Bastion – recenzja

5 Mar

BastionTytuł: Bastion
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania polskiego: sierpień 2014
Stron: 1166
Tytuł oryginału: Bastion
Tłumaczenie: Robert Lipski

Stephena Kinga przedstawiać nie trzeba, trudno chyba wymienić bardziej znanego współczesnego powieściopisarza. Jego sława jest ogólnoświatowa, dla wielu jest królem powieści, a praktycznie każde jego dzieło osiąga status bestsellera. Imponująca jest również lista ekranizacji prozy autora, choć wśród filmów kinowych dominują adaptacje opowiadań. Nie należę do fanów Kinga, nie zachwyca mnie jego styl i tematyka, jednakże czasem sięgam po powieści tegoż autora. Tym razem padło na Bastion, powieść wagi ciężkiej, 1200 stron drobnych literek. Podobno jest to najlepsza powieść Kinga. Czy odmieni ona moje zdanie o pisarzu? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią o książce.

Z ośrodka testowego armii wydostaje się groźny wirus. Paradoksalnie, chęć przetrwania obudzona w pracowniku stacji doprowadza do rozprzestrzenienia choroby ogólnokrajowej zarazy. Nic nie potrafi zatrzymać epidemii, nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego część ludzi przeżywa. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli, władze nie potrafią zapanować nad rozprzestrzeniającymi się zachorowaniami, tuszowanie sprawy nie przynosi efektów, a ludzie zaczynają poznawać prawdę. Epidemia to nie wszystko, po świecie kroczy mroczny mężczyzna, człowiek o niecnych zamiarach gromadzący swoją armię wyrzutków i degeneratów. Na szczęście wciąż żyją jeszcze ludzie wierzący w dobro, grupy ludzi mających nadzieję na odbudowanie społeczeństwa, oni również mają swojego przewodnika. Guru docierają do ocalałych i wskazują im drogę. Starcie wpływów wydaje się nieuniknione i nadchodzi wielkimi krokami Czy zło zwycięży? Czy jednak dobro okaże się silniejsze?

Bastion jest istną mieszanką gatunkową, lecz na główny plan wysuwa się warstwa przygodowa, opowiadająca o grupie bohaterów stawiających czoło przeciwnościom losu. Konwencja postapokaliptyczna, choroba i wymieranie są tłem dla przygody. Bastion podzielony jest na księgi i czuć odmienność poszczególnych składowych powieści, środek ciężkości przesuwa się bowiem na inne tematy. Nie trudno odnieść wrażenia, że jest to próba stworzenia czegoś na kształt wielkiej przygody w stylu Władcy Pierścieni, autor nie ukrywał inspiracji tymże dziełem podczas pisania powieści. Jest to jednak w przeciwieństwie do uniwersum Tolkiena, świat skondensowany w jednym utworze, przez co odbieramy tę powieść zupełnie inaczej. Pisarz amerykański miesza style, wędruje znanymi ścieżkami, lecz nie boi się zapuścić w nieznane rejony. Znajdziemy tutaj tak charakterystyczne dla Kinga elementy powieści grozy, czy też nieobce autorowi wątki obyczajowe i psychologiczne, lecz cały czas to podróż, a więc niezbyt typowa dla autora tematyka, stanowi najważniejszą oś fabularną Bastionu.

Sama intryga rozwija się w sposób ciekawy, czuć zmiany prowadzenia linii fabularnej, pojawiają się też często interesujące wątki poboczne. King zachwiał klasyczne relacje pomiędzy wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Bastion posiada przez nietypową konstrukcję, znacząco zwiększającą objętość utworu. W powieści jest wyjątkowo dużo treści, wielu bohaterów, a sama przygoda jest epickich rozmiarów. Trudno nie dać się porwać intrydze, wielokrotnie nie będziemy potrafili oderwać się myślami od książki męczeni pytaniem „co dalej?”. King jednak nie utrzymuje równego tempa, momentami fabuła staje się powolna, pojawiają się dłużyzny. Mnie jednak nie zniechęcają takie wybiegi, zwykle były one bowiem polem do popisu bohaterów, którzy wychodzili w takich momentach na pierwszy plan.

Dla fanów Kinga może to być najnudniejsza powieść autora, a wszystko przez przygodowy charakter opowieści. Choć wiele wątków jest bardzo emocjonujących, to jednak dominuje tutaj droga, zarówno ta dosłowna jak i przenośna. Każdy z bohaterów musi bowiem przystosować się do zaistniałych warunków. Największa siła utworu drzemie właśnie w postaciach, z którymi mamy okazję dobrze zaprzyjaźnić się na kartach powieści. Dzięki objętości utworu wątki poboczne są rozbudowane, a kreacje dopracowane i właśnie to sprawia, że czujemy silną więź z bohaterami. King znany jest z rozbudowanych opisów przeszłości, co przysparza mu zwolenników jak i przeciwników. Warto jednak zwrócić uwagę, że opiera on swoje postaci na konkretnych cechach, uzewnętrzniających się w ich zachowaniu. Ułatwia to zauważenie przemian w postępowaniu i podejściu do, a także zwracają czytelnikom uwagę na kwestie istotne. Zaznaczyć również trzeba, że w Bastionie każdy z fabularnie istotnych bohaterów posiada swój epilog, przez co wszystkie wątki są satysfakcjonująco rozwiązane.

Fabuła napędzana jest poprzez konflikt dobra ze złem, w którym niewiele jest odcieni szarości. Pomiędzy poszczególnymi obozami można postawić ostrą granicę, która oddzielać będzie tych prawych i mężnych od tych zdegenerowanych. Co więcej samo zło jest spersonifikowane i objawia się w postaci mrocznego mężczyzny, wcielonego szatana i piewcy destrukcji. Zabieg taki poważnie spłaszcza fabułę i sprowadza ją do walki jednoznacznie dobrzy kontra całkowicie źli, bez większych urozmaiceń. Autorytety i moc nadprzyrodzona, która obecna jest w intrydze zupełnie odciąga nas od tematu, którym jest świat po zagładzie. Okazuje się, że jednostki nie są w nim tak istotne, gdyż górę bierze siła wyższa warunkująca ich zachowanie. W tym sensie King poszedł niejako na łatwiznę, wykreował dość prostą intrygę nie kreując skomplikowanego świata pełnego zależności międzyludzkich. Ten element oddala również intrygę od postapokaliptycznego klimatu, opartego zwykle na jednostkach.

King znany jest z charakterystycznych opisów, które przez wielu krytyków uznawane są za zbyt dosłowne i brutalne, niepozostawiające wiele dla wyobraźni. Jest to element, którego w Bastionie nie zabrakło. Trupy są nieodzowną częścią powieści, pojawiają się często i w dużych ilościach, a wizje Kinga są dość przerażające. Moim zdaniem opisy jednak nie przekraczają granicy dobrego smaku, nie są jednak poetyckie i zachwycające. Warto jednak mieć na uwadze, że jest to element ukochany przez wielu fanów autora. Za taki właśnie styl Kinga kochają tłumy. Nie można zaprzeczyć, że warsztat amerykańskiego pisarza jest solidny. Zarówno kreacja świata jak i sam styl pisania pozwala na przyjemne spędzenie czasu z powieścią. Czytanie Kinga jest lekkie i przyjemne, przez co pochłonięcie 1200 stron nie jest aż takie trudne. Nie ulega jednak wątpliwości, że na Bastion trzeba mieć ochotę i czas, gdyż przeczytanie tak przepastnej powieści zajmuje dobre kilka dni lub tygodni.

King serwuje nam wyjątkowo spolaryzowane doznania. Na kartach powieści znajdziemy tyleż interesujących i emocjonujących momentów, co tych nudnych i błahych. Momentami zachwycimy się fabułą, by chwilę później poczuć pustkę i zastój intrygi. Odbija się to również na postaciach. Nie da się ukryć, że bohaterowie Bastionu są interesujący, reprezentują różne postawy i opierają się określonych cechach, niektóre ich perypetie jednak są dość miałkie, pozbawione wyrazu i przypominają rozterki bohaterów filmów telewizyjnych z cyklu “okruchy życia”. King lawiruje pomiędzy stylami, co jak wszystko w powieści wychodzi bardzo różnie, od ciekawych konstrukcji po zgrane schematy i nudnawe epizody. Wszystko podane jest w bardzo charakterystycznym stylu autora, który pozwala na szybkie pochłonięcie zapisanych maczkiem stron. Nie ulega wątpliwości, że Bastion to najdłuższa powieść Kinga, czy jednak najlepsza? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, nie znam wszystkich jego dzieł. Ja pozostaję jednak niewzruszony. Po przeczytaniu Bastionu nie zmieniam zdania o autorze, dla mnie King pozostaje dobrym rzemieślnikiem, trzymającym równy, lecz mocno średni poziom.

Moja ocena:
6/10

Kacper.

Advertisements

komentarzy 8 to “Bastion – recenzja”

  1. Ewa Marzec 5, 2015 @ 5:20 pm #

    Czytałam jedynie jedną książkę Kinga, „Carrie” i się trochę zawiodłam. Wszyscy tak wychwalają tego autora, a mnie nie powaliło. Ale może dlatego, że czytałam jego debiut. Mam zamiar w przyszłości dać jeszcze jedną szansę Kingowi 😉

  2. Bombeletta Marzec 5, 2015 @ 7:00 pm #

    Hmmm… Gdyby nie King i jego „Bastion” to literatura postapokaliptyczna kwiczałaby w powijakach 😀 To od niego zaczął się taki boom na te klimaty, przyfrunął kolejny kolos, czyli „Łabędzi Śpiew” McCammona i w ogóle bez Kinga i jego „rzemieślnictwa” jak to nazywasz, nie byłoby wielu tak dobrze znanych nam dzisiaj motywów.
    No ale nie każdy musi piszczeć z ekscytacji 🙂
    Dla mnie „Bastion” był cudownym kolosem ❤ I Randall Flagg ❤ Czekam na Matthew w tej roli, bo już się kręci nowa ekranizacja 😀

    • wittkac Marzec 5, 2015 @ 9:26 pm #

      King na pewno spopularyzował wiele schematów lecz nie nazwałbym go wizjonerem, nowatorskie podejście również nie jest jego główną bronią. Dla mnie jest to po prostu autor mało atrakcyjny.
      Bastion ogólnie mi się podobał (6/10 to dobra ocena), ale momentami czegoś mi brakowało. Za to szwarccharakter zupełnie mnie nie przekonał. Był to taki płaski, łatwy wybieg. Wytknijcie go palcem, on jest zły, toż to demon wcielony! 😉

  3. Lolanta Marzec 7, 2015 @ 12:42 pm #

    Mam wielką chrapkę na Bastion, ale objętość podpowiada, że powinnam przeczytać w jakimś spokojniejszym dla mnie okresie, dla skupienia. Może za pół roku… Ja zaliczam się do fanów Kinga, choć jeszcze wiele jego dziel przede mną, ale doskonale rozumiem, ze ktoś może go traktować inaczej 🙂 Marta miała rację, to chyba najlepsza Twoja recenzja 🙂

    • wittkac Marzec 8, 2015 @ 7:12 am #

      Mi Bastion zajął dwa tygodnie życia, ale ja niecodziennie znajduję czas na zajrzenie do książki, więc tak realnie było to niecałe dziesięć dni czytania. A co do odkładania wielkich książek, to nie polecam, im więcej takich książek ma się na liście „do przeczytania” tym trudniej się za nie zabrać. Lepiej od razu dać się porwać 😉

      • Lolanta Marzec 8, 2015 @ 8:51 am #

        W sumie, to może masz racje…. 🙂 Ale najpierw Bezsenność i Dallas 63. Nie chce się „zakingować” na amen 😉 Lubie mieć przerwy miedzy książkami jednego autora, czy nawet częściami serii 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. TOP 10 – Najgrubsze książki na naszych półkach | książkoholizm - Październik 16, 2015

    […] Zapisana drobnym maczkiem, książka gigant, najgrubsza spośród wszystkich które udało mi się przeczytać w całym moim życiu. Była to chyba najmniej wygodne spotkanie z literaturą, ciężkie i wyginające się na wszystkie strony tomiszcze czytało się paskudnie. Przy lekturze spędziłem około dwóch tygodni i nie byłem w pełni usatysfakcjonowany. Dlaczego? Pisałem o tym w swojej recenzji. […]

  2. Rok książkoholika – 2015 | książkoholizm - Styczeń 2, 2016

    […] nie do końca satysfakcjonująca, momentami była po prostu irytująca, moja opinia do poczytania tutaj. Może będzie to najbardziej obszerna powieść mojego […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: