Dygot – recenzja

21 Paźdź

DygotTytuł: Dygot
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania polskiego: październik 2015
Stron: 320

Po letnim rozluźnieniu na rynku książki nadeszła, zapewne przez wielu oczekiwana, jesień, przynosząc czytelnikom nie tylko sprzyjającą zaszyciu się pod kołdrą z lekturą aurę, ale również wiele ciekawych premier. Jedną z nich jest dość głośny i bardzo dobrze oceniany Dygot Jakuba Małeckiego, autora wciąż młodego, choć już całkiem rozpoznawalnego. Powieść ta swą premierę miała zaledwie (a może już?) dwa tygodnie temu (tj. 7.10.2015), a moja uwagę przykuła jeszcze zanim trafiła na półki w księgarniach. Pierwszy rzut oka na okładkę i już jesteśmy zaintrygowani. Przypomina ona bowiem wycinek z dość ekstrawaganckiej sesji rodem z magazynu modowego i jakoś nie kojarzy mi się ze stylistyką typową dla powieści. Drugi rzut oka, obracamy książkę i już wiemy, że chcemy ją czytać. Blurb zapowiada tajemniczą, nieco magiczną atmosferę, swojski klimat i wiele emocji. No więc, okładka intryguje, opis podsyca ciekawość, a wszystkie recenzje zachęcają. Co robić? Oczywiście czytać. Co z tego okazuje się prawdą? Na ile jest to powieść fascynująca i baśniowa? A przede wszystkim czy rzeczywiście jest dobra, czy to tylko chwyty marketingowe? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Dygot jest „miniaturową”, bo liczącą tylko nieco ponad 300 stron, sagą dwóch rodzin z okolic Koła i spod kujawskiego Radziejowa, których losy splatają się w jedną, niebłahą historię. Opowiada dzieje trzech pokoleń, rozgrywające się na przestrzeni ponad sześćdziesięciu lat, rozpoczynające się przed wybuchem II Wojny Światowej, a kończące w XXI-wiecznej Polsce. Nie przypomina przy tym epickich, liczących setki stron powieści Steinbecka, magicznej prozy Marqueza, ani pełnych uniesień dzieł Jane Austen. Wszystko zaczyna się od Janka Łabendowicza i Bronka Geldy w 1938 roku, a kończy na Sebastianie w roku 2004. W międzyczasie bohaterowie będą musieli zmierzyć się z przepowiednią, klątwą, losem, tajemnicami oraz własnymi słabościami.

Małecki przenosi czytelnika do Koła, swojego rodzinnego miasteczka i do kujawskiej wsi Piołunowo. Poznań pojawia się dopiero w końcowych rozdziałach utworu w towarzystwie ostatniego przedstawiciela rodu Łabendowiczów. Świat przedstawiony jest ciekawy, momentami fantastyczny i tajemniczy, lecz wielokrotnie poraża realizmem. Kategorycznie nie zgadzam się jednak z opinią, że jest to „ballada o pięknie i okrucieństwie polskiej prowincji”. Owszem, miejsce akcji determinuje losy bohaterów, lecz nie jest istotą powieści.

Pierwsza „połowa” powieści jest magnetyzująca, do roku 1973 płyniemy przez historię, w której niecodzienne, tajemnicze zdarzenia przeplatają się z tymi rzeczywistymi. Późniejszym wydarzeniom tej magii nieco brakuje, co nie zmienia faktu, że powieść czyta się wybornie. Jest to oczywiście zasługa stylu autora. Z jednej strony prezentuje wiele ciekawych koncepcji, z drugiej oszczędnie dobiera słowa, dzięki czemu Dygot jest pozbawiony jakichkolwiek elementów sztucznie podbijających ilość słów. Choć przyznać trzeba, że Małecki nie pisze lekko, to potrafi zaciekawić i nadawać dynamiki słowom.

Dygot to historia wypełniona bogatymi postaciami. Jej urok tkwi w niejednoznacznych, lecz silnych emocjach obecnych na każdej stronie utworu i świeżym spojrzeniu autora. Jest to przykład świetnie skonstruowanej powieści, pełnej niebanalnych i istotnych dla historii epizodów. Każdy bohater ma swój własny los, który splata się z innymi ścieżkami życia w miłości, małżeństwie, żalu, cierpieniu, radości i smutku. Trudne do rozwiązania, a czasem tajemnicze problemy wdzierają się w życie bohaterów, zmieniając ich byt i ducha. W tych zmaganiach tkwi istota i piękno utworu. Postaciom wielokrotnie przychodzi borykać się z niezrozumiałymi wyzwaniami i właśnie w tych sytuacjach dotyka ich tytułowy dygot.

Co ciekawe, w powieści tło historyczne pozostaje tłem i nie przebija się ponad to, co istotne. Nawet II Wojna Światowa dzieje się niejako obok fabuły. Okupacja trwa, bohaterowie zmagają się z problemami zeń wynikającymi, jednakże ich losami nie rządzi historia, lecz oni sami. To samo tyczy się wydarzeń z okresu PRL i transformacji. Autor zgrabnie omija tematy polityczne i skupia się na tym, co ważne dla konkretnych postaci. Bohaterom Dygotu doskwiera proza życia, a nie bagaż historyczny.

Autor nie ustrzegł się drobnych wpadek, które wyłapane zostaną przez malkontentów i poszukiwaczy dziury w całym, lecz nie zaburzają one pozytywnego odbioru powieści. Można by przyczepić się do niektórych kreacji bohaterów, szczególnie do zbyt szybkiego ich uśmiercania, pozbawiając ich epilogu. Owszem, można by przyczepić się do spoilerów z końca rozdziałów, nieco mniej elektryzującej części współczesnej, a nawet do mało odkrywczego tematu, lecz trzeba naprawdę mocno skupić się na szukaniu niedociągnięć, a przecież zdecydowanie lepiej dać porwać się tej barwnej opowieści, gdyż jest to naprawdę ciekawa pozycja.

Lektura powieści była dla mnie miłą odskocznią od Krakowa, Warszawy czy Wrocławia, miast które zbyt często są tłem polskich powieści. Co ciekawe, zdarzało mi się bywać w Kole, w Poznaniu mieszkam od 5 lat, wychowałem się na Kujawach, jakieś 40 kilometrów od Piołunowa, a nazwa mojej rodzinnej miejscowości pojawia się w utworze ze dwa razy. Uknułem nawet taką małą teorię spiskową, że jest to przemyślana próba regionalnego przekupstwa, przygotowana specjalnie dla mnie przez Pana Jakuba. Niemniej bardzo miło jest czytać o miejscach, które znam, w których bywałem/bywam, a przede wszystkim które nie są kolejnym betonowym miastem pełnym japiszonów z mieszczańskimi problemami. 😉

Dwie rodziny, dwie miejscowości, 66 lat życia. Dygot jest historią familii Geldów i Łabendowiczów, których losy splatają się, łącząc w jedną opowieść o inności, niezrozumieniu, przepowiedniach i słabościach, a więc o życiu ludzi na pozór zwyczajnych, zamieszanych jednakże w cygańską przepowiednię, klątwę, a także rodzinne tajemnice. Jest to nie trącąca banałem historia o niecodziennych wyrokach losu. Opowieść ta jest realistyczna, choć z dozą pierwiastka magicznego, cierpka i zarazem fascynująca, przy tym dość oryginalna i dojrzała. Dygot to proza oparta o ludzkie perypetie, pozbawiona zbędnego efekciarstwa, wciągająca, barwna, a przede wszystkim bezpretensjonalna i satysfakcjonująca przemyślanym zakończeniem. Przy okazji Małecki pokazuje, że można pisać bez wypominania przeszłości, podniosłego tonu i rozdrapywania ran; można pisać o niezwykłych problemach zwykłych ludzi, bez rozliczania się z historią. Dygot po prostu warto przeczytać.

Moja ocena:
7+/10

Kacper.

virtualo.pl

Za książkę dziękuję księgarni Virtualo.pl

Reklamy

Komentarzy 8 to “Dygot – recenzja”

  1. tanayah Październik 21, 2015 @ 8:25 am #

    Pisałam to już na fejsbuku, ale powtórzę się – świetna książka! Cieszę się, że poznałam kolejnego ciekawego autora.
    Kacper, czy Tobie też ta klątwa nałożona na rody, przechodząca z ojca na syna, kojarzyła się trochę z „Drachem” Twardocha, czy tylko dla mnie te dwie bardzo dobre powieści mają wspólny pierwiastek? 😉

    • wittkac Październik 21, 2015 @ 8:50 am #

      Na początku lektury miałem krótkie skojarzenie z „Drachem”, ale to była tylko mała impresja, dla mnie jest to zdecydowanie inna literatura. Inny temat, inny wydźwięk… tylko nieco podobna konstrukcja „sagi rodzinnej”.
      Jeśli chodzi o klątwy i przepowiednie ciążące na rodzinach, to w „Dygocie” był to kapitalnie rozwinięty motyw i wydaje mi się, że mógłbym o tym napisać osobny tekst 😉 Z jednej strony była tam magiczna klątwa, ale z drugiej nie odniosłem wrażenia, że jest to fatum, które musi dopaść bohaterów. Taki był ich los, ale to ich postępowanie doprowadzało do takich, a nie innych zdarzeń. Czyli mówiąc krótko dopadło ich życie, własne życie.
      Jeśli chodzi o „Dracha”, to ja tam widziałem bardziej spuściznę niż klątwę, przechodzącą z pokolenia na pokolenie w bardzo podobnej formie.

      • tanayah Październik 21, 2015 @ 10:16 am #

        Tak, masz rację, podobny był początkowy wątek klątwy rodzinnej, potem Twardochowi i Małeckiemu poszło to w inne strony – zresztą dobrze, że tak się stało.

        Miałam dokładnie takie samo spostrzeżenie, że bohaterowie „Dygotu” sami skazywali się na swój los. Widocznie była w nich jakaś skaza (tylko czy to nie zakłada nieuchronności „klątwy” ;)?).

      • wittkac Październik 22, 2015 @ 6:59 am #

        Ta nieuchronność nie była jednoznaczna. Z jednej strony owszem, klątwa się spełniała, ale… Spójrz na historię Kazika i Sebastiana (bez przykładów nie chcę nic zdradzać) i to jak wiele jest tam możliwości zmiany. Piętno nie odcisnęło się na rodzinie do tego stopnia, że nie było już dla niej żadnej nadziei 😉

  2. Lolanta Październik 22, 2015 @ 11:34 am #

    Gdzie nie spojrzę tam Dygot, a oczekiwania rosną 🙂 Muszę jak najszybciej dorwać tę książkę, zanim przeczytam tyle recenzji, że stwierdzę, że już wszystko wiem, na temat tej książki, więc już nie ma co czytać 😉

    • wittkac Październik 23, 2015 @ 8:35 am #

      W końcu jest to chyba najgłośniejsza premiera tej jesieni 😉 A dorwać warto, jak już pisałem w samej recenzji.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Podsumowanie października | Książkowe światy - moje recenzje książek - Październik 31, 2015

    […] Dygot – recenzja – czyli Kacper z Książkoholizmu jak zwykle w świetnej recenzenckiej formie (a i książka godna bardzo!) […]

  2. Stosik PAŹDZIERNIK 2015 | książkoholizm - Listopad 3, 2015

    […] 3. „Dygot” – Jakub Małecki. O Dygocie było głośno, nawet bardzo głośno. Zachęcony pozytywnymi recenzjami sięgnąłem po powieść zaraz po premierze. W sumie nie wiedziałem czego mam oczekiwać, ale liczyłem na interesującą lekturę. Nie zawiodłem się, a moją recenzję można przeczytać tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: