Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety – recenzja

16 Mar

pamiętnik

Tytuł: Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety
Autor: Mark Helprin
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania polskiego: październik 2014
Stron: 560
Tytuł oryginału: Memoir from Antproof Case
Tłumaczenie: Maciej Płaza

Wydawnictwo Otwarte postanowiło przedstawić polskim czytelnikom cenionego, jednakże nigdy w naszym kraju niepublikowanego, autora amerykańskiego Marka Helprina. Po ponad 30 latach od światowej premiery ukazała się w Polsce powieść Zimowa Opowieść, która… Umknęła mojej uwadze. Trudno było mi jednak przeoczyć kolejną powieść o szalonym tytule Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety. Warto zaznaczyć, że jest to dość leciwa pozycja, jej premiera w USA miała miejsce w 1995 roku. Nie tylko sam tytuł, ale również opis książki zainteresował mnie do tego stopnia, iż postanowiłem dać szansę Amerykaninowi i zapoznać się z jego twórczością. Oliwy do ognia dolały pochwalne peany wypisane na okładce. Zapowiadały humor, wzruszenie, nostalgię i wiele innych emocji wymieszanych w jednym kotle. Czy Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety rozbawił mnie i poruszył? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Tytuł nie zwodzi, jest to pamiętnik, a w pewnym sensie spowiedź bohatera, którego życie dobiega już kresu. Oscar Progresso, choć nie jest to jego prawdziwe imię, ma już prawie 90 lat, mieszka w Brazylii, poślubił piękną, młodą kobietę, uzbrojony w pistolet uważnie śledzi otoczenie, bojąc się zamachu na swoje życie. Przesiaduje na ławeczce w ogrodzie na wzgórzu nieopodal Rio de Janeiro i spisuje historię swojego życia, chroniąc ją przed zapomnieniem i zniszczeniem poprzez umieszczanie zapisków w mrówkoszczelnej kasecie. W tej relacji poznajemy wszystkie perypetie życiowe bohatera, któremu przyszło żyć na przestrzeni niemal całego XX wieku. Okazują się one niezwykle barwne, wręcz niesamowite, niewielu bowiem przydarzają się tak burzliwe miłości, rabowanie banku, udział w II wojnie światowej, a także pobyt w ośrodku psychiatrycznym a nawet zabójstwo. Wszystko to dzieje się w oparach znienawidzonej przez Oscara kawy…

Historia życia głównego bohatera jest w pewnym sensie komentarzem do wydarzeń XX wieku, lecz brakuje w niej mocnego uderzenia, zakończenia, które podsumowuje opowiadanie. Cała powieść ma w sobie wiele elementów, odniesień i przemyśleń, są one jednak rozproszone i trudno znaleźć w Pamiętniku… myśl przewodnią. Autor zmienił zasady gry i w końcówce utworu zdradził początek historii, a więc motywacje bohatera i wyjaśnienie jego postępowania życiowego. Konstrukcja powieści oparta jest właśnie na poznawaniu pobudek bohatera i przyczyn podejmowanych przez niego decyzji. Początkowo nie potrafimy bowiem zrozumieć “dlaczego?”. Zakończenie poszczególnych historii nagradza czytelnika odpowiedzią na to właśnie pytanie. Helprin nie oferuje w powieści wiele więcej, zabrakło tutaj myśli, która podsumowałaby całą fabułę i losy bohatera. Opowieści tej brakuje siły uderzającej w czytelnika i zapewniającego katharsis zakończenia.

Pamiętnik ten jest dość swobodną formą i bliżej mu do opowieści niż dokładnie spisywanych wspomnień. Podczas lektury możemy wyobrazić sobie głównego bohatera, przesiadującego na ogrodowej ławce i gawędzącego z czytelnikiem (bardzo szczerze i intymnie). Jego relacja jest na pozór chaotyczna, brak w niej bowiem chronologii, jednakże po jakimś czasie nie trudno zauważyć pewne relacje pomiędzy zdarzeniami, ciągi przyczynowo-skutkowe, które spajają ze sobą historię. Autor od początku próbuje zaciekawić czytelnika, rzuca w pokrętną i szczątkową relację, która dopiero z czasem zostaje uzupełniona o niezbędne szczegóły. Pamiętnik… nie należy do lektur najłatwiejszych, bez poświęcenia odpowiedniej uwagi można minąć się z sensem, zapomnieć istotne szczegóły i, co chyba najbardziej prawdopodobne, pogubić się we wszystkich epizodach żywota Oscara Progresso.

Mimo pewnej otwartości i intymności opowieści można zauważyć, iż główny bohater jest nieco tajemniczym osobnikiem. Swój pamiętnik spisuje w taki sposób, aby nie podawać wprost wszystkich informacji o sobie. Warto więc zwrócić uwagę na pozostałe postaci pojawiające się w powieści. Są one oknem na duszę bohatera, to w nich odbija się cała natura Oscara Progresso. Z wierzchu jest to nadzwyczaj arogancki i pyszny człowiek, jednakże wszystkie jego poczynania posiadają odpowiednią motywację i wynikają z życiowego doświadczenia.

Im bardziej poznawać będziemy bohatera, tym bardziej utwierdzimy się w przekonaniu, iż musi on być wyjątkowo specyficznym osobnikiem. Dysponuje wręcz nadludzkimi umiejętnościami i możliwościami. Często wspomina o równości między ludźmi, jednak jego cynizm i bezczelność skłaniają do nazwania go hipokrytą. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to wyjątkowo barwna postać. Bardzo ciekawe są wspomnienia Oscara Progresso, którego życie było bogate w niespotykane doznania. Wzloty i upadki bohatera, zarówno te dosłowne jak i przenośne, stanowią niezwykłą opowieść, która subiektywnie relacjonowana przez głównego bohatera staje się niejako satyrycznym spojrzeniem na historię.

Uśmiech nie gościł tak często na mojej twarzy, jakby można się tego spodziewać. Helprin gustuje w bardzo specyficznym humorze, który nierzadko staje się wręcz groteskowy. Niestety autor momentami sam gubi się w kreowanym nastroju, przez co zamierzona żartobliwość staje się nużąca. Wybuchy bohatera i niektóre jego perypetie przekraczają pewną granicę, niektóre momenty ocierają się po prostu o żenadę, psującą dowcipny charakter opowiadania. Żarty Marka Helprina są często zbyt mocno skupione, pojawiają się na tyle często, iż zanim zdążymy ochłonąć czytamy kolejne humorystyczne wtrącenie. Przez to dowcip, zamiast śmieszyć, męczy i cały żart pryska jak bańka mydlana.

Język Helprina dociera głęboko, porusza i zachwyca. Jest to mocna strona powieści, same słowa sprawiają bowiem wiele literackiej przyjemności. W Pamiętniku… znajdziemy wiele wyjątkowo celnych fraz i ciekawych sformułowań stanowiących dobry materiał na niezapomniane sentencje. Autor wykazuje się również dbałością o szczegóły, przytaczając niezliczone, precyzyjne opisy, korzysta ze specjalistycznego języka i nie zapomina o najdrobniejszych detalach. Potrafi w niezwykły sposób opisać podniebne zmagania lotników, techniczne aspekty rzemiosła czy ekonomiczne niuanse, przez co nie trudno jest czytelnikowi przenieść się do świata powieści. Na szczególną uwagę zasługuje jednak sposób prezentowania międzyludzkich relacji, a wprost mówiąc miłości. Helprin w piękny sposób przekazuje uczucia i doznania postaci nie ulegając schematom i sztampom. Pokazuje namiętność i gwałtowność z jaką zakochuje się i oddaje miłości Oscar. Przy czym porównania stylu Helprina do Joyce’a czy Nabokova wydają mi się nieco nie na miejscu…

Mark Helprin jest utalentowanym autorem, nie ulega to wątpliwości. Potrafi w pięknych zdaniach opowiadać swoją historię, udaje się mu budować ciekawe konstrukcje i trafne sformułowania. Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety to przyjemna lektura, której czytanie wymaga jednak sporej uwagi. Niestety jest to powieść pozbawiona klamry, która spięłaby śliczne frazy w spójną całość. Dlatego przyjemność z czytania szybko ulatuje z czytelnika nie pozostając na długo w pamięci. Całość okraszona jest humorem, który można określić jako bardzo specyficzny. Jest on na dłuższą metę męczący i ociera się o żenadę. Nie zmienia to jednak faktu, że losy głównego bohatera są nietuzinkowe i ciekawe. Pozycja ta powinna zainteresować czytelników lubiących „powieści pamiętnikowe”, relacjonujące różne epizody z życia bohaterów. Na pewno jest to dobra literatura, nie ociera się jednak o wybitność.

Moja ocena:
6/10

Kacper.

bonito.pl

Za książkę dziękuję Księgarni Bonito.pl

Reklamy

komentarze 3 to “Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety – recenzja”

  1. tanayah Marzec 16, 2015 @ 11:21 am #

    Ja czytałam „Zimową opowieść” i doszłam do wniosku, że Helprin to jednak pisarz nie dla mnie… A Twoja opinia to potwierdza. Autor ma chyba problem z zakończeniem, bo w „Zimowej…” też było ono kompletnie niesatysfakcjonujące.

    • wittkac Marzec 16, 2015 @ 8:47 pm #

      Helprin w „Pamiętniku…” dotyka tak wielu kwestii, że trudno powiedzieć jaka myśl przewodzi powieści. Samo zakończenie nie jest może słabe, ale nie ma charakteru klamry spinającej wszystkie elementy powieści. Poziom „meta” zupełnie przez to się rozpływa, pozostaje tylko sama fabuła.

      • tanayah Marzec 17, 2015 @ 10:17 am #

        Jakoś mnie już nie ciągnie do tego pisarza. Znowu w „Zimowej opowieści” zakończenie było tak naiwne, że zepsuło mi odbiór całej książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: