Archiwum | Dla dzieci RSS feed for this section

Patka i Pepe. Zagadka wieżowca – recenzja

26 Gru

patka i pepe

Tytuł: Patka i Pepe. Zagadka wieżowca
Autor: Aga Szczepańska
Wydawnictwo: Studio Moema
Data wydania polskiego: czerwiec 2014
Stron: 176

Witamy w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia! Życzenia składaliśmy już przedwczoraj na facebooku, ale przypomnę że życzymy Wam miłości, zdrowia i ogromnych stosów książek! Dzisiejszy dzień całkowicie powinniśmy poświęcić na relaks i spędzenie czasu z najbliższymi. Dlatego na dzisiaj do recenzji wybrałam książkę całkowicie relaksującą, niedługą i świetnie nadającą się dla naszych najbliższych – dla dzieci. Poznajcie Patkę i Pepego, którzy do rozwikłania mają niejedną szalenie zagmatwaną zagadkę, której nie podołałby z pewnością żaden dorosły.

Czytaj dalej

Reklamy

Cień smoka – recenzja

2 Paźdź

cień smoka

Tytuł: Cień smoka
Autor: Andrzej Maleszka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Emotikon
Data wydania polskiego: październik 2014
Stron: 480

Dzisiaj tekst nietypowy, bo o pewnej fantastycznej książce dla dzieci, która swoją premierę będzie miała już za kilka dni. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, literatura dla dzieci nieczęsto gości na moim blogu. Już kiedyś się tłumaczyłam, że już nie te lata, a poza tym w domu nie mam nawet szansy takiej złapać w ręce, bo po prostu najmłodsza jestem właśnie ja. Przypadek sprawił jednak, że Cień smoka wylądował w mojej domowej biblioteczce. Wystarczy pomylić adresy e-mail – spróbujcie kiedyś!

Czytaj dalej

Księżyc zapomniał – recenzja

1 Czer

ksic499c5bcyc-zapomnial (Kopiowanie)Tytuł: Księżyc zapomniał
Autor: Jimmy Liao
Wydawca: Officyna
Data wydania polskiego: wrzesień 2012
Stron: 120
Tytuł oryginału: When the Moon Forgot
Tłumaczenie: Katarzyna Sarek

Dzisiaj mamy wyjątkowy dzień – obchodzimy Światowy Dzień Dziecka. Chcę skorzystać teraz z okazji, aby móc złożyć serdeczne życzenia wszystkim dzieciakom, aby Wasze dzieciństwo było jak najlepsze i aby trwało jak najdłużej. Do życzeń dokładam dzisiaj krótką recenzję, niedużej książki, oczywiście dla dzieci.

Natknęłam się na nią przeglądając stronę internetową Wydawnictwa Officyna. Jej ładna, trochę mroczna okładka od razu przykuła moją uwagę i wtedy okazało się, że to książka dla dzieci. Stwierdziłam – muszę spróbować!

Jimmy Liao to dobrze znany i rozpoznawalny tajwański ilustrator i pisarz.

Poznamy tutaj historię małego chłopca, który pewnego dnia odnajduje w trawie najprawdziwszy księżyc, który to zupełnie nie pamięta kim jest i co powinien robić. Przez większość opowieści ta dwójka staje się praktycznie nierozłączna. Dziecko zabiera satelitę do szkoły, śpi z nim i wykonuje wszystkie inne czynności w towarzystwie swojego przyjaciela. Jest najszczęśliwszy na świecie, tylko otaczający go ludzie wydają się być czymś strapieni. Po pewnym czasie, za sprawą chłopca, księżyc zaznaje trochę ze swojego dawnego życia i zaczyna sobie wszystko powoli przypominać. Co na to wszystko inni ludzie?

120 stron wydaje się przeogromną liczbą jak na książeczkę dla dzieci, zapewniam Was jednak, że tak nie jest. Czyta się bardzo szybko, ale przede wszystkim ogląda się tutaj cudowne obrazki. Strony zawierają zazwyczaj jedno zdanie. Niektóre mają tylko kilka słów, a inne nie mają ich wcale. Za to wszystkie bez wyjątku mają naprawdę piękny wygląd, który zwróci uwagę każdego czytelnika. Temat jest bardzo ciekawy i przystępny, kto nie chciałby przeczytać opowieści o chłopcu i jego księżycu? Są tutaj momenty przygnębiające, ale są i te podnoszące na duchu, generalnie to nie jest zwyczajna bajka dla dzieci. Wywiera duże wrażenie nie tylko na najmłodszych, ponieważ sposób w jaki jest napisana trafi do większego grona, powiedziałabym że do wrażliwego grona.

Polecam wszystkim, nie ważne ile macie lat. Grupę docelową określiłabym jako +5, bo powyżej tego wieku jest dla absolutnie każdego. Będąc dorosłym z pewnością warto po nią sięgnąć i poznać, jest zupełnie nietypowa i piękna! Dla młodszych dzieci poleciłabym inne tytuły, bo tego mogą jeszcze nie zrozumieć, ale nawet jeśli zaryzykujecie, to z pewnością spodobają im się na dobry początek obrazki i sama historia bez wdrażania się w ukryte znaczenia i jej poetyckość. Ja swój egzemplarz oddałam dzisiaj bratankowi, chociaż do pięciu lat jeszcze mu daleko. Radek (bratanek) jest teraz w fazie fascynacji ilustracjami, więc myślę że będzie teraz zadowolony, a z czasem jak podrośnie doceni każdy szczegół tej ładnej opowieści o księżycu, który zapomniał jak to jest być księżycem.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Ksiezyc-zapomnial.6999

Gucio i Megi w Warszawie – recenzja

10 Sty

236598-352x500Tytuł: Gucio i Megi w Warszawie
Autor: Petrus Primitos
Wydawca: Wasowscy
Data wydania polskiego: grudzień 2013
Stron: 60

Zupełnie nie planowałam recenzować w najbliższym czasie żadnych książek dla dzieci. W moim domu najmłodsza jestem ja i nie ukrywam, że do dziecka już mi daleko. Dostałam jednak propozycję zrecenzowania przygód Gucia i Megi, i po przeczytaniu bardzo zachęcającego opisu, postanowiłam spróbować swoich sił na tym nieprzetartym jeszcze przeze mnie szlaku i oto jest – pierwsza recenzja książki dla dzieci na moim blogu!

Patrus Primitos to pseudonim artystyczny, pod którym ukrywają się Aleksandra i Hugo Petrus. Fantastyczny duet autorów, który postanowił przywrócić świetność polskiej literaturze dziecięcej i powołać do życia bohaterów na miarę Tytusa, Kleksa czy nawet Bolka i Lolka.

To pierwsza książeczka o przygodach Gucia i Megi (z serii „Gucio i Megi podbijają świat”), czyli o dwóch buldożkach francuskich. Dokładniej będzie to opowieść o tym jak wszystko się zaczęło, czyli jak pieski zostały adoptowane, o początkach ich życia u boku nowych kochających właścicieli – Maliny, właścicielki sklepów z zabawkami i Doktorka, weterynarza w ZOO.

Najpierw przygarnięty został Gucio, niemały rozrabiaka, gwiazdor, gapa przekręcająca wiele wyrazów i łakomczuch, który za dobry smakołyk jest w stanie zrobić prawie wszystko. Doktorek zabierał go codziennie ze sobą do pracy do momentu, aż ten tak narozrabiał, że nad weterynarzem zaciążyła groźba utraty pracy. I właśnie wtedy właściciele niesfornego zwierzaka wpadli na genialny pomysł! Postanowili przygarnąć jeszcze jednego buldożka, tym razem spokojnego, posłusznego, który zapanuje nad rozhulanym Guciem. Padło na wesołą i mądrą suczkę imieniem Megi, która faktycznie w swoim zadaniu sprawdziła się znakomicie i figle pieska z czasem straciły na swej intensywności, a nawet zdarzyło jej się uratować go z opresji.

I jak wypadło? Arcydzieło dla dzieci! Nie spodziewałam się, że literatura dziecięca jest w stanie tak mocno mnie wciągnąć. Wczoraj listonosz dopiero co ją przyniósł, chciałam tylko przejrzeć, a wieczorem była już przeczytana i to w kilkadziesiąt minut. Książeczka ma 60 stron więc dla dorosłych niby mało, ale dla dziecka na pewno wystarczy na kilka wieczorów w formie dobranocki. W przygodach tych dwóch piesków jest mnóstwo dobrego humoru, wiele mądrości, a wszystko  wykończone jest bardzo ciekawymi, kolorowymi i czarno-białymi obrazkami, które na pewno polubią wszystkie dzieci, bo obrazki wyglądają na wyjęte wprost z komiksów. Najbardziej zachwyciło mnie to, że pozycja nie tylko bawi, ale i uczy! Wasze pociechy mogą dowiedzieć się np. że pieskom nie wolno dawać do jedzenia czekolady. Ale mówi też o tak ważnej sprawie jak to żeby zwierzęta kupować tylko z rejestrowanych hodowli, albo najlepiej ADOPTOWAĆ, bo na świecie jeszcze wiele czworonogów czeka na kochającą rodzinę i pełną michę jedzenia.

Gorąco polecam więc wszystkim małym czytelnikom, a także im rodzicom, bo wiem że czas który poświęcicie na wspólne czytanie nie będzie stracony. Przeżyjecie wesołe przygody Gucia i Megi razem z nimi mając świadomość, że jednocześnie zabawiając swoje dziecko nauczyliście je bardzo ważnych wartości. Autorzy są na bardzo dobrej drodze do przywrócenia świetności polskiej literaturze dziecięcej, tak jak zamierzali. Osobiście nie mogę się doczekać kolejnych tomów, a jedyne co mogę zrobić teraz w takcie oczekiwania to wystawić pierwszą dziesiątkę na moim blogu.

Moja ocena:
10/10

Marta.

PS: Żywe odpowiedniki bohaterów mieszkają z autorką i dostarczają codziennie materiałów na kolejne strony. Psiaki mają już spory fanclub na Facebook’u oraz własną stronę internetową.