Anglicy na pokładzie – recenzja

26 Wrz

Anglicy na pokładzieTytuł: Anglicy na pokładzie
Autor: Matthew Kneale
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Data wydania polskiego: 30 września 2014
Stron: 528
Tytuł oryginału: English Passengers
Tłumaczenie: Rudolf K. F., Alenowicz M. [red.], przekład zbiorowy

Nietypowa sytuacja zdarzyła się w moim życiu. Nowością jest dla mnie okoliczność w jakiej mogłem zabrać się za „Anglików na pokładzie”. Po pierwsze, pierwszy raz mam okazję trzymać w rączkach książkę przed jej premierą. Po drugie, podchodziłem do lektury bardzo krytycznie, od pierwszej strony myśląc o tym, jak zrecenzować tę powieść. Wszystko to za sprawą wydawnictwa „Wiatr od Morza”, które szykuje dla nas niespodziankę wydawniczą. Czuję presję, nigdy jeszcze nie zostałem postawiony w tak silnie opiniotwórczej pozycji. Nowa powieść zatytułowana „Anglicy na pokładzie” swoją premierę mieć będzie 30 września. Cóż, może „Anglicy…” nie są do końca niespodziewani, ale na pewno są zagadkowi. Aurę tajemniczości powoduje fakt, iż nie dość, że zupełnie nie znałem samej powieści, to nigdy nawet nie słyszałem o jej autorze. Tytuł i opis fabuły sugeruje, że do czynienia będziemy mieć z powieścią przygodową, do tego nieco zabawną. Poza tym zupełnie nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Cała ta sytuacja miała zasadniczą zaletę. Nie miałem żadnych oczekiwań. Miałem jednak nadzieję na kolejne pozytywne zaskoczenie zaserwowane mi przez „Wiatr od Morza”. Co tak naprawdę znajduje się na kartach powieści trudno było przewiedzieć, wiadome było jedno, dostałem ponad 500 stron zadrukowanych drobnym maczkiem. Nic tylko brać się do lektury i recenzować. Czy „Anglikom…” udało się zachwycić, wymagającego, marudzącego Kacpra? Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją.

Trudno nie zacząć streszczenia fabuły od podkreślenia nietypowej formy zastosowanej przez autora „Anglików na pokładzie”. Narratorów w powieści poznamy aż dwudziestu jeden, a rozrzut czasowy ich relacji wynosi niemal 50 lat. Nie jest to może najnowszy i najświeższy pomysł, jednakże nie znam innej powieści, w której zabieg ten miałby tak wielką skalę. Dodatkowo w polskim przekładzie znajdziemy istną perełkę. Liczba tłumaczy powieści równa jest liczbie narratorów. Mówiąc prościej teksy każdego z narratorów przełożone zostały przez innego tłumacza! W takiej formie poznamy historię dziewiętnastowiecznych poszukiwaczy biblijnego Edenu, którzy na wyprawę wyruszają statkiem w założeniu nie przystosowanym do takiego zadania. W pewnym sensie wątek ten stanowi główną oś fabularną i spoiwo całej powieści. Wszystko jednak odbywa się na tle wydarzeń związanych z kolonizacją Tasmanii, zwaną dawniej Ziemią van Diemena. Przekrój postaci w powieści jest bardzo duży. Na niedobór wątków również narzekać nie możemy. Co jednakże warto zaznaczyć na wstępnie, „Anglicy na pokładzie” nie są klasyczną powieścią przygodową, choć cechy tego gatunku można w nich znaleźć.

Tym razem chciałbym rozpocząć dość nietypowo, gdyż od kilku słów dotyczących formy powieści, a jest o czym pisać. Kneale zastosował narrację wieloosobową, którą dodatkowo mocno zróżnicował. Oprócz przypominającego relację, subiektywnego opowiadania historii, znajdziemy tutaj listy, pamiętnik, wycinek z gazety a nawet tekst „dzieł” napisanych przez postaci zamieszkujące świat powieści. Jest to dość odważne posunięcie, ponieważ pomysł ten nie zawsze dobrze sprawdza się w praktyce. W tym przypadku jednak zastosowanie takiego zabiegu jest nie tylko w pełni uzasadnione, ale też przemyślane i dopracowane. Niezmiernie podobało mi się, że narratorzy są tak bardzo zróżnicowani, ale też całkowicie wiarygodni. Każdy z nich mówi własnym językiem właściwym dla swojego pochodzenia czy pełnionych funkcji. Każdy z nich przedstawia też subiektywne stanowisko i ocenę zdarzeń opisanych na kartach powieści. Efekt ten na pewno spotęgowany został przez bardzo pomysłowe podejście polskich tłumaczy. I tym sposobem forma „Anglików…” broni się bezapelacyjnie.

Przed rozpoczęciem lektury byłem nieco przerażony mnogością narratorów i rozległym czas akcji, jednakże zapewniam, nie ma się czego bać. Po pierwsze historia opowiedziana jest w taki sposób, aby spokojnie zapoznać się ze wszystkimi niezbędnymi faktami i wydarzeniami. Jeśli chodzi o narratorów, to zagubienie i konsternacja nam nie zagraża. Część narratorów pojawia się rzadko, lub tylko epizodycznie, a najważniejszych poznajemy szybko i nie potrwa długo ich zapamiętanie. Do tego w „Anglikach na pokładzie” można wyróżnić dwie główne osie fabularne, które jak nie trudno się domyślić, muszą się w końcu skrzyżować. Takie rozwiązanie znacząco ułatwia odbiór treści i pozwala szybko przyzwyczaić się do specyficznej narracji powieści.

O czym opowiadają „Anglicy na pokładzie”? Nie można dać się zwieść nieco śmiesznemu tytułowi. Jak się bowiem okazuje wcale nie jest to powieść lekka i przyjemna. Kneale porusza poważne tematy. Samo miejsce i czas akcji powinny dawać do myślenia. Autor rozprawia się tutaj jednak nie tylko z imperialistycznymi zapędami Wielkiej Brytanii i kolonializmem. Dostaje się także fanatykom – religijnym, pseudonaukowym i ideowym. Najsilniejszy akcent pada jednak na hipokryzję, którą można przypisać wielu bohaterom powieści. Bardzo wymowny jest już pierwszy akapit (można przeczytać w darmowym fragmencie na stronie wydawnictwa), a zakończenie tworzy zgrabną klamrę. Dało się wyczuć w „Anglikach…” inspirację Conradem i jego „Jądrem ciemności”. Kneale jednakże nie kopiuje, a dopasowuje pewne motywy do własnej wizji świata. Dodatkowo próbuje, i to całkiem udolnie, zawrzeć w powieści wartości uniwersalne.

Gdybym miał wskazać największą zaletę powieści to nie zastanawiałbym się długo i wskazał wspaniale wykreowane postaci. Kneale wykazał się bardzo ciekawym podejściem. Poznajemy tylko wybrane cechy bohaterów, ale są one na tyle charakterystyczne, że nie odczujemy żadnych braków. Dodatkowo postaci są na tyle unikalne, że nie trudno będzie nam zorientować się, kto jest aktualnie narratorem i jaką prezentuje postawę. Moim zdaniem takie silnie zarysowane kreacje wręcz idealnie pasują do narracji wieloosobowej i znacząco ułatwiają jej odbiór. W błyskotliwy sposób piętnuje Kneale destrukcyjne, demoniczne wręcz cechy niektórych osobników, których czasem trudno nazwać ludźmi. Choć nie mamy tutaj klasycznej walki dobra ze złem, a raczej pewnego starcie światopoglądów, to nie trudno zrozumieć stanowisko autora.

Po przeczytaniu powieści zachęcony zostałem do uzupełnienia mojego stanu wiedzy dotyczącego zdarzeń opisanych na kartach powieści. Przyznaję, historię Australii i Oceanii znałem dość pobieżnie. Zaskoczyło mnie jak wierny prawdziwym zdarzeniom był autor utworu. Dodatkowo wprowadził on do powieści wiele fabularyzowanych wątków, które odzwierciedlały prawdziwe zdarzenia. Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie znalezione w Internecie zdjęcie tasmańskich Aborygenów. Można uznać więc, że recenzowane dzieło przekazuje wiele prawdy. I choć nie jest to reportaż, ani klasyczna książka historyczna, na pewno dostarcza sporą dozę informacji o trudnych czasach dziewiętnastowiecznej Tasmanii. I jest to kolejna ogromna zaleta jaką można przypisać „Anglikom na pokładzie”.

Czy „Anglicy na pokładzie” to lekka, śmieszna i pretensjonalna powieść jak jej tytuł? Nic bardziej mylnego, jest to powieść poważna i dość trudna. Na pewno nie jest to czytadło, mające na celu pomóc w walce z nudą. Opowiada ona ciekawą historię, która usytuowana została w tle rzeczywistych wydarzeń z dziewiętnastowiecznej, kolonialnej Tasmanii. Przede wszystkim jednak Kneale każe nam zastanowić się nad wieloma aspektami ludzkiej natury. Autor dowodzi w powieści, że to nie powierzchowne cechy określają to jakimi jesteśmy ludźmi. Demaskuje też obłudę wielu zachowań, które nie są charakterystyczne jedynie dla XIX wieku. Oprócz treści uniwersalnej dzieło to zawiera w sobie szalenie interesującą warstwę historyczną. Powieść przybliża wiele faktów z historii dziewiętnastowiecznej Australii i Oceanii. Wielką zaletą utworu jest dbałość autora o szczegóły historyczne i umiejętność wykorzystania ich w fabule. Wszystko to dostarczone zostało nam w bardzo pomysłowej formie. Narracja wieloosobowa w tej powieści jest wyjątkowo trafnie zastosowana, a przedsięwzięcie polskich tłumaczy idealnie wpasowuje się w założenie autora. W „Anglikach…” forma bezpośrednio koresponduje z treścią i potęguje siłę przekazu. Kilka zdań poświęcę jeszcze samej okładce. Jest perfekcyjna, bardzo klimatyczna, a do tego symboliczna. Warto na nią zerknąć po każdym przeczytanym rozdziale. Wydawnictwu „Wiatr od Morza” należą się brawa za wydanie tej powieści w Polsce. Gorąco polecam wszystkim lubiącym literaturę angażującą umysłowo, gdyż zdecydowanie jest to literatura wysokich lotów. I jeszcze na koniec, „Anglicy na pokładzie” stają się pierwszą powieścią uhonorowaną nagrodą „najwyższa półka książkoholika” (więcej o samej nagrodzie). Szczerze polecam!

Moja ocena:
8/10

wk.

najwyższa półka książkoholika

Advertisements

komentarzy 9 to “Anglicy na pokładzie – recenzja”

  1. tanayah Wrzesień 26, 2014 @ 10:30 am #

    Uff, świetna, wyczerpująca zagadnienie recenzja 🙂 Dzisiaj i ja zabieram się za tę powieść, ciekawa jestem jak mi się spodoba.

  2. barwinka Wrzesień 26, 2014 @ 12:29 pm #

    Świetna recenzja doskonałej książki 🙂 Już nie mogę doczekać się premiery tej książki. Ciekawa jestem ten narracji i jak przekładu 🙂

  3. Monika W. Wrzesień 26, 2014 @ 10:06 pm #

    Świetna recenzja! Nie moje klimaty, ale kto wie… może się skuszę 🙂 Brzmi na prawdę ciekawie.

  4. giera Luty 12, 2015 @ 9:03 am #

    dziś kupiłem, długo się nosiłem z decyzją, mam nadzieję, że się mi spodoba.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Rok książkoholika – 2014 | książkoholizm - Grudzień 29, 2014

    […] Kacper: Anglicy na pokładzie – Matthew Kneale. Nie miałem żadnych oczekiwań, nie wiedziałem o czym będzie, zabrałem się za nią dość przypadkowo. Początkowo nie poczułem powagi tej powieści, ale kiedy już się rozkręciła na dobre… nie mogłem się oderwać. Recenzję możecie przeczytać tutaj. […]

  2. Rok książkoholika – 2014 | książkoholizm - Grudzień 30, 2014

    […] już się rozkręciła na dobre… nie mogłem się oderwać. Recenzję możecie przeczytać tutaj. Warto wspomnieć, że książka otrzymała od nas pewne odznaczenie (pierwsze w historii bloga!). […]

  3. The Name Book Tag | książkoholizm - Wrzesień 24, 2015

    […] Bardzo pozytywnie oceniona przeze mnie powieść, dobitnie udowadniająca, że pozory często mylą. Poważna i poruszająca opowieść rozpisana na 21 głosów, przybliżająca mniej znaną historię kolonizacji Australii. Na długo zapadająca w pamięć, nieco przytłaczająca, lecz zadająca bardzo celne pytania. Recenzja do przeczytania tutaj. […]

  4. Drobne występki w czasach obfitości – recenzja | książkoholizm - Listopad 26, 2015

    […] zaskarbił sobie moją przychylność ponad rok temu, kiedy to miałem okazję zapoznać się z Anglikami na pokładzie. Wówczas nie miałem żadnych oczekiwań i, całkowicie zaskoczony formą i treścią powieści, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: