Książkorozkminy o stałej cenie na książki

21 Paźdź

rozkminyCzemu czytelnictwo w naszym kraju jest tak niewielkie, a książki sprzedają się niezbyt dobrze? Na to pytanie nie łatwo jest odpowiedzieć, jednakże część wydawnictw i dystrybutorów znalazło nie tylko wyjaśnienie samego problemu, ale i błyskawiczne jego rozwiązanie. Miałoby nim być wprowadzenie w życie ustawy „o stałej cenie na książki”. Temat ten pojawiał się już od kilku lat w różnych środkach przekazu informacji. Zdarzenia z ostatniego weekendu podkusiły mnie jednak do popełnienia tekstu dotykającego problematyki tegoż projektu ustawy i rozpoczęcia dyskusji na jej temat na naszym blogu.

Jak już wspomniałem w ten weekend zacząłem poważniej rozmyślać na tym zagadnieniem za sprawą pewnych wydarzeń. Pierwsze z nich dotyczy listu otwartego o tytule „Polska książka potrzebuje ratunku” opublikowanego w serwisie Lubimy Czytać, a skierowanego do Pani Premier, Rządu, Sejmu i Senatu (nie będę listu opisywać ani komentować). Drugie zdarzenie miało miejsce w dużej, sieciowej księgarni. Przy samym wejściu, pod sporych rozmiarów plakatem stała półka, na której promowano nową powieść Zygmunta Miłoszewskiego. Niby nic nadzwyczajnego, ale jednak cena przykuwała uwagę. Za miękkookładkową książkę 45 zł to lekka przesada, tym bardziej, że na dzień dobry została ona przeceniona o 25%. To wszystko skłoniło mnie do przemyślenia co dzieje się z rynkiem książki i przyjrzenia się samej „ustawie cenowej”, jak i różnym opiniom na jej temat.

Rozpoczynam od zajrzenia do projektu ustawy zwanej „o stałej cenie na książki”. Nazwałem ją na potrzeby tego tekstu „ustawą cenową”. Pierwsze co rzuca się w oczy w rzeczonym projekcie ustawy to treść Artykułu 1., w którym określony został cel, założenia i intencje twórców przedsięwzięcia. Można cele te streścić następująco:

  • propagowanie czytelnictwa,
  • ochrona książki jako dobra kultury,
  • stała i szeroka dostępność książek oraz urozmaicona oferta czytelnicza.

Brzmi to górnolotnie, ale nie trudno zgodzić się, że cele te są jak najbardziej słuszne i należy je stawiać i tak formułować. Zagłębiając się jednak w dalszą treść projektu ustawy możemy zauważyć, że jedynym określonym zadaniem, który rozwiązać ma tak postawione cele jest… zamrożenie ceny okładkowej książki na 12 miesięcy po jej premierze. Pierwsza moja myśl „Czy czytelnictwo to tylko sprzedaż nowych książek? Czy ilość sprzedanych egzemplarzy przekłada się jakoś na czytelnictwo?”. Są to pytania, na które odpowiedzieć nie potrafię. Jednego jestem jednak pewien, projekt ustawy cenowej nie dotyka zagadnień czytelnictwa a sprzedaży książki jako towaru detalicznego (o czym za chwilę). Czy możliwe jest więc zrealizowanie założonych celów jeno poprzez regulację ceny książek?

Kontynuując wątek założeń ustawy można zauważyć, że dotyczy ona wyłącznie jednej kwestii. Ustala ona stałą, niezmienną cenę na nowe pozycje we wszystkich podmiotach handlowych, w których zakupić można książkę jako towar detaliczny. Co ciekawe projekt nie reguluje ceny w hurcie, a więc tej, którą księgarz zapłacić musi dostawcy. Prostymi słowami, projekt zakłada, że niezależnie od tego gdzie będziemy zaopatrywać się w książki przez 12 miesięcy od ich premiery zapłacimy za nie dokładnie tyle ile wydawca sobie zażyczy, lecz sam wydawca czy dystrybutor sprzedawać swojej książki po określonej cenie nie będzie musiał. Nie można nazwać tego inaczej jak wprowadzenie regulacji i ingerencja w wolny rynek. Co więcej regulować ten rynek mają sami wydawcy i dystrybutorzy, a więc podmioty, które czerpią korzyści majątkowe ze sprzedaży książek.

Twórcy ustawy powołują się na różne kraje zachodnie, w których podobna ustawa obowiązuje już od wielu lat. Najczęściej jako przykład podaje się Francję, gdzie ustawa wprowadzona została w 1981 roku, a ostatnia podobna regulacja prawna wprowadzona została w Niemczech w 2002 roku. Trochę dawno, prawda? Mamy teraz 2014 rok i chyba nie muszę mówić, że czasy się zmieniły, mamy Internet, e-booki, inny model biznesowy, zupełnie inne realia. Powoływanie się więc na ustawę sprzed 33 lat jako wzorzec jest nieco nie na miejscu. Dodatkowo we Francji w przeciągu kilku ostatnich lat zaproponowano takie poprawki do ustawy jak: zakaz darmowej wysyłki przez sklepy internetowe czy objęcie stałą ceną e-booków. Łatwo więc zauważyć, że taka ustawa pociąga za sobą szereg nowych konsekwencji. Przechodząc do obliczeń, które pojawić się muszą, średnia płaca we Francji wynosi około 9000 PLN netto, dla porównania w Polsce wynosi ona około 2700 PLN netto. Przyjmijmy, że dysproporcje zarobkowe w analizowanych krajach są podobne i miara ta będzie reprezentatywna dla porównania krajów między sobą. Książka we Francji kosztuje około 40 PLN, w Polsce podobnie (cena okładkowa). Oznacza to, że cena taka stanowi 0.4% wypłaty przeciętnego Francuza, ale już około 1.5% pensji przeciętnego Polaka. Różnica jest kolosalna. Aby osiągnąć podobny stosunek ceny książek do zarobków w naszym kraju, egzemplarz powinien kosztować około… 12 zł!

Jeden z kolejnych pomysłów twórców projektu ustawy dotyczy dostępności książek. Na prośbę klienta księgarz miałby obowiązek sprowadzić każdy tytuł, niezależnie od tego jak trudno jest on dostępny. Pomysł ciekawy. Zdaniem twórców projektu ustawy cenowej wprowadzenie stałej ceny na książki ma też poprawić kondycję małych księgarni, które obecnie nie mogą konkurować z dużymi, sieciowymi molochami. Prawda jest jednak taka, że zbyt wiele mały księgarni już nie mamy, wszystkie upadły lub zostały wykupione długo przed sformułowaniem projektu tej ustawy. Dodatkowo nie wiem w jaki sposób stała cena ma wpłynąć na poprawę ich kondycji. Skoro ceny będą wszędzie równe, to czytelnicy wybiorą raczej miejsce gdzie będzie im najwygodniej zakupić książkę, a nie takie, które uznają za warte ratowania. W wywiadach z osobami związanymi z ustawą możemy usłyszeć górnolotne stwierdzenia, jak to księgarze będą wychodzić naprzeciw czytelnikom, polecać dobrą, wartościową literaturę, tworzyć krąg osób zainteresowanych literaturą etc. Czyli cena książki potrafi całkowicie zmienić podejście księgarzy do pracy i tego jak mają prowadzić swój biznes?

Zwolennicy ustawy zarzekają się, że chcą chronić księgarnie, które zabijane są przez „sieciówki”. Ja odnoszę jednak wrażenie, że jest to mydlenie oczu, gdyż najbardziej zabolałaby taka ustawa sprzedawców internetowych, a te demoniczne „sieciówki” nadal miałyby się dobrze, albo nawet lepiej. Skoro mamy coś takiego jak wolny rynek, to nie wiem dlaczego mamy regulować jego działanie. Tym bardziej, że ochrona tego klasycznego modelu biznesowego, a więc małych przedsiębiorstw ma się odbywać wyłącznie kosztem kupujących. Wydawnictwa nie zamierzają bowiem zmniejszyć swoich zarobków. Co więcej, w projekcie ustawy nie ma żadnego zapisu, który miałby regulować ceny w hurcie. Nadal faworyzuje to molochy i sieci handlowe, bowiem one mogą utargować znacznie lepsze warunki zakupu od hurtowników. Nie dociera do mnie również argument, że obecnie ceny należy podnosić aby już w nich uwzględnić rabaty i promocje. Gdyby wydać książkę w cenie 30 zł to nie trzeba robić rabatów aby ją dobrze sprzedać, ale jeśli pozycja kosztuje około 45 zł to owszem, bez rabatu nikt jej nie kupi. A ten rabat czy promocję i tak gdzieś znajdziemy, co oznacza, że realnie da się w Polsce książki sprzedawać po 20kilka albo 30 zł. Czy mam więc rozumieć, że twórcy ustawy sugerują, iż dla większości kupujących nie liczy się to ile płacą za daną książkę, a ilość % o jakie zmniejszona została jej cena? Po co pisać na książce 45 zł, jeżeli i tak sprzedaje się ją za 34 zł?

Jeszcze jeden artykuł przykuł moją uwagę. Przeczytać w nim można, że stałą ceną nie zostaną objęte książki sprzedawane na targach oraz książki w jakiś sposób uszkodzone lub wybrakowane. Brzmi to dla mnie jak furtka dla nadużyć. Jakim problemem jest dodać do wydania ostatnią pustą stronę, a następnie ją wydrzeć? Jakim problemem jest zorganizowanie całorocznych „targów książki”, na których jedyną rzeczą jaką będzie można zrobić to zakupić literaturę? Jakie jest życie wszyscy wiemy i albo idziemy na całość nie dopuszczając do sytuacji, w której możliwe będą jakieś manipulacje, albo odpuszczamy sobie takie możliwe do obejścia ustawy.

Powoli zbliżając się do końca weźmy pod uwagę taką analogię – papierosy. Wszyscy wiemy, że ich cena jest stała w każdym sklepie. Czy podstawą takiego działania było podniesienie ich dostępności, ochrona małych sklepikarzy, czy jednak spadek ich sprzedaży i utrudnienie zakupu papierosów? Może i porównanie jest brutalne, ale działanie jest oparte na dokładnie takim samym mechanizmie, a jednak skutek jest zupełnie odwrotny. Jak widać, wszystko zależy od punktu widzenia.

Na razie jednak książka w Polsce pozostaje kosmicznie droga, a sam projekt daleki jest od wprowadzenia w życie. Nadal mamy również wybór gdzie kupować i nikt nie zabrania nam przepłacać jeśli stać nas na wspieranie małych księgarni. Czytając jednak wypowiedzi zwolenników koncepcji stałej ceny książki najbardziej podoba mi się slogan powtarzany w prawie wszystkich wywiadach, który głosi: „książki nie zdrożeją, a MOGĄ nawet stanieć”. Mogą, ale nikt nam na to gwarancji nie daje (a już szczególnie nie projekt ustawy). Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy miałbym płacić za jedną książkę 40 zł. Na dzień dzisiejszy nie płacę za moje zakupy więcej niż 60-70% ceny okładkowej. Jest to dla mnie w pewnym sensie granica opłacalności, której nie przekraczam ze względu na swoją kondycję finansową. Jeśli więc wprowadzenie takiej ustawy spowoduje zauważalny spadek cen książek, to ja jestem za, podpisuję się rękami i nogami. Tylko żeby spadek ten odczuć musiałby on wynieść minimum 30%, w innym przypadku będzie po prostu drożej. Nie łudzę się nawet, że cena spadnie do tych obliczonych przeze mnie 12 zł, a niech tam! Niech nawet będzie to 20 zł! Nierealne marzenie. Nadal jest to praktycznie połowa obecnej ceny okładkowej książki. Przy czym nie raz udawało mi się książki w takich lub większych promocjach kupić, a nie podejrzewam, że ktoś dopłacał do interesu. Obawiam się więc, że jeśli podobna ustawa wejdzie w życie to literatura zrobi się dla mnie za droga i zmuszony będę czekać 12 miesięcy na promocję i liczyć, że nakład się nie wyczerpie. Wprowadzenie takie ustawy na moje czytelnictwo raczej by nie wpłynęło, ale czy poprawiłoby ogólną tendencję?

wk.

Reklamy

komentarzy 18 to “Książkorozkminy o stałej cenie na książki”

  1. J. Październik 21, 2014 @ 8:47 pm #

    Jakoś mnie takie ingerencje niepokojem napawają…

    • wittkac Październik 21, 2014 @ 9:03 pm #

      Trudno nie być zaniepokojonym. W dyskusji o projekcie ustawy niewiele pojawia się konkretów, a jego twórcy i zwolennicy zwykli używać trybu przypuszczającego.

  2. takitutaki Październik 22, 2014 @ 7:49 am #

    stała cena książki ma ratować chory rynek i sztucznie utrzymywać jakoś małe księgarnie, a to nie ceny książek są problemem, a podatki jakie są nakładane na polskich przedsiębiorców i bez poprawy pod tym względem trudno będzie cosik naprawić, i tak jak piszesz zawsze znajdzie się furtka tak jak uszkodzoną książką której cena będzie niższa..

  3. Bombeletta Październik 22, 2014 @ 11:16 am #

    Dla mnie ceny książek powoli stają się po prostu śmieszne – kto w normalnej, średniej sytuacji finansowej zgodzi się płacić min. 40, 50, czy 60 zł za książkę? Jedną? Chciałoby się skusić na świetną premierę, a tu bum! 60 zł (już po „promocji”), bo komuś się wykalkulowało, że to jest wspaniała i opłacalna cena – śmieszne. I smutne. Z tego powodu już jakiś czas temu przerzuciłam się jednak na Amazona (w przypadku premier), na antykwariaty i książki używane, bo płacić za jednorazowy hit (powiedzmy sobie szczerze – wiele książek nawet za cenę 49.90 czytamy raz, a potem leżą na wirtualnych lub realnych półkach), to lekka przesada. Szkoda mi tylko naszych autorów.

    Co uwielbiam np. w Amazonie to to, że wszystkie premiery zakupione na pre-order mają obniżone ceny co najmniej o połowę. U nas takie obniżki to takie „halo”, że jak już się przydarzą, to księgarnie puszą się i chwalą jakby cud świata nastąpił. A jak tylko przyszła plota, że Amazon wkrótce wejdzie do Polski, to wszyscy umarli ze strachu i zaczęli wykrzykiwać swój sprzeciw, że zmonopolizuje rynek. Jeśli jego monopol polegać ma na tym, że książki będą za połowę ceny, to piszę się na to i nie współczuję nikomu, niestety.

    No i chyba nie muszę dopisywać, że „ustawę cenową” uważam za kretyńskie podcinanie skrzydeł tak małym księgarniom, tak czytelnikom, tak autorom, jak i w ogóle polskiemu rynkowi książki.

    P.S. Świetny artykuł i bardzo fajny nowy cykl 🙂 Czekam na więcej!

    • zajeckicajec Październik 22, 2014 @ 11:57 am #

      Czekam na tego Amazona, niech zmiecie tych pazernych ludzi z tego kraju. Nie wspomniano w tekście, że w skład PIKu wchodzą właściciele największych sieciówek, wydawnictw oraz tych samych przedsiębiorstw silnie ze sobą powiązanych. Wiele polskich wydawnictw nie wchodzi w skład i silnie nie zgadzają się z polityką prowadzoną przez PIK. Sprawa byłaby w miarę zrozumiała jeśli ceny hurtowe książek również byłyby stałe, co mogłoby skutkowałać FAKTYCZNĄ niską ceną książki dla nas, czytelników. Ale kto dostanie lepszą ofertę – sieciówka zamawiająca tysiące egzemplarzy, czy mała księgarnia obok domu, która egzemplarzy zamówi pięć? I to niby ma ratować małe księgarnie i książkowy rynek? Phi.

  4. Amatorka K. Październik 22, 2014 @ 11:38 am #

    Strasznie mnie drażni pewna rzecz, która pojawia się przy okazji też tej ustawy, czyli łączenie czytelnictwa ze sprzedażą książek, czy wręcz utożsamianie ich – na co zresztą zwracasz uwagę. Nie zawsze ci, co czytają kupują dużo, nie wszystkie kupione stosy nowości zostaną przeczytane. Czy stała cena zwiększy czytelnictwo? Jasne i jednocześnie rozwiąże sprawę głodu na świecie (inną kwestią jest to, że nie uważam iż każdy człowiek musi czytać książki…). Czy czytelnictwo to tylko kupowanie nowych książek? Ja tam jestem cierpliwa, mam tyle zaległych tytułów do czytania, że mogę nawet pięć lat odczekać, aż cena danej „nowości” zmaleje, a jak się nakład niestety wyczerpie to i tak jakoś to przeżyję 😉 Wątpię też, żebym kupowała więcej przy stałych, wysokich cenach książek i – to mnie bardzo niepokoi – przy utrudnieniach kupowania przez internet, a brak np. darmowej wysyłki sprawi, że mniej będę kupowała nie tylko w księgarniach internetowych, ale w ogóle (bo raczej nie polecę w podskokach do małej, stacjonarnej księgarni). Mam mieszane uczucia co do utrzymywania, chyba trochę na siłę, małych księgarni (zakupy spożywcze też wolę robić w dużych sklepach, bo wygodniej), może dlatego, że nie mam potrzeby przeżywania tej otoczki wokół zakupu, czyli jakichś dysput ze sprzedawcą o literaturze, mówiąc brutalnie: dla mnie księgarnia to tylko sklep, a ostatnio nawet bardziej korzystam z księgarni internetowej – bo taniej. A „sieciówek” nie lubię, bo często nie mają interesujących mnie książek na sklepie, a jak słyszę „sprowadzimy/zamówimy to dla pani” to mam ochotę parsknąć im w twarz – zamówić mogę sobie sama, przez internet 🙂

    • wittkac Październik 25, 2014 @ 11:46 am #

      Widzę, że mamy bardzo podobne spojrzenie na ten temat. Przy czym aktualne ceny książek są bardzo wysokie przez co wydawnictwa zarabiają niesamowite pieniądze. Jak dla mnie projekt ten jest tak napisany aby wydawcom żyło się jeszcze lepiej kosztem czytelników.
      Widzę też, że to własnie te książki z „sieciówek” najczęściej sprzedają się najlepiej, a wolny rynek może zabić tę bardziej ambitną literaturę.

      • Amatorka K. Październik 25, 2014 @ 3:41 pm #

        Ciekawi mnie coraz bardziej kto ile zarabia na książkach (czy faktycznie wydawnictwa), bo wszyscy zaangażowani w ich produkcję biadolą, że nie oni; jakieś wykresy, które widziałam na ten temat, są trochę nieprzekonywujące, bo np. podejrzanie niskie wyliczone były ceny magazynowania, a mówi się, że to też wpływa na wysokie ceny i to bardzo.
        Przy okazji tego tematu doszłam do, mnie samą zaskakującego, wniosku, że cena książek chyba aż tak nie wpłynie na ilość książek, które kupuję – wysokie ceny nauczyły mnie staranniej wybierać tytuły do kupna (to, co naprawdę chce mieć, a nie tylko przeczytać raz). Poza tym więcej nie będę kupowała, bo raczej nie zwiększę tempa czytania, a nie chcę kumulować zaległości. To nie jest taka oczywista zależność: czytam – muszę dużo kupować.
        To jakieś błędne koło, faktycznie to, co stoi frontem na półkach w „sieciówkach” dobrze się sprzedaje, a mnie zastanawia właściwie dlaczego? Nie chce się ludziom szukać w ilości tytułów, uważają, że promuje się rzeczy warte czytania i wartościowe, chcą być modni i na czasie? Niesamowicie mnie to wręcz fascynuje, dlaczego ludzie kupują książki pierwsze z brzegu. Chyba stanę przy regale w „sieciówce” i będę sondować ludzi – pytanie tylko, czy oni sami mają świadomość tego, co nimi kieruje? 😉

      • wittkac Październik 25, 2014 @ 3:56 pm #

        Moim zdaniem związane jest to z dwoma czynnikami. Po pierwsze, i nie dotyczy to tylko literatury, ale też innych form rozrywki i sztuki, wielu ludzi nie interesuje się na tyle konkretnym zagadnieniem, żeby wyrobić sobie konkretny gust. Stąd takie duże zainteresowanie blockbusterami czy bestsellerami. Po drugie swoje robi też promocja. Nie ma co ukrywać, ale jeśli coś jest dobrze promowane, to dobrze się sprzedaje, a to znowu powoduje, że sprzedaje się nawet lepiej. Zasadę można tę opisać mniej więcej tak: „skoro jest takie popularne to na pewno jest dobre”. Przy czym na pewno jest wiele innych czynników, zarówno tych indywidualnych jak i bardziej ogólnych.

  5. Małgosia Maćkowiak Październik 22, 2014 @ 1:28 pm #

    U nas wszystko jest jakoś nie od tej strony robione. Książki w Polsce są drogie, pensje są niskie. Tego się nie da przeskoczyć. Po prostu spadnie sprzedaż nowości. Zaraz okaże się, że w Polsce nie będzie się opłacało wydawać, bo „czytelnictwo znowu spada i ludzie książek nie kupują”.

    • wittkac Październik 25, 2014 @ 11:49 am #

      Mogłoby się tak stać i zupełnie by mnie to nie zdziwiło. Niestety już przy obecnych cenach często trzeba polować na pozycje „z promocji” bo ceny nowości bywają przerażające.

  6. magda Październik 25, 2014 @ 9:01 am #

    Dla mnie książki w obecnych czasach powinny być, na każdą kieszeń, ponieważ to by skłoniło ludzi do tego, żeby czytali. Podniosła by się sprzedaż i z pewnością nie dawało by tak odczuć naszym kieszeniom tego, że musieliśmy naprawdę sporo wydać, na daną pozycję. Również czekam, na tego Amazona to może być zwrot w dobrym kierunku.

    • wittkac Październik 25, 2014 @ 11:52 am #

      Zobaczymy co nam pokaże Amazon. Zapewne wielu księgarzy nie może spać po nocach myśląc o tym co przygotuje ten „gigant” wchodząc na polski rynek.

      • wydawca Marzec 7, 2015 @ 1:29 pm #

        Amazon wg moich informacji bierze ksiazki z 35% upustem wg ceny detalicznej. I placi po 45-60 dniach.
        Dla porównania empik oczekuje upustu 55-60 proc i placi po 150 -180 dniach.
        Dla wydawców to będzie raj. Mysle, ze duża część po prostu ostatecznie zrezygnuje z empiku/azymutu itp.

  7. barwinka Październik 31, 2014 @ 11:27 am #

    Nie zgadzam się zupełnie z tym pomysłem. Co wspólnego ma rozwój czytelnictwa z zamrożeniem ceny książki. Kupuję większość książek promocyjnie, bo nie stać mnie żeby płacić za jeden tytuł 30-45 zł. Według mnie skutek tej ustawy będzie wręcz przeciwny, ludzie przestaną zupełnie kupować książki. W bibliotekach przestaną pokazywać się nowości, bo staną się za drogie. Nie rozumiem koncepcji tej ustawy.

  8. wydawca Marzec 7, 2015 @ 1:27 pm #

    „Gdyby wydać książkę w cenie 30 zł to nie trzeba robić rabatów aby ją dobrze sprzedać, ale jeśli pozycja kosztuje około 45 zł to owszem, bez rabatu nikt jej nie kupi. A ten rabat czy promocję i tak gdzieś znajdziemy, co oznacza, że realnie da się w Polsce książki sprzedawać po 20kilka albo 30 zł. Czy mam więc rozumieć, że twórcy ustawy sugerują, iż dla większości kupujących nie liczy się to ile płacą za daną książkę, a ilość % o jakie zmniejszona została jej cena? Po co pisać na książce 45 zł, jeżeli i tak sprzedaje się ją za 34 zł?”

    to jest błąd w myśleniu.
    Wszystko jest postawione na głowie, bo wielkie sieci dyktują stawki. Oczekują 50 (emoik czasem 60) % rabatu od ceny okladkowej. Więc wydawca zawyża cenę detaliczną, żeby osiągnąć cenę rynkową.
    np. chce z książki uzyskac 20 zł. Więc ustalam jej cenę na 40, bo azymut/platon wezmie ode mnie o 20. Zaraz potem oni to sprzedają innym po 25. Tamci zadowalają się niską marzą i dają cenę 29-32 pln. I juz w dniu debiutu ksiązka nie kosztuje 40 tylko 30.
    A empik/merlin i wielcy sprzedają dla detalu i tak po 40.

    Ja bym wolał (jako wydawca) powiedzieć – dam wam ksiązke po 20 złotych, a Wy sobie dokladajcie do tej ceny ile chcecie. 1 zł, 10 zł, 100 zł.
    Moja cena dla was to po prostu 20 zl.

    Cała ta ustawa jest gigantycznym oszustwem wielkich.

    Zeby bylo smieszniej ostatnio znalazlem dytrybutora, ktory bierze książki z upustem 35% (czyli takim jak na swiecie) i placi mi po 30 dniach, a nie po 120 jak Azymut, czy 180 jak empik.

    A dodatkowo w tym roku, jako małe niszowe wydawnictwo szykujemy się do eksperymentu z tanią książką, ale wylacznie przez uczciwych dystrybutorów, Tych, którzy płacą szybko i rzetelnie.

    • wittkac Marzec 7, 2015 @ 7:23 pm #

      Potwierdzają się nasze nieoficjalne doniesienia, że wydawcy również mają obawy dotyczące tegoż projektu ustawy. Bardzie cieszy mnie taki odzew, oznacza to, że nie tylko czytelnicy są zaniepokojeni.
      Ok, rozumiem mechanizm sprzedaży. Ten przytyk w artykule miał być właśnie do „molochów”, mogących wynegocjować lepsze warunki, lecz sztucznie podnoszących ceny. A jeszcze niedawno w sieciówkach (wiadomo których), promocji nie było widać w ogóle…
      Dodatkowo wiem też jak silny jest wpływ przecen na psychikę, zacytuję Roberta Górskiego „w promocji kupisz za pół ceny to, czego normalnie nie wziąłbyś nawet za darmo”. Liczę jednak, że osoby czytające nie są aż tak naiwne i wszystkie te promocje nie robią na nich wrażenia, a wręcz ich obrażają. Ja właśnie tak to odbieram.
      Bardzo jestem ciekaw efektów tychże tajemniczych eksperymentów, trzymam kciuki i życzę sukcesów. Może to właśnie będzie ciekawy pomysł na promowanie czytelnictwa?

  9. emkju Czerwiec 21, 2015 @ 10:08 pm #

    Cała ta ustawa to jedna wielka porażka. Co ma wspólnego czytelnictwo w Polsce (które nawiasem mówiąc jest i tak znikome) ze stałą ceną książki? Problemem nie są ceny książek, przecież nie każdy kto czyta kupuje książki/dużo książek. Są przecież biblioteki, a nawet specjalne akcje, gdzie można się wymieniać książkami, które już przeczytaliśmy (w większych miastach na pewno).
    Problem z czytelnictwem jest taki, że czytanie nie jest „modne”. Media przez większość czasu zajmują się polityką i „celebrytami” i innymi jakże ważnymi sprawami, a promowanie kultury ogranicza się do zdawkowych reklam lub jednej minuty w tygodniu z okazji premiery jakiegoś filmu (większość mediów*).
    A to przecież właśnie telewizja i internet podświadomie wpływają na większość społeczeństwa. Gdyby tak poświęcili choć kilka minut dziennie, choćby jeden codzienny temat w wieczornych wiadomościach, na promowanie kultury, w tym na polecanie konkretnych tytułów, to pewnie sporo osób sięgnęłoby po dany tytuł.
    Rozmawiając ze znajomymi dowiedziałem się czemu nie czytają: po prostu tego nie lubią lub nie wiedzą co mają czytać, co ich zainteresuje. I chyba to jest główny problem, nie wiem co czytać, więc nie czytać. Książki nie są szerzej promowane. Ktoś może i chce czytać, ale nie wie co. Nie wie co jest dobre, co jest popularne, czy go dana pozycja zainteresuje, ale chyba też „boją” się zapytać, poprosić o pomoc w wyborze książki, stwierdzając „a co ja się będę prosił o pomoc”. A przecież w księgarniach i głównie w bibliotekach pracują ludzie, którzy naprawdę się na tym znają. Niejednokrotnie dzięki paniom z biblioteki dowiedziałem się o istnieniu wspaniałych tytułów i autorów, którzy do dziś są w mojej czołówce.
    Wracając do tematu stałej ceny książki, kupuję sporo książek i komiksów. Robię zakupy głównie w księgarni internetowej, bo jest o wiele taniej i jeszcze mam darmowy odbiór osobisty. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – książki są drogie, patrząc na stosunek cena-pensja. 40 złotych okładkowe, już nie mówiąc o przykładowo 90 zł na komiksach, to sporo dla przeciętnego Polaka. Jeśli ktoś zarabia te 2700 zł, a jestem pewien, że wielu zarabia jeszcze mniej, nawet pensję minimalną, to i tak woli kupić sobie ubrania, jedzenie i ewentualnie coś dla siebie, dla własnej rozrywki, czyli pewnie grę komputerową lub bilet na koncert, niż książkę. Niestety tak jest.
    Jeśli ktoś chce kupić daną książkę to kupi, jeśli nie czyta w ogóle to raczej nie pobiegnie do sklepu po książkę. Więc zwiększyć czytelnictwa ta ustawa nie ma szans.
    Ratowanie małych księgarni tą ustawą przyniesie odwrotny skutek. Skoro teraz nie chodzę do małych księgarni, bo mają wyższe ceny, zazwyczaj gorszą lokalizację, znikomą/brak reklamy i mniejszy wybór (dodatkowo czasem zdarzają się zbyt serdeczni, wręcz nachalni właściciele), tylko do sieciówek, to czy ustawa ta zmieni moje podejście? Nie, nadal sieciówki będą miały większy wybór i lepsze położenie. Niestety.
    Żeby było jasne – popieram małe księgarnie, ale w dzisiejszych czasach ich sytuacja jest naprawdę trudna. Nie mają aż tylu atutów.
    Poza tym, jeśli teraz cena okładkowa książki to załóżmy 40 zł, przy czym w promocji -40% w księgarni internetowej kosztuje 20 kilka złotych, to, jeśli dobrze zrozumiałem, według tej ustawy przez rok od premiery musiałbym płacić około 40 zł, o ile nie więcej, bo na mniej to raczej nie ma szans (choć to pewnie zależy od wydawnictwa).
    Przez rok od premiery. Chyba jakiś żart.
    Czyli zamiast 5 książek za około 120 zł mógłbym kupić… 3.
    Z komiksami jest jeszcze gorzej, bo tam cena okładkowa jest na poziomie 90 zł, czyli gdy teraz z rabatem wychodzi 54 zł, za nieco ponad cenę okładkową mam 2. A tak przez cały rok byłoby 90.
    Dziwna sytuacja, wyobraźmy sobie nowy telefon, który kosztuje 3000 zł i przez te 12 miesięcy nie będziemy mogli kupić go taniej. A za rok wyjdzie kolejny, lepszy, więc nadal będziemy chcieli kupić ten stary? Bo tańszy, ale przecież jest lepszy?
    Może trochę nietrafione porównanie, bo książki to zupełnie inna sprawa, ale gdybyśmy musieli czekać na obniżki wszystkiego rok, po czym mieć do wyboru coś droższego, ale lepszego (lub nowszego) albo coś tańszego, lecz gorszego, starego… To pewnie i tak bralibyśmy te tańsze. Ale mała sprzedaż premier przez ten rok może też doprowadzić do nieprzyjemnego załamania w niektórych dziedzinach (wzrost widzimy ostatnio na rynku komiksowym, dzięki tej ustawie byłoby niedobrze), a wysokie ceny skutecznie odstraszają, no chyba, że bardzo chcemy dany tytuł.
    Podsumowując, ustawa ta nie poprawi czytelnictwa, nie uratuje małych księgarni, ani nie zwiększy sprzedaży książek. Na pewno dostanie się czytelnikom, tym, którzy kupują dużo i tych, którzy czekają na nowości w bibliotekach; małym księgarniom, które nadal nie będą konkurencją dla sieciówek, księgarniom internetowym, bo oprócz ceny książki będziemy musieli dopłacać za dostawę; ogólnie całemu rynkowi książki, w tym również e-bookom, bo zarabiać więcej raczej nie będziemy, a w rezultacie za podobną kwotę będziemy kupować mniej tytułów… Generalnie wygląda na to, że dostanie się wszystkim, ale zyskają… Sieciówki i może trochę wydawcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: