Powód by oddychać – recenzja

12 List

powód by oddychać

Tytuł: Powód by oddychać
Autor: Rebecca Donovan
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania polskiego: wrzesień 2014
Stron: 384
Tytuł oryginału: Reason to Breathe
Tłumaczenie: Ernest Kacperski

Powód by oddychać to kolejna pozycja, która wydana została w Polsce przez Wydawnictwo Feeria Young, pod naszym patronatem (szykujemy powoli już nową zakładkę z pozycjami wydanymi pod naszym patronatem). Jest to pierwsza część niezwykle popularnej za granicą serii Oddechy, która za niedługi czas nawet ma zostać zekranizowana. Serii, która ma traktować głównie o bardzo poważnym temacie, jakim jest znęcanie się nad wychowankami. Przyjrzyjmy się tej książce dzisiaj nieco bliżej.

Autorką książki jest Rebecca Donovan. Jest znana głównie z owej serii, a aktualnie pracuje już nad innymi książkami. Jest absolwentką University of Missouri. Na co dzień mieszka z synem w małym miasteczku w stanie Massachusetts.

Główną bohaterką jest nastoletnia Emma, która mieszka ze swoim wujostwem. Jej ojciec nie żyje, a matka z tego powodu popadła w alkoholizm. Mogłoby się zdawać, że najbliższa rodzina zawsze będzie dla nas wspaniałym oparciem w ciężkich chwilach. Niestety w przypadku Emmy wszystko wygląda zupełnie inaczej. Dziewczyna miała nieszczęście trafić do domu, w którym jest traktowana nie jak członek rodziny, a jak niechciana przybłęda, na którą wujostwo zostało skazane przez prawo. Jest niesłusznie obwiniana za wszystkie nieszczęścia i niepowodzenia, które przytrafiły się jej rodzicom. Rodzina wmawia jej także, że matka popadła w alkoholizm dlatego, że ma przecież tak beznadziejną córkę. W rzeczywistości Emma jest najlepszą uczennicą w szkole, z ogromnymi sukcesami sportowymi. Dobre oceny i żyłka sportowa mają zapewnić jej w przyszłości możliwość wyrwania się z tego okropnego domu. Dlatego każdego dnia daje z siebie wszystko, aby otworzyć sobie bramę do znakomitych możliwości uniwersyteckich. Jej starania i oceny są coraz częściej zauważane w środowisku naukowym. Niestety nie dzieje się tak w domu. Ciotka każdego dnia nie zapomina sprawić Emmie ostrych batów, a brat jej ojca najzwyczajniej udaje, że nic nie widzi. Wtedy do miasteczka wprowadza się Evan, niezwykle przystojny, pociągający i co najważniejsze zainteresowany Emmą, młody chłopak.

Pozycję przeczytałam już ponad miesiąc temu, ale jakoś nie potrafiłam zabrać się za jej recenzję. Jest pełna sprzeczności, nie do końca wiem co mam o niej myśleć, dlatego też dzisiaj nie będzie to długa recenzja. Recenzja ta może być trochę nierówna, dokładnie jak książka. Wszystko przez to moje zmieszanie, bo opowieść ta dla mnie raz była wciągająca, a za chwilę niesamowicie się dłużyła. Początek był bardzo obiecujący, ale kiedy doszłam do połowy wątek miłosny sprawił, że dosłownie zasypiałam nad lekturą. Doszło do tego, że musiałam ją chwilowo porzucić, aby chwycić za inną pozycję, a następnie po jakimś tygodniu wrócić do niej znowu. Skończyła się natomiast takim clif changerem, że gdybym miała możliwość to chwyciłabym za kontynuację prawie natychmiastowo, mimo iż zakończenie w ogóle nie pasowało do tego typu lektury. Rozumiecie coś z tego? Ja nic. 😉 Ta książka zupełnie nie była taka jak się spodziewałam. Mamy tutaj do czynienia z dwoma głównymi wątkami. Pierwszym jest wspomniane przeze mnie psychiczne oraz głównie fizyczne znęcanie się nad Emmą. Drugim jest wątek romantyczny pomiędzy Emmą i Evanem, a przez chwilę również z jednym ze szkolnych kolegów. Oba tematy poważne, bo jak można się domyślić, Evan ma być kluczem do poprawienia sytuacji życiowej Emmy.

Na początek zajmijmy się batami od ciotki. Takie sytuacje faktycznie zdarzają się w realnym świecie. Należy pisać o tym książki, należy uświadamiać ludzi, przestrzegać ich. Pokazać im, że jeśli mają taki problem powinni komuś o tym powiedzieć, a nie milczeć jak grób. Emma milczała, bo nie chciała zrujnować życia jedynym światełkom jakie poznała – swojemu kuzynostwu. Czy zrobiła dobrze? Nie, nikt nie wie co w przyszłości może czekać te małe dzieci, a według mnie z taką matką – nic dobrego. Jednak te wszystkie poważne tematy radziłabym opisywać w sposób realny, a nie niemal fantastyczny. Nie jestem pewna, czy jakakolwiek żyjąca istota byłaby w stanie przeżyć to co opisała w tej książce Pani Donovan. Krew się leje, skóra sinieje, a kości łamią się tutaj niczym w śmiertelnym wypadku samochodowym. Raz za razem, kiedy organizm nie ma nawet chwili na rekonwalescencję. Ta bolesna historia wciągała, ale jednocześnie cały czas w podświadomości coś szeptało do mnie – TO PRZECIEŻ NIEMOŻLIWE!

Co do wątku miłosnego to jest to klasyczny wątek miłosny jaki można spotkać w literaturze młodzieżowej, nic mnie tutaj nie zaskoczyło. Evan jest fajną postacią i na pewno mu kibicowałam, ale nie zabrakło momentów, w których przydałby mu się kubeł zimnej wody na opamiętanie i zaprzestanie robienia głupstw. Brakowało mi jednak chwil, w których z ekscytacji obgryzałabym paznokcie, raczej zdarzyło mi się przysnąć na tym etapie opowieści. Miłostkę opisaną w tym tomie określiłabym jako przeciętną, może rozwinie się w kolejnych częściach Oddechów? Poza tym facet wydaje się być idealny, a Emma 3/4 książki stęka, że nie może mu ulec (mimo iż bardzo chce), bo wtedy ciotka zgotuje jej jeszcze większe piekło na ziemi. Nastolatka uważa nie może zaznać ani chwili szczęścia, bo jest skazana na cierpienie w rodzinnym domu. Po czym za w następnym rozdziale spotyka się z innym facetem ze swojej szkoły. Halo, czy tylko ja tutaj czegoś nie rozumiem? Dodam od siebie, że na szczęście tacy mężczyźni jak Evan istnieją w rzeczywistości również. Dziewczyny polujcie, bo to nie wymysł literacki!

Jak widzicie w mojej opinii część jest na tak, część jest na nie. Prawdopodobnie dlatego, że czasy w których taka książka mogłaby mnie bezgranicznie porwać minęły już dobrych kilka lat temu – kiedy w gimnazjum i liceum podkochiwałam się w klasowych kolegach. Dziewczynom w tym wieku, które lubią literaturę młodzieżową na pewno polecam, bo ta pozycja daje jakiś nowy wątek w young adults, którym nie jest nowe stworzenie fantasy. A skoro lubią takie książki – niech czytają. Mniej spodoba się tym, którzy chcą zaznać nowych literackich doznań. Dla mnie była to lektura dosyć przeciętna, która z jednej strony wciągała, z drugiej odpychała, żeby na końcu totalnie zakręcić wszystkie moje odczucia w taki sposób, że nawet chcę sięgnąć po kontynuację, bo nie wiem czego mam się po niej spodziewać. Książka natomiast ma pewną zaletę o której warto wspomnieć. Może pokaże niektórym, że warto zareagować jeśli widzisz, że w rodzinie twojego znajomego coś się dzieje. Sami pokrzywdzeni też mają możliwości zgłoszenia się w różne miejsca ze swoimi problemami, są specjalne infolinie, jest pomoc w szkole. Na samym końcu brakuje tylko listy z odpowiednimi numerami telefonów, która może przyniosłaby niektórym czytelnikom wiele dobrego.

Moja ocena:
5/10

Marta.

Reklamy

Komentarzy 11 to “Powód by oddychać – recenzja”

  1. Kinga Listopad 13, 2014 @ 4:15 am #

    O kurcze, teraz mnie zaskoczyłas, bo dotychczas czytałam same mocno pozytywne recenzje. Ale na książkę i tak mam ochotę:-)

    • zajeckicajec Listopad 19, 2014 @ 9:28 pm #

      Wielu osobom na pewno się podobała, ale ja musiałam ochłonąć przed napisaniem recenzji – stąd tyle czasu. No niestety nie jest to lektura idealna.

  2. Bazgrolek.pl Listopad 13, 2014 @ 9:17 am #

    Zapowiada się ciekawie. Sprawdzę to!

  3. Dominika Br Listopad 13, 2014 @ 9:42 am #

    Choć Twoja opinia jest raczej letnia, to i tak mam wielką ochotę na tę książkę i zapewne za niedługo ją zakupię 🙂

    • zajeckicajec Listopad 19, 2014 @ 9:29 pm #

      Wiadomo, że najlepiej sprawdzić na własnej skórze! 🙂

  4. Zjadam Skarpety Listopad 13, 2014 @ 1:51 pm #

    Ta recenzja raczej ostudziła mój entuzjazm co do książki, jednak mimo wszystko chciałabym ją kiedyś przeczytać. 🙂

    • zajeckicajec Listopad 19, 2014 @ 9:50 pm #

      Przeczytaj. Wszystko trzeba sprawdzić, żeby wyrobić sobie swoją opinię 😉

  5. Monika Wróblewska Listopad 17, 2014 @ 9:34 pm #

    Od dłuższego czasu co jakiś czas przelatuje mi książka „Powód by oddychać”. Po twojej recenzji ostatecznie zdecydowałam się jednak po to nią nie sięgać. Na temat przemocy w rodzinie poświęciłam cześć studiów i prace licencjacką i nie mogę czytać o czymś takim jak przyzwolenie, milczenie i zaprzeczanie, ponieważ zaleje mnie krew 🙂 Na naszym rynku jest za dużo genialnych i błyskotliwych pozycji, które tylko czekają żeby po nie sięgnąć. Na tą książkę szkoda mi czasu.

    • zajeckicajec Listopad 19, 2014 @ 9:31 pm #

      No to faktycznie książka mogłaby Cię nieco zdenerwować 😉 Są lepsze książki, nie ma co tracić czasu 🙂

  6. madziusia Listopad 23, 2014 @ 6:30 pm #

    Mam podobnie jeśli chodzi o książki dla młodzieży… Sama już nastolatką nie jestem, więc nie zawsze potrafię się odnaleźć w tytule, po który sięgam 🙂

  7. Ja subiektywnie Listopad 25, 2014 @ 5:30 pm #

    Czytałam różne opinie na jej temat i wciąż nie wiem co o niej myśleć. Jakoś specjalnie mnie do niej nie ciągnie, a i typowe miłosne wątki mi się przejadły. Chyba pozostanie ona jedną z wielu… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: