Ocean na końcu drogi – recenzja

4 Lu

189613-352x500 (Kopiowanie)Tytuł: Ocean na końcu drogi
Autor: Neil Gaiman
Wydawca: Mag
Data wydania polskiego: październik 2013
Stron: 216
Tytuł oryginału: The Ocean at the End of the Lane
Tłumaczenie: Paulina Braiter

Po małej przerwie spowodowanej zimową sesją, wracam do Was z recenzją najnowszej książki mojego ulubionego autora – Neila Gaimana. Dzisiaj krótko.

„Ocean na końcu drogi” jest niesamowitą baśnią, która idealnie nada się nie tylko dla młodzieży, ale także dla osób dorosłych. Wszystko zaczyna się kiedy pewien mężczyzna (nigdy nie poznajemy jego imienia) z okazji pogrzebu odwiedza miasteczko, w którym mieszkał kiedy był jeszcze małym chłopcem. Zbacza z trasy na cmentarz i znajduje się na ulicy, na której kiedyś mieszkał. Nie wie dlaczego tam przybył, ale nagle zaczynają do niego powracać dawno utracone wspomnienia. Pamięta siebie jako siedmioletnie dziecko, uwielbiające ponad wszystko książki. Pamięta samobójstwo współlokatora, swoją najlepszą przyjaciółkę Lettie oraz mnóstwo złych, magicznych stworzeń i wydarzeń, które zagrażały jego życiu, tak samo jak magiczny ocean, który widzi teraz przed swoimi oczami. Pamięta, że raz w życiu nie posłuchał swojej koleżanki, puścił jej rękę i przez to coś złego przedostało się do realnego świata, głęboko zakotwiczone w jego sercu.

Jest to opowieść o stracie i o kruchości odwagi. Przygoda, fantasy, tajemnica, dramat, to tylko niektóre ze składników tej wspaniałej historii, tak dobrze razem spisane przez Gaimana. Przed przeczytaniem tej książki, bałam się jak za każdym razem przy nowej książce tego mistrza fantasy, że tym razem nie podoła i będę zawiedziona. Jednak pozytywne recenzje przekonały mnie i zaryzykowałam . Nie żałuję w ogóle! Baśń wciąga, aż do ostatniej strony, jest krótka i nie można wypuścić jej z rąk ani na chwilę. Autor jak zwykle częstuje nas cudownym zakończeniem, które do ostatniego słowa jest owiane czarodziejską tajemnicą.

Jaką wiadomość przekazała mi ta pozycja? Taką, że dorosłość jest jedynie iluzją. Myślimy, że wiele nauczyliśmy się z życiowych doświadczeń, ale tak naprawdę wewnątrz nadal jesteśmy tymi samymi niepewnymi dziećmi ze szkoły. Poza tym, że przestajemy wierzyć w potwory czające się w nocy pod naszym łóżkiem, mamy swoje dorosłe związki, dzieci, czy pracę, a przede wszystkim – zapominamy o wszystkim.

Raczej polecam miłośnikom fantasy, szczególnie takiego osadzonego we współczesnym świecie. Ale zarazem na pewno jest również taką odpowiednią lekturą na pierwsze spotkanie z tym gatunkiem w celu sprawdzenia jak taki klimat Wam pasuje. Lekka, przyjemna, wciągająca, a zarazem niezwykle bajeczna i magiczna. Z pewnością przenosi do innego, nieznanego i niespotykanego nam świata. Jak to w książkach Gaimana – nie doświadczycie wrażenia, że skądś to wszystko już znacie, bo to wszystko aż pachnie świeżością. Historia jest oryginalna i zasługuje na naszą uwagę. Jak pisałam – odpowiednia zarówno dla młodzieży oraz dla dorosłych. Otwórzcie swoje umysły, otwórzcie swoje serca i cieszcie się tak jak wtedy, kiedy byliście małymi dziećmi.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Reklamy

Komentarzy 18 to “Ocean na końcu drogi – recenzja”

  1. GumcioBook Luty 4, 2014 @ 8:49 pm #

    Od dnia wydania tej książki próbuję się za nią zabrać, ale ciągle mi z nią nie po drodze. Może w końcu poznam twórczość tego autora 🙂

    • zajeckicajec Luty 4, 2014 @ 9:16 pm #

      Jest króciutka i obrócisz ją w jeden wieczór. A co do Gaimana to polecam każdemu, jego wyobraźnia zawsze zaciąga mnie w jakieś nieodkryte zakamarki magicznego świata 🙂

  2. Bombeletta Luty 5, 2014 @ 10:50 am #

    Uwielbiam „Ocean…” ❤ Cudna, współczesna baśń i jak każda baśń niesie za sobą smutne, uniwersalne przesłanie 🙂

    • zajeckicajec Luty 5, 2014 @ 11:04 am #

      Tak jak piszesz. “Ocean…” natchnął mnie, aby w tym roku, jeśli znajdę czas wrócić do kilku książek Gaimana 🙂

      • Bombeletta Luty 5, 2014 @ 11:15 am #

        Godne postanowienie 🙂

  3. giera Luty 5, 2014 @ 1:40 pm #

    mam w planach, aby przeczytać.

  4. bydefinitionopheliac Luty 5, 2014 @ 6:19 pm #

    Oj, po Twojej recenzji na pewno się w „Ocean…” zaopatrzę. Jeszcze do tego okładka ma taki…oniryczny klimat. Cudo. Pędzę sprawdzić, czy jest wersja elektroniczna!

    • zajeckicajec Luty 5, 2014 @ 8:32 pm #

      Jest i to nawet za 16.25 na virtualo, więc myślę, że dobra cena! 🙂

      • Anna Maria Kramarz Luty 5, 2014 @ 9:37 pm #

        Cena bardzo, bardzo sympatyczna. Ląduje w koszyku 😀 Puścisz mnie z torbami, jak tak dalej pójdzie ;D

      • zajeckicajec Luty 5, 2014 @ 9:41 pm #

        Nic mi nie mów o puszczaniu z torbami, bo siebie też zawsze z nimi puszczam 😀 Jak przeczytasz to na pewno mi wybaczysz, bo jest magicznie wyborna 😉

  5. portokolada Luty 5, 2014 @ 10:02 pm #

    Od tylu osób słyszałam już dobre słowo o Gaimanie, że chyba się skuszę. Możesz coś polecić na pierwszą randkę z jego twórczością? 🙂

    • zajeckicajec Luty 5, 2014 @ 10:10 pm #

      Generalnie polecam wszystko 😉
      A tak serio to „Ocean” będzie na pewno dobry na pierwsze spotkanie, „Księga cmentarna” również, aczkolwiek jest dla trochę młodszych czytelników, ale moim niepodważalnym nr 1 są „Amerykańscy bogowie” i to zdecydowanie tę najbardziej polecam!

      • portokolada Luty 5, 2014 @ 10:13 pm #

        No to super! Dziękuję 🙂 W takim razie zapisuje i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się sięgnąć, po którąś z tych książek.

      • zajeckicajec Luty 5, 2014 @ 10:14 pm #

        To mi pozostaje życzyć udanej randki 😉

  6. Ellie Moore Luty 8, 2014 @ 5:17 pm #

    Mnie strasznie zachęca okładka, więc na pewno sięgnę choćby z ciekawości 🙂

    • zajeckicajec Luty 9, 2014 @ 8:18 pm #

      Bajeczna jest, ale sama nie mogę się zdecydować czy lepsza nasza, czy oryginalna 😀

  7. fizol Luty 9, 2014 @ 8:06 am #

    A może by tak zacząć od powieści graficznych napisanych przez Gaiman’a, seria „Sandman” tam nie brakuje niczego,polecam wszystkim fanom fantasy,nie tylko czytelnikom komiksów,pozdrawiam.

Trackbacks/Pingbacks

  1. TOP 10 – Pisarze, z którymi chcielibyśmy wybrać się na kawę | książkoholizm - Sierpień 15, 2014

    […]  Co tu dużo pisać, kto nie chciałby spędzić trochę czasu w towarzystwie swojego ulubionego autora? Naciągnęłabym go na opowiedzenie kilku opowieści, może na jakąś postać opartą na mojej osobie w nowej powieści, oczywiście autografy na moich egzemplarzach jego książek – na co tylko by się dało ;). No i oczywiście przedstawiłabym mu swoje zazwyczaj pochlebne recenzje jego książek (1, 2). […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: