Archiwum | Wyzwanie muzyczne RSS feed for this section

Green Day. Amerykańscy idioci – recenzja

19 Czer

266257-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Green Day. Amerykańscy idioci
Autor: Ben Myers
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2014
Stron: 330
Tytuł oryginału: Green Day: American Idiots & The New Punk Explosion
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj do recenzji leci nieoficjalna biografia muzyczna punkrockowego zespołu Green Day. Zespołu, który wiele znaczył dla mnie i moich rówieśników. Szczególnie w czasach, kiedy chodziliśmy do gimnazjum, kiedy na listach przebojów szalały hity z płyty „American Idiot”. Na książkę czekałam z ogromną niecierpliwością, ciekawością i niemałymi wymaganiami. I jak? Zdecydowanie się nie zawiodłam, a podczas lektury cały czas towarzyszyła mi ich muzyka.

Ben Myers to angielski pisarz, urodzony w Durham w 1976 roku, który ma na swoim koncie już pokaźną liczbę publikacji. Trochę fikcji, trochę poezji, ale najważniejsze dla nas są wydane muzyczne biografie: Muse, Green Day, John Lydon, System of a Down oraz The Clash.

Naszą lekturę rozpocznie tutaj szczypta historii regionu, z którego wywodzi się nasze sławne trio i opowieść o tym jak Billie właściwie zaczął swoją przygodę z muzyką. Trójka dzieciaków, które dorastały w pobliżu San Francisco zakochała się w muzyce punkowej, która była wtedy wszechobecna wśród młodych ludzi. Każdy z nich nie miał w dzieciństwie lekkiego życia. Dom dziecka, śmierć ojca to tylko niektóre z tragedii, którym członkowie musieli dzielnie stawiać czoła, a to wszystko tylko bardziej zbliżyło ich do punka.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznali się, stworzyli zespół i stali się częstymi bywalcami sceny budynku Gilman, który przemienił się w istne eldorado punkrocka. Oprócz tego miejsca grali koncerty gdzie się dało, grali w piwnicach, grali na squatach. Nieraz tylko za darmowe piwo, czasami dostawali faktycznie wynagrodzenie za swoje koncerty. Wszędzie było ich pełno. Żyli w prawdziwym rock’n’rollowym stylu, gdzie alkohol przelewał się litrami. Nie myśleli poważnie o wielu rzeczach, nie robili z siebie wielkich gwiazd, byli natomiast zawsze wierni swojej muzyce.

Później przeczytamy już o tym jak ich kariera nabierała tempa z każdym dniem. Dwie pierwsze płyty wydali w małej wytwórni, kiedy jednak postanowili odejść i „Dookie” wydać w Reprise, wtedy rozpoczął się ogromny boom na Green Day! Sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy, więc sami możecie sobie wyobrazić co wtedy działo się na świecie. Zdobyli niejedną prestiżową nagrodę Grammy. Wypełnianie aren koncertowych po brzegi nie stało się jednak ich jedynym zadaniem. Nastoletni chłopcy zamienili się w dorosłych mężczyzn. Są teraz mężami, ojcami, zaznają trudu codziennego, normalnego życia. Pomimo otaczającej ich sławy i pokus, woda sodowa nie uderzyła im do głowy i to jest to, za co ja dzisiaj najbardziej ich lubię.

Co podobało mi się w książce najbardziej? Mnóstwo interesujących anegdot, które nie pozwalają się oderwać od tej pozycji. Autor wie o czym pisze i robi to w bardzo umiejętny, przekonujący sposób. Na końcu książki napisano również o niesamowitym cudzie, który zdecydowanie mnie poruszył. Owy cud dokonał się za sprawą ich muzyki, ale nie będę spojlerować, przeczytajcie o tym sami w książce. Ja czytałam ją dosłownie w każdym możliwym momencie, nawet w kolejkach przed otwarciem bramek na koncertach. Co podobało mi się mniej i za to daję minus? Książka ma już kilka lat i brakuje kilka ostatnich wydarzeń z życia zespołu, chodzi niestety o kilka długich lat, o kilka wydanych płyt.

Warto wspomnieć również o bardzo ładnym wydaniu książki. Żadne błędów nie dostrzegłam, w przeciwieństwie do dobrej jakości papieru i genialnych kolorowych zdjęć zespołu, które wręcz rzucają się w oczy i które pozwolę sobie przedstawić na końcu wpisu. Na zakończenie opowieści dostajecie solidny wpis o dyskografii GD, ich projektach pobocznych i gościnnych występach.

Pozycję o tych uroczych amerykańskich idiotach polecam bez wahania każdemu! Nie ważne czy jesteś ich wieloletnim fanem, słuchasz ich od czasu do czasu, czy zupełnie nie znasz – ta książka jest po prostu napisana w bardzo interesujący sposób. O punkrockowcach światowego formatu, czyli o ludziach którzy mają w życiu do powiedzenia trochę więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Jeżeli chcesz przyjemnie spędzić czas lub sprawić komuś wyjątkowy prezent w ładnym wydaniu to nie ma na co czekać. Ja oceniam na rewelacyjną.

Moja ocena:
8/10

Marta.

DSC_0037 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Reklamy

AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem – recenzja

19 Lu

ACDC_Cover (Kopiowanie)Tytuł:  AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem
Autor: Neil Daniels
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: wrzesień 2013
Stron: 200
Tytuł oryginału: AC/DC. The Early years with Bon Scott
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam biografię Bona Scotta, wokalisty legendarnego zespołu AC/DC. Z pewnością większości osób jego nazwisko jest znane, a już na pewno znana jest historia o tym jak ten świetny muzyk marnie skończył nie tylko swoją karierę, ale także swoje niedługie życie. Fakt, że moja recenzja ukazuje się właśnie dzisiaj, nie jest przypadkowy. Wybrałam tę datę dlatego, że dzisiaj mija dokładnie 34ta rocznica śmierci tego zjawiskowego artysty i warto poświęcić dzisiaj kilka minut wspominając go.

W moim domu szeroko pojęta muzyka rockowa jest obecna odkąd pamiętam. Queen, Pink Floyd, Deep Purple, Michael Jackson ze Slashem, czy właśnie AC/DC towarzyszą mi od najmłodszych lat, umilając większość chwil spędzanych w domu. Możecie sobie więc wyobrazić jaką radość sprawiło mi czytanie tej książki, która prawie siłą nakłaniała mnie do porzucenia notatek podczas sesji na studiach i wciągała na swoją autostradę do piekła, pełnego alkoholu.

Warto też wspomnieć, że to jedna z wielu ksiażek Neila Danielsa traktująca o muzyce. Daniels to niezależny brytyjski dziennikarz, autor książek związanych z rockiem i metalem. Jego debiutem była biografia zespołu Judas Priest, w kolejnych latach napisał książki m.in. o Bon Jovi, Robercie Plancie czy Linkin Park.

W tej pozycji przeczytamy o AC/DC od początku ich istnienia, poprzez chwilę kiedy umiera Bon Scott, do momentu zastąpienia go przez Briana Johnsona i wydania w takiej formacji pierwszej płyty, co opisane jest w dwóch osobnych częściach książki. Urodzony w Szkocji Scott przez wiele osób nadal uważany jest za najlepszego frontmana w historii muzyki rockowej, a pamięć o nim żyje dzięki temu co stworzył ze swoimi kolegami z zespołu. Lata 70te (szczególnie druga połowa), aż do tragicznej śmierci muzyka, uważa się za najbardziej płodne podczas całego istnienia tej porywającej rockowej kapeli. Co sama przyznaję, bo to właśnie płyty Highway to Hell i Let There Be Rock, które powstały we wspomnianym przeze mnie okresie, są moimi ulubionymi.

Była to pierwsza pozycja, która czytałam na temat AC/DC i uważam, że jest naprawdę świetnie napisana dla kogoś takiego jak ja, czyli dla nowicjusza w świecie książek i artykułów o nich. Dowiecie się dużo o historii zespołu, o jego członkach, którzy przychodzili równie szybko jak odchodzili, o samej muzyce, o procesie tworzenia albumów, naprawdę całe mnóstwo cennych i interesujących informacji dla niejednego fana. Niestety dla osób, które od dawnych lat śledzą poczynania tych rockmenów, niektóre informacje mogą być powielone. No cóż, Neil z tego co mi wiadomo, raczej nie posiada zdolności paranormalnych, które mógłby wykorzystać do przeprowadzenia wywiadów ze zmarłymi artystami ; ). Na końcu książki znajdziemy trochę załączników ze spisem albumów, teledysków, tras koncertowych, czy innych ważnych wydarzeń, co jest kolejnym atutem książki.

Wydanie jak zwykle z serii Gwiazdy Sceny – bardzo ładne. Książka jest szyta, ma twardą oprawę i świetnej jakości papier. Nie zabrakło również wkładki z kolorowymi zdjęciami naszych mistrzów (które uwielbiam ponad wszystko!), jak w każdym tytule z tej serii.

Pozycję oceniam na bardzo dobry. Mimo iż jest krótka, daje sporo satysfakcji i naprawdę wsysa do muzycznego świata lat siedemdziesiątych. Uważam, że autor jest bardzo skuteczny w tworzeniu „pomników” dla naszych rockowych ulubieńców i ta książka jest tego dowodem. Przecież poza muzyką, którą zostawiają po sobie na tym świecie, zostawiają przecież jeszcze całą masę wydarzeń i wspomnień, które są warte tego, aby zostały spisane przez kogoś odpowiedniego. Mój egzemplarz zostanie przeznaczony na prezent dla taty, jestem pewna, że to doceni i będzie z lektury równie zadowolony jak ja.

Moja ocena:
7/10

Marta.

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Depeche Mode. Monument – recenzja

15 Sty

1579844_680527828666484_1273766526_n (Kopiowanie)Tytuł: Depeche Mode. Monument
Autor: Dennis Burmeister, Sascha Lange
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: listopad 2013
Stron: 424
Tytuł oryginału: Depeche Mode. Monument
Tłumaczenie: Irmina Witkowska

Kiedy po przyjściu z uczelni znalazłam w pokoju paczkę przyniesioną przez listonosza, już domyślałam się co znajdę w środku – książka, która będzie idealnym podsumowaniem mojej przygody z Depeche Mode, ponieważ ową przygodę zaczęłam właśnie przez biografie członków tego wspaniałego zespołu. Nie domyślałam się jednak jak ta książka jest wielka i jak dużo waży! Rozpakowałam i naprawdę ciężko było uwierzyć własnym oczom, wrażenie robił nie tylko rozmiar książki, ale także jej wydanie, już na pierwszy rzut oka. To był pierwszy moment kiedy pomyślałam sobie, że nazwa „Pomnik” („Monument”) idealnie nadaje się dla tego kolosalnego tomiszcza.

Autorzy pozycji są fanami zespołu. Sacha i Dennis to dwaj uznani eksperci Depeche Mode pochodzący z dawnego NRD.

Jak z zawartością? Nareszcie książka o tym fenomenalnym zespole, który nie wiadomo do końca jak zyskał sobie miłość setek milionów fanów (w tym również moją), bardzo wysokiej jakości, która zdecydowanie nie równa się z innymi. Pozycja ta nie jest przeładowana powtórzonymi informacjami, które można przeczytać wszędzie. Oprócz dość szczegółowej biografii zespołu (bez zbędnych informacji) w tym dziele znajduje się również mnóstwo fascynujących wywiadów, które chociaż trochę próbują przybliżyć nam fenomen tych znanych na całym świecie artystów, ekskluzywne materiały Alana Wildera, Daryla Bamonte, czy Herberta R. Kollischa, których nazwiska są zapewne znane są nie tylko najwierniejszym fanom, czy spis wszystkich tras koncertowych ze wszystkimi datami jakie DM kiedykolwiek odbyło. Znajdziemy w albumie również pełną dyskografię Depeche Mode w słowie i obrazie (centralny punkt książki), co będzie idealnym dodatkiem dla pełnej dyskografii płytowej, która bez wątpienia znajduje się na każdej półce prawdziwego fana.

Każda strona w tym albumie jest piękna! Całość wydrukowana jest na wysokiej jakości błyszczącym papierze, na którym znajdziemy nie tylko sam tekst, ale przede wszystkim setki kolorowych zdjęć: zespołu, okładek płyt, biletów na koncerty, plakatów, gadżetów fanowskich, a także wiele innych, które zawsze opatrzone są stosowną notatką na ich temat. Te zdjęcia zabierają każdego czytelnika w prawdziwą podróż w czasie od samego początku istnienia zespołu w latach ’80, poprzez niejednokrotne zmiany składu, aż po stabilny dzień dzisiejszy.

Najlepszym dowodem na to jak książka wspaniale się prezentuje i wciąga w wir wydarzeń związanych z działalnością zespołu jest moja własna z nią przygoda. Podczas czytania, kiedy przewracałam stronę, moim oczom ukazał się jakiś papierek zatknięty na samym środeczku niczym zakładka. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy próbowałam podnieść ów papierek, a on okazał się jedynie nadrukowanym biletem na koncert DM z lat osiemdziesiątych, którego podnieść nawet siłą woli się nie dało ; ).

Podsumowując „Monument” jest przepysznym albumem, który precyzyjnie dokumentuje istnienie tak znanej na świecie grupy jaką jest Depeche Mode. Pomimo, że cena odstrasza niektóre osoby (wersja podstawowa kosztuje 119,90zł, wersja kolekcjonerska 199,90zł) to uważam, że album jest warty wydania takiej kwoty, ponieważ prawdopodobnie nie powstanie już nigdy druga taka publikacja, co czyni opisywaną pozycję wisienką na torcie w licznie gromadzonych pozycjach o swoich idolach. Biorąc ją w swoje ręce nie będziecie mogli przez długi czas wyjść z wrażenia, jakie spowoduje na Was połączenie solidności z jaką została zrobiona ta książka z rewelacyjną oprawą graficzną oraz samym rozmiarem. Przy rozmiarze warto wspomnieć, że nie poczytacie jej w autobusie, w drodze do pracy, ponieważ od 2.5kg ciężaru wasze ręce z pewnością odmówiłyby posłuszeństwa, tak więc nadaje się tylko do czytania w domowym zaciszu. Z czystym sumieniem polecam wszystkim fanom DM, na pewno nie będziecie zawiedzeni, ponieważ tak ogromnej dokumentacji Wasze oczy jeszcze nie widziały. Ja wystawiam najwyższą możliwą ocenę i mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję czytać tak wspaniałe albumy wydane w naszym pięknym języku.

Moja ocena:
10/10

Marta.

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993 – recenzja

23 Gru

197843-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993
Autor: Trevor Baker
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: lipiec 2013
Stron: 208
Tytuł oryginału: Depeche Mode: The Early Years 1981-1993
Tłumaczenie: Katarzyna Jokiel-Paluch

Jak można zauważyć od czasu do czasu na moim blogu pojawia się wpis na temat książek z serii Gwiazdy Sceny wydawanej przez Wydawnictwo Anakonda, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje już od roku! Pozycji o Depeche Mode jak wiadomo nie mogło u mnie obowiązkowo zabraknąć!

Było to moje drugie spotkanie z Trevorem Bakerem i tym przypadku drugie znaczy lepsze, pomimo obaw, że będzie to dla mnie tylko powtórka z poprzedniej książki przedstawiona z nieco innej perspektywy. Pracę o Dave’ie Gahanie (przeczytaj recenzję) też wspominam bardzo miło i mam sentyment, ponieważ to przez nią zaczęła się moja przygoda z Depeche Mode, ale niestety pamiętam ile znalazło się w niej błędów korekty, a mogło być ich wtedy wiele mniej, gdyby nie było takiego pośpiechu.

W tej książce autor skupia się jedynie na wczesnych latach istnienia zespołu, na wydanych przez nich pierwszych ośmiu płytach, od genialnego debiutu Speak & Spell, aż po dojrzałe Songs of Faith and Devotion. Podoba mi się takie podejście, ponieważ w tym dziele, które ma ponad 200 stron możemy się zagłębić w szczegóły początku istnienia tak znanego i ważnego zespołu na rynku muzycznym, który po 1993 roku drążony głębokim wewnętrznym kryzysem właściwie nie przypomina już sam siebie. Nie ma tutaj całej historii zespołu opisanej tylko głównymi wydarzeniami z ich życia, z których najczęściej nic konkretnego nie wynika. Ta książka przyjemnie, ale nie za głęboko wchodzi w szczegóły kształtowania się młodego Depeche Mode, jest spójna i czytanie jej sprawia niemałą przyjemność. Autor każdej płycie poświęcił osobny rozdział, dzięki czemu możemy podzielić lata istnienia DM na pewne etapy, co ułatwia gromadzenie i porządkowanie wiedzy na ich temat. Baker starannie opisuje proces powstawania poszczególnych płyt. Rzetelnie prezentuje również zamiłowania, zainteresowania i chęć odkrywania nowych horyzontów przez członków zespołu, które powodowały powstawanie płyt w zupełnie innym stylu niż dotychczasowe. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że książka wniosła kilka nowych informacji do mojej teczuszki pt. „Depeche Mode”, kilka uporządkowała, a kilka również powtórzyła z poprzednio czytanych przeze mnie książek. Powtórzeń tych nie uznaję jednak za wadę, ponieważ pisząc biografię zespołu A czy, zespołu B, istotnych informacji nie da się po prostu ominąć, zawsze będą one ważną częścią historii danego zespołu.

Poza samą treścią należy pochwalić również wydanie tej biografii. Ładna twarda oprawa ze zdjęciem zespołu z tych właśnie wczesnych lat ich istnienia. W środku dobrej jakości biały papier, na którym tekst z większą interlinią i wygodnymi marginesami prezentuje się wyśmienicie. Na środku, jak to zazwyczaj, wkładka z kolorowymi zdjęciami członków zespołu (zdjęcie pod postem), które zainteresują niejednego fana, a na pewno zainteresują każdą fankę ; ).

Polecam przede wszystkim fanom, którzy mają już jakieś pojęcie na temat zespołu i chcą poznać kilka szczegółów więcej z wczesnego okresu istnienia, ale mniej tym którzy są Depeszową alfa i omegą, bo wszechwiedzący fan może podczas lektury może poczuć, że skądś już większość tych informacji zna. A nowicjuszom? Jak najbardziej! Świetny początek, żeby wejść w świat tego wspaniałego, ponadczasowego zespołu. Osobiście nabyłam dodatkowy egzemplarz, który jutro wyląduje jako prezent pod choinką dla mojej młodszej kuzynki, bo przecież ładna i interesująca książka zawsze idealnie nadaje się pod choinkę : ).

Moja ocena:
7/10

Marta.

DSC_0010 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne