Ember in the Ashes. Imperium ognia – recenzja

11 Sty

Ember in the Ashes. Imperium Ognia

Tytuł: Ember in the Ashes. Imperium ognia
Autor: Sabaa Tahir
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania polskiego: listopad 2015
Stron: 510
Tytuł oryginału: An Ember in the Ashes
Tłumaczenie: Jerzy Malinowski, Marcin Wawrzyńczak

Dzisiaj zaproponuję Wam moją pierwszą recenzję w 2016 roku. Całe szczęście, że ten rok możemy rozpocząć na Książkoholiźmie całkiem epicką powieścią nie tylko dla młodzieży. W podsumowaniu 2015 roku wspominałam o tejże powieści w kategorii „największe zaskoczenie”, mowa oczywiście o debiucie Saby TahirEmber in the Ashes. Imperium ognia. Już przed polską premierą zrobiło się o tej historii całkiem głośno. Często opisywana jako połączenie magicznego świata Harry’ego Pottera z surowym światem Igrzysk Śmierci, musiała wywołać wokół siebie niemałe zamieszanie… Które nie ominęło nawet mnie! I nie żałuję, bo Ember in the Ashes okazało się całkiem czarującą historią, która wciąga, pachnie świeżością i co najważniejsze – będzie kontynuowana. Trzymam kciuki za to, żeby następne części nabierały jeszcze większego rozpędu!

Powieść podzielona jest między dwóch pierwszoosobowych narratorów, których losy opisywane są naprzemiennie w osobnych rozdziałach. Z pozoru zupełnie od siebie różni, pomimo totalnie innego życia, po dokładnym wglądzie okazują się mieć całkiem sporo wspólnych cech. Pierwszą poznajemy Laię, scholarską nastolatkę, która za wszelką cenę chce ocalić swojego brata przed śmiercią w pilnie strzeżonym więzieniu. Drugim narratorem jest Wojanin, Elias, najlepszy uczeń Akademii Czarny Klif – szkoły, w której szkoli się najniebezpieczniejszych zabójców świata Ember in the Ashes – Maski. Szkopuł w tym, że Elias jest o krok od zdezerterowania w ostatnim dniu szkoły…

Świat przedstawiony przez Sabę Tahir jest rządzony w brutalny sposób. Wojna, niewolnictwo, czy ubóstwo nie są tu nikomu obce. Akcja toczy się na ziemiach należących niegdyś do Scholarów – ludzi żądnych wiedzy, nie stroniących od książek, umiejących czytać i pisać. Nie można powiedzieć o nich natomiast, że to lud biegły w sztuce wojennej. Dla władcy Imperium, posiadającego zastępy wspaniałych wojowników podbicie tych ziem nie było lada wyzwaniem. Podczas lektury dowiadujemy się, że były pewne powody ku temu, aby wyrównać ze Scholarami dawne porachunki. Kiedy w życiu wciąż wyciągasz ręce po więcej… Może się to dla Ciebie źle skończyć.

Jak już wspomniałam, Elias od dłuższego czasu planuje dezercję ze szkoły, w której jego własna matka sprawuje rolę Komendantki. Wszystkim tym, którzy zostali nieposłuszni rozkazom Imperium grozi kara śmierci – to właśnie czeka każdego z dezertów. Jednakże Elias czuje, że nawet własna śmierć będzie lepsza niż ukończenie szkoły i zostanie Maską, której zadaniem jest karanie śmiecią nieposłuszeństwa wobec Imperium. Młody chłopak nie ma zamiaru zabijać niewinnych, wystraszonych i walczących o swoje życie ludzi. W międzyczasie okazuje się jednak, że przyszedł dla niego czas prób i szansa na oswobodzenie się spod silnej ręki Imperium raz na zawsze, w jakich okolicznościach – będziecie musieli przeczytać o tym sami.

Jeśli chodzi o młodą, bystrą Laię to zdecydowała się odnaleźć ruch oporu, w którym za życia działali jej rodzice. Chciała by pomogli jej w odzyskaniu brata, ale jak to w życiu bywa – nigdy nie ma nic za darmo. Musiała podarować również coś od siebie. Z własnej woli przybrała kajdany świadczące o niewolnictwie i zaczęła szpiegować jedną z najniebezpieczniejszych osób w Imperium. W każdej chwili może zostać zdemaskowana, a już wiemy jak postępuje się w świecie Wojan z takimi postaciami. Jej brat, Darin został schwytany przez Maski i zaciągnięty do więzienia, ponieważ został przyuważony w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Jego historia jest w pierwszym tomie cyklu nieco tajemnicza i dowiemy się tylko kilku podstawowych rzeczy. Czuję, że ten epizod nabierze rozpędu w kolejnych częściach.

Podczas pierwszego spotkania naszych bohaterów w głowie czytelnika zapala się czerwona lampka z myślą „och nie, toż to będzie kolejne love story”! Do tego zamieszania autorka dorzuca najlepszą przyjaciółkę Eliasa – Helenę, która wydaje się być w nim zakochana po uszy. Pomyślałam, że będzie klops, że to nie moje klimaty a wszystko zejdzie na miłosny trójkąt. Ich historia wydaje się jednak dużo bardziej skomplikowana niż wskazywałyby na to zalotne, pełne pożądania spojrzenia między trojgiem bohaterów. Stoi przed nimi wiele wyborów, nie zawsze dobrych, ale z pewnością satysfakcjonujących czytelnika. W tej powieści nic nie wiemy na pewno, autorka postanowiła, że będzie rozwijała dalej w szaleńczym tempie akcję a nie miłosne podboje. Uf! Zobaczymy co wyjdzie z tego w kolejnych tomach.

Świat Imperium ognia nie jest czymś nowym dla wyjadaczy gatunku fantasy. Zaserwowano czytelnikom znane z innych powieści orientalne klimaty i rozciągające się na horyzoncie, dalekie pustynie. Od samego początku można poczuć na własnej skórze surowość otaczającego bohaterów klimatu. Nie brakuje tu wysokich i ostrych skał na których łatwo stracić życie, skąpo wystrojonych budynków z podstawowymi udogodnieniami, czy magicznych stworzeń, które jednoznacznie kojarzą się z piachem i latającymi dywanami. Akcja toczy się szybko, nie daje nam chwili wytchnienia, niczym nieprzerywany żar bijący z wojańskich kuźni. Niestety pomimo sympatii jaką darzę postaci to niestety nie mogę nazwać ich silniejszą stroną powieści. Raczej nie wywarły na mnie wrażenia nie do zatarcia, a ich imiona szybko giną w zakamarkach mojej pamięci.

Jak to jest więc z tym Ember in the Ashes. Imperium ognia? W sumie to… Bawiłam się świetnie przemierzając ciężkie chwile razem z Laią i Eliasem, bo trzeba przyznać, że ta książka to nie motylki i sielskie życie. Trzymałam za nich kciuki, martwiłam się o ich przyszłość i nadal życzę im powodzenia w nowym życiu i rozpoczętych misjach.  Pod koniec czułam pewien niedosyt, Sabaa Tahir zostawia nas z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Będzie to na pewno ciekawy i kolorowy materiał na kolejne części cyklu An Ember in the Ashes, po który z pewnością mam zamiar sięgnąć! Szczerze polecam, bo książka jest w stanie dostarczyć czytelnikom mnóstwa rozrywki i całej gamy emocji. Znane trendy w fantastyce nie muszą być nudne, kiedy doda się do nich nieco świeżych pomysłów. Mnie ta historia pochłonęła w całości!

Moja ocena:
7/10

Marta.

Reklamy

Komentarzy 9 to “Ember in the Ashes. Imperium ognia – recenzja”

  1. barwinka Styczeń 12, 2016 @ 10:39 am #

    Czytałam już tyle pozytywnych recenzji tej książki, że muszę czym prędzej po nią sięgnąć i zagłębić się w świat bohaterów 🙂

  2. eM eR Styczeń 12, 2016 @ 10:49 am #

    Nowy rok – nowe poszukiwania fantastyki. Dzięki Tobie mam przynajmniej 1 pozycję więcej 😀

    • zajeckicajec Styczeń 14, 2016 @ 12:47 pm #

      Mam nadzieję, że będzie więcej, bo trochę na 2016 rok sobie przygotowałam z tego gatunku 😀

  3. Lolanta Styczeń 14, 2016 @ 12:15 pm #

    Ja wciąż poszukuję powtórki z Igrzysk śmierci i widzę, że ta książka ma szanse konkurować w tym zakresie. Spróbuję 🙂

    • zajeckicajec Styczeń 14, 2016 @ 12:42 pm #

      To znaczy, że mam koniecznie przeczytać Igrzyska śmierci? 😀

      • Lolanta Styczeń 14, 2016 @ 12:43 pm #

        Ależ oczywiście?! Ja nie rozumiem, dlaczego Ty tego jeszcze nie zrobiłaś 😀 😀

      • zajeckicajec Styczeń 14, 2016 @ 12:46 pm #

        Jakoś tak… Nie mam przekonania? 😀

      • Lolanta Styczeń 14, 2016 @ 12:47 pm #

        A ja myślę, że Ci się spodoba. Zacznij choć pierwszą część.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: