Middlesex – recenzja

22 Gru

MiddlesexTytuł: Middlesex
Autor: Jeffrey Eugenides
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania polskiego: wrzesień 2015
Stron: 632
Tytuł oryginału: Middlesex
Tłumaczenie: Witold Kurylak

Nareszcie udało mi się uporać z Middlesex, które w tym roku przebojem wdarło się na czołowe miejsce na mojej liście „do przeczytania”! Właściwie powieść ta interesowała mnie już od kilku lat, ale w tym roku za sprawą dwóch czynników stałą się ona moim numero uno. Po pierwsze w księgarniach ukazało się bardzo ciekawe wizualnie wznowienie powieści. Oliwy do ognia dolało całkiem udane spotkanie z pierwszą powieścią Jeffreya Eugenidesa Przekleństwa niewinności, o którym pisałem w październiku. Nie mogłem sobie więc odpuścić i korzystając z okazji zabrałem się za lekturę Middlesex z wielkim zapałem. Niestety grudzień nie był sprzyjającym miesiącem dla czytelnictwa, przez co miałem ogromny poślizg… ale literatura to nie wyścigi. Tym samym postarałem się jakoś zadośćuczynić wszystkie swoje winy i w ekspresowym, jak na moje metody, tempie napisać kilka słów o Middlesex, powieści o niezmiernie ciekawym tytule. Jakie były moje wrażenia? Zapraszam do zapoznana się z moją opinią.

Middlesex Jeffreya Eugenidesa należy do grona powieści ponadprzeciętnie obszernych, na ponad sześciuset stronach przedstawia historię rozgrywającą się na przestrzeni osiemdziesięciu lat. Jest to opowieść o losach trzech pokoleń nietypowej rodziny Stephanidesów, o rodowodzie ukształtowanym przez prawdziwe pożądanie. Rozpoczyna się ona w zamieszkiwanych przez Greków regionach Turcji, rozwija w przechodzącej przemiany społeczne i kulturalne Ameryce, a kończy w zjednoczonym Berlinie. Rozpościera się między fabryką Forda, a berlińską placówką dyplomatyczną, zahaczając o bar z nielegalnym alkoholem i sieć barów szybkiej obsługi. Jeffrey Eugenides poszedł jednak dużo dalej i nie poprzestał na wielowątkowej sadze rodzinnej. Dając upust swej cudownej wyobraźni, do wszystkiego dodał jeden mały gen na piątym chromosomie, który zatrząsł całą rodziną objawiając się w ostatnim potomku rodziny – Calliope.

Rozpatrując najbardziej zewnętrzną z warstw powieści, jest to dzieło zasługujące na wiele pochwał. Ród Stephanidesów jest bowiem niesamowity i w każdym najmniejszym detalu dopracowany. Każdy członek rodziny ma do zaoferowania swoją osobną opowieść, a autor postarał się aby każda postać miała czas by się rozwinąć. Przez to ilość wątków poruszonych w Middlesex jest wręcz niepoliczalna, bogactwo to wystarczyłoby do nasycenia co najmniej kilku powieści. Niemniej powieść jest dość stonowana i spokojna, pozostając w klimatach opowieści obyczajowej. Tym samym jest to po prostu czytelnicza uczta dla każdego fana lieratury.

Jak już wspominałem trudno w Middlesex znaleźć słabsze elementy. Wydaje mi się, że nad wszystkimi epizodami zdecydowanie góruje jednak historia przyjaźni Calliope z Przedmiotem. Jest to chyba najistotniejszy fabularnie element, który budzi wulkany emocji. Okazuje się, że Eugenides jest mistrzem kreowania relacji międzyludzkich, szczególnie tych najbardziej skomplikowanych, których nie da się wyrazić w prosty sposób. W tym temacie czuje się on jak ryba w wodzie, dlatego właściwie każdy powieściowy związek jest elektryzujący.

Eugenides pisze pięknie. Posiadł on umiejętność czarowania czytelnika serdecznym i pełnym wdzięku stylem, który nawet na chwile nie znika z kart powieści. Powieść skłania czytelnika do spokojniejszego tempa, do smakowania każdego słowa i niespiesznego płynięcia przez historię. Middlesex jest całkiem ciekawe pod względem konstrukcji fabuły. Autor w ciekawy sposób zaburzył chronologię, budując swoją opowieść w tonie nieprawdopodobnego wspomnienia. Narrator pierwszoosobowy jest ostatnim potomkiem rodu Stephanidesów, który przytacza swą opowieść, ale okazuje się być również wszechwiedzącym i zdystansowanym obserwatorem życia swojej rodziny, o której opowiada w formie trzecioosobowej.

Balans pomiędzy wspaniałym pomysłem a genialnym warsztatem jest tutaj w pełni zachowany, a Eugenides nie stosuje tanich sztuczek. Pod względem wyobraźni jest to jedna z ciekawszych pozycji dwudziestopierwszowiecznej literatury. Mimo wszystko decydując się na jedno słowo powiedziałbym, że jest to powieść wykwintna. Ani na moment nie popada w banał, wolna jest też od sensacyjnych i kontrowersyjnych zwrotów. Wszystkie zabiegi amerykańskiego autora są dopracowane i należycie wkomponowane w historię. Eugenides nie próżnował przez dziewięć lat, które poświęcił na napisanie Middlesex. Zdecydowanie czuć, że jest to powieść dogłębnie przemyślana.

Lekka forma utworu niejako kontrastuje z jej wydźwiękiem. Pozornie jest do dość prosta historia, jednakże powieść traktuje o dość trudnych tematach, z których większość pozostawiona jest w sferze niedopowiedzeń i domysłów. Motywem przewodnim powieści jest tożsamość, która ma wiele wymiarów. Middlesex traktuje o przynależności rasowej, etnicznej, a także płciowej. Choć niektóre środowiska bardzo tego nie chcą, to jednak płeć wcale nie jest tak oczywista, jakby mogło się wydawać, co potwierdza ta powieść. W utworzy tym znajdziemy także motywy związane z emigracją i koncepcją american dream. Eugenides okazje się być bardzo dobrym obserwatorem i komentatorem rzeczywistości, jednakże jego konikiem okazuje się zrozumienie płci i obu jej przedstawicieli. Autor wielokrotnie używa subtelnych metafor, nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku i potrafi podejmować tematy kontrowersyjne w sposób bardzo elegancki.

Eugenides zadbał także o rozwinięte tło historyczne odmalowując wiele rzeczywistych wydarzeń  dodających opowieści odpowiedni kontekst. Znajdziemy tutaj pożar Smyrny, czasy prohibicji, wojnę, rewolucję obyczajową i wiele więcej. Takie podejście nie tylko uwiarygadnia historię i zachowuje wspomniane wydarzenia przed zapomnieniem, ale także stanowi swoisty komentarz do minionych lat. Autor wielokrotnie także przywołał inne dzieła, tworząc sugestywne i nietrudne do interpretacji odwołania. W powieści znalazło się także miejsce dla nawiązania do jednego z najbardziej znanych filmów Luisa Buñuela, bardzo silnie wkomponowujące się w jeden z kluczowych epizodów fabuły. Dodają one opowieści głębi, ale są na tyle zrozumiałe, że pozwalają cieszyć się lekturą nawet nie znając dzieł źródłowych.

Middlesex jest obszerną powieścią, która zawiera wszystko to co kochamy w literaturze pięknej. Nie tylko opowiada niesamowitą i niebanalną historię, zawiera wyśmienicie wykreowanych i złożonych bohaterów, ale jest też wspaniale napisana i pomysłowa. Forma jest tutaj kluczowym elementem, który sprawia, iż jest to powieść nieprzeciętna. Jeffrey Eugenides po prostu włada wyjątkowo lekkim piórem, potrafi on dotykać poważnych tematów unikając wulgarności i stroniąc od prowokacji. Choć konstrukcja powieści jest dość ciekawa, a chronologia jest w niej mocno zachwiana (ostatnie wydarzenia nie stanowią clou utworu), to autor nie stawia na efekciarskie zabiegi, przez co powieść jest w swej formie bardzo stonowana. Momentami autor bardzo wylewnie skupia się na szczegółach i odmalowuje najdrobniejsze detale wydarzeń.  To co jest jednakże najpiękniejsze, to ujmujące ciepło bijące z każdej strony książki. Tym samym Middlesex smakuje się jak literacki rarytas, w niespiesznym tempie delektując się każdym zdaniem i każdą zawartą w nim emocją. Pod warstwą formy znajduje się wielki ładunek treści, które przekazuje nam autor w swym epickim dziele. Każdy bohater i każdy epizod jest cegiełką budującą złożony utwór traktujący o tożsamości rozpatrywanej w najróżniejszych wymiarach. Wisienką na torcie jest tutaj jednak historia ostatniego potomka rodziny Stephanidesów – Cala/Calliope, której nie sposób opisać czy streścić. Po prostu trzeba ją poznać samemu. Na deser autor funduje nam ogromną dawkę metafor, pozostawiając pewną przestrzeń, którą wypełnić musimy swoimi własnymi przemyśleniami. Middlesex to pozycja obowiązkowa dla wszystkich entuzjastów literatury pięknej. Jest to dzieło angażujące, pochłaniające absolutnie i pobudzające wyobraźnię, ale przede wszystkim dzieło kompletne, pomysłowe i wyeksploatowane w każdym najdrobniejszym szczególe.

Moja ocena:
8+/10

Kacper.

woblink

Za książkę dziękuję księgarni Woblink.com

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Middlesex – recenzja”

  1. Katarzyna K Grudzień 28, 2015 @ 8:29 pm #

    A ja spamuję i serdecznie zapraszam Cię do akcji „Wędrująca książka”, którą organizuję. Więcej szczegółów w linku: http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/2015/12/wedrujaca-ksiazka.html

    Serdecznie pozdrawiam i życzę cudownego Nowego Roku!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: