Hobbit, czyli tam i z powrotem – recenzja

9 Maj

352x500 (Kopiowanie)Tytuł:  Hobbit, czyli tam i z powrotem
Autor: J.R.R. Tolkien
Wydawca: Iskry
Data wydania polskiego: 1988
Stron: 234
Tytuł oryginału: The Hobbit, or There and Back Again
Tłumaczenie: Maria Skibniewska

Kochani dzisiaj przyszedł czas na Hobbita, czyli klasyk w najczystszej postaci! Myślę, że napiszę dzisiaj dość krótko, bo czy jest ktoś kto nie zna tej książki, albo samego Tolkiena? W dużym skrócie nasz dzielny bohater – hobbit (przedstawiciel rasy stworzonej przez J.R.R. Tolkiena w powieści fantastycznej „Hobbit, czyli tam i z powrotem”, zamieszkujący krainę Śródziemia zwaną Shire, charakteryzujący się niskim wzrostem, obrośniętymi stopami o twardej podeszwie oraz zamiłowaniem do jedzenia) Bilbo Baggins wyrusza w podróż swojego życia, razem z trzynastką walecznych krasnoludów, w celu odzyskania ich domu i bogactwa, które wiele lat temu zostały zagrabione przez ziejącego ogniem smoka. Po drodze oczywiście spotyka ich mnóstwo niepowtarzalnych przygód jak walki z orkami, porwanie przez ogromne pająki, spotkania z elfami, czy znalezienie magicznego pierścienia, który pozwala po założeniu na palec stać się niewidzialnym, a także naprawdę wiele innych ciekawych historii.

Znane prawda? Jak nie z książki, to na pewno z filmów, które właśnie na bieżąco wychodzą (efekty genialne, ale tylko tam idą i idą, i idą). „Hobbita…” poznałam pierwszy raz w podstawówce, była to moja lektura szkolna. Było to już kilkanaście lat temu i ostatnio postanowiłam sobie nieco odświeżyć tę fascynującą historię, która tak bardzo spodobała mi się, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Można powiedzieć, że druga część filmu w kinach była moim katalizatorem, bo to właśnie dzięki niemu postanowiłam, że przyszedł czas, aby Bilbo i jego druhowie powrócili do moich łask (w sumie to już po pierwszej części miałam takie myśli, ale jakoś czasu nie było, tyle książek, a tak mało czasu).

Jak moje wrażenia po tylu latach? Książkę nadal uważam za rewelacyjną! We wspaniały sposób przeniosła mnie w czasie o te kilkanaście lat. Co prawda nie pamiętałam z fabuły już wielu szczegółów, ale poczułam ten sam klimat, który towarzyszył mi, kiedy byłam jeszcze w szkole. Przeżywałam każdą stronę przygód tej wspaniałej, zabawnej zgrai w ogromnym napięciu, kiedy ich życie było pod znakiem zapytania podczas walki ze smokiem, a śmiałam się do rozpuku, kiedy krasnoludy obżerały ze wszystkiego piwniczkę Bilba wypełnioną smakołykami, aż pod sam sufit. Co prawda na każdym kroku czuć, że jest to książka skierowana do młodszego czytelnika i czasami robi się bardzo zabawnie (nachodziło mnie nieraz pytanie – co ja czytam?), ale myślę, że to idealna wymówka, żeby cieszyć się tą zachwycającą opowieścią, tak jakbyśmy nadal byli brzdącami z podstawówki.

Jest to książka, która sprawiła, że tak bardzo pokochałam fantastykę. Tolkien to mistrz w swoim rodzaju i w mojej opinii każdy powinien spróbować przeżyć z nim wspaniałą książkową przygodę. Nic dziwnego więc, że tak chętnie do niej wróciłam i z pewnością jeszcze nieraz to uczynię. Wspomnę jeszcze o przekładzie Marii Skibniewskiej, który w mojej opinii idealnie sprawdza się w tej książce, także gdybyście się wahali – wybierzcie Marię. Teraz już na koniec bezapelacyjnie polecam wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali, a jak skończycie to podsuńcie tę niezwykłą historię swoim pociechom. Nie dość że nada się dla każdej grupy wiekowej, to jest absolutnie ponadczasowa.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Advertisements

komentarzy 16 to “Hobbit, czyli tam i z powrotem – recenzja”

  1. Lolanta Maj 9, 2014 @ 9:51 pm #

    I tu sie pewnie zdziwisz, bo ja w sumie nie znam Tolkiena. Hobbita probowalam czytac wiele lat temu, ale wtedy w ogole nie rozumialam o co chodzi z fantastyka i nie podobalo mi sie. Teraz przymierzam sie do sprobowania sil z Wladca pierscieni i troche sie boje, ze znow cos pojdzie nie tak.

    • zajeckicajec Maj 9, 2014 @ 10:00 pm #

      Hmm, może spróbuj od Hobbita, fakt książka dla młodych czytelników, ale może i Ciebie Bilbo zachwyci 😉

      • Lolanta Maj 10, 2014 @ 6:26 am #

        No właśnie Hobbita czytalam 15 lat temu i srednio mi przxypadl do gustu, dlatego mysle, ze Wladca to lepszy pomysl. Coz, nie sprobuje, to sie nie dowiem.

      • Magda Maj 10, 2014 @ 9:49 am #

        Ja jestem jedną z tych nielicznych osób, których nie urzekła trylogia Tolkiena. Fakt, napisana pięknym językiem, co podkreśla doskonały przekład Skibiniewskiej, ale książka niesamowicie mnie nudziła. Za to zgodzę się z autorką recenzji – Hobbit jest rewelacyjny i to od niego radziłabym zacząć 🙂

  2. Bombeletta Maj 10, 2014 @ 10:01 am #

    Totalnie klasyczna klasyka! Jak czytałam 1,5 roku temu, odkryłam tam moc prześwietnych motywów i spojrzałam na „Hobbita” zupełnie z nowej perspektywy, po latach od pierwszej lektury. Uwielbiam ❤

    • zajeckicajec Maj 10, 2014 @ 12:00 pm #

      Ah, jak można by nie lubić tego grubiutkiego łakomczucha 😉

      • Bombeletta Maj 10, 2014 @ 3:49 pm #

        Ja mam zawsze taki bulwers, jak krasnoludy wpadają i roznoszą mu jego cudną spiżarnię 😀

      • zajeckicajec Maj 10, 2014 @ 3:54 pm #

        Biedny mały Bilbo, ale przecież i tak by się zmarnowało pod nieobecność 😉

  3. Marta Augustynowicz Maj 10, 2014 @ 3:08 pm #

    Czytałam jakiś czas temu w oryginale, ale z chęcią przeczytam również nasze polskie wydanie. I oczywiście w przekładzie M. Skibniewskiej – chyba większość poleca właśnie ją.
    Piękna historia – nie tylko dla dzieci 🙂 ❤

    • zajeckicajec Maj 10, 2014 @ 3:15 pm #

      I jak wrażenia po oryginale? 🙂

      • Marta Augustynowicz Maj 10, 2014 @ 3:19 pm #

        Bardzo dobre. Wszak było sporo „fantastycznych” słów, których nie kojarzyłam i nieraz musiałam sięgnąć do słownika, ale całość czytało się świetnie! Tolkien pięknie pisał 🙂

      • zajeckicajec Maj 10, 2014 @ 3:54 pm #

        No właśnie tak myślałam, że Tolkienowe słowotwórstwo może nieco opóźniać czytanie 😉

  4. Niepoprawna marzycielka Maj 10, 2014 @ 5:10 pm #

    Tolkien – mistrz. Uwielbiam jego książki. Hobbit to opowieść o wspaniałej przygodzie. Czytałam to już jakiś czas temu, w domu mam trylogię „Władcy Pierścieni”, które od dawna jest moją ulubioną serią. Wspaniały początek na polubienie literatury fantasy. Szkoda, że film tak bardzo różni się. Gdzieś widziałam obrazek, jak ktoś mówił, że ulubioną postacią z książki „Hobbit” jest ta elfka (zapomniałam imienia). I potem facepalm. Nic dodać, nic ująć.

    • zajeckicajec Maj 10, 2014 @ 8:18 pm #

      Eh, no cóż niektórzy książek się nie tykają. Fakt Tolkien mistrz, ale z Silmarilionem sobie nie poradziłam, chociaż dam mu jeszcze kiedyś szansę 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. TOP 10 – Najważniejsze książki mojego życia | książkoholizm - Sierpień 1, 2014

    […]  Nie mogło zabraknąć chociaż jednej książki Tolkiena! Padło na Bilba ponieważ było to moje pierwsze spotkanie z fantastyką, która zawładnęła mym sercem aż po dzisiejszy dzień. Od tej pamiętnej lektury w szkole podstawowej zaczęłam interesować się fantasy, kupować książki z tego gatunku i w obecnej chwili mam ich na półkach już naprawdę sporo. Do tego niedawno przypomniałam sobie jak to było z tym miłym, grubym i włochatym hobbitem i napisałam o tym kilka słów – recenzja. […]

  2. TOP 10 – Pisarze, z którymi chcielibyśmy wybrać się na kawę | książkoholizm - Sierpień 15, 2014

    […] poznała ;). A może udałoby mi się wydobyć z niego jeszcze jakieś nieopublikowane opowieści? Tutaj do sprawdzenia moja recenzja pozycji „Hobbit, czyli tam i z […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: