Pan Lodowego Ogrodu – podsumowanie

12 List

pan lodowego ogrodu

Cykl: Pan Lodowego Ogrodu
Autor:
Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Stron:
2593

Z cyklem Pan Lodowego Ogrodu zetknąłem się po raz pierwszy w sierpniu tego roku. Oczywiście seria była mi znana wcześniej, ale jedynie „ze słyszenia”. Wiele osób zachęcało mnie do lektury, zaznaczając, że jest to na prawdę dobre dzieło. W końcu, po kilku latach zwłoki, dałem się namówić, lecz nie miałem wygórowanych oczekiwań. Właściwie to nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Tom pierwszy zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłem podzielić się z czytelnikami naszego bloga swoją opinią o książce (dla przypomnienia tutaj można ją przeczytać). Obiecałem wówczas podsumowanie całego cyklu, które powstać mogło dopiero po zakończeniu mojej przygody z Panem Lodowego Ogrodu. Wreszcie udało mi się uporać z lekturą, zatem nadszedł czas na refleksje. W tym wpisie jednakże wszystko będzie troszeczkę inne niż zazwyczaj. Nie będzie to klasyczna recenzja, w końcu mierzę się z czterema księgami na raz, lecz raczej zbiór moich przemyśleń. Na początek napiszę mini recenzję każdego z tomów, dopiero na koniec podsumuję cały cykl, zwracając uwagę na to co mi się podobało, a co nie. Oczywiście postaram się nie zdradzić istotnych szczegółów i faktów, a wszystko ubiorę w ogólniki na tyle wymijające, aby nie zepsuć nikomu lektury. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią i ostrzegam zawczasu, że wpis ten, jak i sam cykl, do najkrótszych nie należy.

TOM 1          8+/10

Wstęp do cyklu jest na prawdę udany. Pierwsze strony sugerują, iż do czynienia będziemy mieć z literaturą sci-fi, jednakże szybko okazuje się, że była to tylko zagrywka autora, a utwór ma charakter powieści fantasy z mieczami, magią i nieprawdopodobnymi zwrotami akcji. Poznajemy tutaj dwie jak się później okazuje wiodące postaci – Vuko Drakkainena i Terkeja Tandżaruka. Całkowicie rozłączne historie przeplatają się, lecz od początku dominuje historia Vuko, bardziej dynamiczna i przyciągająca czytelnika zmienną narracją. Zarówno fabuła jak i bohaterowie rozwijają się powoli, Grzędowicz dużo miejsca poświęca na kreowanie opowieści i świata. W tej części możemy zapoznać się ze stylem opowieści, który pozostaje praktycznie niezmienny we wszystkich tomach. Wszystkie elementy powieści mają ręce i nogi, do niczego nie można się przyczepić, a historia po prostu wciąga. Na zakończenie dostajemy solidnego cliffhanger’a, który rozbudza ciekawość i po prostu zmusza do sięgnięcia po kolejną część.

TOM 2          7/10

W tomie drugim proporcje pomiędzy historiami znacząco się zmieniają. Przygody Vuko są nieco statyczne i przyćmione zostają rozwijającą się w zawrotnym tempie opowieścią tohimona Terkeja. Oczywiście nie wynika z tego, że losy Drakkainena są nieciekawe, lecz brak w nich mocy i dynamizmu z pierwszego tomu. Grzędowicz pokazuje, że potrafi kreować różny nastrój i odnajduje się również w mniej wartkiej opowieści. Cieszy mnie nieustanny rozwój świata, w którym pojawiają się nowe elementy i zjawiska. Autor pokazuje, że nie wyłożył jeszcze wszystkich kart na stół i zaskoczy czytelników jeszcze niejednym asem z rękawa. Zakończenie tomu nie jest tak widowiskowe jak poprzednio, ale po raz kolejny pytanie „co będzie dalej?” świdruje umysł i zachęca do czytania. W tej części po raz pierwszy pojawia się wzmianka o tytułowym Lodowym Ogrodzie. Nareszcie, już nie mogłem się doczekać wyjaśnienia tytułu. W każdym razie była to spokojniejsza część serii, w której wartka akcja często ustępowała miejsca przygotowaniom i knowaniom.

TOM 3          8/10

Trzeci tom przynosi kolejne ciekawe elementy i rozwój świata, choć może nie tak dynamiczny jak w poprzednich częściach. W tej części mijamy etap kreowania historii i wkraczamy w etap jej rozwiązywania. Klocki składają się w całość. Historia Terkeja robi się coraz bardziej zakręcona i całkowicie zmienia się jej klimat. Vuko coraz lepiej odnajduje się w obcym świecie, jednocześnie już w pierwszym rozdziale pojawiają się wskazówki łączące obie historie. Grzędowicz pokazuje w tej części, że nie bez powodu eksponuje niektóre wątki, umyślnie skupia uwagę czytelnika na szczegółach, ale przede wszystkim udowadnia, że jest to przemyślana i dopracowana w drobnych detalach opowieść. Końcówka rozkręca się na poważnie, a akcja nabiera zawrotnego tempa. Rozumiem teraz dlaczego czytelnicy czekający na ostatni tom cyklu nie mogli spać po nocach i śnili o książce z napisem „Tom IV”.

TOM 4          7+/10

Ostatni, najgrubszy, platynowy tom jest zwieńczeniem historii, długo oczekiwanym zakończeniem sagi. Czy udanym? Owszem, choć miałem wrażenie, że nieco zbyt obszernym. Niemal 900 stron powieści zawiera wiele opisów, które w sumie potwierdzają znany już świat Lodowego Ogrodu, momentami niewiele wnosząc do fabuły. W tej części też zupełnie zaburzony zostaje porządek narracji, a autor nieco oszukuje przytaczając w jednym z rozdziałów przeszłe względem porządku akcji zdarzenia. Niemniej tom czwarty nie odstaje od poprzednich, nadal pojawiają się nowości i ciekawostki. Grzędowicz nie wyszedł z formy i pokazał, że nie rozmienia się na drobne. Finał opowieści poznawałem w towarzystwie piwa Karlovačko (Vuko na pewno by zazdrościł) i choć był on dość miły, to nie do końca zaspokoił moje oczekiwania. Autor jakby nie do końca wyważył tempo zakończenia. W ostatnich rozdziałach niektóre wątki urywały się zbyt szybko, a inne przedłużały, pokazując niewiele fajerwerków. Jeśli chodzi o samo rozwiązanie historii, to było ono logiczne. Cieszę się, że Grzędowicz miał pomysł na klamrę zamykającą cykl. W skrócie, odczuwałem większą przyjemność z kosztowania kolejnych zwrotów akcji niż z rozwiniętego na kilka rozdziałów finału. Na duży plus jednak zasługują dwa epilogi, które zgrabnie domykają pewne pozostawione bez odpowiedzi motywy z powieści. Reasumując, nie jest to część słaba, po prostu niechętnie rozstałem się tym uniwersum.

PODSUMOWUJĄC… 8/10

Pan Lodowego Ogrodu to bardzo ciekawa lektura gatunkowa, która dostarcza ogromnej dozy rozrywki. Miło przenieść się do Midgaardu i spędzić w nim cztery tomy. Z jednej strony jest to rzeczywiście sporo stron do przeczytania, z drugiej jednak zadowala rozmach historii, która po prostu nie zmieściłaby się w jednej książce. Mnie powieści wciągnęły całkowicie, każdą z nich pochłonąłem w kilka dni. Nie ma co ukrywać, jest to fantastyka z magią i mieczem, ale znajdziemy w niej także pewne elementy sci-fi, z czego powstał lekki miszmasz stylowy. Całość dzieje się w przyszłości, Ziemianie znają naszą kulturę, nasze obyczaje i często odnoszą się do znanej czytelnikom popkultury, choć czasem odniesienia te są nieco siermiężne. Powieści odebrałem jako niezwykłą mieszankę fantastyki, sci-fi i literatury współczesnej z dominacją pierwszego z wymienionych gatunków. Główny bohater przebywa w świecie znajdującym się na poziomie rozwoju średniowiecza, lecz zna wszystkie udogodnienia współczesności, popija śliwowicę, marzy o czekoladzie, wspomina ziemskie rozrywki, a nawet znajduje analogie do elektryczności, elektroniki i różnych innych elementów, o których mieszkańcy Midgaardu nawet nie śnili. Z tego powodu w powieści znaleźć można wiele na prawdę zabawnych sytuacji wynikających z ewidentnych różnic kulturowych. Takiego zabiegu jeszcze nie widziałem w żadnej z fantastycznych powieści, choć w tym temacie jestem raczej laikiem. Dzięki temu nie miałem wrażenia, że przebywam w sterylnym świecie istniejącym tylko dzięki głównej intrydze. Co więcej, Ziemianie mają pewną przewagę nad miejscowymi, której nie boją się wykorzystywać. Sam Drakkainen jest specjalnie wyszkolonym i wyposażonym osobnikiem, którego wybrano spośród wielu innych równie dobrze przysposobionych kandydatów, więc jego nadludzkie wyczyny nie wydają się być głupie i sztuczne. Bohaterowie są po prostu wiarygodni i nadają głębi światu, którego kreacja rozkłada na łopatki.

Pan Lodowego Ogrodu jest podróżą po świecie, w którym wszystko do siebie pasuje. Niemniej trudno nie zauważyć, że wykreowane w powieści kultury nie są wyjątkowo odkrywcze. Grzędowicz przedstawia dwa światy, zbudowane na skojarzeniach: zimno – wikingowie, pustynia – orient. Nie jest to rażący mankament, ponieważ większość literatury bazuje na znanych z naszej historii kulturach, obyczajach i zwyczajach, lecz mając do dyspozycji całkowicie obcą planetę można oczekiwać nieco więcej. Natomiast bardzo podobało mi się tempo, w jakim autor eksponuje uniwersum. W każdym tomie jest coś nowego i interesującego. Dodane elementy nie tylko rozszerzają fabułę i kreację, ale także wprowadzają do opowieści świeżość. Cała warstwa fantastyczna jednakże jest na tyle przystępna, że nie przytłacza osób niespecjalnie zainteresowanych gatunkiem. Cieszy także fakt, że żadnego istotnego elementu intrygi nie trzeba odbierać „na wiarę”, każdy jest jakoś wytłumaczony i dobrze wkomponowuje się w opowieść, a jednocześnie powieść pozbawiona jest przekombinowanych komponentów świata, będącym pustym popisem możliwości autora. Jak już wspominałem, wszystko jest istotne, Grzędowicz  potrafi wykorzystywać to co wcześniej napisał, a jeśli eksponuje jakieś elementy świata, to ma w tym konkretny cel. Autor potrafi zaciekawić, ale także zaspokoić tę starannie podsycaną ciekawość. W powieści znajdziemy też całkiem sporo ironicznej podejścia do wykreowanego uniwersum. Magia często przedstawiana jest z dystansem i stawiana między poważnymi działaniami a jarmarcznymi sztuczkami. Pan Lodowego Ogrodu jest po prostu przemyślany od A do Z.

Intryga powieści jest świetna. Tutaj na prawdę nie ma się do czego przyczepić. I bardzo dobrze, bo właśnie tego oczekujemy od powieści gatunkowych. Nie zawodzą zwroty akcji, nieoczekiwane i nieprzewidywalne, a co najważniejsze niemęczące czytelnika. Twisty nie są też sztucznymi przedłużaczami fabuły, gdyż właściwie nie wiemy jak miałaby potoczyć się historia. Grzędowicz unika nużących i powtarzalnych zabiegów, stara się by każdy zwrot był inny, a opowiadanie nie grzęzło w ciągłych przeskokach fabularnych. Podoba mi się, że nie jest to opowieść w której cyklicznie powtarza się schemat „droga, przygoda, szansa na rozwiązanie, zwrot akcji, droga”. Autor także skrupulatnie prowadzi narrację, wraca do porzuconych wątków, co skutkuje przyjemnie rozwijającą się fabułą. Każdy rozdział jest epizodem, zamkniętą całością, niejako osobnym opowiadaniem ze swoim własnym rozwinięciem i zakończeniem. Takie podejście po prostu przykuwa do lektury, nie można przerwać rozpoczętego rozdziału, a kiedy wreszcie uda się go zakończyć czuje się ogromną chęć sięgnięcia po następny…

Jednym bardzo poważnym minusem, który właściwie tłumaczy dlaczego powieść dostaje ósemkę, a nie wyższą ocenę, na co mógłby wskazywać pozytywny ton całej opinii, jest fakt, że bohaterowie drugoplanowi wielokrotnie pozbawieni są… wszystkiego. Dotyczy to szczególnie Ludzi Ognia, towarzyszy Vuko. Oprócz jedynej w grupie kobiety, praktycznie nie ma między nimi większych różnić, choć dziewczę różni się właściwie tylko płcią. W sumie nie istotne jest czy to Spalle, Warnfir czy Grunaldi, bo każdy z nich jest prawie taki sam i tak samo mało obchodzi czytelnika. Trochę lepiej ma się sprawa w przypadku towarzyszy kireneńskiego tohimona, lecz kreacje tych postaci również nie są wyjątkowo głębokie. Niestety, jak na czterotomowy cykl jest to zdecydowanie za mało treści i wielu bohaterom drugoplanowym i epizodycznym po prostu zabrakło historii, przez co stali się oni wypełniaczami i trudno żywić do nich jakiekolwiek uczucia. Całą przestrzeń zagarnęli bohaterowie kluczowi czyli wieloimienny Terkej i Vuko. Szkoda. Na tylu stronach mogłoby znaleźć się więcej miejsca dla pozostałych postaci. Pan Lodowego Ogrodu to tak na prawdę teatr dwóch aktorów, co do tego nie ma wątpliwości.

Nie przepadam z ocenianiem poszczególnych części, tak jak nie znoszę czytać niezakończonych cyklów. Wolałem odnieść się do historii jako całości, dlatego dość oględnie potraktowałem tomy z osobna i nie do końca wytłumaczyłem skąd niewielkie różnice w ocenach. Otóż wydaje mi się, że pierwszy tom zachwycił mnie świeżością, nowym światem i konstrukcją fabuły i do niego odnosiłem kolejne części. Później oczywiście nie było zawodu, ale nie każdy tom tak samo mi się spodobał. Ogólnie jednak jestem zadowolony i polecam lekturę Pana Lodowego Ogrodu. Tak na prawdę przeczytać te cztery tomy warto byłoby dla samego świata. Na szczęście znajdziemy w powieści też inne interesujące elementy. I choć finał całego cyklu nie jest wielkim finałem, wydaje się być przyćmiony przez pozostałe przygody, to całość jest po prostu wielce satysfakcjonującą rozrywką. Autor zaliczył co prawda kilka wpadek, w tym jedną poważną, ale właściwie rekompensują je pozostałe, bardzo udane elementy. Nie ma powieści idealnych, dlatego nie ma co koncentrować się na minusach. W pełni rozumiem już dlaczego tak wiele osób polecało mi te książki i cieszę się, że mimo mojej niechęci do fantastyki dałem szansę Vuko i trochę było mi smutno, kiedy historia się zakończyła, a ja wiedziałem, że nie mogę sięgnąć po kolejny tom. Jednocześnie nie wydaje mi się, żebym kiedyś jeszcze wrócił do powieści znając wszystkie zwroty akcji, powiązania i zależności. Choć… kto wie co to będzie za kilka lat?

Kacper.

Reklamy

Komentarze 2 to “Pan Lodowego Ogrodu – podsumowanie”

  1. Mirya Listopad 12, 2015 @ 10:44 am #

    Oczywiście mam ten cykl w planach. Szczególnie zainteresowałeś mnie tym miszmaszem – fantastyka połączona z s-fi, to musi być ciekawe.
    Trochę odrzuca mnie fakt nierozbudowanych postaci drugoplanowych, bo zazwyczaj lubię poznawać kolejnych intrygujących bohaterów. No, ale może dwójka głównych wciągnie mnie na tyle, że nie będzie mi to przeszkadzać.
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

  2. ania balfala Październik 18, 2016 @ 2:38 pm #

    Dla mnie genialna książka. Czytam czwarty tom i wiem, że będzie to ta książka, po którą sięgnę jeszcze pewnie nie raz i nie dwa. Moja pozytywna opinia nie dziwi w kontekście tylu nagród – Zajdla, Sfinksa, Nautiliusa, Śląkfy i nie wiem czego jeszcze. Zawsze kiedy przeczytam bardzo dobrą fantastykę, a taką napotkać nie jest wcale łatwo, myślę sobie, że pewnie już nic równie dobrego nie spotkam… No cóż – dobrze się jest czasami pomylić…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: