Kłamstwa Locke’a Lamory – recenzja

14 Paźdź

kłamstwa locke'a lamoryTytuł: Kłamstwa Locke’a Lamory
Autor: Scott Lynch
Wydawnictwo: Mag
Data wydania polskiego: październik 2013
Stron: 544
Tytuł oryginału: The Lies of Locke Lamora
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec

Zabiorę Was dzisiaj w niezwykle odległą i niesamowitą podróż. Do fantastycznego państwa-miasta Camorry, gdzie na każdym rogu czai się cała banda wymyślnych złodziei… Poznacie osobiście najlepszego z najlepszych, legendarnego Ciernia Camorry, który swoimi złodziejskimi występkami wsławił się nawet u samego księcia. Kłamstwa Locke’a Lamory to pierwsza część zaplanowanego na 7 tomów cyklu Niecni Dżentelmeni. Dotychczas w Polsce jak i na świecie ukazały się dopiero trzy części i coś mi się wydaje, że Pan Lynch każe nam jeszcze trochę poczekać zanim poznamy zakończenie przygód tytułowych Niecnych Dżentelmenów. Dzisiaj przyjrzymy się temu jak poradził sobie autor ze swoim debiutem, zapraszam Was do przeczytania mojej recenzji.

Jak już pisałam Locke Lamora to chodząca złodziejska legenda. Swój status osiągnął nie mimo dojrzałego wieku i lat doświadczenia, bo nadal jest bardzo młody, ale zasłużył sobie na to swoim doskonałym i nieskazitelnym kunsztem. Kiedy Locke oszukuje, odgrywa się prawdziwy teatr najwyższej klasy, w którym świadkowie nie są świadomi, że właśnie oglądają największy przekręt swojego życia. W ruch idą kostiumy, pełna charakteryzacja, a także pozostali druhowie z gangu. Camorryjska arystokracja nigdy nie mogła bardziej bać się o swój dobrobyt, bo kiedy kradną Niecni Dżentelmeni – wyciskają z ofiary nawet ostatnią złamaną monetę.

Locke’a poznajemy, kiedy jest jeszcze małym chłopcem. Szybko został sierotą Camorry, trafił do pierwszego gangu na Wzgórzach Cieni i musiał ekspresowo nauczyć się jak radzić sobie w, z pozoru, dorosłym życiu. Zaczynał od kradzieży drobnych rzeczy, za które wraz z innymi dzieciakami z bandy otrzymywali od szefa gangu swoje racje żywnościowe. I tak to trwało do momentu, kiedy młody złodziej nie posunął się o krok za daleko. Kilka osób niesprawiedliwie straciło przez niego życie, w związku z tym jego własne również zawisło na włosku… Mając jednak więcej szczęścia niż rozumu został odsprzedany Ojcu Łańcuchowi z miejskiej świątyni Perelandra. Nie jest to jednak zwyczajny zakon, a jedynie idealna przykrywka, dla prężnie działającego, elitarnego gangu niezwykłych rzezimieszków. Dlaczego takich niezwykłych? Locke, Jean, a także bliźniacy Calo i Galdo latami, pod czujnymi oczami Ojca Łańcucha uczą się obcych języków, prawidłowego nakrywania stołu, trudnej sztuki gotowania, czy najwymyślniejszych technik walki. Wszystko po to, aby w przyszłości kraść tak jak jeszcze nikt nigdy nie widział.

Znacie tę zasadę stosowaną przez niektórych czytelników mówiącą, że jeśli książka nie wciągnie przez pierwsze 50 stron to rzucają ją w kąt? Jeśli chodzi o mnie i o debiut Scota Lyncha… Ta książka nigdy nie przeszłaby tego testu nawet z 150 stronami! Gdybyście widzieli jak się męczyłam. Natłok dziwnych wyrażeń, miejsc których w ogóle nie potrafiłam sobie wyobrazić i jakoś zlokalizować na mapie rozległej Camorry… Coś strasznego. Przeczytałam dwie inne książki w trakcie męczenia się z Kłamstwami i szukałam każdej wymówki, która pozwoliłaby mi odsunąć czytanie o przygodach Lamory chociażby o jeden dzień. Na szczęście byłam silna i się nie poddałam, bo po tych 150 stronach oswoiłam się z miejscami i ich nazwami, wciągnęło mnie bez końca i resztę przeczytałam jakieś sto razy szybciej!

Trzecioosobowy narrator prowadzi swoją opowieść przeplatając między sobą rozdziały o dzieciństwie Niecnych Dżentelmenów z czasem, kiedy wprowadzają w życie swoje najbardziej wyszukane oszustwa. Dzięki temu części opowiadające o dorosłych bohaterach częściowo owiane są tajemnicą, te drugie zaś pozwalają część niewiadomych wyjaśnić. Jest to bardzo przyjemny zabieg, który zagęszcza atmosferę, bo kiedy następuje koniec rozdziału, a Ty obgryzasz paznokcie z zniecierpliwienia to autor postanawia… Przedstawić zupełnie inną część przygód, jeszcze bardziej podkręcając napięcie. Słownictwo autora jest bogate (zdarzało mi się sięgać do słownika podczas lektury), sprawnie składa zdania, a wiele z nich naprawdę potrafi rozłożyć na łopatki… Czytanie jego dzieła może sprawić naprawdę mnóstwo przyjemności, ale nie zabraknie tutaj także wzruszeń. Szczególnie kiedy fabuła gna do przodu na złamanie karku. Tym bardziej, że autor prezentuje raczej podejście G.R.R. Martina niż J.R.R. Tolkiena, jeśli wiecie co mam na myśli…

Bohaterowie poznani w Kłamstwach Locke’a Lamory są pełnowymiarowymi postaciami, z którymi naprawdę warto się zaprzyjaźnić. Nie brakuje oczywiście takich, których nie chcielibyście spotkać na swojej drodze. Każdy z nich posiada inne cechy charakteru jak i wyglądu, a wybory jakich dokonują podczas swoich przygód są ukształtowane także przez ich nietypowe dzieciństwo. Nie trudno się domyślić, że personą, którą polubiłam najbardziej ze wszystkich występujących w powieści, jest sam Locke Lamora. Cierń Camorry nie jest wcale chodzącym ideałem. Jest drobny, niezbyt dobrze włada rapierem i w większości bijatyk nie miałby nawet cienia szansy na wygraną. Na szczęście jego stwórca nie poskąpił mu sprytu, a przy swoim boku zawsze są jego złodziejscy bracia, których ceni ponad wszystko. Cwanie wykorzystują już od dzieciństwa te dwie przewagi, które pozwalają im górować nad grupką mniejszych gangów z okolicy. Przekonacie się, że w dużej mierze jest to historia o wielkiej przyjaźni i honorze.

Świat stworzony przez Scotta Lyncha jest równie interesujący jak jego mieszkańcy. Posiada swoją bogatą historię, obfituje w magię i alchemię, a o najciekawszych wynalazkach będziemy mogli przeczytać samodzielnie. Najbardziej zapadł mi w pamięć materiał nazywany staroszkłem, z którego wykonanych jest wiele budynków Camorry, jak i sama kryjówka Niecnych. Szkło charakteryzuje się niezniszczalnością. Kiedy całe miasta zostają starte z powierzchni ziemi, pozostają po nich pojedyncze budynki wykonane właśnie z tego surowca. Staroszkło będzie szczególnym elementem całej powieści.

Kłamstwa Locke’a Lamory to pierwsza część fantastycznego cyklu Niecni Dżentelmeni, która niejedną osobę rozkocha w swoim gatunku. Zasiadałam do niej z wielkimi oczekiwaniami i mogę powiedzieć, że nie czuję się zawiedziona. Scott Lynch sprawnie prowadzi fabułę, opowieść ubiera w pięknie złożone zdania, jest pomysłowy i nowatorski, ale nie zabraknie u niego także klasyki gatunku – magia i alchemia z pełnym impetem wpływają na strony tej opowieści. Nie można odmówić jej tego, że jest bardzo dobrą historią fantastyczną, która niezwykle angażuje (mnie po jakimś czasie) i daje całą masę rozrywki. Jest to opowieść o wielkiej przyjaźni i honorze. Postaci są wielobarwne, pełne, niczego im nie brakuje, ale dla własnego bezpieczeństwa polecam za bardzo się do nich nie przywiązywać… Świat Camorry jest ogromny i rozgryzienie lokalizacji poszczególnych jego elementów może napsuć nam trochę krwi. Pierwsze strony były dla mnie katorgą (za co obniżam ocenę), ale że z natury jestem wytrwała – nie poddałam się i całe szczęście! Po przemęczeniu kilku rozdziałów historia złodzieja nad złodziejami pochłonęła mnie bez pamięci, szczególnie że autor podkręca atmosferę mieszając miedzy sobą różne historie z życia Dżentelmenów. Także zachęcam do odwiedzenia biblioteki lub ulubionej księgarni. Pamiętajcie, żeby nie zniechęcić się nawet jeśli na początku będzie Wam się czytało tak kiepsko jak mi, bo warto dać z siebie wszystko.

Moja ocena:
6+/10

Marta.

bonito.pl

Za książkę dziękuję Księgarni Bonito.pl

Reklamy

Komentarzy 6 to “Kłamstwa Locke’a Lamory – recenzja”

  1. MyPaperParadise Październik 14, 2015 @ 11:56 am #

    Nie mogę się doczekać kiedy do mnie przyjdzie, żeby przekonać się sama czy jest tak dobra 😉 Będę pamiętać, żeby nie zrażać się początkiem, chociaż zazwyczaj i tak nie porzucam książek 😉

    • zajeckicajec Październik 14, 2015 @ 12:20 pm #

      Jutro wysyłam wszystkie zaległe buki, bo do pracy wyjątkowo na 14 idę. 😀

  2. barwinka Październik 14, 2015 @ 12:00 pm #

    Kiedyś miałam w ręki „Kłamstwa…” ale nigdy nie udało się zabrać za ten tytuł. Jakoś cały czas mnie od niego odrzucało, mimo że blurb był ciekawy. Może pora na kolejne podejście 🙂

    • zajeckicajec Październik 14, 2015 @ 12:44 pm #

      Miałam podobnie, ale w końcu stwierdziłam, że co mi tam – trzeba zaryzykować! I nie żałuję. 🙂

  3. Mirya Październik 16, 2015 @ 12:44 pm #

    Widzę, że nasze opinie w dużej mierze się pokrywają ! To podejście G.R.R. Martina mnie zaskoczyło i myślałam, że się popłaczę nad losem ulubionych bohaterów. U mnie też recenzja tej książki 🙂
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

Trackbacks/Pingbacks

  1. Rok książkoholika – 2015 | książkoholizm - Styczeń 2, 2016

    […] Marta: Kłamstwa Locke’a Lamory – Scott Lynch. 556 stron. O matko, jak ja się męczyłam na początku z tą książką! Chyba najbardziej oporny buk 2015 roku, a przynajmniej pierwsze kilkadziesiąt stron, bo później akcja rozpędziła się niczym statek kosmiczny! A ja wybrałam się na fantastyczną, złodziejską przygodę i chętnie kontynuowałabym ją przez kolejne 556 stron razy milion… Recenzja dostępna jest tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: