Sklepik z marzeniami – recenzja

31 Paźdź

Sklepik z marzeniamiTytuł: Sklepik z marzeniami
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania polskiego: styczeń 2014
Stron: 672
Tytuł oryginału: Needful things
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski

„This is Halloween, everybody make a scene. Trick or treat till the neighbors gonna die of fright…”. Dzisiaj Amerykanie zakładają wymyślne maski, wdziewają przerażające szaty, smarują się sztuczną krwią i straszą sąsiadów, w końcu mamy Halloween. W naszym kraju to święto nie jest tak popularne jak za oceanem, właściwie pojawiło się jakieś 20 lat temu, nieśmiało szukając swojego miejsca w kalendarzu. Może i nie jesteśmy wielkimi zwolennikami hucznych obchodów Halloween, ale któż nie lubi się czasem trochę przestraszyć? Z okazji tegoż święta postanowiliśmy zorganizować mały konkurs, a także zrecenzować dla Was dwie straszne książki. Marta podzieli się swoimi wrażeniami po zapoznaniu się z klasykiem nad klasykami, czyli Draculą Brama Stokera. Ja natomiast wybrałem książkę w zupełnie innym klimacie. Zdecydowałem się na Sklepik z marzeniami autorstwa Stephena Kinga. Amerykanin potrafi mrozić krew w żyłach, znany jest ze swych dość mrocznych i makabrycznych powieści, a na dodatek pochodzi z samego centrum Halloweenowego szału. Jest lepszy wybór na tę okazję? Chyba nie. Jak zatem wypada powieść? Straszy, przeraża, nudzi czy onieśmiela? Tego dowiecie się w mojej opinii o Sklepiku z marzeniami, do przeczytania której serdecznie zapraszam.

Cytat otwierający dzisiejszy wpis całkiem dobrze pasuje do recenzowanej powieści. Otóż w Sklepiku z marzeniami wszystko kręci się wokół figli, które płatają sobie mieszkańcy Castle Rock. Zacznijmy jednak od początku. W niewielkim amerykańskim miasteczku otwiera się nowy sklep o enigmatycznie brzmiącej nazwie, która jest zarazem tytułem powieści. To marzenia można kupić? Co też znajdzie się w sklepie? Będą to antyki i inne zakurzone rupiecie? Takie też pytania zadają sobie mieszkańcy Castle Rock. Zaciekawieni formułą sklepu zaczynają ostrożnie, lecz tłumnie przybywać do sklepu tajemniczego jegomościa imieniem Leland Gaunt. Jak się szybko okazuje, sprzedawca ma do zaoferowanie nie tylko starocie, gdyż każdy z mieszkańców miasteczka może znaleźć w nim coś dla siebie, zawsze w bardzo atrakcyjnej cenie. Nietypowy biznesmen o wyjątkowej mocy przekonywania nalicza dodatkową opłatę do każdego sprzedawanego towaru. W Sklepiku z marzeniami płaci się nie tylko pieniędzmi, ale również drobnymi figlami, które wymierzone są w sąsiadów z Castle Rock. Jak się szybko okazuje nie są one tak niewinne, a sam Pan Gaunt jest nad wyraz tajemniczym osobnikiem z dość specyficznym podejściem do interesów…

Blurb powieści powieści pisał człowiek-spoiler. Pierwsze zdania zdradzają całą intrygę, a kolejne streszczają pół książki. Marny los wszystkich, którzy zaglądają na tył okładki przed lekturą. Nie dość, że poznajemy skrót wydarzeń, to jeszcze dowiadujemy się wielu psujących odbiór elementów. Wszystkim, którzy jeszcze nie zapoznali się z powieścią, stanowczo odradzam czytanie opisu wydawcy, który widnieje nie tylko na okładce, ale również w serwisie Lubimy Czytać i na kilku innych stronach internetowych. Kto już opis przeczytał… pozostaje zapomnieć, albo starać się mimo wszystko czerpać przyjemność z lektury, co wcale nie będzie takie łatwe znając większość smaczków, przygotowanych dla nas przez Kinga.

Wracając do meritum i zakładając, że nie przejmujemy się spoilerami przejdźmy do omówienia fabuły. Intryga, jak to u Kinga, rozwija się stopniowo. Początkowo powieść jest powolna, dużo jest w niej wątków obyczajowych, poznajemy dawne dzieje bohaterów, ich rozterki życiowe, a także nieco niewiele wnoszących do historii informacji. Jednakże z każdym rozdziałem fabuła przyspiesza i coraz bardziej przybliża się do thrillera. Intryga bowiem gęstnieje, pojawiają się nowe wątki i postaci, a inne znikają. Ostatecznie tempo historii jest ogromne, im bliżej końca tym więcej dzieje się w miasteczku pełnym klientów sklepu Pana Gaunta. Choć finał rozgrywa się na przestrzeni kilku godzin, to czuje się gęstą atmosferę opowiadania. Efekt ten King osiąga poprzez „montaż równoległy”, przeplatając poszczególne epizody w krótkich podrozdziałach.

Na kartach Sklepiku z marzeniami pojawia się wiele postaci, z pośród których każdy ma swoje miejsce w opowiadanej historii. Stephen King zawsze dużo uwagi poświęca kreowaniu bohaterów, a każdy z nich ma swój wstęp, rozwinięcie, zakończenie i epilog. Czasem odnoszę jednak wrażenie, że autor wchodzi zbyt głęboko, przywołując przydługie retrospekcje. Tym samym powieść zaczyna się rozrastać do ogromnych rozmiarów, a cała intryga momentami zaciera się i umyka we wspomnieniach. Niemniej bohaterowie są najmocniejszą stroną powieści. Szczególnie ciekawie wygląda przemiana postaci wynikająca z podjęcia interesów w tytułowym sklepiku. Każdy, nawet najbardziej odporny klient okazuje się mieć swoje słabości i w jakiś sposób ulega urokowi Pana Gaunta. A wszystko za sprawą umiejętności zagrania na prostych, ale bardzo silnych emocjach gości sklepiku z marzeniami.

King to Halloweenowy strzał w dziesiątkę, a Sklepik z marzeniami wydaje się całkiem trafionym wyborem z pośród twórczości amerykańskiego pisarza. Powieść może i nie jest straszna i mroczna, jednakże tajemniczy charakter powieści pasuje do tego święta. Nie ma co ukrywać, krew tryska trup ściele się gęsto, a momentami można poczuć nawet lekki klimat gore. Idealnie wpasowuje się to w klimat dyniowego święta, choć opisy często przesiąknięte są niepotrzebną brutalnością. Idealnie do dzisiejszego święta pasują także stanowiące najistotniejszy punkt intrygi „figle” wyrządzane przez mieszkańców Castle Rock, choć nie są one wykonywane w celu zdobycia łakoci. Dlatego jest to propozycja szczególnie godna polecenia właśnie w okresie Halloweenowym.

Nie unikniemy ani moralizatorskiego tonu, ani przegadanych fragmentów, ani łopoczącej na wietrze, amerykańskiej flagi. I nie chodzi tu nawet o szarlotki, karty baseballowe czy Buicki, ale o bohaterów, którzy postępują jak typowi obywatele USA. King po prostu nie byłby sobą gdyby w jego powieści nie znalazły się amerykańskie wartości i standardy. Z tym trzeba się pogodzić. Na szczęście nie ma tu wstawek z odśpiewywanym w pozycji „na baczność” Gwieździstym Sztandarem, które tak śmieszyły mnie w Bastionie, ale czuć tutaj ducha USA. Niemniej ciekawie przedstawione są relacje osób zamieszkujących Castle Rock. W jakim innym kraju podeptanie kwiatków mogłoby mieć takie skutki? Dlatego akurat w Sklepiku z marzeniami to amerykańskie miasteczko pasuje idealnie do intrygi.

Sklepik z marzeniami jest dość obszerną powieścią, liczy ponad 670 stron zapisanych na prawdę drobnym drukiem. Powieść ta zaczyna się raczej powoli, jednakże kończy się szaloną akcją rozpisaną na kilku bohaterów. King stawia na wartką narrację opowiadając o losach poszczególnych postaci w krótkich podrozdziałach. Niewinna intryga przeradza się w krwawą opowieść, w której akcja gna napędzana bronią i dynamitem. W tej historii znajdziemy wiele interesujących postaci, których motywacje poznamy bardzo szczegółowo. Ciekawa jest też postać czarnego charakteru, na pozór nienagannego dżentelmena, obdarzonego tajemniczymi mocami, który daje ludziom dokładnie tego czego pragną. Przez to cała czarna magia wydaje się być jedynie bodźcem, który pobudza drzemiące w ludziach uprzedzenia, lęki i urazy. Okazuje się bowiem, że mimo wszystko do rozwiązania powstałych problemów nie potrzebne są moce nadprzyrodzone, lecz siła drzemiąca w ludziach. Satysfakcjonuje jest zakończenie powieści, co szczególnie cieszy w prozie popełniającego niekiedy strasznie suche zakończenia pisarza. Fabuła rozwiązuje się może niezbyt wymyślnie, ale bez kiczu i pozostawienia nierozwiązanych epizodów. Fani autora na pewno znajdą tutaj wszystko co lubią w jego twórczości, a na dodatek wiele smaczków w postaci odwołań do wcześniejszych powieści Kinga, w tym do To czy Cujo. Czytelników nieprzekonanych do amerykańskiego autora Sklepik z marzeniami raczej nie zachęci, lecz warto zaznaczyć, że jest to niezachwycający, ale solidny thriller zakrapiany sporą ilością krwi.

Moja ocena:
6/10

Kacper.

Advertisements

komentarze 4 to “Sklepik z marzeniami – recenzja”

  1. adinhox Październik 31, 2015 @ 2:42 pm #

    Jak dla mnie 7/10 😀

  2. sl0n Październik 31, 2015 @ 5:58 pm #

    Czytałem, jak miałem naście lat i dałbym wtedy pewnie 9/10, byłem pod wrażeniem. W sumie przydałoby się odświeżyć, więc dzięki za przypomnienie tego tytułu 🙂

  3. Paulina Listopad 1, 2015 @ 9:57 am #

    To była moja pierwsza książka Kinga:)
    8/10

Trackbacks/Pingbacks

  1. Stosik PAŹDZIERNIK 2015 | książkoholizm - Listopad 3, 2015

    […] 18. „Sklepik z marzeniami” – Stephen King. Nieco spontaniczny, Halloweenowy zakup, który bardzo szybko został przeze mnie przeczytany. Nie jestem fanem Kinga, ale raz na jakiś czas daję szansę amerykańskiemu autorowi. Tym razem padło na Sklepik z marzeniami, o którym już wszystko napisałem w swojej recenzji. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: