W kleszczach lęku – recenzja

22 Wrz

w kleszczach lękuTytuł: W kleszczach lęku
Autor: Henry James
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania polskiego: marzec 2012
Stron: 232
Tytuł oryginału: The Turn of the Screw
Tłumaczenie: Witold Pospieszała

Czując zimny powiew nadchodzącej wielkimi krokami jesieni nabrałam ochoty na to, aby z jakąś przerażającą lekturą schować się pod kołdrą aż po same (zajęcze) uszy. Tak to już ze mną jest, że kiedy pogoda się ochładza wyczuwam wtedy idealny czas na całkowite zaczytanie. Rozglądając się po domowych regałach uwagę moją przykuło W kleszczach lęku autorstwa Henry’ego Jamesa, na którego książki już od dawna miałam niemałą chrapkę. Skuszona pełnym tajemnic blurbem porwałam pozycję z półki i zatopiłam się w straszliwej przygodzie pewnej młodej guwernantki o nieznanym dla nas imieniu. Czy faktycznie udało mi się postraszyć i wczuć w klimat nadchodzącej pogody oraz spadających z drzew żółtych liści? O tym i o innych spostrzeżeniach przeczytacie w mojej recenzji.

W kleszczach lęku rozpoczyna się wątkiem, który właściwie nie ma praktycznie żadnego związku z dalszą częścią rozgrywającego się horroru. Grupa znajomych spotka się podczas Bożego Narodzenia w nieco przerażającym, starym dworze, gdzie po nocach opowiadają sobie mrożące krew w żyłach historie. Jeden z mężczyzn tchnięty wspomnieniem, postanawia przeczytać przyjaciołom historię o duchach, która oparta jest na faktach i została spisana przez jego serdeczną znajomą. Tak ekskluzywny towar jakim jest ponura opowieść, znana dotychczas tylko jednej osobie, wywiera niemałe wrażenie na wszystkich słuchaczach. Zmuszając niektórych do opuszczenia mrocznego dworu podczas słuchania, zanim ich umysł wpadnie w najprawdziwsze kleszcze lęku. Kleszcze spotęgowane świadomością, że duchy igrają także z małymi dziećmi.

Przedstawiona przez niego historia jest opowieścią młodej guwernantki, która sprawowała opiekę nad dwójką z pozoru anielskich dzieci. Zatrudniona przez ich wujka, nieco przerażona wyprawą w nieznane okoliczności, wybrała się by podjąć swą nową pracę do dworku w miejscowości Bly. Podczas pierwszych dni pobytu panienka dowiaduje się, że wraz ze służbą nie są jedynymi mieszkańcami wysłużonej posiadłości. Najpierw jej oczy dostrzegają tajemniczego mężczyznę, później pojawia się jeszcze młoda kobieta. Okazuje się, że opis ich wyglądu zewnętrznego idealnie pasuje do zmarłej pary, która służyła na tym tajemniczym dworze. Pary seksualnie związanej, która przejawiała wszelkie objawy zepsucia charakteru, bo szepce się nawet, że Quint (zmarły służący) spędzał zbyt dużo czasu sam na sam z małym Milesem… Zjawy działają w przymierzu od pewnego czasu skutecznie osiągając swój cel, którym jest upolowanie młodych, niewinnych duszyczek. Są one niezbędne do pełnego powrotu z zaświatów.

Flora i Miles, dzieci obecne na dworze w Bly były zawsze czyste i niewinne niczym małe baranki, co potwierdzają różni bohaterowie powieści. W swoim życiu nie doświadczyły nigdy zła, nie zaznały sprzeciwu, były ulubieńcami wszystkich otaczających ich osób. Okazały się dla upiorów bardzo łatwym łupem. Nie wiadomo jak długo demony zatruwały ich małe główki, które nie były w stanie oprzeć się wypełniającemu ich złu. Z każdą kolejną stroną możemy zaobserwować jak wiele niedobrych cech charakteru nieżyjących służących objawia się w zachowaniu naszych młodych bohaterów, którzy na pozór wydają się idealni – wręcz sztuczni. Nastąpił w opowieści moment, w którym jedno nie mogło istnieć już bez drugiego. Kiedy jedna ze zjaw została złapana w potrzask – musiała odstąpić, jednakże pomimo odwagi i woli walki, słaby i nieskalany duch dziecka nie miał już szans na ozdrowienie.

Niestety W kleszczach lęku wydaje się być w wielu momentach powtarzalna. Ciągle wałkujemy wypowiedzi czy rozmowy guwernantki o tym jak jej wychowankowie są anielscy i nieskazitelni, jak cudownie się uczą, grają na instrumentach i nie sprawiają żadnych problemów. Co oczywiście jest grą pozorów. Ciężko przełknąć również jej komentarze dotyczące służącej Pani Grose, która to nie kojarzy tak szybko faktów, czy nie jest tak sprytna i obyta w życiu jak nasza narratorka. Zdaję sobie sprawę, że powtórzenia mają nas nakierować na pewien trop w zawikłanej opowieści, ale najzwyczajniej strasznie męczą czytelnika. Zamiast w kółko powtarzać to samo książka mogła być fabularnie nieco bardziej rozbudowana.

Tłumaczenie wykonane przez Witolda Pospieszałę ma już swoje lata (rok 1959) i pomimo znakomitego stylu autora, może wydać się nieco archaiczne bardziej wybrednym czytelnikom. Nawet pomimo znakomitego warsztatu autora, w którym można się prawdziwie rozsmakować (dla mnie ucieczka do tłumaczenia z lat 50. była bardzo przyjemna). Jest jednak ratunek nawet dla najbardziej opornych delikwentów, którzy obawiają się (bezpodstawnie), że w książce właśnie przez język nie będą mogli się zatopić. Spróbujcie nowego przekładu, z 2015 roku. Niech Was nie zmyli nazwa książki – Dokręcanie śruby i W kleszczach lęku to dokładnie ta sama książka a zarazem inna, bo w innym tłumaczeniu.

Zaopiniowanie W kleszczach lęku to w moich oczach niemałe wyzwanie dla każdego czytelnika. Z jednej strony może się wydawać, że fabuła książki wskazuje raczej na wybranie tytułu W kleszczach nudy, z drugiej zaś od samego początku można wyczuć w tej opowieści coś niepokojącego. Kiedy już ochłoniemy po świeżo skończonej lekturze, warto odkryć i zastanowić się nad wszystkimi symbolami, które znajdziemy w powieści Henry’ego Jamesa. Zakończenie powieści rzuci nam pod nogi ogromną, ciężką do przeoczenia wskazówkę do rozwiązania zagadki zjaw nie z tego świata. Gwarantuję, że dopiero wtedy wielu z Was poczuje przemykający po plecach dreszcz grozy.

Myślę, że w obecnych czasach jest zapotrzebowanie na nieco inne książki grozy, a jednak trochę szkoda. Kiedy autor pisał tę pozycję, popyt na makabrę objawiał się nieco inaczej. Straszyło się błyskotliwie i powiewnie. Nie wszystko było podane na tacy, a umysł zachęcany był do rozwiązywania łamigłówek i interpretacji zawartych poszlak. Jeśli szukasz strasznej opowieści, w której krew leje się litrami a wnętrzności latają nawet po suficie to bardzo prawdopodobne, że się zwiedziesz. Oczekując upiornego horroru w powieści Henry’ego Jamesa można nawet nie dostrzec w jak subtelny i wyszukany sposób autor próbuje wystraszyć nasz umysł, można pomyśleć wręcz że autor zamierzał raczej zanudzić nas na śmierć. Po zinterpretowaniu tej książki przejście ciemnym korytarzem własnego domu może już nie należeć do najłatwiejszych zadań. Myślę, że warto zapoznać się z W kleszczach lęku. Pomimo, iż nie jest to lektura idealna i w wielu momentach najzwyczajniej jest przegadana to nadal ma wiele do zaoferowania. Warto zwrócić na nią uwagę, do tego osobiście uważam, iż warto po prostu znać klasykę literatury.

Moja ocena:
5+/10

Marta.

Reklamy

komentarzy 7 to “W kleszczach lęku – recenzja”

  1. tanayah Wrzesień 22, 2015 @ 12:29 pm #

    Yay, recenzja Zająca! 😀 Mówię Ci, poczytaj Le Fanu 🙂 Choć to oczywiście też nie są typowe straszydła, no i są opowiadania lepsze i gorsze… Ale „Carmilla” jest cudna.

    • zajeckicajec Wrzesień 22, 2015 @ 12:43 pm #

      Specjalnie dla Ciebie pełna mobilizacja. ❤ A Le Fanu posprawdzam, obiecuję. 😀

      • tanayah Wrzesień 23, 2015 @ 5:38 am #

  2. MyPaperParadise Wrzesień 22, 2015 @ 1:11 pm #

    O tej książce nie słyszałam, a po klasyki chętnie sięgam! Mimo wszystko, na razie ją sobie odpuszczę – nie lubię powtarzalności. Jest tyle wybitnych książek, spośród których można wybierać 😉

    • zajeckicajec Wrzesień 22, 2015 @ 1:22 pm #

      Henry James chyba faktycznie nie jest jakoś super popularny w Polsce. Książka nie jest długa, można sobie zabrać na jakąś podróż pociągiem i poznać nieco klasyki. 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Rozważna i romantyczna – recenzja | książkoholizm - Październik 9, 2015

    […] szczęście coraz wytrwalsza w swoim postanowieniu – Wichrowe Wzgórza, Dama Kameliowa, czy W kleszczach lęku już za mną, a teraz mogę do tego zacnego grona dopisać jeszcze Rozważną i romantyczną znanej […]

  2. TOP 10 – Najgrubsze książki na naszych półkach | książkoholizm - Październik 16, 2015

    […] a ostatnio przedstawiałam Wam wyniki mojego pierwszego spotkania z Henrym Jamesem po lekturze W kleszczach lęku. Portret damy to najbardziej znana i opasła powieść tego amerykańsko-brytyjskiego pisarza od […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: