanowo i okolice
Autor: Przemek Jurek
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: maj 2013
Stron: 454

Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze do słów: „nie oceniaj książki po tytule”… Bo przyznam szczerze, że sam tytuł budził we mnie mocno mieszane uczucia, zupełnie nie wiedziałam jakiej treści mam się spodziewać, a do tego w opisie pozycji przeczytałam o zespole Kombii (nie mylić z Kombi!) i moja mina zrzedła jeszcze bardziej. Całe szczęście, moje uprzedzenie okazało się zupełnie bezpodstawne!

Przemek Jurek to absolwent Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej. Dziś jest scenarzystą i dramatopisarzem, polonistą, laureatem kilku konkursów scenario- i dramatopisarskich, współpracownikiem czasopism oraz recenzentem muzycznym portalu Onet.pl.

Założę się, że większość z nas marzyła w życiu chociaż raz o tym, że zostanie gwiazdą rocka i będzie pląsać z gitarą po ogromnych stadionach, które po brzegi będą zapełnione naszymi oddanymi fanami. O tym właśnie marzyli bohaterowie tej powieści już od samej podstawówki, ale ich życie postanowiło potoczyć się zupełnie innymi torami. Marcyś, Makar, Lizzy, Jaromir i Koczis to cały skład deathmetalowego zespołu Exterminator z Kochanowa. Panowie (już nie chłopcy!) są po trzydziestce, mają żony, dzieci, a lata skromnej świetności swojej kapeli, kiedy byli na studiach mają już dawno za sobą. Teraz odbywali próby jedynie dla przyjemności, możliwości wyrwania się na trochę z domu oraz strzelenia kilku piwek w męskim gronie.

Narratorem powieści jest Marcyś (gitarzysta), który przeplata czas teraźniejszy z przeszłym, kiedy członkowie zespołu byli jeszcze smarkaczami w szkole i zaczęła się ich fascynacja muzyką.

Cała historia zaczyna się, kiedy pewnego dnia, do sali prób wpada jak zwykle spóźniony, ale nad wyraz podekscytowany Makar. Okazuje się, że załatwił swojej ekipie możliwość zagrania koncertu na dożynkach powiatowych jako support Kombii… Z początku Marcin, fan starego Kombi, podchodzi do sprawy bardzo sentymentalnie, jest oburzony (uważa obecną wersję Kombii za miernotę i zwykły skok na kasę), nie chce sponiewierać swojego zespołu jak i swoich kapitalnych wspomnień z dzieciństwa. Nie ma najmniejszego zamiaru podejmować wyzwania, mimo że w grę wchodzi 12 tysięcy złotych pewnej nagrody ze stypendium, którą mogliby wykorzystać na nagranie prawdziwego studyjnego albumu – pamiątki która po nich zostanie dla potomnych. Po rozmowie z żoną, udaje mu się jednak uspokoić skołatane nerwy i postanawia iść na całość i przyjąć propozycję, robiąc z tego dobrą zabawę. Po niedługim czasie Panowie metalowcy stają się lokalnymi gwiazdami, mają nawet fan club zespołu! Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwy zamęt, zapamiętajcie sobie drodzy czytelnicy: w życiu nic nie ma za darmo…

Jak już pisałam na początku… Tytuł w ogóle nie zapowiada tego co znajdziemy w środku, dobrze że okładka jest ładna i zachęca do chwycenia, bo gdyby nie ona, to prawdopodobnie lektura w ogóle nie zwróciłaby mojej uwagi. Jak mi się podobała? REWELACJA! Dawno tak błyskawicznie nie pochłonęłam książki. Spodziewałam się jakiejś oklepanej historii o małym miasteczku i tym nieszczęsnym Kombii, a dostałam doskonałą komedię, w której nie brakowało ciekawych i barwnych postaci, groma zabawnych i czasami dla nas absurdalnych sytuacji. Było również dużo szczegółów z życia w PRL’u. Jeśli jesteście z młodszego pokolenia to zobaczycie jak w latach 80′ trzeba było się natrudzić, żeby dostać chociażby kasetę z porządną muzyką, czy obejrzeć wymarzony film! Na uwagę zasługuje również lekki styl pisania Pana Przemka, ponieważ książkę dosłownie pochłania się jak czekoladę i chętnie sprawdziłabym jakiś inny tytuł spod jego pióra. Czytałam do późnych nocnych godzin, ponieważ nie mogłam odłożyć jej na bok bez poznania kolejnego etapu przygód Marcysia i jego bandy, w końcu tylko sen potrafił zapędzić mnie do łóżka. Przez książkę przetaczało się dużo nazw zespołów, które już w tamtych latach prężnie rozwijały swoją karierę jak Metallica, Morbid Angel, czy nasze krajowe T.Love. Miłym akcentem było dla mnie przeczytanie jednego króciutkiego zdania o moim ulubionym zespole nr.2 (Mötley Crüe), mimo iż było to tylko przytoczenie nazwy jednej płyty, to zawsze jakoś tak cieplej na sercu się robi ; ). Książkę polecam osobom w każdym wieku, które lubią czytać i chcą po prostu miło spędzić czas, pękając nieraz ze śmiechu. Mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji tej powieści, ponieważ jej zakończenie idealnie nadaje się do podjęcia tematu.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Hrabstwo ponad prawem – recenzja

7 Czer

137846-352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Hrabstwo ponad prawem
Autor: Matt Bondurant
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: kwiecień 2013
Stron: 312
Tytuł oryginału: The Wettest County in the World
Tłumaczenie: Dominika Lindner-Bogdaniuk

Hrabstwo ponad prawem, autorstwa Matta Bonduranta to kolejna propozycja na miłe spędzenie wieczoru od Wydawnictwa Anakonda. Jest to gangsterska powieść sensacyjna na podstawie prawdziwej historii dziadka autora, o hrabstwie Franklin, w którym pomimo prohibicji przelewają się ogromne ilości alkoholu. Akcja książki rozgrywa się między latami 1918-1935.

O autorze przeczytać możemy na okładce, że dorastał w Alexandrii, w hrabstwie Wirginia, jest doktorem anglistyki oraz wykładowcą. Wydał trzy powieści: The Third Translation (2005), Hrabstwo ponad prawem (2008) oraz The Night Swimmer (2012), napisał również wiele opowiadań, wierszy, recenzji czy esejów.

Głównymi bohaterami opowieści są bracia Bondurant, śmiali, sławni bimbrownicy, którzy przemycają zajzajer własnej produkcji, do każdego dostępnego miejsca w hrabstwie w Wirginii. Najważniejszym z nich, szefem całego biznesu jest Forrest Bondurant, bardzo charyzmatyczny, nie brakuje mu na ciele blizn od kul, czy noży. Najstarszy z nich – Howard, ma siłę i wielkość ogromnego goryla, ale jest osobą dość osowiałą, jest to spowodowane jego przeżyciami na Wielkiej Wojnie. Najmłodszy jest Jack, który przekonany jest o tym, że urodził się po to, aby osiągnąć coś wyjątkowego, marzy mu się życie w dobrobycie. Każdemu z nich towarzyszy wybranka serca.

W hrabstwie pieniądze w przeciwieństwie do alkoholu się nie przelewają, ogromna susza nawiedziła pola uprawne i ludzie nie mogą wyżyć z uprawy tytoniu i znajdują alternatywne zajęcie, którym jest pędzenie wyskokowych trunków. Cały nielegalny proceder kręci się wprost wyśmienicie, do czasu kiedy lokalna policja postanawia ściągać od wszystkich bimbrowników spore łapówki za przymknięcie oka na ich szemrany interes (kiedyś wystarczało kilka słoików dobrego samogonu). Nie trudno się domyślić, że nasi główni bohaterowie odmawiają przystąpienia do tego układu i dopiero wtedy wszystko się zaczyna… Pościgi, strzelaniny, przemyty na wielką skalę, nie zabraknie również morderstw!

Książka zdecydowanie zabrała mnie w podróż w czasie, na każdym kroku czułam bliskość amerykańskiego, przemytniczego świata prohibicji, jaki często możemy obserwować w tego rodzaju filmach. Nie brakuje tutaj pistoletów, noży, szybkich samochodów, pięknych kobiet oraz naturalnie – morza alkoholu. Całość napisana jest przystępnym i zrozumiałym językiem, więc nie powinna sprawiać nikomu problemów. Dla mnie odrobinę męczące było przeskakiwanie w czasie przy każdym rozdziale, bo średnio udawało mi się zapamiętywać o jakich latach był poprzedni i zawsze przed rozpoczęciem kolejnego musiałam sprawdzać jak leciał bieg wydarzeń. Dla mnie pozycja rozkręciła się dopiero gdzieś po połowie. Na początku akcja toczyła się dość wolno i w pewnych momentach łapałam się na tym, że nie wiem „kto”, „gdzie”, „co” i „jak”, kiedy jednak przekroczyłam próg 150 stron – absolutnie mnie wciągnęła i nie mogłam oderwać się od niebezpiecznych przygód groźnych braci!

Słowo „bimbrownicy” wydaje się być odgórnie negatywnie naznaczone. Czy jednak byli to źli ludzie? Sądzę, że byli to jedynie ludzie, którzy próbowali zarobić trochę pieniędzy, aby móc utrzymać swoje liczne rodziny, a dlaczego nie produkować alkoholu skoro jest na niego popyt i można dobrze na nim zarobić? Zanim ich osądzicie – przeczytajcie tę książkę, bo historia braci Bondurant na pewno urzeknie niejedną osobę.

Na dodatkowe kilka zdań zasługuje tutaj również wydanie tej pozycji. Mimo, iż zazwyczaj nie jestem zwolenniczką okładek filmowych (Lawless 2012), to ta wypada całkiem przyzwoicie, dobrze oddaje charakter książki. Najbardziej spodobał mi się jednak papier – lektura ma ponad 300 stron, a jest niesamowicie cienka, co uważam za jej ogromną zaletę, bo kto z nas lubi taszczyć w plecaku ciężkie cegły?!

Komu polecam? Przede wszystkim mężczyznom! Myślę, że gangsterskie czasy prohibicji w Ameryce to taki dział, który w szczególności może zainteresować panów, co absolutnie nie znaczy, że kobietom się nie spodoba – mnie wciągnęła w całości, dlatego oceniam ją na bardzo dobry.

Moja ocena:
7/10

Marta.