Badyl na katowski wór – recenzja

23 Czer

badyl

Tytuł: Badyl na katowski wór
Autor: Alan Bradley
Wydawnictwo:Vesper
Data wydania polskiego: czerwiec 2010
Stron: 364
Tytuł oryginału: The Weed That Strings the Hangman’s Bag
Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Na wstępie bez bicia przyznaję się, że ostatnio odrobinę pozwoliłam sobie zaniedbać czytanie książek i samego bloga. Wszystko za sprawą milion razy wspominanego przeze mnie Wiedźmina 3! Kto z Was jeszcze nie próbował… Niech nie zaczyna, bo przepadnie na wieki na niebezpiecznych ulicach Novigradu i kamiennych stokach surowego Skellige pozbawiając życia każdego kto wejdzie Geraltowi w drogę. Co oznacza oczywiście, że na jakiś czas o istnieniu książek można (trochę bezkarnie) zapomnieć. Na szczęście z książkowego regału z pełnym zapałem machała do mnie Flawia de Luce, która zniecierpliwiona zagroziła mi, że jeśli nie skończę szybko czytać dawno rozpoczętego Badyla na katowski wór, to przetestuje na mnie jedną ze swoich świeżo przyrządzonych trucizn. Jest to już moje trzecie spotkanie z Flawią, o poprzednim możecie poczytać tutaj. Teraz mogę jedynie zdradzić, że na pewno nie będzie ostatnim.

Flawia znów ma okazję do poszerzenia wiedzy na temat swojej fascynacji, którą jest… Rozkład ludzkiego ciała (o którym to w przyszłości ma zamiar wydać książkę). Pozwolę sobie przypomnieć, że ta 11-sto letnia dziewczynka jest wielkim pasjonatem chemii. Pasję tę, jak i nowocześnie wyposażone laboratorium chemiczne odziedziczyła po swoim nieco zakręconym wujku Tarze de Luce (którego nigdy nie było dane jej poznać). Mamy lata 50. XX wieku w Anglii, Bishop’s Lacey nic nigdy nie toczy się normalnym biegiem, kiedy w pobliżu kręci się ta bystra znawczyni nauki. Szczególnie, kiedy dziewczynka okazuje się o wiele bardziej skuteczna niż lokalna policja. Kolejna tajemnicza śmierć, tym razem znanego mistrza teatru kukiełkowego, nadchodzi szybkimi krokami. Pan Porson ginie podczas wystawianego przez siebie przedstawienia. Został porażony prądem, a odkrycie przyczyny zgonu zajmuje Flawii tylko kilka chwil. Czy był to tylko najzwyklejszy nieszczęśliwy wypadek, czy może zemsta, która była szykowana na niego latami? Co więcej – zaobserwować można dziwne koneksje łączące tę osobliwą sprawę z tragicznym wypadkiem, który zakończył się przed laty śmiercią pięcioletniego chłopca. Czy do obu zgonów przyczyniła się jedna osoba? Na te i inne pytania będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami podczas niezwykle wciągającej lektury.

Cała seria o Flawii de Luce napisana jest przystępnym językiem, który nie powinien sprawić nikomu trudności. Gorzej z chemią. Przynajmniej w moim przypadku, bo kiedy zaczynają się Flawiowe opisy doświadczeń chemicznych – ja trochę wysiadam. Ten przedmiot nigdy nie był moją mocną stroną, ale co nieco jeszcze udaje mi się załapać, nie spisujcie się więc od razu na straty. Jak zwykle najcudowniejszą rzeczą w powieściach Bradleya jest  niezwykle magiczny a zarazem mroczny klimat, który wręcz wylewa się z kart opowieści. Są tu spróchniałe szubienice w ciemnym lesie, które sąsiadują z kolorowymi i bajecznymi scenami teatrzyku kukiełkowego. Sama powieść zaczyna się od pewnej ciekawej wizji, w której to nasza mała chemiczka, leżąc na cmentarnym trawniku, wyobraża sobie swój własny pogrzeb. Na którym jej nieznośne siostry zanoszą się płaczem na wieść o utracie młodszej siostrzyczki. Czarny humor czaruje, szczególnie kiedy dziewczynka delikatnie podtruwa czekoladki, którymi mają zamiar zajadać się jej oprawczynie. Kłopoty żołądkowe na zawołanie!

Fabuła w jakiej uczestniczy nasza bohaterka zawsze jest sprytnie skonstruowana, a samą lekturę czyta się z zapartym tchem oczekując każdego kolejnego zwrotu akcji wyłaniającego się z nowego rozdziału. Niestety jednak jest to pierwsza część przygód mieszkańców Bishop’s Lacey, do której mam pewne zastrzeżenia. Wstęp do historii wydał mi się nieco za długi, tragedia nastała po dobrej połowie książki, a na rozwiązanie, zagmatwanie i rozwinięcie zagadki zostało już bardzo mało czasu. Stąd poszukiwania winnego trwały krótko, wątpliwości szybko się rozwiewały, a nowe poszlaki wpadały naszej śledczej do rąk niczym piłki do niestrzeżonej bramki. Wniosek jest prosty. Szanowny Autorze – książka powinna być dwa razy grubsza i wtedy wszyscy będą zadowoleni.

Badyl na katowski wór to kolejny kawałek smakowitego tortu o przepysznym nadzieniu i pięknym zdobieniu, który został zaserwowany przez zacnego autora jakim jest Alan Bradley. Jednakże tort ten jest nieco wczorajszy ze względu na bardzo późne rozwinięcie kryminalnej akcji. Początek może wydać się przez to nieco nużący. Potem fabuła niezaprzeczalnie szybko się rozkręca, aż nabiera takich obrotów, że zagadka, która powinna być odkrywana stopniowo, w niezbyt szybkim tempie, wyjawia się podana na tacy z wykwintnym deserem zakropionym ulubioną trucizną bystrej Flawii. Język autora jest prosty w odbiorze, ale jest zarazem wyszukany i wspaniale nadaje się do zaproponowanego przez autora mrocznego klimatu. Czarny humor płynie strumieniami, które niektórym mogą wydać się niesmaczne, a u innych przerodzą się w strumienie spazmatycznego śmiechu. Chemiczne rozważania głównej bohaterki mogą niektórych przyprawić o dreszcze, ale nie należy się poddawać – z naszą przebojową bohaterką nawet chemia nie jest taka straszna na jaką wygląda. Pomimo drobnych uchybień cykl o Flawii de Luce nadal skrada moje serce. Najlepszą jego rekomendacją będzie stwierdzenie, że ledwo po skończeniu Badyla… już tęsknię za tą niebezpieczną, młodą damą i w wolnej chwili rzucam się z zębiskami na kolejny tom jej doświadczeń.

Moja ocena:
6+/10

Marta.

Reklamy

komentarze 3 to “Badyl na katowski wór – recenzja”

  1. eM eR Czerwiec 23, 2015 @ 2:52 pm #

    Wiedźmina 3 wciąż omijam szerokim łukiem, bo czeka mnie wyjazd i przeprowadzka, ale jak już to wszystko załatwię to… Mój Boże xD

Trackbacks/Pingbacks

  1. The Name Book Tag | książkoholizm - Wrzesień 24, 2015

    […] Co w sumie nawet cieszy, bo wiem, że czeka mnie nadal mnóstwo wyśmienitej zabawy. Tutaj (1, 2) możecie poczytać o moich dotychczasowych doświadczeniach z książkami Alana […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: