Archiwum | Komedia RSS feed for this section

Kochanowo i okolice – recenzja

25 Czer

146552-352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Kochanowo i okolice
Autor: Przemek Jurek
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: maj 2013
Stron: 454

Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze do słów: „nie oceniaj książki po tytule”… Bo przyznam szczerze, że sam tytuł budził we mnie mocno mieszane uczucia, zupełnie nie wiedziałam jakiej treści mam się spodziewać, a do tego w opisie pozycji przeczytałam o zespole Kombii (nie mylić z Kombi!) i moja mina zrzedła jeszcze bardziej. Całe szczęście, moje uprzedzenie okazało się zupełnie bezpodstawne!

Przemek Jurek to absolwent Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej. Dziś jest scenarzystą i dramatopisarzem, polonistą, laureatem kilku konkursów scenario- i dramatopisarskich, współpracownikiem czasopism oraz recenzentem muzycznym portalu Onet.pl.

Założę się, że większość z nas marzyła w życiu chociaż raz o tym, że zostanie gwiazdą rocka i będzie pląsać z gitarą po ogromnych stadionach, które po brzegi będą zapełnione naszymi oddanymi fanami. O tym właśnie marzyli bohaterowie tej powieści już od samej podstawówki, ale ich życie postanowiło potoczyć się zupełnie innymi torami. Marcyś, Makar, Lizzy, Jaromir i Koczis to cały skład deathmetalowego zespołu Exterminator z Kochanowa. Panowie (już nie chłopcy!) są po trzydziestce, mają żony, dzieci, a lata skromnej świetności swojej kapeli, kiedy byli na studiach mają już dawno za sobą. Teraz odbywali próby jedynie dla przyjemności, możliwości wyrwania się na trochę z domu oraz strzelenia kilku piwek w męskim gronie.

Narratorem powieści jest Marcyś (gitarzysta), który przeplata czas teraźniejszy z przeszłym, kiedy członkowie zespołu byli jeszcze smarkaczami w szkole i zaczęła się ich fascynacja muzyką.

Cała historia zaczyna się, kiedy pewnego dnia, do sali prób wpada jak zwykle spóźniony, ale nad wyraz podekscytowany Makar. Okazuje się, że załatwił swojej ekipie możliwość zagrania koncertu na dożynkach powiatowych jako support Kombii… Z początku Marcin, fan starego Kombi, podchodzi do sprawy bardzo sentymentalnie, jest oburzony (uważa obecną wersję Kombii za miernotę i zwykły skok na kasę), nie chce sponiewierać swojego zespołu jak i swoich kapitalnych wspomnień z dzieciństwa. Nie ma najmniejszego zamiaru podejmować wyzwania, mimo że w grę wchodzi 12 tysięcy złotych pewnej nagrody ze stypendium, którą mogliby wykorzystać na nagranie prawdziwego studyjnego albumu – pamiątki która po nich zostanie dla potomnych. Po rozmowie z żoną, udaje mu się jednak uspokoić skołatane nerwy i postanawia iść na całość i przyjąć propozycję, robiąc z tego dobrą zabawę. Po niedługim czasie Panowie metalowcy stają się lokalnymi gwiazdami, mają nawet fan club zespołu! Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwy zamęt, zapamiętajcie sobie drodzy czytelnicy: w życiu nic nie ma za darmo…

Jak już pisałam na początku… Tytuł w ogóle nie zapowiada tego co znajdziemy w środku, dobrze że okładka jest ładna i zachęca do chwycenia, bo gdyby nie ona, to prawdopodobnie lektura w ogóle nie zwróciłaby mojej uwagi. Jak mi się podobała? REWELACJA! Dawno tak błyskawicznie nie pochłonęłam książki. Spodziewałam się jakiejś oklepanej historii o małym miasteczku i tym nieszczęsnym Kombii, a dostałam doskonałą komedię, w której nie brakowało ciekawych i barwnych postaci, groma zabawnych i czasami dla nas absurdalnych sytuacji. Było również dużo szczegółów z życia w PRL’u. Jeśli jesteście z młodszego pokolenia to zobaczycie jak w latach 80′ trzeba było się natrudzić, żeby dostać chociażby kasetę z porządną muzyką, czy obejrzeć wymarzony film! Na uwagę zasługuje również lekki styl pisania Pana Przemka, ponieważ książkę dosłownie pochłania się jak czekoladę i chętnie sprawdziłabym jakiś inny tytuł spod jego pióra. Czytałam do późnych nocnych godzin, ponieważ nie mogłam odłożyć jej na bok bez poznania kolejnego etapu przygód Marcysia i jego bandy, w końcu tylko sen potrafił zapędzić mnie do łóżka. Przez książkę przetaczało się dużo nazw zespołów, które już w tamtych latach prężnie rozwijały swoją karierę jak Metallica, Morbid Angel, czy nasze krajowe T.Love. Miłym akcentem było dla mnie przeczytanie jednego króciutkiego zdania o moim ulubionym zespole nr.2 (Mötley Crüe), mimo iż było to tylko przytoczenie nazwy jednej płyty, to zawsze jakoś tak cieplej na sercu się robi ; ). Książkę polecam osobom w każdym wieku, które lubią czytać i chcą po prostu miło spędzić czas, pękając nieraz ze śmiechu. Mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji tej powieści, ponieważ jej zakończenie idealnie nadaje się do podjęcia tematu.

Moja ocena:
8/10

Marta.