Maszynopis z Kawonu – recenzja

1 Lip

maszynopis

Tytuł: Maszynopis z Kawonu
Autor: Tomasz Kowalczyk
Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania polskiego: styczeń 2015
Stron: 146

W ostatnim czasie nie narzekam na nadmiar czasu i z tego powodu moje możliwości czytelnicze są mocno ograniczone. Postanowiłem więc sięgnąć po cieńszą książkę, którą łatwiej będzie mi skończyć, taką której nie odrzucę po kilkuset stronach z powodu braku czasu wolnego. Wybór padł na Maszynopis z Kawonu, który dodatkowo podzielony jest na stosunkowo krótkie rozdziały pozwalające na chwilowe spotkania z lekturą. Nie wiedziałem czego spodziewać się po tejże książeczce młodego, nieznanego mi autora. Jednego mogłem być pewien, nie miała to być lektura z gatunku łatwych i przyjemnych, lecz angażująca i nietypowa podróż do świata wyobraźni Tomasza Kowalczyka. Co zaoferował mi ów świat? Czy była to ciekawa podróż? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Opis Maszynopisu z Kawonu nie należy do prostych zadań. Czytając blurb spotkamy się z przesadną ilością trudnych słów i skomplikowanych zwrotów, które niejednego czytelnika zniechęcą do lektury, a nawet mogą być podstawą do oskarżeń o pseudointelektualny charakter powieści. Po przeczytaniu tej dość krótkiej książeczki okazuje się jednak, że szalenie trudno jest powiedzieć o niej w kilku zdaniach coś konkretnego i stąd opis ten jest tak enigmatyczny. Z jednej strony jest to powieść poetycka, z drugiej odebrać można ten utwór jako zbiór, tomik, który łączy pewna myśl przewodnia. Autor nie skupia się na opowiadaniu historii, lecz na opisywaniu pewnych zdarzeń, wrażeń i emocji przeżywanych przez wyjątkowo wrażliwego bohatera ścierającego się z rzeczywistością, której nie akceptuje. Trudno również wyznaczyć fabułę powieści, dlatego ograniczam się zaledwie to tych kilku słów. Nie będę zdradzać więcej, warto w tym miejscu pozostawić jak największe niedopowiedzenie.

Maszynopis z Kawonu czyta się jak poezję, należy smakować poszczególne słowa, zdania, akapity. Pośpiech jest niewskazany, a nawet może zaburzyć odbiór utworu. Tutaj bowiem słowa liczą się szczególnie, autor dużą uwagę przykłada do języka; wielokrotnie tworzy rozległe opisy okraszone poetyckimi zwrotami, często skupia się na konkretnych elementach rzeczywistości. I tak znajdziemy w powieści zdania silnie poetyckie, jakby wyrwane z wiersza, co całkiem zgrabnie zilustruję przytaczając cytat: „Wiecznie rozmydlający się w szypułkowych alikwotach natury, o bulgotliwym locie w zanadrze miłości”. Kowalczyk w swoim utworze tworzy swoistego rodzaju impresje, które pozwalają nam poznać świat i ludzi widzianych oczami jednostek wyjątkowo wrażliwych. Takie połączenie poezji z prozą ma charakter eksperymentu, lecz może być odebrane niezbyt przychylnie przez wielbicieli poszczególnych rodzajów literackich. Trudno może być nasycić miłośników poezji prozą i analogicznie prozy – poezją. Mariaż taki pozwala jednak przekroczyć pewne granice i ograniczenia każdej z form.

Maszynopis z Kawonu jest szalenie chaotyczny, przypomina nieco nieuporządkowany zbiór myśli. Nie można jednak zarzucić autorowi braku logiki, jest to raczej pewna forma wyrazu, a składa się na to sama konstrukcja utworu: krótkie rozdziały, narracja, język, ale też fakt, że treść poszczególnych rozdziałów jest ze sobą dość luźno powiązana. Można powiedzieć, że chaos ten ma różne wymiary. Jest on zauważany zarówno w skali mikro – w pojedynczych rozdziałach jak i makro – w skali całego utworu. Ten pozorny brak spójności ma dwa oblicza, z jednej strony otwiera utwór na interpretację, a z drugiej utrudnia jego odbiór. Całość jednakże jest spięta klamrą, nie jest ona ścisła, przez co pozostawia przestrzeń, którą wypełnić musi czytelnik.

Utwór ten jest krótki, lecz potrafi prawdziwie zmęczyć. Dłuższe spotkanie z Maszynopisem… jest trudne, przytłoczyć nas może nadmiar treści, ale również pewna monotonia formy. Można zauważyć, że autor nadużywa niektóre zwrotów i konstrukcji. O ile przy pierwszym spotkaniu mogą one zaciekawić, to przy każdym następnym tracą swą świeżość. Najbardziej w pamięć zapadły mi ”amalgamaty”, wyraz wykorzystany był wielokrotnie, a z każdym kolejnym razem czuć było coraz większe zużycie tejże konstrukcji słownej. Tak samo zmęczyć potrafi język, a raczej „przestrzeń słowna” czy też „mikrolot wyrazów”, obecny w poetyckich opisach, które nadają powieści wyszukaną formę.

Maszynopis z Kawonu jest szalenie złożonym utworem. Składa się z wielu ciekawych elementów, które nie stworzyły w pełni satysfakcjonującej całości. Znajdziemy tutaj wiele ciekawych impresji, które związane są z różnymi elementami życia. Kowalczyk opisuje, ale również odnosi się do przytaczanych sytuacji i je komentuje. Na kartach powieści odnajdziemy wiele portretów rzeczywistości pokazanych oczami autora. Zwraca uwagę na media dyktujące „prawdę objawioną”, społeczeństwo bez horyzontów czy różne odcienie miłości, także tej fizycznej. I tutaj warto również wspomnieć o wulgarnych wręcz opisach erotycznych uniesień, które to sceny wywarły na mnie bardzo złe wrażenie. W większości przypadków autor ucieka od trywialnych i przyziemnych opisów, szukają słów wyszukanych i górnolotnych. Seks w Maszynopisie jest jednak bardzo intensywnie, wręcz anatomicznie opisany, a szkoda. Widząc możliwości autora można bowiem spodziewać się bardziej wysublimowanej ekspresji. Klocki z których Kowalczyk swą powieść buduje wywierają na mnie wrażenie, jednakże całokształt nie bardzo przypada mi do gustu.

To co jest myślą przewodnią utworu, spoiwem wszystkich rozdziałów i napędem całej prozy to zagubienie bohatera w teraźniejszości. Problematyka „niezrozumienia” poruszana była w literaturze wielokrotnie i w różnych wymiarach. Zmienia się tutaj czas i miejsce, zmieniają się zasady świata, lecz to co najbardziej wyróżnia podejście Kowalczyka to brak sprecyzowanego „wroga”. Nie jest to więc otwarty protest, odbierać to można raczej jako swego rodzaju wyraz niepokoju i niezrozumienia rzeczywistości.

Warto wspomnieć o niezwykłej wyobraźni Kowalczyka, która pozwoliła na stworzenie i opisanie barwnego świata. Można jednak odnieść wrażenie, że brak autorowi życiowego doświadczenia, które pozwoliłoby zintensyfikować emocje, które chce przekazać na kartach powieści. Mnogość wrażeń i interpretacji, które wynieść można z lektury przytłacza jej siłę, przez co nie powoduje ona u czytelnika piorunującego wrażenia. Choć zakończenie satysfakcjonuje i pozwala na stworzenie własnego obrazu tego utworu, to nie budzi w czytelniku katharsis, a także nie w pełni rozwiązuje podejmowaną problematykę. W wielu kwestiach zabrakło odpowiedzi na zarysowane tematy i komentarza do szkicowanych treści. Autora jednak broni młodość, a więc związany z nią bunt i pomysłowość. Kowalczyk pokazuje, że potrafi kreować ciekawy świat oraz bohaterów i jakby za wszelką cenę chcę wyeksponować myśli przez co porusza ogrom problemów. Bunt autora nie jest jednak bezpośredni. Nie obnosi się on z chęcią niszczenia norm i standardów, lecz pierwiastek sprzeciwu i niezadowolenia jest w powieści dostrzegalny.

Kontynuując porównanie do podróży, Maszynopis z Kawonu na pewno nie jest egzotycznymi wakacjami all inclusive, przywodzi mi raczej na myśl spontaniczny wypad autostopem do Rumunii. Powieść to jest bowiem nietypowa i ciekawa. Interesująca jest jej forma i konstrukcja, choć tym samym trudno dostępna i wymagająca. I tak jak na tego typu wycieczkach, tak i tutaj znajdziemy zarówno momenty przyjemne i męczące. Kowalczyk jest pomysłowy, dobrze obserwuje rzeczywistość, ciekawie pisze, lecz jego dzieło nie sprawia wrażenia kompletnego. Jest czymś w rodzaju poezji ubranej w szatę prozy. I chyba taki odbiór Maszynopisu z Kawonu najbardziej mi odpowiada, gdyż to właśnie rysowane na kartach powieści impresje są jej mocną stroną. Wiele wynieść można z pojedynczych słów, zdań czy akapitów. Na dłuższą metę lektura potrafi jednakże znużyć, a nawet zmęczyć. Nie da się ukryć, że jest ona nieco przeintelektualizowana. I to nie tylko za sprawą języka i założonej formy, ale również mnogości poruszonych problemów. Łatwo jest zgubić się w tym labiryncie myśli, przez co niemożliwym stanie się ich zinterpretowanie. Szczególnie jeśli poświęcimy lekturze zbyt mało uwagi. Na pewno nie jest to powieść dla wszystkich czytelników, wymaga ona sporego zaangażowania. Parafrazując autora jestem skłonny powiedzieć, że Maszynopis… jest to utwór dla osób czytających przy secesyjnym stoliczku, z herbatą w dzbanuszku, lubujących się w dziełach dających im nadzieję oraz smak dni niepowrotnych. 😉 Nie jestem jednak pewien czy to, co otrzymujemy w zamian jest współmierne do poczynionego wysiłku.

Moja ocena:
6-/10

Kacper.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Maszynopis z Kawonu – recenzja”

  1. Lolanta Lipiec 3, 2015 @ 7:43 am #

    Próbowałam podczytywać darmowy fragment, ale nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Zbyt poetycko i wydumanie. Potwierdziłeś moje przypuszczenia swoją recenzją 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: