Inne pieśni – recenzja

27 Sier

TyInne Pieśnituł: Inne pieśni
Autor: Jacek Dukaj
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: 2003
Stron: 530

Niezbyt często czytuję fantastykę. Czasami jednak sięgam po taką literaturę i w tym przypadku, zachęcony silną pozycją Jacka Dukaja na polskiej scenie literackiej, zabrałem się za Inne pieśni. Twórczością tegoż autora zachwyca się całkiem spore grono czytelników i to nie tylko fantastyki. Nie ulega wątpliwości, że jego najbardziej znaną powieścią jest Lód. Zapewne trudno wyznaczyć najlepszą powieść wymienianego autora, jednakże za taką czasem uznawane są właśnie Inne pieśni. Hipotezę tę potwierdza jej wysoka ocena w serwisie Lubimy Czytać. Dodatkowo jest to powieść często polecana przez recenzentów na pierwsze spotkanie z autorem, jako najbardziej przystępna i nie aż tak obszerna. Do przeczytania Innych pieśni skłoniła mnie nie tylko popularność autora, dobre recenzje czy wysoka ocena powieści ale również szalenie interesująca konstrukcja świata przedstawionego, alternatywnego, absolutnie odmiennego od znanego nam, który rządzi się prawami zbliżonymi do przedstawionych przez Arystotelesa. Podkreślam, nie jestem fanem fantastki więc oceniam powieść z punktu widzenia czytelnika literatury pięknej, który po fantastykę sięga okazjonalnie. Czy powieść sprostała moim oczekiwaniom? Zapraszam do zapoznania się z moją, dość obszerną opinią.

Do zrozumienia fabuły powieści niezbędne jest poznanie praw rządzących światem przedstawionym. Jest on bliższy domysłom Arystotelesa, niezgodny z prawami fizyki rządzącymi Wszechświatem. Mamy tutaj rzeczywistość zbudowaną z pięciu żywiołów, rzeczywistość którą rządzi Forma nadana Materii, rzeczywistość wpływów wynikających z siły tejże Formy. W takim świecie poznajemy Hieronima Berbelka, niegdyś wielkiego dowódcę, który swoją Formę utracił po porażce militarnej. Pan Berbelek jest człowiekiem o stosunkowo niewielkim wpływie, zajmuje się handlem i żyje właściwie tylko po to by się bogacić. Wszystko jednak zmienia się za sprawą spotkania ze swoimi dziećmi i pod wpływem pewnej kobiety. Nasz bohater rozpoczyna podróż (dosłownie i w przenośni) ku odzyskaniu utraconej Formy. Wydaje się więc, że będziemy czytać klasyczną powieść przygodową. W rzeczywistości nie jest to takie proste, znajdziemy tutaj również elementy intrygi politycznej, czy powieści psychologicznej. Moim zdaniem to jednak forma powieści ma zachęcać do lektury, a nie zarys fabuły, w którym niełatwo streścić intrygę powieści.

Przede wszystkim powieść ta jest trudna, momentami wręcz przytłaczająca. Skomplikowane terminy wprost wyjęte z greki lub na grekę stylizowane nie są łatwe do zrozumienia. Sam świat również nie jest prosty i intuicyjny. Przedstawiona koncepcja Formy i kreujących ją żywiołów pozwoliła na stworzenie oryginalnych tworów, które czasem nawet trudno nazwać i zdefiniować. Trudno nie odnieść wrażenia, że pomysłów zawartych w tej powieści wystarczyłoby na kilka, jeśli nie kilkanaście dzieł. Właściwie każdy element jest tutaj nietypowy. Machiny, specjalizacje, polityka, trudno znaleźć coś choćby podobnego do znanego nam świata. Nawet kawa i papierosy zmienione zostały w qahwę i tytońce. Choć z pozoru są to ich odpowiedniki nie są używkami, które znamy. Nie jestem pewien czy używanie trudnych terminów jest do końca zasadne. Odbiór powieści utrudnia fakt, że autor nie spieszy z wyjaśnieniami, przez co potrzeba nawet kilku rozdziałów by zrozumieć komponenty świata Innych pieśni. Jedno jednak należy powiedzieć wprost, uniwersum to jest szalenie oryginalne i interesujące. Aby się weń zagłębić należy porzucić wszelkie analogie do znanej nam rzeczywistości i dać szansę swojej wyobraźni. Można uznać taką formę zarówno jako zaletę jak i wadę powieści, wszystko zależy od upodobań czytelnika. Dla fanów fantastyki jest to zapewne prawdziwa gratka, ale dla innych czytelników może to być droga przez mękę. Nie umniejsza to jednak faktu, że pomysł na konstrukcję świata jest wyjątkowy i niespotykany. Nie dla każdego będzie to stanowić wystarczającą zachętę do sięgnięcia po powieść.

Nawet najwspanialsza forma nie istnieje bez treści i dla mnie to właśnie treść jest w powieściach najważniejsza. W Innych pieśniach treść tę znajdziemy, nie ulega to wątpliwości. Znajdziemy tutaj koncepcję wpływów postaci, zapewne inspirowaną filozofią Nietzchego, rozważania psychologiczne na temat przemiany Hieronima Berbelka i jeszcze więcej treści w wątkach pobocznych. Czy jednak jest to tak głęboka i filozoficzna powieść jak można przeczytać w niektórych recenzjach? Moim zdaniem nie. Owszem, znajdziemy tu ciekawe koncepcje, jednak nie mają one siły przebicia. Wiele pomysłów zostało zaakcentowanych, a następnie porzuconych bez jednoznacznego zakończenia. Wydaje mi się, że Dukaj miał głowę pełną koncepcji, które chciał w powieści wykorzystać. Nie wszystkie jednak potrafił doprowadzić do końca i gdzieś po drodze się pogubił. Bardzo specyficzne jest również zakończenie powieści, otwarte, pozostawiające pole do własnych interpretacji. Jednakże odniosłem wrażenie, że jest one zbyt mało konkretne i możliwości interpretacyjne są zbyt szerokie. Treść powieści nie jest tak oryginalna jak forma i na pewno pozostaje w jej cieniu. Nie można jednak nazwać tego przerostem formy nad treścią, a raczej pewnym niedosytem.

W moim odczuciu największym minusem powieści są bohaterowie, a właściwie ich brak. Mamy tutaj zaledwie postaci, które nie budzą zbyt silnych emocji. Postaci drugoplanowe są wręcz nijakie. Charakteryzują się odmiennymi Formami i Morfami, które ulegają zmianom, a ich cechy są ściśle związane z konstrukcją świata, ale jednak to za mało żeby porwać czytelnika. Nawet obserwowana na kartach powieści przemiana Hieronima Berbeleka nie budzi zbyt silnych emocji. Retrospekcja oblężenia Kolenicy była moim zdaniem najciekawszym rozdziałem. Skonstruowana została na bazie konfliktu charakterów, którego nie było można odczuć w pozostałych rozdziałach. Niezbyt interesujące kreacje postaci bezpośrednio wpłynęły na dialogi powieści. Są one niezbyt barwne, momentami nużą i niewiele wnoszą do fabuły.

Powieść czytałem w ebookowym wydaniu. Mankamentem wydania są błędy redakcyjne takie jak brak odstępów między wyrazami, czy znakami interpunkcyjnymi lub złe formatowanie akapitów. Błędy te nie występowały pojedynczo, obecne są w całej książce i uważam, że z tej przyczyny należy je wytknąć. In plus należy jednak wspomnieć o tym, że tekst został wyjustowany i podzielony na rozdziały z odsyłaczami w spisie treści, co znacznie poprawia komfort czytania.

Celowo utrzymuję tę recenzję w krytycznym tonie i już spieszę z wytłumaczeniem. Po pierwsze, robię to na przekór powszechnym zachwytom, ale też ze względu na to, iż powieść nie spełniła mych wysokich oczekiwań rozbuchanych przez niezwykle pochlebne recenzje. Więc jak tu powiedzieć, że Dukaj zachwyca, skoro nie zachwyca? Inne pieśni są dziełem szalenie trudnym w odbiorze, wszystko przez nietypowy styl autora. Wspomniałem, że do lektury zachęca głównie kreacja świata, a nie fabuła i podobne wrażenie miałem także po przeczytaniu powieści, dlatego powieść tę oceniać będę jako dobrą fantastykę, ale jednak nie „wielką literaturę”. Jej siłą jest właśnie forma, wykreowany świat, a nie treść, której na szczęście powieść nie jest pozbawiona. Skłania mnie to do postawienia hipotezy, że jest to powieść porywająca głównie czytelników lubiących fantastykę. Nie oznacza to, że Inne pieśni oceniam źle. Jednakże stwierdzenia mówiące o powieści jako o traktacie filozoficznym są moim zdaniem sformułowane na wyrost. Inne pieśni na pewno nie są tylko prostą fantastyka opartą na wyobraźni autora, znajdziemy tutaj nieco rozważań psychologicznych i filozoficznych. Nie mogę jednak zgodzić się z tezami o uniwersalności powieści, ponieważ treść nie jest wyjątkowo bogata i zdecydowanie nie odpowiada objętości książki. Przy czym nie jest też pseudointelektualna. Szkoda tylko, że część pomysłów pozostała jakby niewyeksploatowana co pozostawia pewien niedosyt. Brakowało mi również bardziej interesujących bohaterów. Jako czytelnik podchodzący do fantastyki z pewnym dystansem nie zostałem zachwycony, a moja opinia o tej literaturze pozostaje niezmieniona. Pomimo tego nie czuję się pokonany przez prozę Dukaja jak Hieronim Berbelek przez Czarnoksiężnika i prawdopodobnie sięgnę w przyszłości po Lód (ebook już dojrzewa w moich zbiorach). Kończąc to przydługie podsumowanie jednym zdaniem: Dukaj nie zachwyca, jest po prostu całkiem dobry i tyle.

Moja ocena:
7-/10

wk.

Reklamy

Komentarzy 8 to “Inne pieśni – recenzja”

  1. tanayah Sierpień 27, 2014 @ 1:31 pm #

    Po pierwsze odezwa – Kacper, załóż własny blog! Chętnie poczytam 😀
    Po drugie, ulżyło mi, że nie tylko ja nie dostrzegam „geniuszu” Dukaja (a fantastykę, owszem, lubię). Nie umiem przebrnąć przez to jego rozpasane słowotwórstwo i długaśne wywody. Próbowałam czytać „Lód” i poległam gdzieś za setną stroną…

    • wittkac Sierpień 27, 2014 @ 3:54 pm #

      Nie czuję potrzeby zakładania własnego bloga, kooperacja z Martą zdecydowanie bardziej mi odpowiada.
      „Lodu” jeszcze nie próbowałem. Za to mój znajomy czyta ją już jakieś trzy lata…

      • tanayah Sierpień 27, 2014 @ 4:23 pm #

        No dobrze, to czekam na częstsze gościnne występy 🙂
        Haha, ten „Lód” :D! Dla mnie właśnie styl autora jest nie do zniesienia, zniechęciłam się bardzo.

  2. Bombeletta Sierpień 27, 2014 @ 4:13 pm #

    A ja cały czas o Dukaju rozmyślam, czy się zabierać kiedyś, czy może nie i tak w sumie to wcale mi tutaj nie pomogłeś 🙂

    • tanayah Sierpień 27, 2014 @ 4:29 pm #

      Hehe, powiem Ci, Olga, że dla mnie osobiście jego styl jest strasznie niestrawny, ale Dukaj ma wielu fanów, więc oczywiście należy stwierdzić mało odkrywczo, że „są gusta i guściki” 😛 Jak pisałam Kacprowi, próbowałam czytać „Lód”, który jest gruby jak biblia, i jak lubię grubaski, tak tutaj rozmiar zaczął mnie szybko przerażać, gdy brnęłam przez strony pełne jakichś polityczno-filozoficzno-socjologicznych rozważań i, tak jak to jest napisane w recenzji, różnych tworzonych na poczekaniu słów, których autor w ogóle nie tłumaczy i trzeba się domyślać co one znaczą… I, no cóż, przez te sto z okładem stron wynikło tyle, że facet jechał koleją transsyberyjską i jechał, i jechał, i jechał. I ględził z różnymi ludźmi. I pamiętam, że najciekawsze co się przez te strony zdarzyło to jakaś bitwa na dachu pociągu, kiedy jeden drugiego dziabnął w kark wiecznym piórem 😀 Ech, no dla mnie to jest jakaś literacka katastrofa (po prostu wszystko za bardzo pokręcone i mam takie wrażenie, jakby Dukaj chciał pokazać: patrzcie, ale ze mnie erudyta, tak to napiszę, że nic a nic nie zrozumiecie! Mwahaha!).

    • wittkac Sierpień 27, 2014 @ 5:17 pm #

      Trudno jest mi jednoznacznie polecać tę powieść. Nie każdy podoła. Dawno nie miałem takich problemów z przebrnięciem przez książkę. Czytałem ją 8 dni. Dla porównania, „Maga” Johna Fowlesa pochłonąłem w 4 dni…

  3. eM eR Sierpień 27, 2014 @ 7:03 pm #

    Ja do Dukaja się nie mogę zebrać od jakichś 3 lat. Nie wiem, dlaczego. Może nieporęczność książek, może strach przed tym, że rozczaruję się tym autorem, mimo legendy, jaką stanowi na polskiej arenie fantastyki… Jakoś ciągle mi do Dukaja nie po drodze.

  4. Kaaisa Sierpień 28, 2014 @ 12:44 pm #

    Ja Dukajowi mówię stanowcze NIE! Mój organizm po prostu odmawia przy nim posłuszeństwa. Dwa „dzieła” zdecydownie mi wystarczą.

    Swoją przygodę z jego, jak dla mnie, pseudofilozoficznym i naukowym bełkotem rozpoczęłam od „Czarnych oceanów”. Potem były „Inne pieśni”. W obu przypadkach przebrnięcie przez książkę było masochizmem w czystej postaci. Miałam wrażenie, że autor chcąc pokazać całemu światu, jak wielkim jest erudytą, pootwierał słowniki wyrazów obcych, archaizmów i podręczniki do staro-cerkiewno-słowiańskiego i wybierając hasła na chybił-trafił, wstawiał je gdzie popadnie. Dodam tylko, że nie za bardzo zawracał sobie przy tym głowę ciagnącą się jak flaki z olejem akcją i miałkimi bohaterami…
    „Lodem” rzuciłam – z trudem, bo ciężkie tomiszcze jak diabli – w kąt po 100 stronach. 😉
    I do twórczości tego Pana już raczej nie wrócę.

    Każdemu, kto nie czytał, radzę jednak spróbować. A nuż odnajdziecie w tych książkach coś niezwykłego i będziecie „achać i „ochać” przewracając kolejne strony 🙂 Przecież ten fenomen Dukaja nie wziął się z niczego… Chyba 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: