Tych cieni oczy znieść nie mogą – recenzja

1 Sier

tych cieni oczy znieść nie mogą

Tytuł: Tych cieni oczy znieść nie mogą
Autor: Alan Bradley
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania polskiego: październik 2012
Stron: 276
Tytuł oryginału: I Am Half Sick of Shadows
Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Serce pęka kiedy myślę o tym, że wszystkie tomy przygód Flawii de Luce z mojej półki już za mną. Czekam teraz z utęsknieniem i lękiem zarazem za wydaniem (podobno) ostatniego z nich. Czy Alan Bradley utrzyma dobry poziom całego cyklu, czy już nie taka mała, ale nadal niezwykle bystra i pyskata Flawia będzie potrafiła nas jeszcze czymś zaskoczyć? Dość marzeń i rozmyślań na dzisiaj, teraz opowiem Wam o przygodach, które w te niezwykle upalne dni potrafiły przynieść nieco ochłodzenia, bowiem akcja powieści ma miejsce w wielkich zaspach śniegu, kiedy wszystkie grzeczne dzieci wyczekują prezentów od siwego, brodatego Gwiazdora. No może poza jedną dziewczynką, która próbuje skonstruować na niego pułapkę…

Święta Bożego Narodzenia będą dla mieszkańców Buckshaw zupełnie nietypowe. Posiadłość ich na kilka dobrych miesięcy ma stać się planem filmowym dla jednego z najbardziej popularnych reżyserów w Wielkiej Brytanii. Takiej grubej rybie towarzyszyć musi oczywiście piękna gwiazda filmowa, przyćmiewająca swoim blaskiem wszystkie postaci drugoplanowe. Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia zaplanowano także wystawienie specjalnego przedstawienia Romea i Julii, w którym główne role przypadły oczywiście najznamienitszym aktorom. Zaproszenie na spektakl, podczas którego zbierane będą datki na renowację dachu kościoła, obowiązuje wszystkich mieszkańców Bishop’s Lacey, a całość rozgrywa się w klimatycznym foyer samego Buckshaw. Ponadczasowa Phyllis Wyvern oszołamia wszystkich.

Czytelnicy, którzy zapoznali się już z poprzednimi przygodami Flawii de Luce mogą się domyślać cóż teraz powinno się wydarzyć. Wigilijna sielanka została przerwana przez burze śnieżne, które skutecznie zablokowały wszystkie ulice w Bishop’s Lacey, uniemożliwiając gościom bezpieczny powrót do domów. Kiedy mieszkańcy miasteczka przewracają się z boku na bok w głębokim śnie, stłoczeni na podłodze w foyer domu rodziny de Luce’ów, w jednym z pokoi zajmowanych przez aktorów odgrywa się prawdziwy horror. Jest ciało, są poszlaki i są podejrzani. Dziesiątki podejrzanych! W końcu mieszkańcy całego miasteczka smacznie chrapią za drzwiami pokoju. Na szczęście jest też Flawia, która odkrywa zwłoki i jak zwykle zamierza rozwikłać zagadkę na własną rękę. Czy słusznie?

Akcja w 100% rozgrywa się tylko na terenie posiadłości de Luce’ów, nie przemierzymy tym razem zaśnieżonych ścieżek Bishop’s Lacey, ani nie odwiedzimy ogromnych, starych organów w Kościele Świętego Tankreda, które znamy już z okładki Gdzie się cis nad grobem schyla. W tym tomie otrzymamy świeży, niespotykany wcześniej koncentrat z posiadłości de Luce’ów. Jest to całkiem ciekawe posunięcie ze strony Alana Bradleya, ale odniosłam wrażenie, że nie wykorzystał w pełni potencjału swojego pomysłu. Żaden z członków rodziny Flawii nie wysuwa się na pierwszy plan. Jak dla mnie mało Doggera, mało ‚ukochanych’ siostrzyczek. Najważniejszymi punktami są jedynie ofiara i zagadka. Zagadka, której rozwiązanie niestety nie przyniosło mi tyle radości co w innych tomach cyklu. Zbyt łatwo poszło Panie autorze!

Tych cieni oczy znieść nie mogą to dla niejednego czytelnika ulubiona część cyklu, zapewne żałują one, że zawiera się on jedynie w niecałych 280 stronach. Dla mnie to jednak bardzo nierówny tom jeśli przyrównać go do pozostałej twórczości Alana Bradleya. Rozwija się całkiem powoli, mało tu obyczaju do którego przyzwyczaił nas autor, za to mnóstwo tu postaci i wątków, które mają zmylić czytelnika (ale niestety tego nie robią) i w sumie nie mają żadnego zakończenia. Sama zagadka wydaje się być rozwiązana przez główną bohaterkę całkiem przypadkowo… Niczym zając z kapelusza. Za to w scenie, której nie powstydziłby się sam James Bond. Jak zwykle bawiłam się przednio bo obcowanie z Flawią to frajda sama w sobie, ale niestety czuję się lekko zawiedziona. Dla fanów cyklu na pewno jest to pozycja obowiązkowa, bo jak wielbić młodą panienkę to na całego, ale odniosłam wrażenie, że pominięcie Tych cieni oczy znieść nie mogą nie zmieniłoby wiele w odbiorze całości jak i następnych części (które ja zdążyłam już poznać).

Moja ocena:
6/10

Marta.

flawia

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: