Blackout – recenzja

22 Mar

blackoutTytuł: Blackout
Autor: Marc Elsberg
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania polskiego: styczeń 2015
Stron: 779
Tytuł oryginału: Blackout

Tytułowy blackout to potoczny termin określający rozległą awarię zasilania spowodowaną utratą napięcia w sieci elektroenergetycznej. Zapewne każdy z nas choć raz w życiu zaznał chwilowego braku dostępu do podstawowej wygody współczesnego świata – czyli prądu. Można pokusić się o stwierdzenie, że prąd zmienił cywilizację również pod względem kulturowym. Odeszliśmy od ognia, staliśmy się jako ludzkość bardziej samowystarczalni i uniezależniliśmy się od kaprysów Matki Natury, ale czy ludzkość poradziłaby sobie tak doskonale w przypadku kiedy zgasłyby wszystkie światła? Na to pytanie stara się znaleźć odpowiedź w swojej powieści Marc Elsberg.

Podtytuł Blackoutu zapowiada nam, że jest to prezentacja najczarniejszego scenariuszu z możliwych. Jestem w stanie w pełni zgodzić się z tą sugestią, nie dlatego, że ludzkość jest bezsilna w obliczu braku elektryczności, przecież żyliśmy w ten sposób przez setki lat… Jednak musimy odnieść się do zmian, jakie zaszły w przeciągu chociażby 100 lat najmłodszych dziejów świata. Wraz z pędzącym postępem techniki, człowiek zaczął produkować znacznie większą ilość śmieci, wzrosła liczba szkodliwych dla środowiska substancji niezbędnych do funkcjonowania sprzętów, oprócz tego ludzkość stała się nastawionym na konsumpcję potworem, pochłaniającym ogromne porcje pożywienia, albowiem dzięki dostępności produktów i poprawie warunków higienicznych żyjemy dłużej i zjadamy więcej niż nasi przodkowie 100 lat temu, a nasza żywność dzięki lodówkom zachowuje świeżość na dłużej w wyniku czego w sklepach i magazynach piętrzą się regały z różnorodnym jedzeniem.

Aby wyprodukować energię potrzebną do ogrzania miast, człowiek zaczął w pewnym sensie sam kształtować siły drzemiące w naturze, każdy pierwiastek przyrody zostaje przetworzony na służbę ludzkości, jednym z dowodów na postęp cywilizacji są na przykład elektrownie atomowe i to właśnie przy nich zatrzymamy się w kontekście scenariusza zaprezentowanego przez Elsberga w powieści Blackout.

Akcja toczy się w kilku miastach w Europie, ponieważ właśnie od starego kontynentu rozpoczyna się nieprzewidywalny atak na jeden z fundamentów obecnej cywilizacji. Już na samym początku poznajemy głównego bohatera Pierra Manzano z Mediolanu, programistę który na swoje barki będzie musiał wziąć ciężar rozwiązania zagadki i znalezienia klucza umożliwiającego zamknięcie drzwi przed zagładą współczesnej cywilizacji. Autor nie pozostawia włoskiego informatyka samego z tym wielkim przedsięwzięciem. Manzano znajduje pomocną dłoń wśród kilku przypadkowych osób oraz służb na których spoczywa odpowiedzialność przed społeczeństwem, choć owe służby niechcący utrudniają naszemu bohaterowi odkrycie prawdy, ale dzięki temu czytelnik otrzymuje 779 stron śledztwa, brawurowych ucieczek oraz przygód bohaterów naszej historii.

Pierwszym symptomem prezentowanym przez Marca Elsberga wynikającym z odcięcia cywilizacji od elektryczności są poważne problemy komunikacyjne w ruchu lądowym i powietrznym, stacje benzynowe nie działają, lodówki utrzymujące nasze jedzenie w świeżości przestają funkcjonować, szpitale przepełniają się osobami rannymi w wyniku wypadków związanych z brakiem oświetlenia na autostradach lub sygnalizacji świetlnej w ruchliwych miastach. Infrastruktura odpowiedzialna za wygody takie jak kanalizacja przestaje działać. Nie odpowiadają terminale płatnicze, dlatego najlepszą lokatą okazuje się trzymanie gotówki w przysłowiowej skarpecie, w aptekach i sklepach zaczyna brakować towaru, ponieważ wspomniany wcześniej transport zostaje uziemiony. Bliscy i przyjaciele nie mogą skontaktować się ze sobą ponieważ wszelkie media cichną. Ale to dopiero początek, najważniejszym problemem okazuje się zagrożenie katastrofami licznych elektrowni atomowych, które potrzebują paliwa oraz prądu do schłodzenia reaktorów… Ludzkość staje w obliczu realnego scenariusza powtórki z katastrofy w Czarnobylu ale na znacznie większą skalę.

Skutki awarii sieci elektrowni stają się rzeczywistością, w trakcie lektury dowiadujemy się o kolejnych awariach i wybuchach w elektrowniach jądrowych co przyczynia się do poważnego zagrożenia napromieniowaniem. Oto człowiek staje w obliczu niewidzialnego anioła śmierci jakim jest chmura radioaktywna, a nasz główny bohater staje w obliczu niewidzialnych wrogów, których trop może zaprowadzić go do ludzi, których znał.

W powieści Blackout mamy właściwie wszystko, czego powinniśmy oczekiwać od poprawnego thrillera. Czytelnik z napięciem może śledzić historię o braku napięcia… Dobrze zobrazowana jest rzeczywistość jaka może spotkać ludzkość w dowolnym czasie oraz bezradność sztabów antykryzysowych w przypadkach rozległych katastrof.

Powieść austriackiego pisarza może nam uświadomić, że służby nie są przygotowane w praktyce do zagrożeń czyhających na współczesną cywilizację i nie zawsze opracowane teorie mają swoje zastosowanie w obliczu realnych problemów. Lektura Blackoutu uświadomiła mi, że człowiek wciąż pozostaje „trzciną myślącą wśród traw”, to do natury, żywiołów i losu pozostaje ostatnia decyzja o życiu lub śmierci. Człowiek powinien wciąż uczyć się pokory i oduczać chciwości ponieważ wszystko co posiada, nie należy tak naprawdę to niego. Historia zaprezentowana przez Marca Elsberga pokazuje również inny, ważny aspekt ludzkiej natury – autor zadaje czytelnikowi w książce pytanie czym jest człowieczeństwo? Czy człowieczeństwo i humanitaryzm zależą od stanu materialnego? Warunków higieny? Do którego momentu ludzie zechcą pomagać sobie bezinteresownie a kiedy zaczną walczyć o przetrwanie?

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Blackout Marca Elsberga, osobiście przymierzam się do zajrzenia do kolejnej pozycji tego autora pt. Zero. Mam nadzieję, że będzie równie wciągająca i interesująca.

Moja ocena:
8/10

Basia.

Advertisements

komentarze 3 to “Blackout – recenzja”

  1. Gab riela Marzec 22, 2016 @ 3:44 pm #

    Nie słyszałam o tej książce zbyt wiele, aczkolwiek chciałam ją kiedyś kupić, ponieważ była na ogromnej promocji i w dodatku zainteresowała mnie swoją okładką. Ostatecznie zrezygnowałam. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo chyba przez przypadek minęłam się z genialną lekturą! Szczególnie ostatnie słowa z tej recenzji utwierdził mnie w tym przekonaniu.
    Pozdrawiam serdecznie,
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

  2. sl0n Marzec 22, 2016 @ 6:46 pm #

    Problem uzależnienia cywilizacji od energii elektrycznej zawsze do mojej głowy powraca, gdy spotykam się z tematyką apokalipsy zombie. Weźmy na przykład serial „Walking dead”, gdzie już w tym momencie po 6 latach od początku pandemii, ludzie nadal wytwarzają energię elektryczną za pomocą źródeł odnawialnych, a konkretnie paneli słonecznych. Zastanawiające jest, co się stało z obsługą wszelkich elektrowni (w tym atomowych), ciepłowni, hut i tym podobnych placówek, które lepiej byłoby nie pozostawiać bez ludzkiej opieki, że tak powiem? Zastanawiające jest też, że te panele działają bez zarzutu, choć na pewno znalezienie części do ich naprawy może przysparzać nie lada problemów. No i skąd oni biorą np. świeże baterie do latarek…? 🙂
    Już bardziej realną wizję można znaleźć np. w filmie „The Survivalist”.
    Ze względu na tematykę, pozwolę sobie skorzystać z wysokiej oceny w recenzji i dodać ten tytuł do poczekalni. Dziękuję, Basiu 🙂

  3. Magia Słowa Marzec 23, 2016 @ 8:32 pm #

    Myślę, że książka jest warta uwagi każdego czytelnika. Gdy będzie w moim zasięgu, na pewno ją pożyczę i przeczytam.

    Pozdrawiam serdecznie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: