Smutek aniołów – recenzja

18 Wrz

Smute aniołowTytuł: Smutek aniołów
Autor: Jón Kalman Stefánsson
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania polskiego: luty 2015
Stron: 336
Tytuł oryginału: Harmur englanna
Tłumaczenie: Jacek Godek

Jón Kalman Stefánsson nie należy do grona przebojowych autorów regularnie popełniających bestsellery. Nie jest rozpoznawalny, modny, ani wyjątkowo popularny w naszym kraju. Jego książki pojawiają się ukryte gdzieś pomiędzy innymi pozycjami na półkach w księgarniach, nie są specjalnie eksponowane, ani reklamowane. W Polsce ukazały się dotychczas dwie powieści tego islandzkiego autora. Pierwsza z nich Niebo i piekło (Himnaríki og helviti), ukazała się ponad cztery lata temu nakładem wydawnictwa W.A.B. i była moim odkryciem początku 2015 roku. Z dużymi nadziejami oczekiwałem kontynuacji tejże powieści, która swoją premierę miała w lutym bieżącego roku pod nazwą Smutek aniołów (Harmur englanna). Od ukazania się drugiego tomu cyklu minęło już zatem kilka ładnych miesięcy, lecz w mediach niewiele jest wzmianek o powieści, a ilość opinii i ocen w chyba najbardziej powszechnym serwisie książkowym Lubimy Czytać jest wręcz śmiesznie mała. Nie jestem w stanie określić przyczyn tego stanu, jednakże czy autor ten nie zasługuje na nieco większe zainteresowanie czytelników? Moim zdaniem tak i postaram się to udowodnić w mojej opinii o Smutku aniołów.

Powieść jest kontynuacją losów Chłopaka, opisywanych w Niebie i piekle. Autor nie stawia na sensację, krzykliwe tematy czy prowokację, zajmuje się kameralną opowieścią o bezimiennym chłopcu, sierocie szukającej swojego miejsca na Islandii sprzed wieku. Powieść można podzielić na dwie części. Pierwsza to opowieść o ludziach, których poznajemy w niewielkiej, rybackiej wiosce, w której osiedlił się Chłopak. W drugiej części akcja przenosi się w ogarnięte śnieżycą ścieżki i bezdroża Islandii, gdzie listonosz Jens z pomocą Chłopaka stara się dowieść swojej wartości dostarczając pocztę w zastępstwie chorego kolegi. Pozornie jest to niezbyt porywająca historia, któż by się spodziewał, iż niedostępna, skuta lodem i śniegiem kraina może być miejscem akcji niezwykłej, a dostarczanie listów może być przygodą? Otóż wydaje mi się, że to właśnie ten srogi klimat nadaje zupełnie innego wymiaru relacjom bohaterów i emocjom przez nich przeżywanym. W końcu w takich warunkach, w miejscu gdzie pogoda potrafi odbierać życie, nawet najprostsze czynności mogą stanowić ogromne wyzwanie. Za to sama podróż nie jest taka oczywista, na bohaterów czeka bowiem wiele trudności, a nawet zwrotów akcji, zmieniających ich priorytety.

Pod względem języka i budowy jest to literatura dość oryginalna, wpisująca się oczywiście w skandynawskie standardy. Jest zarazem szorstka jak i poetycka. Autor oszczędnie dobiera słowa, tworząc z nich wyjątkowo bogate konstrukcje. Stefánsson wielokrotnie kreuje opisy i opowieści stanowiące osobne, nieco oderwane od fabuły elementy. Wszystkie są perfekcyjne, eksponują kunszt autora i jego poetycką duszę. Ukazują umiejętność spoglądania na świat z zupełnie innej perspektywy, ale także talent do przelania własnych obserwacji na papier. W tych niekiedy bardzo krótkich epizodach jest wiele głębi i zapoznawanie się z nimi sprawia ogromną przyjemność.

W Smutku aniołów nie znajdziemy klasycznych dialogów. Wypowiedzi bohaterów często wplecione są w opowieść narratora. Tylko najbardziej wartkie wymiany zdań wyróżnione są w sposób przypominający konstrukcję dramatu, bez komentarza, bez przypisów i relacji z zachowania postaci. Autor w zupełnie inny sposób przekazuje emocje, przejawiają się one bowiem w różnych szczegółach, drobnych gestach, zachowaniu czy postępowaniu bohaterów. Stefánsson pisze jakby dialog był ostateczną formą wyrazu, stosowaną jedynie w ostateczności, gdy nie można informacji przekazać innymi środkami, czym jeszcze bardziej potęguje poetycki wymiar utworu.

Smutek aniołów zbudowany jest ze wspaniałych elementów, jednakże ich połączenie jest dość specyficzne i nie każdemu przypadnie do gustu. Można odnieść wrażenie, że choć autor wspaniale pisze, cała fabuła jest jedynie pretekstem do opowiedzenia kilku-kilkunastu historii. Szczególnie odczuwa się to w pierwszej części utworu skoncentrowanej na mieszkańcach rybackiej wioski. Druga księga natomiast jest powieścią drogi, w której oczywiście pojawiają się postaci drugoplanowe, jednakże główny ciężar spoczywa na barkach Chłopaka i Jensa przedzierających się przez zasypane śniegiem góry, niezamarzające fiordy i trudne do odnalezienia podczas śnieżycy wioski. W tychże rozdziałach czytelnik zostaje nieco zaskoczony kreacją świata. Po lekturze pierwszej księgi i poprzedniego tomu cyklu, trudno przewidzieć taki rozwój spraw i wydarzeń, a zakończenie powieści wręcz zaskakuje. Oprócz typowych dla autora rozważań o kondycji człowieka, zmagań bohaterów z pogodą, pojawiają się motywy całkowicie niespodziewane. Kontrastuje to z Niebem i piekłem, w którym takich elementów nie doświadczyliśmy.

Smutek aniołów oczywiście nie opiera się na fabule. Zachwyca w nim przede wszystkim zbudowany przez Stefánssona klimat opowieści usytuowanej w skutych lodem fiordach, zasypanych śniegiem wioskach rybackich czy chroniących od wiatru drewnianych chatach. Lokacje te są żywe dzięki ludziom je zamieszkującym, posiadającym własne cele, mierzącym się z problemami doczesności i swoimi słabościami, marzącym o lepszym życiu. Autor opiera swą powieść na historiach dość licznych bohaterów, historiach o różnej długości, czasem składających się zaledwie z kilku akapitów, zawsze jednak zawierających sporą dawkę emocji i kreujących klimat danego miejsca. Opowiadając o ich życiu obnaża odczucia nimi targające. Znajdziemy tutaj wiele smutku, zrezygnowania, cierpienia, samotności, zagubienia, ale też radości z życia, miłości, zaufania, braterstwa, siły, odwagi i walki… Właściwie można ograniczyć się do stwierdzenia, że Stefánsson snuje rozważania się nad życiem, śmiercią i kondycją człowieka, które to rozważania w tych ekstremalnych warunkach zarysowują się wyjątkowo charakterystycznie i mają inny wymiar niż we współczesnej, europejskiej rzeczywistości.

Jedyną postacią, która nieco nie pasuje do całości jest Chłopak, a więc bohater pierwszoplanowy. Jest on jak biała karta, powoli zapełniana treścią. Przez to wydaje się nijaki. Można oczywiście zauważyć jego rozwój, nie tylko względem poprzedniego tomu, ale również podczas rozwoju akcji powieści. Autor stopniowo, wręcz powściągliwie odkrywa jego historię. Zabieg ten skłania do wysnucia tezy, iż historia głównego bohatera jest jedynie pretekstem dla rozważań opartych o poszczególne opowieści o mieszkańcach mroźnych zakątków Islandii, które przyćmiewają główną oś fabularną.

Z pośród wszystkich podejmowanych w powieści tematów, chyba najbardziej nie mogę doczekać się rozwiązania powracającego wątku miejsca literatura w życiu człowieka. Otóż Stefánsson wielokrotnie w powieści podejmuje tematykę ważności literatury, przedstawia różne stosunki i podejścia do czytelnictwa. Rzecz dzieje się w niedookreślonej przeszłości, w czasach, kiedy nie każdy posiadł umiejętność czytania. Przedstawione spojrzenia mają jednak dość uniwersalny charakter i nie starzeją się wraz z upływem wieków. W Niebie i piekle słabość do literatury, odrywająca jednego z bohaterów od rzeczywistości, staje się motorem napędowym fabuły. Choć jest to jedynie krótka chwila zapomnienia, przyjaciel Chłopaka przypłaca ją bardzo wysoką ceną. Również w Smutku aniołów literatura jest istotnym elementem powieści. Kiedy Chłopak wreszcie odnajduje właściwą dla siebie drogę życia wśród edukacji i poezji, los kieruje go na inną ścieżkę, gdzie musi zmierzyć się z przekonaniem, „że człowiek nie może być nieszczęśliwy wśród tak wielu książek”.

Choć Smutek aniołów jest osobną opowieścią, to stanowi tylko epizod w kreowanej przez Stefánssona historii. Dlatego nieco trudno jest podchodzić do niej bez znajomości poprzedniej części, tak jak i trudno zakończyć na niej lekturę. Niemniej warto sięgnąć po obie książki, a nawet postarać się przebrnąć przez Smutek aniołów bez znajomości Nieba i piekła, aktualnie trudno dostępnego w druku (pozostaje zawsze nieograniczona nakładem wersja ebookowa). Warto dlatego, że jest to powieść prosta lecz niezwykle piękna, pełna ulotnych emocji wyrażanych drobnymi gestami czy też spojrzeniami.  Czarująca jest zarówno w treści jak i formie, bowiem nie znajdziemy tutaj nic szpetnego, sensacyjnego czy prowokującego. I choć autor ma do zaoferowania jedynie cudowne słowa, co będzie mu zapewne zarzucać wielu czytelników, to potrafi on je wykorzystywać tak, aby niosły one ze sobą ogromny ładunek efemerycznych emocji. Islandzki autor posiada nieprzeciętną umiejętność opowiadania ludzkich historii, na pozór niezbyt ciekawych, lecz niezwykle poważnych w wykreowanym świecie. Nie znajdziemy tutaj żadnej zbędnej litery, podczas islandzkiej śnieżycy nie warto marnować słów, więc każdy zwrot musi być istotny, czasem wyraża mądrości, czasem skłania do przemyśleń, a czasem po prostu opowiada. Nawet te pozornie błahe i nieprawdopodobne frazy mogą dźwigać wielki ciężar, szczególnie w tak ekstremalnych warunkach jakie panują podczas islandzkiej zimy. W końcu „słowa to często tylko martwe kamienie albo porwane i znoszone szaty (…), a mimo to słowa są jedną z niewielu rzeczy, jakie mamy pod ręką, gdy wszystko inne zawiedzie”, lecz cały czas są to tylko słowa, słabsze od potęgi natury, pogody czy morza. Dlatego też wydaje mi się, że ta powieść pozostaje, i pewnie na zawsze pozostanie, literaturą niszową i (niestety) nie wybije się do ponad ten status. Zapewniam jednak, że często warto sięgnąć właśnie po taką, egzotyczną wręcz lekturę, która pozwala na całkowite zapomnienie i przenosi w rejony czystego, literackiego piękna.

Moja ocena:
8/10

Kacper.

bonito.pl

Za książkę dziękuję Księgarni Bonito.pl

Advertisements

komentarze 4 to “Smutek aniołów – recenzja”

  1. Rose Wrzesień 18, 2015 @ 3:28 pm #

    Bardzo ciekawa książka, choć jestem raczej zwolenniczką horrorów 🙂

  2. Wilhelmina Wrzesień 18, 2015 @ 4:53 pm #

    Myślę, że takie książki nie są zbyt popularne w Polsce, jak już sama wspomniałaś, dlatego że są zbyt trudne. W moim odczuciu (a mogę się mylić), Polacy lubią książki z prostym przekazem, może nawet lekko grafomańskie – co samo w sobie nie jest złe. Książka ma być też rozrywką. A wymagający czytelnicy doskonale wiedzą po co sięgnąć 🙂

  3. zaczytanasusan Wrzesień 22, 2015 @ 7:54 am #

    Dorzucam do listy „chcę przeczytać” 🙂 Nie są to moje klimaty, bo lubię jak akcja toczy się wartko, ale z pewnością spróbuję 😉 Tylko jak już cykl się zakończy, bo nie cierpię wciągnąć się a potem czekać z utęsknieniem na kolejną część 😉 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Stosik SIERPIEŃ 2015 | książkoholizm - Wrzesień 30, 2015

    […] – Jón Kalman Stefánsson. O tej powieści zdążyłem już kilka słów napisać (do poczytania tutaj). Po bardzo udanym spotkaniu z pierwszą częścią cyklu nie mogłem sobie odpuścić kontynuacji. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: