Czerwony rynek – recenzja

24 Maj

czerwony_rynekTytuł: Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci
Autor: Scott Carney
Wydawca: Czarne
Data wydania polskiego: luty 2014
Stron: 240
Tytuł oryginału: The Red Market
Tłumaczenie: Janusz Ochab

Dzisiaj pierwszy reportaż na książkoholiźmie. Dowiedziałam się o książce z bloga Anki – Wstaw Tytuł. Temat totalnie mnie zaciekawił, kto by nie chciał wiedzieć, gdzie może sobie sprawić zapasową nerkę? Przeczytana już prawie dwa miesiące temu, mam nadzieję, że wszystko pamiętam. Także pierwszy, ale z przytupem, poruszający kwestię – czy ludzkie ciało jest towarem?

Scott Carney jest dziennikarzem śledczym, który spędził pięć lat na badaniu naszego tytułowego czerwonego rynku, którym nazwano nie tylko handel ludzkimi ciałami. Do worka z tym określeniem wpada również wiele innych, nie do końca legalnych procederów. Określenie to stosowane jest zarówno do osób żywych, jak i zwłok. Autor podczas badań przemierzył spory kawałek świata, co poskutkowało napisaniem tej świetnej, kompletnej książki. Najwięcej czasu spędził w ubogich Indiach, ale zatrzymywał się również w USA, czy na Malcie.

Każdy z rozdziałów w tym reportażu jest poświęcony innej gałęzi czerwonego rynku. Wszystko zaczyna się odrobiną historii i rozdziałem o pozyskiwaniu szkieletów przeznaczonych przede wszystkim w celach medycznych, które kiedyś było prawdziwą plagą, prowadzącą nawet do masowego okradania grobów. Frankenstein, hmm? Potem przechodzimy już tylko do coraz bardziej krwistych momentów. Carney zapewnia nam wycieczkę po krainach gdzie sprzedaje i kradnie się krew oraz organy wewnętrzne, porywa się dzieci, kupuje komórki jajowe, czy wynajmuje surogatki. Nie trudno się domyślić co stawia ludzi pod ścianą, kiedy decydują się sprzedać swoje jedyne zdrowie – skrajne ubóstwo.

Jak się okazuje, wszystkie te miejskie legendy o przebudzeniu w pokoju hotelowym w wannie z lodem i brakującą nerką, w pewnych rejonach tego świata nie są dalekie od prawdy. Scott opowiada historie oszukanych ludzi, których porwano i przetrzymywano w niewoli w celu pozyskania ich krwi, czy narządów. Większość z tych historii jest naprawdę smutna, ale zdarzają się i takie osoby, które ze swoich wyborów pozostają zadowolone. Są nimi przede wszystkim matki zastępcze. Mimo, że przez blisko rok są praktycznie odizolowane od swoich rodzin i świata, w pilnie strzeżonych klinikach, to mogą zarobić na wynajęciu swojego brzucha kilkakrotnie razy więcej, niż przez cały rok ciężkiej, fizycznej pracy. Do tego mają zapewnione wyżywienie, stałą opiekę lekarzy, a także inne przywileje, na które z pewnością nie stać ich w życiu codziennym.

Carney porusza jeszcze jeden bardzo ważny temat – czy handel organami powinien być legalny? Czy dawcy powinni legalnie dostawać wynagrodzenie pieniężne, czy powinno pozostać jak jest i darczyńcy powinni kierować się jedynie dobrem drugiego człowieka? Ja uważam, że łatwy zysk przyciągnąłby do tego rynku osoby, od których za nic na świecie nie chcielibyśmy przyjąć organu. Firmy nastawione wyłącznie na zysk klasyfikowałyby jako dawców narkomanów, alkoholików, osoby chore, czyli takie, które nigdy nie powinny oferować tego rodzaju pomocy innym. Wyobrażam sobie również, że jeszcze większa liczba osób, przez wspomniane już firmy, czy osoby, byłaby zwyczajnie porywana i wykorzystywana. Kolejno, liczba dawców tak gwałtownie by wzrosła, że narządy znacznie straciłyby na wartości, a to wszystko w moich oczach skutkowałoby kolejnym, okrutnym wykorzystywaniem ubogich. Zdecydowanie jestem na nie i mam nadzieję, że pomimo, iż czerwony rynek istnieje i funkcjonuje to jest tak naprawdę nadal mniejszym złem, mimo że to określenie użyte w tym wypadku wydaje się bezlitosne, to nie ma w obecnej sytuacji lepszego wyjścia.

Pozycja ta wydaje się być tylko dla osób o mocnych nerwach, ale czy na pewno? W dzisiejszym świecie, na każdym kroku otacza nas horror i sensacja. Nie ma wieczornych wiadomości, w których nie usłyszelibyśmy o kolejnej masakrze w naszym sąsiedztwie. Książka wstrząsa, ale chyba nie aż tak bardzo. Przecież każdy z nas ma chociaż najmniejszą świadomość tego, jaką drogę mogą odbyć ludzkie wnętrzności, po śmierci, czy jeszcze przed. Polecam, więc wszystkim, którzy chętnie chwycą za reportaż, myślę że warto przeczytać coś ciekawego o świecie, co nie jest tylko kolejną fikcją literacką. Mi się bardzo podobała i szczerze zachęcam do przeczytania.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Advertisements

komentarzy 19 to “Czerwony rynek – recenzja”

  1. Viconia Maj 24, 2014 @ 11:07 pm #

    Czytałam. Świetna książka!!!

  2. Little Decoy Maj 24, 2014 @ 11:40 pm #

    Czuję się jak najbardziej zachęcona 😉
    Pozdrawiam!

  3. miqaisonfire Maj 25, 2014 @ 7:17 am #

    Zrobiłaś mi wielką ochotę na tę książkę, bo lubię tego typu powieści 🙂

    • zajeckicajec Maj 25, 2014 @ 9:03 am #

      I’m not sure, bo nie jestem mistrzem w tej dziedzinie, ale czy reportaż można nazwać powieścią? Raczej bym go określiła jako osobny gatunek 🙂

      • miqaisonfire Maj 25, 2014 @ 9:04 am #

        No w sumie masz rację 😀 chciałam użyć innego słowa niż książka, ale reportaż jednak jest w 100% najlepszym rozwiązaniem 🙂

      • zajeckicajec Maj 25, 2014 @ 9:07 am #

        Naszukałam się chyba z 10 minut informacji, nie znalazłam takiego porównania, więc stwierdziłam, że chyba jednak są traktowane osobno 😀

  4. darkangelofrevolution Maj 25, 2014 @ 7:22 am #

    Ciekawy temat, więc może się skuszę. 🙂

  5. barwinka Maj 25, 2014 @ 9:13 am #

    Tej książki nie czytałam choć mam ochotę 🙂 Cała seria reportaży jest warta poznania.

    • zajeckicajec Maj 25, 2014 @ 9:30 am #

      Wiem, wiem. Chociaż dopiero zaczynam moją przygodę, to mam zamiar sprawnie nadrobić 😉

  6. Bombeletta Maj 25, 2014 @ 10:04 am #

    Muszę upolować jakoś po drodze – temat fascynujący i od lat bardzo aktualny. Nawet ostatnio jakoś był reportaż na TVN24 i przypomniałam sobie o tej książce 😀 Tak, tak – zdecydowanie obowiązkowa pozycja dla mnie 🙂

    • zajeckicajec Maj 25, 2014 @ 10:19 am #

      Ja chyba kupiłam na Woblinku z kodem za 17.90zł, więc cena nie jest zła, a książka warta małego minusa na koncie 😉

  7. Ślubna Herbata Maj 26, 2014 @ 1:38 pm #

    Właśnie między innymi z tą książką wyszłam z Targów Książki w Warszawie 🙂

    • zajeckicajec Maj 26, 2014 @ 1:40 pm #

      No to z góry mówię, że nie powinnaś być zawiedziona 🙂 + Tak bardzo zazdroszczę targów!

      • Anna Maria Kramarz Maj 26, 2014 @ 8:11 pm #

        Ja też zazdroszczę! A potem tylko ogląda człowiek na Facebooku jak kolejne blogerki książkowe wrzucają „haule z targów” a wyd. Aletheia informuje radośnie na swoim fanpejdżu – dziś 50% taniej nasze książki.
        Jak żyć, panie premierze, jak żyć @.@

  8. Anna Maria Kramarz Maj 26, 2014 @ 8:09 pm #

    Recenzja wyszła Ci super! Cieszę się, że książka przykuła Twoją uwagę i spodobała się, tematyka czerwonego rynku jest bez wątpienia „palącym problemem”. Zawsze, kiedy przechodzę tunelem dworcowym i widzę te wszystkie kartki o zaginionych ludziach, to zastanawiam się, w ilu przypadkach to morderstwo, w ilu zmiana tożsamości, w ilu samobójstwo a w ilu właśnie przerobienie na organy ;/
    A nie wiem, czy nie oglądałam tego dokumentu co Olga. Tam dziennikarze podali się za pośredników w handlu i nagrywali spotkania z ludźmi, którzy gotowi byli teraz zaraz jechać na operację i za niewielkie relatywnie pieniądze sprzedać organ. Potem oczywiście wyszło, że to podpucha dziennikarska, ale przypuszczam, że takich przypadków jest sporo. W naszym „regionie” handelkiem zajmuje się bałkańska mafia (serio!) ale oni raczej takiego delikwenta po operacji z pieniędzmi do domu nie odsyłają.
    Odnośnie legalizacji – być może nie to jest rozwiązaniem a raczej skrócenie łańcucha dostaw w „legalnym” handlu albo danie możliwości spotkania dawcy i biorcy? Większa transparentność tej działki medycyny? W końcu kolega mi mówił ostatnio, że jego oddawana altruistycznie regularnie krew, za którą dostaje czekoladę, jest odsprzedawana dalej 😐
    Dzięki za podlinkowanie!

    • zajeckicajec Maj 26, 2014 @ 8:48 pm #

      Ależ proszę bardzo, byłaś inspirująca 😉
      Tak, co do spotkań dawcy i biorcy – jednak o czymś zapomniałam, ale no cóż, nie można w recenzji opisać wszystkiego 🙂 To akurat uważam za świetny pomysł, wtedy pośrednicy zostaliby wykolejeni z branży, sami ludzie może jakoś szczególnie duchowo by to przeżyli, może nawet zawiązali przyjaźnie, ale taki jest zapis tej ustawy, że aktualnie nie ma na to niestety szansy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: