Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – recenzja

25 Sier

pan lodowego ogroduTytuł: Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania polskiego: czerwiec 2005
Stron: 560

Pana Lodowego Ogrodu przedstawiać nie trzeba, jest rozpoznawalną na rynku czytelniczym marką. O tym cyklu zapewne powiedziano już wszystko. Powieści to przecież uznane i utytułowane, ale odnoszę wrażenie, że cały czas koczujące w obozie fantastyki, z którego trudno przebić się do czytelników niezainteresowanych gatunkiem. Na lekturę zdecydowałem się jednak nie pod naporem pochlebnych opinii, lecz kaprysu. Ot stwierdziłem, że mam ochotę właśnie na tę książkę. Szkoda tylko, że nowe, piękne wydanie, jest tak trudno dostępne. Dodruki zwykle rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a egzemplarze używane osiągają niebotyczne ceny na rynku wtórnym. Na szczęście cały czas można jeszcze dostać stare, nie tak ładne, lecz tak samo wartościowe wydanie lub wersję e-bookową, która nie jest ograniczona nakładem. Ja zdecydowałem się dać szansę staremu wydaniu, które może nie powala estetyką, lecz nie jest też jakoś wyjątkowo paskudne. Stylistycznie pozostaje stuprocentowo w klimatach fantastycznych, okładki posiadają typowe dla gatunku zdobienia, czcionki i grafiki. Do lektury podchodziłem bez większego przygotowania, bez większych oczekiwań i tylko z jednym wymaganiem – miałem się dobrze bawić. Jak zatem odebrałem treść? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią o pierwszym tomie Pana Lodowego Ogrodu.

W powieści poznajemy dwóch, niezależnych bohaterów, których historie opisywane są naprzemiennie w kolejnych rozdziałach. Pierwszy z nich – Vuko Drakkainen, chorwacko-polski-skandynaw wyrusza na misję ratunkową do nierozpoznanego świata, w którym umiera wszelka elektronika. Do Midgaardu, w którym orężem jest stal, a nieliczni posiedli boskie moce. Wyposażony w zaawansowaną technologię, odpowiednio ucharakteryzowany, uzbrojony w biologiczne super wspomaganie, musi odnaleźć ziemskich badaczy, wysłanych wcześniej na ową planetę. Na miejscu okazuje się jednak, że świat nie należy do przyjaznych, nic nie wskazuje na szybkie powodzenie misji, a szkolenie może nie wystarczyć do zmierzenia się z nieprzewidzianymi wyzwaniami. Równolegle poznajemy historię Tohimona Terkeja Tendżaruka, syna cesarza Amitraju, mierzącego się z trudami dorastania w cesarskim pałacu. Przebywa w stolicy tego orientalnego kraju, pobierając nauki mające w przyszłości pozwolić mu na objęcie imperium. Jego życie jednak nie jest sielanką jakby mogło się wydawać, przez co musi mierzyć się z przeróżnymi przeciwnościami losu.

Pan Lodowego Ogrodu jest powieścią fantasy i pomimo wprowadzenia w fabułę rzeczywistego świata z elementami sci-fi, praktycznie cała akcja toczy się w świecie magii i miecza. Poznajemy dwa światy (choć może to jeden i ten sam świat, może w różnym miejscu lub czasie? tego jeszcze nie wiem), dwie opowieści, dwie różne historie. Są one przeplatane w powieści dość regularnie, rozdziały Vuko i Tohimona występują naprzemiennie. Zaprezentowane historie są interesujące, a bohaterowie intrygujący. Trudno byłoby mi wybrać tę ciekawszą czy bardziej angażującą, ponieważ obie są po prostu bardzo dobrze poprowadzone. Grzędowicz świetnie zakończył pierwszy tom cyklu. Po przeczytaniu ostatniej strony chciałem jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów i dowiedzieć się jak potoczy się ich przygoda. Urwanie historii w tak napiętym momencie potęguje siłę rażenia fabuły i mimo, że jest to zabieg niecny, budzący najbardziej prymitywny odruch ciekawości, zmuszający do szybkiego zdobycia kolejnych części, to po prostu chcę się rzucić na kolejne tomy. Najlepiej od razu. Obiecuję też, że podzielę się moją opinią o całym cyklu. Nie będę pisał o każdym tomie z osobna, lecz napiszę podsumowanie już po zapoznaniu się z wszystkimi czterema częściami.

Co ciekawe w pierwszym tomie tytułowy Lodowy Ogród nie zostaje nawet wspomniany. Zapowiada się więc epicka uczta w czterech tomach, wszystko wskazuje, że pojawią się liczne zwroty akcji, a Midgaard będzie stopniowo odkrywać swe sekrety. Wracając jednak do tomu pierwszego, warto zaznaczyć, że akcja rozwija się dość spokojnie. Grzędowicz jest szczegółowy, nie śpieszy się z opowieścią, buduje nastrój, kreuje świat i bohaterów zamiast pędzić w kolejne przygody. Rozwój wypadków w żadnym razie nie jest zbyt wolny, nie czujemy się po prostu jak na karuzeli, lecz raczej jak w bardzo klimatycznej przejażdżce, w której znajdziemy wszystko co powinno cechować porządną fabułę.

Siłą Grzędowicza jest umiejętność połączenia epickiej, czterotomowej powieści i krótkiej formy opowieści. Każdy rozdział zbudowany jest bowiem jak osobne opowiadanie, jest kompletną przygodą bohatera. Dzięki temu lektura Pana Lodowego Ogrodu jest bardzo przyjemna i angażująca. Powieść wciąga i bardzo trudno się od niej oderwać. Autor rozpoczyna dość gwałtownie, od razu wrzuca nas w wir wydarzeń i utrzymuje wysokie tempo do samego końca utworu. W każdym rozdziale pojawia się punkt kulminacyjny konkretnego epizodu, który doprowadza do zwrotu akcji i powstania nowego wątku. Czasem są to tzw. cliffhangery, które jeszcze bardziej zachęcają do pochłonięcia kolejnych stron. Autor potrafi też z wyczuciem kreować świat powieści. W kolejnych przygodach wprowadzane są nowe elementy, które nie tylko rozjaśniają ogólny obraz Midgaardu, ale również zmieniają oblicze planety. Liczę, że trend ten utrzyma się również w następnych tomach, pomysłowość i wyobraźnia Grzędowicza z pierwszego tomu rodzi duże nadzieje na ciekawą kontynuację. Jeśli autor wyczerpuje swój zasób pomysłów w połowie… nie będzie miło. Po zakończeniu wnioskuję jednak, że to dopiero początek i w każdym kolejnym tomie autor będzie dodawać coraz to więcej elementów do świata przedstawionego.

Uniwersum powieści oparte zostało na elementach historycznych kultur, jednakże w dawną rzeczywistość wkomponowane zostały autorskie pomysły i wyobrażenia. W pierwszym tomie obca planeta jest dość realna, magia występuje, jednakże nie jest zbyt wulgarna. Po zakończeniu spodziewam się jednak zintensyfikowania zdarzeń magicznych w kolejnych tomach cyklu. Sam świat Midgaardu nie jest może jakoś wyjątkowo wyszukany, jego mieszkańcy są bowiem oparci o znane i często stosowane powiązania: 1) pustynia, upał, karawany, bliski wschód, orient, Mongolia itp. 2) północ, żeglarze, Wikingowie, topory, brody, honorowi wojownicy itd. Autor nie próbuje odkrywać gatunku na nowo, lecz sprawnie wykorzystuje i przekształca to co w fantastyce było już wykorzystywane tworząc bardzo solidny obraz. Ciekawe jest za to połączenie tego fantastycznego świata magii i miecza z futurystyczną wizją Ziemi. Grzędowicz początkowo oferuje nam wrażenia rodem z powieści sci-fi, jednakże nie jest to mariaż form, szybko bowiem Pan Lodowego Ogrodu wkracza na ścieżkę typowego fantasy. Mimo wszystko zabieg ten daje to złudne wrażenie rzeczywistości świata, przybliża nas do opowiadanej historii i sprawia, że nie czujemy się jak w zmyślonym, odseparowanym uniwersum stworzonym tylko na potrzeby jednej historii, lecz na innej planecie „naszego wszechświata”. To wrażenie potęguje wprowadzenie współczesnego bohatera, obcego w przedstawianym świecie, będącego przedstawicielem „naszej” kultury.

Pan Lodowego Ogrodu oferuje bardzo ciekawą narrację. Jak już wspominałem, mamy tutaj dwie niezależne od siebie (przynajmniej w tym tomie) historie, ale aż trzech narratorów. O ile historia kireneńskiego Tohimona jest klasyczną narracją pierwszoosobową, to opowieść Vuka jest skonstruowana w sposób bardziej skomplikowany. Otóż w jego epizodach znajdziemy dwa typy narratora – pierwszoosobowy i trzecioosobowy, ujawniający się w momentach, w których Drakkainen aktywuje Cyfral – swoje super wspomaganie. Każdy z występujących w utworze narratorów ma swoją dynamikę i swój unikalny styl. Vuko, dość twardy i pewny siebie typ, oszczędza słowa i przemawia dość surowo, lecz świetnie przekazuje swoje emocje i odczucia. Terkej Tendżaruk jest młody i niedoświadczony, jako narrator nierzadko pokazuje swą naiwność, jednakże opowiada w sposób plastycznie ukazujący zmiany następujące w jego życiu. Dynamiczna narracja dodatkowo potęguje odmienność opowiadanych historii.

Tom pierwszy Pana Lodowego Ogrodu jest naprawdę dobrą pozycją gatunkową, oferuje nam godziny spędzone w dopracowanym i przemyślanym świecie, wykreowanym z należytą dbałością o szczegóły. Jest to świetna lektura, która sprawi przyjemność większości czytelników, nie dziwi mnie więc jej pozycja na rynku, ani fakt, że tak wielu czytelników pokochało omawiany cykl. Może nie jest to pozycja przełomowa w literaturze światowej ani gatunkowej, lecz wśród rodzimej fantastyki jest zdecydowanie warta wyróżnienia. Nie można bowiem odmówić Grzędowiczowi pomysłowości ani wyobraźni. Midgaard od samego początku jest interesujący, lecz to co najważniejsze z każdym kolejnym rozdziałem rozwija się i ukazuje swoje nowe oblicza. Tempo akcji jest przyjemne, a postaci są zróżnicowane, bogate i co cieszy najbardziej nie są idealnymi, jedynym prawymi herosami. Na pozytywny odbiór powieści wpływa nie tylko kreacja świata, bohaterów i fabuły, ale również forma, bardzo przyjemna dla czytelnika i dopełniająca treść. Zarówno narracja, ciekawie rozbita na trzy style i punkty widzenia, jak i budowa powieści, w której każdy rozdział jest niejako osobnym opowiadaniem, stanowi silny punkt powieści. Tym samym jest to powieść dobra nie tylko z punktu widzenia gatunku, lecz ogólnie w odniesieniu do literatury jako ogółu. Trudno bowiem znaleźć w tej książce jakiegoś haka na Grzędowicza. Nie jest to dzieło tylko i wyłącznie dla lubujących się w elfickich przebierankach, lecz wydaje mi się, że nie dotrze do czytelników niezainteresowanych fantastyką (ale to już ich strata). Na tym kończę swój wywód i lecę czytać kolejną część. Jeśli ktoś tak jak ja wcześniej nie sięgnął po Pana Lodowego Ogrodu i zmaga się z odwiecznym pytaniem „to read, or not to read”, to śpieszę z radą: czytać, na prawdę warto.

Moja ocena:
8/10

Kacper.

bonito.pl

Za książkę dziękuję Księgarni Bonito.pl

Advertisements

komentarze 4 to “Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – recenzja”

  1. Lolanta Sierpień 26, 2015 @ 7:28 am #

    To na pewno jakiś powiew świeżości w fantastyce (nawet ja zauważyłam, choć do znawców nie należę, a tylko do sporadycznych czytelników ;)), co jest jak najbardziej na plus. Przeczytałam trzy części, ale nie powiem, żeby mnie porwały. Dobre książki, ale ja chyba nie potrafiłam docenić wszystkich elementów, o których piszesz.
    Bardzo przypadł mi do gustu pomysł narracji przez Cyfrala 🙂

    • wittkac Sierpień 26, 2015 @ 10:26 am #

      Ja jestem w pełni usatysfakcjonowany lekturą Pana Lodowego Ogrodu, w końcu powieść przekonała nawet takiego sceptyka fantasy jak ja. Nie jest przekombinowana ani przeintelektualizowana i dostarcza porządnej rozrywki. Mam już za sobą dwa tomy i planuję niedługo sięgnąć po kolejne. Czasami dobrze poczytać coś od czego nie „dymi czacha”.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Stosik SIERPIEŃ 2015 | książkoholizm - Wrzesień 30, 2015

    […] nie były bezpodstawne. Była to bardzo przyjemna lektura. Na razie zapraszam do zajrzenia do mojej recenzji tomu 1. Obiecałem podsumowanie całości, które nastąpi dopiero za dwa tomy, czyli w nieokreślonej […]

  2. Pan Lodowego Ogrodu – podsumowanie | książkoholizm - Listopad 12, 2015

    […] podzielić się z czytelnikami naszego bloga swoją opinią o książce (dla przypomnienia tutaj można ją przeczytać). Obiecałem wówczas podsumowanie całego cyklu, które powstać mogło […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: