Marsjanin – recenzja

14 Sty

marsjanin

Tytuł: Marsjanin
Autor: Andy Weir
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania polskiego: listopad 2014
Stron: 384
Tytuł oryginału: The Martian
Tłumaczenie: Marcin Ring

Jak już mogliście zauważyć fantastyka jest gatunkiem, który zdecydowanie lubię. Jak to zazwyczaj bywa są oczywiście wyjątki i właśnie takim wyjątkiem zawsze było dla mnie science fiction. Wszystko przez urazę, która dotknęła mnie wiele lat temu, jeszcze w podstawówce. Kiedy to moją lekturą szkolną były Bajki robotów Lema. Książka, której w podstawówce nie miałam szansy zrozumieć i została przeze mnie znienawidzona. Skąd miałam niby wiedzieć i rozumieć jako mała dziewczynka, cóż oznacza słowo AWRUK wypowiadane przez pewnego robota, kiedy ten się zdenerwował? Postanowiłam jednak nie spisywać Marsjanina od razu na straty i dać mu szansę na jaką zasłużył po tylu znakomitych recenzjach. I jak wypadł? Wyobraźcie sobie, że całkiem mi się podobało!

Nawet po długiej przerwie, jaką musiałam sobie zrobić podczas lektury. Natłok tych wszystkich technicznych szczegółów był dla mnie momentami nie do przejedzenia (tutaj kolejny raz kłania się moje uprzedzenie do tego gatunku). Ale niektórzy za to właśnie kochają sci-fi, nieprawdaż? O tej książce mówi się nawet, że mogłaby być raczej science fact. Ja nawet mimo moich uprzedzeń uważam, że było całkiem godnie!

Niesamowicie ciekawa sprawa z ową książką się podziała, kiedy ludzie zaobserwowali jej istnienie. Była opublikowana najpierw na stronie internetowej autora, później wydana w postaci e-booka jako self-publish. Bijąc rekordy popularności, Weir w końcu doczekał dnia, w którym zgłosił się do niego wydawca. Dzięki temu, teraz możemy rozkoszować się również polskim wydaniem tej niezwykłej, kosmicznej historii. A kim jest właściwie sam autor? Jest z wykształcenia programistą komputerowym, który pracował chociażby dla firmy Blizzard. Nic więc dziwnego, że zabrał się za science fiction. Mając taki bagaż technicznych doświadczeń z pewnością można stworzyć wartościową książkę, opartą w dużej mierze na prawdzie.

Głównym bohaterem książki jest Mark Watney. Mark jest astronautą a zarazem botanikiem oraz inżynierem mechaniki, który wyruszył wraz ze swoją załogą na misję na Planetę Mars. Bieg wydarzeń podziałał na jego niekorzyść. Podczas ewakuacji załogi, Mark ulega wypadkowi, który pozbawia go chwilowo świadomości, ale na szczęście pozostawia go przy życiu. Jest on naszym odbiciem Robinsona Crusoe w teraźniejszości. Pozostawiony sam sobie w obcym świecie, jest przekonany że będzie pierwszą osobą która na Marsie… Umrze. Robi jednak wszystko co w jego mocy, aby do tego nie dopuścić. Nieocenioną wartość ma tutaj jego rozległa wiedza w wielu dziedzinach naukowych, która pozwala mu wydłużyć swoje życie o wiele cennych dni. W międzyczasie załoga NASA, która monitoruje ową misję kosmiczną z powierzchni Ziemi, przeżywa niesamowity wstrząs. Dowiadują się bowiem, że pomimo złych wiadomości, które dotarły na Ziemię – Mark nadal żyje i ma się nienajgorzej. Jednakże jeśli chodzi o jego przyszłość to maluje się ona w całkowicie ciemnych kolorach.

Fabuła książki jest świetna, a towarzystwa dotrzymuje jej genialna postać Marka Watneya, którego wielu z Was UWIELBI. Dla mnie to właśnie Mark jest siłą tej książki, będziecie mu kibicować z zaciśniętymi kciukami do samego końca. Do tego dodajmy niemalże zabójcze monologi z jego dziennika, które nieustannie rozkładają czytelnika na łopatki – mamy przepis na całkiem rewelacyjną książkę. Wisienką na torcie dla fanów sci-fi (czy nawet częściowo fact!) będą opisy działania przeróżnych, kosmicznych urządzeń czy procesów chemicznych przeprowadzanych pod nadzorem Watneya, których ogarnięcie dla mnie jest równie kosmiczne. Język autora określiłabym raczej jako lekki, przyjemny dla każdego i przede wszystkim zrozumiały, nawet pomimo ciężkich z pozoru technicznych tematów. Weir stworzył książkę, która potrafi czytelnika całkowicie pochłonąć, bowiem dużo już słyszałam opinii, że nie idzie jej odłożyć na półkę. Warunek jest jednak jeden. Musisz dobrze się czuć w tego rodzaju tematyce, w przeciwnym wypadku książka może wyjść na zupełnie przeciętną, momentami wręcz nudną.

Co jeśli chodzi o minusy? Pozwolę sobie zauważyć, że część dialogów wydała mi się nieco naciągana i niemalże całkowicie wyreżyserowana, co wyszło momentami nienaturalnie i w mojej opinii naciąganie. Naciągane było również pojawianie się znikąd pewnych obiektów czy wydarzeń, które nagle zupełnie odwracały bieg kosmicznej historii i cudem ratowały życie Marka. Nawet w fatalnych okolicznościach, przy procesach chemicznych w kosmosie, w którym tysiące niewiadomych wpłynęłoby na niekorzystny i przerażający w skutkach wynik eksperymentu i ewidentną śmierć bohatera – Markowi nie przytrafiało się nic tragicznego. Ledwo spadło mu kilka włosów z głowy lub przysmażył sobie policzek.

Podsumowując będzie to lektura idealna dla każdego pochłaniacza fantastyki z rodziny science fiction. Spodoba się również wielu osobom, które na co dzień gustują w innej literaturze, bowiem pozycja Weira jest naprawdę udaną książką, którą warto poznać. Warto również porzucić czasami swoje urazy i przekonania by w zamian poznać coś wartościowego, co będziemy potrafili docenić. Książka Andy’ego Weira jest dla mnie trochę jak gruszkowe ciasteczka, które dostałam na te święta w prezencie. Są nowym doznaniem, o totalnie ciekawym smaku, jest w nich również coś, co nie do końca mi smakuje, ale w ogólnym rozrachunku są smaczniutkie. Tak samo jest z Marsjaninem. Są przygody które mnie zachwyciły, jest Mark, który skradł moje serce i zaaplikował mi ogromną dawkę pozytywnej myśli i dystansu do samego siebie. A z drugiej strony jest dla mnie za dużo gadania o procesach chemicznych, fizyce, działaniu najnowocześniejszej maszynerii prosto z NATO, które po prostu mnie zmęczyło. Czego zupełnie szczerze się spodziewałam, bo taka już moja czytelnicza natura. Jednakże cieszę się, że dałam szansę temu autorowi i z chęcią będę śledziła jego literacką karierę w przyszłości. Wam polecam – zahaczcie o bibliotekę lub księgarnię i sami dajcie szansę niecodziennej, zaskakującej, kosmicznej przygodzie!

Moja ocena:
6+/10

Marta.

Ebook można kupić aktualnie w promocji 50% taniej, czyli za 19.99 PLN tutaj.

marsjanin

Advertisements

komentarze 4 to “Marsjanin – recenzja”

  1. Kinga Styczeń 15, 2015 @ 4:13 am #

    Ja tę książkę pokochałam za głównego bohatera 🙂

  2. Lunafly Styczeń 16, 2015 @ 1:57 pm #

    Oj chyba się skuszę. Mam w domu prywatnego Marsjanina, to mój mąż – fizyk z wykształcenia, typowy analityk to ta strona opisowa procesy a ta kochana to Twój bohater.

  3. gość12 Marzec 24, 2016 @ 5:38 pm #

    No dajcie spokój, przekład jest absolutnie denny, jak można to czytać?
    http://pawelpollak.blogspot.com/2016/03/siejemy-ziemniaki-czyli-kosmiczna.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: