Archiwum | Biografie RSS feed for this section

Green Day. Amerykańscy idioci – recenzja

19 Czer

266257-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Green Day. Amerykańscy idioci
Autor: Ben Myers
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2014
Stron: 330
Tytuł oryginału: Green Day: American Idiots & The New Punk Explosion
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj do recenzji leci nieoficjalna biografia muzyczna punkrockowego zespołu Green Day. Zespołu, który wiele znaczył dla mnie i moich rówieśników. Szczególnie w czasach, kiedy chodziliśmy do gimnazjum, kiedy na listach przebojów szalały hity z płyty „American Idiot”. Na książkę czekałam z ogromną niecierpliwością, ciekawością i niemałymi wymaganiami. I jak? Zdecydowanie się nie zawiodłam, a podczas lektury cały czas towarzyszyła mi ich muzyka.

Ben Myers to angielski pisarz, urodzony w Durham w 1976 roku, który ma na swoim koncie już pokaźną liczbę publikacji. Trochę fikcji, trochę poezji, ale najważniejsze dla nas są wydane muzyczne biografie: Muse, Green Day, John Lydon, System of a Down oraz The Clash.

Naszą lekturę rozpocznie tutaj szczypta historii regionu, z którego wywodzi się nasze sławne trio i opowieść o tym jak Billie właściwie zaczął swoją przygodę z muzyką. Trójka dzieciaków, które dorastały w pobliżu San Francisco zakochała się w muzyce punkowej, która była wtedy wszechobecna wśród młodych ludzi. Każdy z nich nie miał w dzieciństwie lekkiego życia. Dom dziecka, śmierć ojca to tylko niektóre z tragedii, którym członkowie musieli dzielnie stawiać czoła, a to wszystko tylko bardziej zbliżyło ich do punka.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznali się, stworzyli zespół i stali się częstymi bywalcami sceny budynku Gilman, który przemienił się w istne eldorado punkrocka. Oprócz tego miejsca grali koncerty gdzie się dało, grali w piwnicach, grali na squatach. Nieraz tylko za darmowe piwo, czasami dostawali faktycznie wynagrodzenie za swoje koncerty. Wszędzie było ich pełno. Żyli w prawdziwym rock’n’rollowym stylu, gdzie alkohol przelewał się litrami. Nie myśleli poważnie o wielu rzeczach, nie robili z siebie wielkich gwiazd, byli natomiast zawsze wierni swojej muzyce.

Później przeczytamy już o tym jak ich kariera nabierała tempa z każdym dniem. Dwie pierwsze płyty wydali w małej wytwórni, kiedy jednak postanowili odejść i „Dookie” wydać w Reprise, wtedy rozpoczął się ogromny boom na Green Day! Sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy, więc sami możecie sobie wyobrazić co wtedy działo się na świecie. Zdobyli niejedną prestiżową nagrodę Grammy. Wypełnianie aren koncertowych po brzegi nie stało się jednak ich jedynym zadaniem. Nastoletni chłopcy zamienili się w dorosłych mężczyzn. Są teraz mężami, ojcami, zaznają trudu codziennego, normalnego życia. Pomimo otaczającej ich sławy i pokus, woda sodowa nie uderzyła im do głowy i to jest to, za co ja dzisiaj najbardziej ich lubię.

Co podobało mi się w książce najbardziej? Mnóstwo interesujących anegdot, które nie pozwalają się oderwać od tej pozycji. Autor wie o czym pisze i robi to w bardzo umiejętny, przekonujący sposób. Na końcu książki napisano również o niesamowitym cudzie, który zdecydowanie mnie poruszył. Owy cud dokonał się za sprawą ich muzyki, ale nie będę spojlerować, przeczytajcie o tym sami w książce. Ja czytałam ją dosłownie w każdym możliwym momencie, nawet w kolejkach przed otwarciem bramek na koncertach. Co podobało mi się mniej i za to daję minus? Książka ma już kilka lat i brakuje kilka ostatnich wydarzeń z życia zespołu, chodzi niestety o kilka długich lat, o kilka wydanych płyt.

Warto wspomnieć również o bardzo ładnym wydaniu książki. Żadne błędów nie dostrzegłam, w przeciwieństwie do dobrej jakości papieru i genialnych kolorowych zdjęć zespołu, które wręcz rzucają się w oczy i które pozwolę sobie przedstawić na końcu wpisu. Na zakończenie opowieści dostajecie solidny wpis o dyskografii GD, ich projektach pobocznych i gościnnych występach.

Pozycję o tych uroczych amerykańskich idiotach polecam bez wahania każdemu! Nie ważne czy jesteś ich wieloletnim fanem, słuchasz ich od czasu do czasu, czy zupełnie nie znasz – ta książka jest po prostu napisana w bardzo interesujący sposób. O punkrockowcach światowego formatu, czyli o ludziach którzy mają w życiu do powiedzenia trochę więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Jeżeli chcesz przyjemnie spędzić czas lub sprawić komuś wyjątkowy prezent w ładnym wydaniu to nie ma na co czekać. Ja oceniam na rewelacyjną.

Moja ocena:
8/10

Marta.

DSC_0037 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Pearl Jam & Eddie Vedder – recenzja

22 Kwi

wygraj-ksiazke-pearl-jam-eddie-vedder-1_330x248_1Tytuł:  Pearl Jam & Eddie Vedder
Autor: Martin Clarke
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: październik 2013
Stron: 264
Tytuł oryginału: Pearl Jam and Eddie Vedder: None Too Fragile
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj zapraszam na recenzję biografii Eddiego Veddera i charakterystycznego zespołu Pearl Jam, który w tym roku, latem zawita na koncercie w Polsce. Trochę czasu mi zajęło zanim wzięłam ją w swoje ręce i teraz trochę żałuję, bo okazała się bardzo przyjemną pozycją, ale jak to się mówi, co się odwlecze to nie uciecze. Musiałam po prostu zrobić sobie małą biografiową przerwę, bo wszystkie te opowieści wyczytane o niesamowitych muzykach zaczęły mi się po prostu kręcić, a chciałabym co nieco z tych książek zapamiętać.

Pearl Jam zawsze bardzo lubiłam. Najbardziej chyba za sprawą mojego przyjaciela, który ubóstwia ich ponad wszystkie inne kapele, przez co często byłam wręcz skazana na dogłębne poznanie muzyki tego zespołu. Za co bardzo mu dziękuję i stwierdzam, że gdyby nie fakt, że on książkę już przeczytał, to chętnie oddałabym mu swój egzemplarz.

Autorem tekstu jest Martin Clarke, rockowy kronikarz, który ma na swoim koncie już kilka innych biografii, np. Manic Street Preachers (którą bardzo chętnie bym przeczytała!), Kurta Cobaina, czy Radiohead. Martin świetnie się spisał, wszystko napisane jest ładnym, zgrabnym językiem, który sprawia, że jest szczerze i realistycznie, odniosłam wrażenie, że autor włożył naprawdę dużo serca w napisanie tego dzieła, które z każdym kolejnym zdaniem sprawia, że chcesz coraz więcej. Nawet nie zauważycie, kiedy w mgnieniu oka zaczniecie docierać do ostatnich stron opowieści. Ja wczoraj przez sześć rozdziałów oszukiwałam się, że „jeszcze tylko jeden i idę spać”, jak widać nie udało się pójść spać tak szybko, książka ukończona.

Jest naprawdę dużo ciekawych informacji o wokaliście jak i o samym Pearl Jam, ale mi chyba najbardziej podobały się zdjęcia. Tę biografię można by nazwać wspaniałym albumem, gdyby tylko została wydana w kolorze. Zdjęć jest mnóstwo, a każde z nich przyciąga uwagę czytelnika. Wystarczy puścić sobie w tle, którąś z płyt zespołu i wspaniały klimat gwarantowany. Sukcesy, kłótnie, skandale, narkotyki nie są obce żadnej popularnej kapeli, więc tutaj też znajdziecie ich pod dostatkiem. Fanatycy zespołu znają już dużo z historii, która została opisana w tej książce (ów przyjaciel mnie o tym poinformował), ponieważ wszystko jest opisane na podstawie ogólnodostępnych artykułów, ale myślę, że nadal warto rzucić na nią okiem, ze względu na wspomniany przeze mnie zniewalający klimat i eleganckie zebranie wszystkich materiałów w jedną, spójną całość.

Opowieść o walce z agencją zajmującą się sprzedażą biletów, będzie tą która jakoś najbardziej zapadła mi w pamięć. Mowa o Ticketmaster i o tym jak paskudne potrafią być wielkie korporacje, próbujące zbić miliony na czyimś sukcesie. Sama jeżdżę na masę koncertów i nieraz byłam zadziwiona tym, jak niektóre firmy potrafią zawyżać ceny biletów. Są to tzw. koszty usługi/obsługi, które powodują, że nie mamy zielonego pojęcia ile płacimy artystom za koncert, a ile za kosztu usługi. Najczęściej na bilecie widnieje tylko napis „cena zawiera wszystkie opłaty oraz VAT”, chociaż zdarzają się wyjątki. Pearl Jam walczył silnie przeciwko tym zabiegom, ale Ticketmaster stosował coraz gorsze chwyty. W grudniu 1993 roku, zespół miał zagrać koncert charytatywny, na który wspomniany sprzedawca biletów zgodził się dopłacić z własnej kieszeni 1$ za każdy sprzedany bilet, na cele charytatywne. Jakie było zdziwienie i oburzenie członków zespołu, kiedy dowiedzieli się, że ceny biletów zostały podniesione dokładnie o 1$ za rzekomą opłatę za usługi. Niesmaczne, bardzo. W końcu atmosfera pomiędzy stronami była tak napięta, że nie było innego wyjścia niż anulowanie całej trasy koncertowej. Koszty około trzech milionów dolarów poniósł zespół.

Jak widzicie nie brakuje tu historii z życia wziętych, które częściowo nas dotykają, potrafią one nieraz zagotować w nas krew, czy wprowadzić w stan totalnego uwielbienia. Ja polecam książkę nie tylko fanom zespołu, ale osobom, które lubują się w muzyce rockowej różnego pochodzenia i chętnie spędzą miło wieczór przy ciekawej lekturze. Ja książkę oceniam jako bardzo dobrą i czatuję na polskie wydania innych książek Pana Clarka, które będą zdobić moją biblioteczkę równie pięknie jak „Pearl Jam & Eddie Vedder”.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Na koniec jeszcze jedna sprawa – zapraszam Was na moją małą książkową wyprzedaż, tutaj. Znajdziecie tam kilka ciekawych książek (najwięcej fantasy), w bardzo atrakcyjnych cenach. Polecam! 🙂

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem – recenzja

19 Lu

ACDC_Cover (Kopiowanie)Tytuł:  AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem
Autor: Neil Daniels
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: wrzesień 2013
Stron: 200
Tytuł oryginału: AC/DC. The Early years with Bon Scott
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam biografię Bona Scotta, wokalisty legendarnego zespołu AC/DC. Z pewnością większości osób jego nazwisko jest znane, a już na pewno znana jest historia o tym jak ten świetny muzyk marnie skończył nie tylko swoją karierę, ale także swoje niedługie życie. Fakt, że moja recenzja ukazuje się właśnie dzisiaj, nie jest przypadkowy. Wybrałam tę datę dlatego, że dzisiaj mija dokładnie 34ta rocznica śmierci tego zjawiskowego artysty i warto poświęcić dzisiaj kilka minut wspominając go.

W moim domu szeroko pojęta muzyka rockowa jest obecna odkąd pamiętam. Queen, Pink Floyd, Deep Purple, Michael Jackson ze Slashem, czy właśnie AC/DC towarzyszą mi od najmłodszych lat, umilając większość chwil spędzanych w domu. Możecie sobie więc wyobrazić jaką radość sprawiło mi czytanie tej książki, która prawie siłą nakłaniała mnie do porzucenia notatek podczas sesji na studiach i wciągała na swoją autostradę do piekła, pełnego alkoholu.

Warto też wspomnieć, że to jedna z wielu ksiażek Neila Danielsa traktująca o muzyce. Daniels to niezależny brytyjski dziennikarz, autor książek związanych z rockiem i metalem. Jego debiutem była biografia zespołu Judas Priest, w kolejnych latach napisał książki m.in. o Bon Jovi, Robercie Plancie czy Linkin Park.

W tej pozycji przeczytamy o AC/DC od początku ich istnienia, poprzez chwilę kiedy umiera Bon Scott, do momentu zastąpienia go przez Briana Johnsona i wydania w takiej formacji pierwszej płyty, co opisane jest w dwóch osobnych częściach książki. Urodzony w Szkocji Scott przez wiele osób nadal uważany jest za najlepszego frontmana w historii muzyki rockowej, a pamięć o nim żyje dzięki temu co stworzył ze swoimi kolegami z zespołu. Lata 70te (szczególnie druga połowa), aż do tragicznej śmierci muzyka, uważa się za najbardziej płodne podczas całego istnienia tej porywającej rockowej kapeli. Co sama przyznaję, bo to właśnie płyty Highway to Hell i Let There Be Rock, które powstały we wspomnianym przeze mnie okresie, są moimi ulubionymi.

Była to pierwsza pozycja, która czytałam na temat AC/DC i uważam, że jest naprawdę świetnie napisana dla kogoś takiego jak ja, czyli dla nowicjusza w świecie książek i artykułów o nich. Dowiecie się dużo o historii zespołu, o jego członkach, którzy przychodzili równie szybko jak odchodzili, o samej muzyce, o procesie tworzenia albumów, naprawdę całe mnóstwo cennych i interesujących informacji dla niejednego fana. Niestety dla osób, które od dawnych lat śledzą poczynania tych rockmenów, niektóre informacje mogą być powielone. No cóż, Neil z tego co mi wiadomo, raczej nie posiada zdolności paranormalnych, które mógłby wykorzystać do przeprowadzenia wywiadów ze zmarłymi artystami ; ). Na końcu książki znajdziemy trochę załączników ze spisem albumów, teledysków, tras koncertowych, czy innych ważnych wydarzeń, co jest kolejnym atutem książki.

Wydanie jak zwykle z serii Gwiazdy Sceny – bardzo ładne. Książka jest szyta, ma twardą oprawę i świetnej jakości papier. Nie zabrakło również wkładki z kolorowymi zdjęciami naszych mistrzów (które uwielbiam ponad wszystko!), jak w każdym tytule z tej serii.

Pozycję oceniam na bardzo dobry. Mimo iż jest krótka, daje sporo satysfakcji i naprawdę wsysa do muzycznego świata lat siedemdziesiątych. Uważam, że autor jest bardzo skuteczny w tworzeniu „pomników” dla naszych rockowych ulubieńców i ta książka jest tego dowodem. Przecież poza muzyką, którą zostawiają po sobie na tym świecie, zostawiają przecież jeszcze całą masę wydarzeń i wspomnień, które są warte tego, aby zostały spisane przez kogoś odpowiedniego. Mój egzemplarz zostanie przeznaczony na prezent dla taty, jestem pewna, że to doceni i będzie z lektury równie zadowolony jak ja.

Moja ocena:
7/10

Marta.

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993 – recenzja

23 Gru

197843-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993
Autor: Trevor Baker
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: lipiec 2013
Stron: 208
Tytuł oryginału: Depeche Mode: The Early Years 1981-1993
Tłumaczenie: Katarzyna Jokiel-Paluch

Jak można zauważyć od czasu do czasu na moim blogu pojawia się wpis na temat książek z serii Gwiazdy Sceny wydawanej przez Wydawnictwo Anakonda, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje już od roku! Pozycji o Depeche Mode jak wiadomo nie mogło u mnie obowiązkowo zabraknąć!

Było to moje drugie spotkanie z Trevorem Bakerem i tym przypadku drugie znaczy lepsze, pomimo obaw, że będzie to dla mnie tylko powtórka z poprzedniej książki przedstawiona z nieco innej perspektywy. Pracę o Dave’ie Gahanie (przeczytaj recenzję) też wspominam bardzo miło i mam sentyment, ponieważ to przez nią zaczęła się moja przygoda z Depeche Mode, ale niestety pamiętam ile znalazło się w niej błędów korekty, a mogło być ich wtedy wiele mniej, gdyby nie było takiego pośpiechu.

W tej książce autor skupia się jedynie na wczesnych latach istnienia zespołu, na wydanych przez nich pierwszych ośmiu płytach, od genialnego debiutu Speak & Spell, aż po dojrzałe Songs of Faith and Devotion. Podoba mi się takie podejście, ponieważ w tym dziele, które ma ponad 200 stron możemy się zagłębić w szczegóły początku istnienia tak znanego i ważnego zespołu na rynku muzycznym, który po 1993 roku drążony głębokim wewnętrznym kryzysem właściwie nie przypomina już sam siebie. Nie ma tutaj całej historii zespołu opisanej tylko głównymi wydarzeniami z ich życia, z których najczęściej nic konkretnego nie wynika. Ta książka przyjemnie, ale nie za głęboko wchodzi w szczegóły kształtowania się młodego Depeche Mode, jest spójna i czytanie jej sprawia niemałą przyjemność. Autor każdej płycie poświęcił osobny rozdział, dzięki czemu możemy podzielić lata istnienia DM na pewne etapy, co ułatwia gromadzenie i porządkowanie wiedzy na ich temat. Baker starannie opisuje proces powstawania poszczególnych płyt. Rzetelnie prezentuje również zamiłowania, zainteresowania i chęć odkrywania nowych horyzontów przez członków zespołu, które powodowały powstawanie płyt w zupełnie innym stylu niż dotychczasowe. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że książka wniosła kilka nowych informacji do mojej teczuszki pt. „Depeche Mode”, kilka uporządkowała, a kilka również powtórzyła z poprzednio czytanych przeze mnie książek. Powtórzeń tych nie uznaję jednak za wadę, ponieważ pisząc biografię zespołu A czy, zespołu B, istotnych informacji nie da się po prostu ominąć, zawsze będą one ważną częścią historii danego zespołu.

Poza samą treścią należy pochwalić również wydanie tej biografii. Ładna twarda oprawa ze zdjęciem zespołu z tych właśnie wczesnych lat ich istnienia. W środku dobrej jakości biały papier, na którym tekst z większą interlinią i wygodnymi marginesami prezentuje się wyśmienicie. Na środku, jak to zazwyczaj, wkładka z kolorowymi zdjęciami członków zespołu (zdjęcie pod postem), które zainteresują niejednego fana, a na pewno zainteresują każdą fankę ; ).

Polecam przede wszystkim fanom, którzy mają już jakieś pojęcie na temat zespołu i chcą poznać kilka szczegółów więcej z wczesnego okresu istnienia, ale mniej tym którzy są Depeszową alfa i omegą, bo wszechwiedzący fan może podczas lektury może poczuć, że skądś już większość tych informacji zna. A nowicjuszom? Jak najbardziej! Świetny początek, żeby wejść w świat tego wspaniałego, ponadczasowego zespołu. Osobiście nabyłam dodatkowy egzemplarz, który jutro wyląduje jako prezent pod choinką dla mojej młodszej kuzynki, bo przecież ładna i interesująca książka zawsze idealnie nadaje się pod choinkę : ).

Moja ocena:
7/10

Marta.

DSC_0010 (Kopiowanie)

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU:

wyzwanie muzyczne

Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny – recenzja

15 List

197708-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny
Autor: Maurycy Nowakowski
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: maj 2013
Stron: 320

Wydawnictwo Anakonda już nie jeden raz pokazało mi, że potrafi wydać biografie i powieści, do których po kilku latach z pewnością oraz miłą chęcią wrócę, takie które warte są każdej chwili spędzonej razem z nimi. „Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny” to właśnie kolejna taka pozycja z serii Gwiazdy Sceny. Jest to również druga książka autorstwa Maurycego Nowakowskiego, z którą mam okazję się zapoznać i jestem z tego spotkania równie zadowolona jak z poprzedniego, mimo iż nasze poprzednie spotkanie odbyło się w zupełnie innym (piłkarskim) klimacie – recenzja.

Niedługo po tym jak przeczytałam tę pozycję, znajoma przyuważyła ją na mojej półce i zadała następujące pytanie: „Co taki Polak nieznający osobiście Petera Gabriela może mi o nim opowiedzieć?” Moją odpowiedź na to pytanie postaram się zawrzeć najlepiej jak umiem w tej oto recenzji.

Peter Gabriel to brytyjski muzyk progresywnego rocka i ambitnego popu, a także wokalista, pianista i producent działający na scenie muzycznej od 1967. Jest współzałożycielem i współtwórcą grupy Genesis, po odejściu z której poświęcił się karierze solowej.

Sama o Peterze w porównaniu z autorem książki wiedziałam niewiele, mogę się pokusić nawet o stwierdzenie – nic. Bardzo lubię Genesis, którzy są dokładnie z „czasów moich rodziców” i nieraz jadąc samochodem po mieście czy w trasę, mój ojciec do odtwarzacza wkłada nie co innego jak Invisible Touch czy Abacab.

Podczas czytania jasno wynika, że Peter Gabriel jest idolem sprawcy tej biografii. Na szczęście nie zaważa to na jej rzetelności, a pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest ona kompetentna w przypadku kiedy autor jest tylko (a może i aż?) fanem artysty. Nowakowski trzeźwym okiem patrzy na znakomitość tego wokalisty, pianisty i producenta muzycznego. Mimo iż w dorobku swojej kariery ten uzdolniony człowiek zasługuje na naprawdę ogromne pochwały – zostaje oceniony bardzo sprawiedliwie i nie przeczytacie tutaj jedynie samych afirmacji na jego temat. W moim odczuciu sprawia to, że książka ta na tle wielu innych biografii, w których idole zostają przez swoich psychofanów wychwalani pod niebiosa, wypada bardzo solidnie.

Ta pozycja sprawiła, że zachciałam zakosztować twórczości Gabriela, samodzielnie, jak to się mówi – na własnej skórze, w tym przypadku – we własnym odtwarzaczu. No i stało się tak jak w przypadku innych świetnych biografii – świat Petera pochłonął mnie całkowicie i do tej pory nie chce mnie wyrzucić z powrotem. Chyba taki jest zamierzony efekt dobrych książek? : ) Poza opisem twórczości artystycznej muzyka (np. szczegółowej analizy piosenek), dostaniecie tutaj również niemałą porcję wiadomości o jego życiu osobistym, w których brak miejsca na jakiekolwiek plotki z gazet czy niedomówienia.

Uważam iż, jest to bardzo dobra książka, która zasługuje na uwagę fanów zarówno samego artysty, jak i Genesis. Czytało mi się ją przyjemnie do popołudniowej herbatki, ale jednocześnie potrafiła zabrać mi cały wieczór, nie nudząc przy tym nadmiarem bezużytecznych informacji. Jak pisałam nie pierwszy raz chwytałam za książkę tego autora, a teraz mogę napisać, że również z pewnością nie ostatni. Na rynku znajdują się również inne biografie członków Genesis spisane przez naszego prawdziwego i dbającego o szczegóły Maurycego, jak chociażby „Phil Collins. Człowiek orkiestra”, na którą oczywiście już ostrzę swoje ząbki.

Także jeżeli czujecie się wessani w świat muzyki rockowej, Genesis, czy im pokrewnych. Nie zwlekajcie i chwyćcie za tę pozycję, która przeniesie Was, choć na kilka chwil, w świat wielkich artystów i ich piosenek, a nie będziecie rozczarowani.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters – recenzja

27 Sier

1174989_707102762638487_1092965075_n (Kopiowanie)Tytuł: Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters
Autor: Martin James
Wydawca:  Anakonda
Data wydania polskiego:   maj 2013
Stron: 304
Tytuł oryginału:  Dave Grohl. Foo Fighters, Nirvana & Other Misadventures
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Po dość długiej przerwie wakacyjnej (którą poświęciłam tworzeniu mojej pracy magisterskiej) wracam do Was z kolejną recenzją muzycznej biografii i to nie byle jakiej! Kolejna propozycja na miłe spędzenie czasu w domu, czy też na plaży od Wydawnictwa Anakonda, które tym razem zabiera nas w świat muzyki grunge i punk rocka.

Jeżeli słuchacie muzyki rockowej to nie wątpię w to, że nazwy Nirvana, czy Foo Fighters nieraz obiły Wam się o uszy. Były czasy kiedy teledysk do Smells Like Teen Spirit w ogóle nie znikał z ekranów telewizorów i to właśnie wtedy usłyszałam o Davidzie po raz pierwszy.

Książka opisuje pasję Dave’a już od najmłodszych lat. Tłumaczy co wpłynęło na to, że wylądował na pozycji perkusisty w Nirvanie i jak potoczyło się jego życie, że postanowił rzucić się na głęboką wodę showbiznesu ze swoim własnym zespołem. Ale przeczytacie nie tylko o tych dwóch kapelach, których Dave był/jest częścią, ale także o innych projektach w których uczestniczył (a uwierzcie, że było ich całe mnóstwo) np. o pierwszej kapeli którą założył – Dain Bramage; znanej w Waszyngtonie hardcore punkowej grupie – Scream; czy chociażby o jego gościnnych występach u Pearl Jam. Oprócz tego obejrzycie również kilkanaście kolorowych, dużych zdjęć Davida z żoną, czy ze Slashem. Może nawet stwierdzicie jak ja – Dave jest jak wino, im starszy tym lepszy ; ).

Osobiście doceniam dokonania Dave’a bardziej za czasów Nirvany niż Foo Fighters (lubię, ale nigdy jakoś nie otworzyli sobie wrót do mojego świata). Zwróciłam więc uwagę na to, że autor potrafił zachować zimną krew przy opisie samobójstwa Kurta Cobaina (któremu prawidłowo poświęcił tylko kilka zdań), ponieważ mimo że było to bardzo ważne wydarzenie, tak jak powinien – skupił się na Dave’ie i jego odczuciach, nie szukając taniej sensacji poprzez zbaczanie z tematu.

Bohater książki jest przedstawiony jako bardzo miła, zabawna, kontaktowa i bardzo uzdolniona muzycznie osoba. Martin bardzo czarująco to wszystko opisał. Moja sympatia do frontmana Foo Figters wzrosła jeszcze bardziej. Jednocześnie autor nie przesadził z wychwalaniem Grohla pod niebiosa, wszystko związane jest ze sobą w bardzo zdrowy i przemyślany sposób. Dave jest osobą, która potrafi wejść do studia nagrań, nagrać bębny, następnie chwycić za gitarę, kolejno za bas i na sam koniec jeszcze zaśpiewać swoim przyjemnym dla ucha głosem, za co według mnie już należą mu się laury i osobiście bym go gloryfikowała! Pierwsza płyta Foo Fighters tak właśnie powstała, w momencie kiedy zespół tak naprawdę jeszcze nie istniał.

Jest to jedna z biografii z serii Gwiazdy Sceny, na którą najbardziej czekałam. Nie ma co owijać w bawełnę – nie zawiodłam się! Pozycja w bardzo miły sposób zajęła trochę mojego czasu, który nadal powinnam wykorzystywać na pisanie magisterki, ale zupełnie nie żałuję. Dowiedziałam się mnóstwo interesujących faktów o tym multiinstrumentaliście, a jednocześnie nie brakowało ciekawostek, które do historii jego życia dużo nie wnosiły, ale nadawały książce bardzo dużo pozytywnych kolorów.

Oczywiście lektura spodoba się najbardziej fanom muzyki Grohla pod każdą postacią (czy to Scream, Nirvana, czy FF), ale chciałam ją polecić również tym osobom, które dopiero chciałyby zacząć z nim swoją fanatyczną przygodę. Książka jest napisana lekkim i zrozumiałym językiem, który nikomu nie sprawi trudności, a wręcz wiele przyjemności. Każdy początkujący fan chciałby zabłysnąć taką wiedzą na temat swojego ulubieńca. Tak więc drodzy czytelnicy, jeśli w Waszym sercu grają tytułowe zespoły lub po prostu rock’n’roll – gnajcie szybko do najbliższej księgarni, bo „Dave Grohl. Nirvana & Foo Fighters” dostają ode mnie bardzo wysoką ocenę!

Moja ocena:
8/10

Marta.

Slash. Rockowy dom wariatów – recenzja

5 Maj

352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Slash. Rockowy dom wariatów
Autor: Paul Stenning
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2013
Stron: 224
Tytuł oryginału: Slash. Surviving Guns N’ Roses, Velvet Revolver & Rock’s Snake Pit
Tłumaczenie: Katarzyna Jokiel-Paluch

Saul Hudson, lepiej znany pod swoim pseudonimem Slash, to amerykański gitarzysta rockowy, brytyjskiego pochodzenia, znany przede wszystkim jako członek legendarnego Guns N’ Roses. Dla mnie to najbardziej rozpoznawalny gitarzysta świata! Nawet jeśli nie wszyscy znają jego dokonania muzyczne, to czy naprawdę jest tutaj ktoś, kto nie kojarzy jego niepowtarzalnego wizerunku – burzy czarnych loków z nieodłącznym wysokim cylindrem?

Moje pierwsze spotkanie z muzyką Slasha miało miejsce kiedy miałam koło pięciu-sześciu lat – godzinami słuchałam kaset Michaela Jacksona, które po cichu podkradałam starszemu bratu z pokoju. Pamiętam jak szybko wybrałam swój ulubiony utwór spośród pokaźnej dyskografii Michaela. Padło na nietypowy, gitarowy kawałek Give In To Me, w którym to właśnie Slash daje jeden ze swoich gitarowych popisów. Nieskromnie muszę sobie przyznać, że już od dziecka miałam całkiem niezły gust muzyczny (pięcioletnia dziewczynka szalejąca do ostrych rockowych riffów – zapewne niezły widok!) . Na dzień dzisiejszy to nadal jedna z moich ulubionych piosenek.

Od tych lat minęło już sporo czasu, a ten sympatyczny gitarzysta nadal często przykuwa moją uwagę za sprawą swojej muzyki. O dziwo najmniej jeśli chodzi o Guns N’ Roses, zdecydowanie wolę inne jego projekty jak Velvet Revolver czy jego płyty solowe. W 2012 roku udało mi się nawet zaliczyć berliński koncert, który był naprawdę niesamowitym przeżyciem. Nic dziwnego więc, że to na tę pozycję wyczekiwałam najbardziej, spośród wszystkich wydanych dotychczas książek w serii Gwiazdy Sceny, które serwuje nam Wydawnictwo Anakonda.

Podczas czytania tej pozycji każdy z nas odczuje sporą szczyptę sympatii jaką autor obdarowuje naszego muzyka. Mi się to podobało, bo nie przesadzał, a dzięki temu i dzięki lekkiemu stylowi pisania, historia życia Slasha staje się ciepła i można się poczuć jakby opowiadał Ci ją Twój dobry znajomy. Paul swoje informacje czerpał z wywiadów, stron internetowych oraz czasopism (cały spis znajdziecie na końcu książki). Nigdy nie czytałam o Saulu innej pozycji, więc dowiedziałam się mnóstwo nowych rzeczy zarówno o jego życiu osobistym, karierze, jak i osobowości. Wszystko zaczyna się od opowieści o dzieciństwie, kiedy to już wtedy spotykał wielu znanych na całym świecie muzyków i artystów, ponieważ jego rodzice mieli rozległe znajomości (jego matka umawiała się nawet przez pewien czas z Davidem Bowie!). Pierwszą gitarę dostał od babci, która zachęcała go do rozwijania swoich umiejętności, a nie każdy wie, że był samoukiem. Trenował i wymyślał melodie w każdej wolnej chwili (rzucił nawet szkołę, ponieważ nie potrafił dobrze skupić się na kilku rzeczach naraz), aby najpierw tworzyć historię rocka w Guns’ach, potem ich opuścić i odnaleźć się w tym miejscu, w którym jest dzisiaj.

Pozycja ta ma dla mnie dwa ogromne plusy. Pierwszy – opowiada historię Slasha również w innych projektach muzycznych oprócz słynnego Guns N’ Roses. Jak już pisałam, szczególnie upodobałam sobie go w innych wydawnictwach, więc strony opowiadające o Slash’s Snakepit, czy Velver Revolver pochłaniałam jak szalona, jedna kartka za drugą i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyła mi się książka… Która mogłaby być dwa razy grubsza, ponieważ niektóre tematy są tylko delikatnie liźnięte, a wystarczyło napisać po kilka dodatkowych zdań (przecież Hudson to taka osobowość, o której można pisać bez końca!). Drugi – genialny rozdział na zakończenie pt. Czy wiecie, że…?, w którym przeczytacie kilka stron fajnych ciekawostek jak np. o jego ulubionych aktorach, albo że ten mistrz gitary ma w domu 12 kotów i przez pewien czas posiadał też 180 węży! Jeśli chodzi o minusy to rzucił mi się w oczy tylko jeden. Chodzi o przekręcone fakty w jednym z rozdziałów, w którym autor pisze o doświadczeniu śmierci, które przeżył Nikki Sixx (basista grupy Mötley Crüe), a Slash i jego dziewczyna byli wtedy z nim. Szkoda też, że książka obejmuje okres tylko do 2007 roku,  no ale cóż pozycja ma już kilka lat i wiele zdążyło się zmienić.

Polecam przede wszystkim tym, którzy uwielbiają tego gościa i muzykę którą gra, ale także fanom genialnego rock ‚n’ rolla. Slash to naprawdę ciekawa osoba, o której warto przeczytać kilka stron jeśli siedzisz w takich klimatach muzycznych. Ja się nie zawiodłam i bez wahania oceniam na bardzo dobry.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Robert Smith. The Cure – recenzja

27 Kwi

352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Robert Smith. The Cure
Autor: Richard Carman
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2013
Stron: 242
Tytuł oryginału: Robert Smith: The Cure and Wishful Thinking
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Robert Smith to urodzony w Anglii muzyk rockowy, założyciel i lider grupy The Cure. Kapeli, która prawdopodobnie zmieniała swój skład tak często jak często ludzie inteligentni zmuszani są do picia alkoholu (by bez­kon­flik­to­wo spędzać czas z idiota­mi).

Ktoś jeszcze nie słyszał o The Cure, albo chociażby o piosence Friday I’m In Love? Jestem pewna, że mogłabym policzyć Was na palcach jednej ręki. Ale gdybym zapytała o gatunek muzyczny do jakiego należą, wiem że otrzymałabym tak dużo odpowiedzi, jak samych odpowiadających. Oto dowód, taką klasyfikację muzyki The Cure można znaleźć w internecie:

Charakter muzyki zespołu początkowo opierał się na założeniach punk rocka, lecz z biegiem czasu grupa wykształciła swój własny, indywidualny styl. Obecnie muzyka The Cure uważana jest za rock alternatywny, natomiast grupa stanowi jeden z najważniejszych zespołów tworzących tzw. „nową falę” i „zimną falę”; również reprezentuje sobą post punk, rock gotycki, alternatywny pop i synthpop; rzadziej uważa się ją też w pewnym stopniu za rock progresywny.

Richard Carman, przede wszystkim oddany fan The Cure, podarował nam  w tych 240 stronach, skróconą wersję 40stu lat z życia Roberta. Przeczytamy tutaj o tym gdzie i kiedy się urodził, kilka słów o jego rodzicach i rodzeństwie, a także o Mary Poole, którą poznał w wieku 13stu lat i nadal są razem. O tym, że muzyka zaczęła wkraczać we wczesne życie Roberta za sprawą nikogo innego, jak jego starszego rodzeństwa (tak samo było u wielu z nas!). Dowiemy się również o jego muzycznych ulubieńcach jak David Bowie (i jak wielkiego zaszczytu Smith doświadczył, kiedy Bowie zadzwonił do niego z pewnym interesującym zaproszeniem) czy Jimi Hendrix. O projektach muzycznych, w których brał udział, zarówno z czasów przed powstaniem The Cure, jak i po – a uwierzcie, że było ich tak wiele, że ciężko jest wyobrazić sobie, iż jeden człowiek jest w stanie robić tyle rzeczy naraz. Z niezachwianą pewnością twierdzę, że jest tutaj całe mnóstwo ciekawych informacji.

Robert to również wspaniały instrumentalista i tekściarz, z bardzo delikatną i artystyczną duszą, dlatego autor dodatkowo postanowił nas uraczyć swoją analizą każdej płyty, piosenki, czy teledysku. W środku książki znajdziemy trochę kolorowych zdjęć, a końcu mamy dodatek w postaci spisu całej dyskografii.

Pierwszy raz w życiu nie mam zielonego pojęcia jak sformułować moją opinię… Jako całość jest dla mnie dobra, ale to chyba wystarczające określenie. Multum informacji o Robercie i The Cure, bo przecież to on ich definiuje, więc spodziewałam się, że więcej tu będzie tematów związanych z zespołem niż z samym Smithem i się nie pomyliłam. Nie przeszkadzało mi to i uważam to za plus, ponieważ poznałam chronologię wydarzeń w życiu Roberta w odniesieniu do jego działalności w zespole. Bardzo podobały mi się szczegóły takie jak stare setlisty -niewątpliwa gratka dla każdego fana! Oprócz naszego tytułowego zespołu jest również bardzo dużo informacji o innych artystach (czuję się bogatsza w wiedzę muzyczną z zakresu lat 70-80-90!), ale przez takie wstawki autor czasami za bardzo odbiegał od tematu, o którym powinien pisać… Czułam się wręcz zirytowana, kiedy Carman rozpisywał się na kilka stron na temat gotyku, żeby na końcu stwierdzić, że The Cure gotycki nie jest, jak uważa wiele osób. Czasami łapałam się na tym, że nieco zagubiłam się w tym o czym czytam. Następnym razem proszę mniej takiego ględzenia i będzie o niebo lepiej.  Jest również kilka literówek, na które przymykam oko, bo jesteśmy tylko ludźmi i to może zdarzyć się każdemu. Jak zwykle w serii Gwiazdy Sceny, mamy do czynienia z bardzo ładnym wydaniem w twardej oprawie i dobrej jakości papierem, dodatkowo bardzo podoba mi się zdjęcie z okładki, więc ktokolwiek je wybierał – ma na prawdę dobry gust ; ).

Polecam szczególnie fanom The Cure i muzyki z lat, kiedy oni robili na świecie największą karierę, ale także tym, który dopiero poznali zespół i chcą się dowiedzieć więcej niż mogą wyczytać na jakiś przypadkowych stronach internetowych – prawdopodobnie wy ją najbardziej docenicie. Lektura historii życia Roberta na pewno głęboko wciągnie niejedną osobę, ponieważ jest on wielobarwną postacią i powiedziałabym, że wyjątkowo nietypową, którą bez wątpienia warto poznać nawet jeśli nie jesteś zagorzałym miłośnikiem jego muzyki. Mnie ta pozycja wciągnęła, tak samo jak ich muzyka, ale ocena byłaby wyższa, gdyby autor tak często nie zbaczał z toru.

Moja ocena:
6/10

Marta.

Martin Gore. Depeche Mode – recenzja

28 Mar

352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Martin Gore. Depeche Mode
Autor: Dennis Plauk, Andre Bosse
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2013
Stron: 213
Tytuł oryginału: Insight. Martin Gore & Depeche Mode
Tłumaczenie: Irmina Witkowska

Istnieją takie książki, w których chce się nigdy nie mieć końca i „Martin Gore. Depeche Mode” zdecydowanie jest dla mnie jedną z nich! To już czwarta pozycja bibliograficzna z serii „Gwiazdy sceny”, którą miałam okazję przeczytać. W przeciwieństwie do publikacji „Dave Gahan. Depeche Mode” biografia Gore’a skupia się wyraźnie na nim.

Martin Lee Gore to jeden z członków znanej na całym świecie popowej grupy muzycznej Depeche Mode, autor ich tekstów, kompozytor, muzyk i drugi wokalista. Człowiek, bez którego Depeche Mode nigdy nie doszłoby do miejsca, w którym jest dzisiaj.

Autorzy Dennis Plauk i Andre Bosse są redaktorami gazet muzycznych, którzy wiele razy byli świadkami wydarzeń z prywatnego życia Martina Gore’a.

Całość rozpoczyna się opowieścią o dwóch spotkaniach z muzykiem, których celem było powstanie tej biografii. Druga wizyta nastąpiła dopiero po kilku latach od pierwszego spotkania, już wtedy możemy zaobserwować jak bardzo człowiek potrafi się zmienić w tak krótkim czasie.

Martin Gore to muzyczny geniusz XX/XXI wieku, urodzony w angielskiej miejscowości Basildon, która nie ma właściwie żadnej historii. W książce dowiemy się, że był raczej spokojnym chłopcem (jeśli akurat nie rozbijał na czyjejś głowie cegieł), któremu łatwo przychodziła nauka języków. Wszyscy, którzy pamiętają jaki był, najczęściej mówią o nim: „Był nieśmiały”.
Do zespołu został przyjęty tylko dlatego, że posiadał syntezator, który kupił dość spontanicznie za zarobione 200 funtów. Nie umiał na nim grać, ale wystarczyło samo posiadanie takiego sprzętu. Syntezator był wtedy bardzo pożądanym w zespołach instrumentem, służącym przede wszystkim do szpanowania…

Główna część książki jest podzielona na różne okresy związane z Depeche Mode: czas przed powstaniem zespołu, pierwszy sukces, rozwój zespołu (muzycznie i osobiście) oraz Depeche Mode w XXI wieku, wszystko jest jednak napisane z punktu widzenia Martina jako centrum opowieści. Znajdziemy tutaj także dodatkowe rozdziały, które mi osobiście bardzo się spodobały i sprawiły, że książka stała się jeszcze bardziej atrakcyjna, np. analizy piosenek Gore’a przeprowadzone przez muzykologa dr Michaela Ahlersa, który mówi o tym, że Gore jako autor posiada swoje „znaki szczególne”; wywiad który autorzy przeprowadzili z Martinem w 2009 roku; dyskografia; wideografia; czy spis tras koncertowych. W biografii zawarto również wkładkę z kolorowymi zdjęciami artysty.

Dowiedziałam się, że Martin jest nadzwyczaj nieśmiałym i skromnym artystą, który nie zawsze jest świadom swojej wartości. Niezwykle uczuciowy i zamknięty w sobie, miał problemy alkoholowe i nierzadkie napady paniki podczas koncertów z Depeche Mode (które skończyły się kiedy odstawił alkohol). Przeczytałam tu w jaki sposób zabiera się za pisanie piosenek, że nie lubi kiedy goni go czas i wywiera się na nim presję. Rzadko kiedy opowiada o znaczeniu swoich tekstów, ponieważ uważa je za bardzo intymne.

Sporo napisano również na temat jego życia rodzinnego: byłe dziewczyny, żona, narodziny dzieci, rozwód, a także o tym, że jego biologicznym ojcem jest Afroamerykanin, żołnierz GI stacjonujący w Wielkiej Brytanii (o czym dowiedział się dopiero po wielu latach).

Wnioski: biografia jest REWELACYJNA. Najlepsza pozycja jaką czytałam z tej serii. Napisana lekkim, zrozumiałym dla każdego językiem, bez żadnych niejasności. Jak zawsze od tego wydawnictwa – bardzo ładna okładka i szata graficzna. Obowiązkowa dla każdego fana Depeche Mode, ale nie tylko – ja najpierw poznałam historię życia tych kilku facetów z Essex, a potem zakochałam się w ich muzyce. Dzisiaj spokojnie mogę powiedzieć, że jest to jeden z moich ulubionych zespołów, a wszystko za sprawą tych dwóch przeczytanych przeze mnie biografii. Gdyby nie one, być może nigdy nie odkryłabym fenomenu tego nieziemskiego zespołu i tych ludzi. Dziękuję za to, że zostały wydane w Polsce, bo tak wiele zmieniły w moim życiu. Polecam wszystkim i bardzo chętnie pożyczę znajomym.

Na koniec, aby wczuć się w nastrój posłuchajcie jeszcze mojej ulubionej piosenki Depeche Mode, w której śpiewa Martin – KLIK!

Moja ocena:
8/10

Marta.

Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu – recenzja

1 Mar

metallica-wczesne-lata-i-rozkwit-metalu-b-iext13274860 (Kopiowanie) Tytuł: Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu
Autor: Neil Daniels
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: listopad 2012
Stron: 223
Tytuł oryginału: Metallica: The Early Years and the Rise of Metal
Tłumaczenie: Anna Czyżewska

Metallica to najbardziej znany zespół metalowy na świecie, osiągnęli wielki sukces i nie brakowało im szczęścia w podbijaniu naszego ogromnego świata.

Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale ponieważ lubię czytać biografie i jestem fanką muzyki rockowej – po prostu wiedziałam, że książka Wydawnictwa Anakonda z pewnością mnie zainteresuje.

Autorem jest Neil Daniels, który nie jest nowicjuszem w pisaniu biografii, napisał już pozycje o gigantach takich jak Judas Priest, czy Bon Jovi. Widać, że wie o czym pisze i jest w tym naprawdę dobry!

W tej pozycji znajdziecie informacje jak powstawała Metallica – jak bardzo przyczynił się do tego zespół Diamond Head (gdyby Lars Ulrich szczęśliwym zbiegiem okoliczności ich nie poznał, może Metallica nigdy by nie powstała!), dlaczego ich pierwszy album nazywa się Kill ‚Em All, szczegółowe opisy piosenek (zarówno tekstu jak i muzyki), o tym jak stopniowo umacniali swoją pozycję na rynku muzycznym i heavy metalowym, a także mnóstwo innych do czasu powstania ich czwartego albumu – …And Justice For All. Uważa się, że to właśnie ich cztery pierwsze albumy mocno wpłynęły na twórczość późniejszych zespołów metalowych i zrewolucjonizowały rynek muzyczny. Daniels wykorzystuje w swojej książce relacje medialne z lat 80, ale także te obecne. Nie zabraknie tutaj również ciekawych, ekskluzywnych wywiadów. Dla mnie osobiście wisienką na torcie są wplecione w tekst zdjęcia pamiątek takich jak: plakaty, koszulki, naszywki z tamtych czasów, które zawsze oglądałam z zaciekawieniem. Ponieważ tekst ten jest skupiony tylko na wczesnych latach działania zespołu, myślę że czyni go przez to bardziej szczegółowym. Sami chyba przyznacie, że to właśnie wczesne lata były w istnieniu Metalliki najciekawsze – pisali wtedy najlepsze piosenki, zdobywali serca fanów i krytyków, ale nie zabrakło w ich życiu także tych nieszczęśliwych chwil takich jak odejście z zespołu Dave’a Mustaine, czy tragiczna śmierć basisty Cliffa Burtona.

Podsumowałam sobie tę książkę zabawnymi słowami „100% metalu w metalu”, ponieważ jest w niej tyle informacji na temat tego gatunku i zespołu, że zazwyczaj po przeczytaniu 30 stron książki musiałam ją odłożyć na bok, żeby moja głowa nie eksplodowała od nadmiaru informacji ; ). Z pewnością dla fanów gatunku jest to ogromna zaleta, ale taki laik w temacie jak ja, gdy przeczyta naraz za dużo – wszystko zaczyna się kręcić. Wolałam więc czytać ją sobie ze spokojem, żeby wszystko do mnie dotarło, a nie żeby wrzucić ją szybko na stos książek oznaczanych ‚przeczytane’. W szczególności polecam fanom Metalliki i heavy metalu, którzy na pewno się nie zawiodą, ponieważ lektura wciąga już od pierwszych chwil. Jeśli jednak nie bardzo znasz się na tego typu muzyce – jak ja, a chcesz się trochę poznać to również zachęcam do przeczytania, ponieważ sporo tu cennych informacji. Na końcu jest też dodatek, który obejmuje późniejsze lata działania zespołu, a także ciekawy rozdział o innych zespołach thrash epoki. Mi bardzo przypadła do gustu mimo mojej niewiedzy, dlatego oceniam na bardzo dobry!

Moja ocena:
7/10

Marta.