Gwiazdozbiór psa – recenzja

15 Gru

Gwiazdozbior psaTytuł: Gwiazdozbiór psa
Autor: Peter Heller
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania polskiego: kwiecień 2013
Stron: 368
Tytuł oryginału: The Dog Stars
Tłumaczenie: Olga Siara

Ludzie pełni są paradoksów i również ja potrafię je u siebie zdiagnozować. Niby nie przepadam za fantastyką, ale kiedy znajduję coś osadzonego w świecie po zagładzie (jakiejkolwiek, nie musi być atomowa) wpadam w zachwyt, lecz niestety rzadko udaje mi się utrzymać ten entuzjazm na tyle długo by po powieść sięgnąć. Zwykle mój dystans do fantastyki i powieści przygodowych wygrywa. Nie mogłem jednak oprzeć się urokowi „Gwiazdozbioru psa”, który pojawił się na półce mojej lubej. Zacząłem liczyć, że mam poważnego kandydata do zaszczytnego miejska obok mojej ukochanej „Drogi” Cormaca McCarthy’ego na pustawą półkę „nieprzygodowe postapo”. Nie zamierzam jednak tych powieści ze sobą bezpośrednio porównywać. Zapominam również na chwilę o moim zainteresowaniu zniszczonymi światami i oceniam Gwiazdozbiór Psa obiektywnie, jako powieść, fabułę, formę związaną treścią. Czy broni się ona przy tak twardo zdefiniowanych kryteriach? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Ludzkość wytrzebiła epidemia grypy, zmarło ponad 99% populacji. Świat się zmienił, liczy się przetrwanie, które często wiąże się z odbieraniem życia innym. Hig, jeśli potrzebujecie nazwiska to Duży Hig, mieszka na lotnisku ze swoim starzejącym się psem, a jego sąsiadem i zarazem wspólnikiem w przetrwaniu jest cyniczny miłośnik broni. Hig jest w posiadaniu prawdopodobnie ostatniego sprawnego samolotu na świecie – Bestii, małej Cessny z 1956 roku dzięki której jest w stanie zabezpieczać teren wokół lotniska i zdobywać cenne zapasy. Pomimo względnie ułożonego jak na zaistniałe warunki życia nadal nie potrafi pogodzić się z myślą, że na tym kończy się jego egzystencja i cały czas liczy, że to nie wszystko co świat ma mu do zaoferowania.

Choć na pierwszy rzut oka jest to powieść fantastyczna, skierowana jest raczej do czytelników lubiących trudniejsze i wymagające dzieła. Nie znajdziemy tutaj wielkiej przygody ani wartkiej akcji, lecz od samego początku zauważamy, że nie takie było założenie autora. W powieści dominują raczej kameralne i spokojne sceny rozpisane na kilku bohaterów, a nierzadko pozostaniemy sam na sam z rozterkami głównego bohatera. Są tutaj oczywiście bardziej widowiskowe wydarzenia, stanowią one jednak dodatek i budulec świata, a nie clou opowieści. Nie oznacza to, że powieść jest nudna i pozbawiona akcji, rozgrywa się ona bowiem na polu emocji i uczuć, a nie czynów i zdarzeń. Heller w ten sposób przemyca nam swoje przemyślenia, zarówno te uniwersalne jak i ściśle powiązane ze światem powieści. Jest poważnie, ale bez zbędnego patosu i przesadnego bohaterstwa. Czasami pojawiają się też elementy zabawne, które nieco rozładowują atmosferę. Poznajemy świat samotności i zwątpienia, w którym główny bohater próbuje w jakiś sposób zachować człowieczeństwo. Choć nie znajdziemy tutaj nowatorskich motywów, to nie można zarzucić Hellerowi wtórności. Autorowi udało się zagrać na moich emocjach. Był to raczej kwartet smyczkowy, tworzący znakomitą muzykę, niż potężna i kompletna orkiestra symfoniczna, ale jednak poczułem się poruszony. Oprócz tego warto wspomnieć, że kreacja świata jest perfekcyjna. Wszystko wydaje się być szalenie autentyczne i spójne przez co nietrudno będzie nam poczuć klimat powieści.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po otwarciu książki jest specyficzny układ tekstu. Akapity nie posiadają wcięcia i oddzielone są od siebie pustym wierszem, co przypomina mi amerykański styl formatowania listów. Dodatkowo są one krótkie, nierzadko składają się z jednego lub kilku krótkich zdań, które Heller buduje w sposób nietypowy. Zdania są krótkie, pourywane i pozbawione zbędnych ozdobników. Narracja w powieści jest pierwszoosobowa, bardzo subiektywna i, tak jak sam język, szalenie surowa. Jest ona dynamiczna i skorelowana ze stanem i emocjami głównego bohatera. Odzwierciedla zdanie Higa, jego stosunek do świata, ale też same uczucia i rozterki nim targające. Heller poszedł jednak dalej i zrezygnował z klasycznych dialogów, które w „Gwiazdozbiorze psa” zlewają się z myślami bohatera. Czasem jest nam trudno określić czy są to rzeczywiste wypowiedzi, czy tylko myśli Higa. Wszystko to buduje specyficzny klimat powieści, ale utrudnia lekturę. Nie od razu można przyzwyczaić się do tego stylu i czasem przyjdzie nam czytać niektóre akapity kilka razy. Dla niektórych może to być znaczący mankament, który spowoduje, że nie dotrwają do końca.

Odczułem pewne zachwianie relacji pomiędzy zawiązaniem, rozwinięciem i rozwiązaniem akcji. Mamy tutaj bardzo długi wstęp i epilog, a główny punkt kulminacyjny pozostawia pewien niedosyt. Właściwie można podzielić powieść na kilka odrębnych epizodów i dla każdego z nich wyróżnić osobne clou i szczyt. Przez to ogólne tempo fabuły odbiera się specyficznie, potrafi ono szybko urosnąć, długo utrzymywać się na takim poziomie, by bardzo gwałtownie wyhamować. Z jednej strony zdecydowanie podobała mi się dynamika poszczególnych wątków i napięcie, które się w nich pojawiało. Z drugiej zaś główna oś fabularna była jakby przez te poszczególne epizody przyćmiona i zlana z epilogiem.

„Gwiazdozbiór psa” broni się jako powieść. Jest ciekawy i wartościowy, a kreacja świata stanowi tylko pretekst do przekazania pewnych treści, a nie jest celem samym w sobie. Dzięki temu nie możemy narzekać na niedobór zawartości czy nadmierną ekspozycję formy. Sam temat nie jest może nowatorski, lecz autor prezentuje go ze świeżością i nie popada w banał. Nie do końca przekonało mnie nierówne tempo powieści i w moim odczuciu jakby zaburzona konstrukcja fabuły. Natomiast na pochwałę zasługuje wspaniałe osadzenie bohatera w świecie. Klimat to zdecydowanie silny punkt powieści, rekompensujący wszystkie drobne mankamenty. Specyficzna narracja pierwszoosobowa przystosowuje się do sytuacji tak jak sam bohater, co świetnie buduje klimat i pozwala zrozumieć Dużego Higa. Forma, choć stuprocentowo uzasadniona, jest jednakże nieprzystępna i trudna w odbiorze, przez co lektura powieści wymaga pełnego zaangażowania. Dla niektórych czytelników może to być poważna przeszkoda, której nie będą w stanie przekroczyć. Trzeba również pamiętać, że nie jest to przygodowa powieść postapokaliptyczna. Warto jednak zawitać do tego złowieszczego świata i dać się porwać na pokład Bestii, choć nie gwarantuję, że wszyscy przetrwają tak jak Duży Hig.

Moja ocena:
7+/10

Kacper.

Advertisements

komentarze 3 to “Gwiazdozbiór psa – recenzja”

  1. barwinka Grudzień 16, 2014 @ 10:21 am #

    Jak to się stało, że nie zainteresowałam się tym tytułem wcześniej, nie wiem, ale z Twojego wpisy wynika, ze jest to lektura, po którą z wielką chęcią sięgnę 🙂

    • wittkac Grudzień 16, 2014 @ 11:52 am #

      Zdecydowanie warto spróbować. Jakoś tak nie trudno przegapić tę pozycję, sam dowiedziałem się o niej może trzy miesiące temu 😉

  2. Pyciaaa Grudzień 23, 2014 @ 5:53 pm #

    Książka wydaje się fajna. Po twojej recenzji na pewno sięgnę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: