Archiwum | Literatura kanadyjska RSS feed for this section

Obelisk kładzie się cieniem – recenzja

29 Paźdź

obelisk

Tytuł: Obelisk kładzie się cieniem
Autor: Alan Bradley
Wydawnictwo: Vesper
Premiera: październik 2015
Stron: 280
Tytuł oryginału: The Dead in Their Vaulted Arches
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska

Okazuje się, że dokładnie pod koniec października zeszłego roku recenzowałam dla Was pozycję Gdzie się cis nad grobem schyla, która była dopiero co świeżutko wydana przez Wydawnictwo Vesper. W tym roku, dokładnie w tym samym okresie dostaliśmy możliwość sięgnięcia po szósty już tom przygód znakomitej, niepowtarzalnej i nieco mrocznej Flawii de Luce. Moje serce bardzo płacze, bowiem to już podobno przedostatni rozdział tej wspaniałej historii, której dałam się całkowicie porwać… Szczególnie, kiedy Obelisk kładzie się cieniem tak bardzo twistuje fabułę, że w mojej głowie kiełkuje myśl o zupełnie nowym wymiarze tego cyklu. Flawia idealnie nadaje się na lekturę Halloweenową i dlatego napiszę Wam dzisiaj o niej kilka całkiem miłych słów. Ostrzegam jednak, że możliwe są tutaj spoilery z poprzedniej części!

Czytaj dalej

Reklamy

Ucieczka na szczyt – recenzja

5 Paźdź

ucieczka na szczytTytuł: Ucieczka na szczyt
Autor: Bernadette McDonald
Wydawnictwo: Agora SA
Data wydania polskiego: wrzesień 2015
Stron: 384
Tytuł oryginału: Freedom Climbers
Tłumaczenie: Wojtek Fusek

Ucieczka na szczyt (Freedom Climbers) to wyjątkowa opowieść o niesamowitym zjawisku jakim był polski himalaizm w swoim rozkwicie trwającym od od lat 60. do I połowy lat 90. XX wieku. Na podjęcie tego wybitnego tematu zdecydowała się kanadyjska pisarka Bernadette McDonald. Zadanie do którego przystąpiła, mające na celu zaprezentowanie nadzwyczajnych osobowości jakie uosabiali polscy przedstawiciele świata zdobywców najwyższych szczytów zostało zrealizowane w stu procentach.

Czytaj dalej

Badyl na katowski wór – recenzja

23 Czer

badyl

Tytuł: Badyl na katowski wór
Autor: Alan Bradley
Wydawnictwo:Vesper
Data wydania polskiego: czerwiec 2010
Stron: 364
Tytuł oryginału: The Weed That Strings the Hangman’s Bag
Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Na wstępie bez bicia przyznaję się, że ostatnio odrobinę pozwoliłam sobie zaniedbać czytanie książek i samego bloga. Wszystko za sprawą milion razy wspominanego przeze mnie Wiedźmina 3! Kto z Was jeszcze nie próbował… Niech nie zaczyna, bo przepadnie na wieki na niebezpiecznych ulicach Novigradu i kamiennych stokach surowego Skellige pozbawiając życia każdego kto wejdzie Geraltowi w drogę. Co oznacza oczywiście, że na jakiś czas o istnieniu książek można (trochę bezkarnie) zapomnieć. Na szczęście z książkowego regału z pełnym zapałem machała do mnie Flawia de Luce, która zniecierpliwiona zagroziła mi, że jeśli nie skończę szybko czytać dawno rozpoczętego Badyla na katowski wór, to przetestuje na mnie jedną ze swoich świeżo przyrządzonych trucizn. Jest to już moje trzecie spotkanie z Flawią, o poprzednim możecie poczytać tutaj. Teraz mogę jedynie zdradzić, że na pewno nie będzie ostatnim.

Czytaj dalej

Gdzie się cis nad grobem schyla – recenzja

25 Paźdź

gdzie się cis nad grobem schylaTytuł: Gdzie się cis nad grobem schyla
Autor: Alan Bradley
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania polskiego: październik 2014
Stron: 328
Tytuł oryginału: Speaking From Among the Bones
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska

Gdzie się cis nad grobem schyla to już piąta część przygód Flawii de Luce, całkowicie rezolutnej, dwunastoletniej dziewczynki. Czytałam już pierwszą część jej przygód i na tyle mi się spodobało, że na mojej półce stoją i wyczekują na swoją kolej już wszystkie wydane z tej serii pozycje. Pewnie za jakiś czas, kiedy odgrzebię się ze stosu książek do zrecenzowania (a także wyzdrowieję), napiszę kilka słów o mojej pierwszej przygodzie z Flawią, czyli o Zatrutym ciasteczku. Owe tomy niby mają swoją określoną kolejność, ale czytanie ich poza nią generalnie nie sprawia większych problemów. Momenty, w których czułam się niedoinformowana mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Także nie trzeba czytać po kolei, ale taką wersję polecam. Wybrałam świetny moment na zrecenzowanie tej lektury, bo wielkimi krokami zbliża się do nas Halloween, a to zawsze dobry powód na zakup przyjemnej, nieco creepy książki.

Czytaj dalej

Pobojowisko – recenzja

14 Maj

268293-352x500Tytuł: Pobojowisko
Autor: Michael Crummey
Wydawca:  Wiatr od Morza
Data wydania polskiego: maj 2014
Stron: 408
Tytuł oryginału: The Wreckage
Tłumaczenie: Michał Alenowicz

Dzisiaj przedpremierowo zapraszam na recenzję „Pobojowiska”, 19 maja książka trafi do księgarni. To już druga pozycja autorstwa Michaela Crummey’a, którą miałam przyjemność czytać.  „Dostatek” (recenzja) wysoko postawił poprzeczkę i nie wiedziałam czego się spodziewać po najnowszej powieści autora, czy zdoła chociaż troszeczkę dorównać wspaniałemu magicznemu realizmowi. Teraz już jednak wiem, że to prawdopodobnie najlepsza pozycja, jaka w tym roku wpadła w moje ręce i zdecydowanie podobała mi się jeszcze bardziej niż wspomniany już „Dostatek”.

Czasy II wojny światowej, Nowa Fundlandia na przemian z Japonią. Głównymi bohaterami są osiemnastoletni katolik Wish Furley i szesnastoletnia protestantka Mercedes Parsons. Poznają się podczas pracy Wisha, który podróżuje po po północnym wybrzeżu wyspy z kinem objazdowym. Można powiedzieć, że prawie natychmiastowo się w sobie zakochują, jednak ich związek nie jest akceptowany przez społeczność Cove, w której mieszka Mercedes, z powodu różnic wyznaniowych.

Wish przez przypadek prawie zabija brata swojej wybranki, więc musi szybko uciekać z osady, a nawet z kraju. Nie ma ostatniego pożegnania z ukochaną, nie ma żadnych wiadomości co stało się z Wishem, jedyną poszlaką jest skradziona łódź Parsonsów. Chłopak zaciąga się do wojska i zostaje wysłany na wojnę do Japonii, gdzie nie zdążył oddać nawet jednego strzału zanim trafił do obozu Nagasaki #14. Po morderczej, obozowej pracy, wielkie wydarzenia II wojny światowej, dają szansę na ucieczkę pozostałym przy życiu więźniom.

W tym samym czasie Sadie (zdrobnienie) ucieka z Cove i wprowadza się na piętro do byłego pracodawcy Furey’a, u którego teraz zarabia na życie. Znajduje pomoc u wielu nowych przyjaciół, którzy pragną jej szczęścia, widząc czystą miłość płynącą prosto z jej serca. Po niedługim okresie dowiaduje się co stało się z jej najdroższym i przez pewien czas pisują do siebie listy, a na końcu każdego z nich dziewczyna pisze „będę czekała, jeżeli mnie zechcesz”. Z biegiem lat listy od Wisha przestają przychodzić, a jego los staje pod wielkim znakiem zapytania.

Jest to piękna historia o miłości, poświęceniu, wojnie, oddaniu swojemu kraju, nietolerancji religijnej, a także oczywiście o Nowej Fundlandii. Piękna, ale zarazem i smutna. Nasi bohaterowie każdego dnia muszą podejmować ciężkie decyzje, które mogą zaważyć na całym ich przyszłym życiu i najważniejszej rzeczy jaką kiedykolwiek mieli – na ich miłości. Trud życia sprawia, że z każdą stroną na światło dzienne wychodzą mroczne sekrety skrywane przez wiele lat, często takie, o których sami nie mieli pojęcia.

Tekst jest napisany mistrzowskim językiem. Każde słowo jest odpowiednio przemyślane i odpowiednio dobrane, co w efekcie praktycznie przenosi nas podczas czytania do wszystkich miejsc, w których toczy się akcja. Rozdziały napisane są z punktu widzenia różnych bohaterów, w różnym czasie, tak perfekcyjne, że na koniec pozornie oddzielne opowieści łączą się w jedną, spójną całość i w końcu zaczynamy wszystko rozumieć. Fabuła jest świetna i wciągająca, bez żadnej obawy sięgnę po każdą następną powieść Crummey’a.

Bohaterowie są liczni, ciekawi i różnorodni, z pewnością odczujemy jak każdy z nich jest kierowany swoimi własnymi wyróżniającymi się cechami charakteru. Moją ulubioną postacią została Sadie – hazardzistka, która postawiła w młodości wszystko na jedną kartę, na swoje uczucie. Jeżeli chodzi o Wisha, to nie do końca rozumiałam jego postępowanie i nieraz miałam ochotę rzucić tym wszystkim w ścianę, aby się opamiętał. Ale rozumiem, że tak jak w życiu, tak w książce, nie każdy może być idealny.

Przyznaję, że opowieść całkowicie mnie zafascynowała również ze względów osobistych, ponieważ w pewnym sensie wydała mi się podobna do tego, co moja własna babcia przeżyła na wojnie – mając osiemnaście lat, po dwóch tygodniach małżeństwa jej mąż wyjechał na wojnę i poza kilkoma listami już nigdy o nim nie usłyszała. Potrafię więc chociaż odrobinę wyobrazić sobie, co za cierpienie przetrwali nasi bohaterowie, wzorując się na opowieściach zasłyszanych z ust starowinki. Podczas lektury uroniłam niejedną łzę towarzysząc tej nieszczęśliwej parze.

Czy historia zakończyła się dobrze, czy źle Wam nie napiszę. Za to ocenię ją bardzo wysoko i polecę Wam za kilka dni stawić się w kolejce do kasy w księgarni, trzymając w ręce najnowszą książkę Michaela Crummey’a, jeśli tylko macie ochotę przeżyć coś cudownego.

Moja ocena:
9/10

Marta.

Dostatek – recenzja

31 Paźdź

146681-352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Dostatek
Autor: Michael Crummey
Wydawca:  Wiatr od Morza
Data wydania polskiego: czerwiec 2013
Stron: 360
Tytuł oryginału: Galore
Tłumaczenie: Michał Alenowicz

Tym razem moją propozycją dla Was drodzy czytelnicy jest „Dostatek”, autorstwa Michaela Crummey’a, czyli pierwsza książka wydana przez nowe wydawnictwo – Wiatr od Morza.

Książkę przeczytałam już kilka miesięcy temu i wywarła na mnie niemałe wrażenie, ale jak wiecie wiele się u mnie działo i niestety pisanie recenzji zeszło na dalszy plan, ale teraz, kiedy wszystko już ustatkowane – nadrabiam jak mogę!

Michael Crummey to nowofunlandzki poeta i prozaik. Swoją przygodę z literaturą rozpoczął od pisania poezji w czasie studiów. Pierwszy tomik poezji „Arguments with gravity” wydał w 1996 roku i od razu został nagrodzony Writer’s Alliance of Newfoundland and Labrador Book Award for Poetry. Crummey jest autorem trzech powieści. Pierwszą, River Thieves, opublikował w 2001 r. – książka od razu zyskała status bestsellera i została nagrodzona Thomas Head Raddall Award. Kolejna powieść, „The Wreckage” ukazała się na rynku w 2005 roku, a trzecia, „Dostatek”, dwa lata później.

Akcja rozgrywa się na wybrzeżu Nowej Fundlandii, gdzie znajduje się rybacka osada Paradise Deep. W nędznym dla mieszkańców okresie niedostatku, na płyciźnie utyka sporych rozmiarów wieloryb, który w tak ekstremalnie ciężkich czasach jest niczym dar od boga. Doczekawszy się śmierci zwierzęcia nastąpiło pewne wydarzenie, które wywróciło osadę Paradise Deep zupełnie do góry nogami. Podczas otwierania przez Wdowę Devine podbrzusza walenia, z jego środka wpada do wody nagie, białowłose, okrutnie cuchnące rybami ciało mężczyzny. Podczas przenoszenia go na cmentarz, jegomość niespodziewanie się budzi. Jest niemową, więc nie może powiedzieć im kim jest i jak się nazywa, zostaje więc przygarnięty i nazwany Judą.

Tak zaczyna się magiczna opowieść, która nie jest podobna do żadnej innej jaką kiedykolwiek przeczytacie. Miłość i nienawiść, namiętności i niezgody, narodziny i śmierć – wszystko to jest ujęte w tej krętej i bogatej historii o miasteczku zagubionym pośrodku oceanu. Crummey przedstawia nam historię mieszkańców na przestrzeni ponad stu lat, dzielimy z nimi ich uniesienia, smutki, zwycięstwa i porażki. W tej niezwykłej książce, czarujące Paradise Deep i jego mieszkańcy wydają się być fantastyczni, wspaniali i zarazem dziwni.

Trudno było mi podsumować tę książkę. Nie dlatego, że jest jakaś zagmatwana, ale dlatego, że tak wiele się w niej dzieje. Doświadczamy bardzo dużej dawki informacji genealogicznych, bezskutecznie mogłabym próbować wszystko wyjaśniać, ale żeby to pojąć koniecznie trzeba ją przeczytać. Zaletą jest to, że nie jest opasłym tomiskiem, a w elegancki sposób opisuje bardzo dużą przestrzeń czasową. Podobał mi się również język jakim została napisana. Crummey świetnie posługuje się pięknym literackim językiem, który przenosi nas w odległy świat Nowej Fundlandii, a jednocześnie potrafi wtrącić brudne i brutalne przerywniki, które muszę przyznać łączą się w świetną całość. Mimo iż, nie była to lekka lektura, nie brakowało w niej także dobrego humoru przy opisie postaci i ich przygód, a im dłużej ją czytałam, tym bardziej z kolejną kartką mnie wciągała. Myślę że to wpływ jej magicznego realizmu, którego w takim wymiarze i tak dobrze skonstruowanego nie spotkałam jeszcze w żadnym innym dziele.

Magia ta najbardziej daje się odczuć kiedy docieramy już do ostatniej strony. Wielu z Was przy końcówce może zacząć snuć domysły jak cała opowieść się zakończy, jednak takie zakończenie nie jest rozczarowujące, a wręcz konieczne i nie wyobrażam sobie innego. Zdecydowanie skłania do przemyśleń i słyszałam już o wielu osobach, które zostały głęboko urzeczone i poruszone „Dostatkiem”, a sama jestem jedną z nich.

Zapewne jestem również kolejną recenzentką, która napisze: KSIĄŻKA JEST GENIALNA. Kiedy zaczynałam czytać momentami była dla mnie ciężka i zupełnie nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Z biegiem akcji, stawała się coraz łatwiejsza w przyswojeniu, myślę że to kwestia przyzwyczajenia. Teraz wiem, że bez wahania i z chęcią sięgnęłabym po resztę pozycji napisanych przez Michaela Crummey’a. Serdecznie polecam wszelakim czytelnikom, poza tymi najmłodszymi, ponieważ dla nich może okazać się nieco za ciężka. Jeśli macie okazję, to warto nie zmarnować szansy na zapoznanie się z tak fascynującą i magiczną opowieścią.

Moja ocena:
9/10

Marta.