Wiedźmin. Sezon burz – recenzja

25 List

Sezon-burz_(1) (Kopiowanie) Tytuł: Wiedźmin. Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawca: SuperNOWA
Data wydania polskiego: listopad 2013
Stron: 404

Oto i jest książka, na którą duża część z nas podświadomie czekała, ale nikt się nie spodziewał, że nadejdzie… I to w tak błyskawicznym tempie.

Pewnego pięknego dnia przeglądając znany nam wszystkim serwis aukcyjny, moim oczom ukazała się ogromna na całą stronę wiadomość – „Nowy Wiedźmin – przedsprzedaż”. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, szybko poszukałam jakiś informacji i wszystko się zgadzało – Andrzej Sapkowski napisał nowego Wiedźmina! Miałam jednak spore wątpliwości czy będzie to ten sam, którego Sapkowski pisał 14 lat wcześniej. Nie pozostało mi nic innego jak szybko zamówić i kiedy listonosz przytaszczył ją pod moje drzwi, nie było czasu do stracenia i natychmiast zaczęłam czytać.

Przeczytałam ją już prawie miesiąc temu i dopiero teraz czuję, że mogę o niej pisać. W mojej głowie wszystko już się przegryzło, a moja decyzja się ustatkowała i nie mam już wątpliwości co sądzę o tej pozycji.

Książka dziwnie się zaczyna. Już po pierwszych stronach poczujecie podniecenie, że właśnie trzymacie w ręku coś na co długo czekaliście, ale forma jest dość odmienna od tego co dostaliśmy w sadze o wiedźminie. Od czasu wydania ostatniej części sagi minęło jednak 14 lat, a to mnóstwo czasu, przez który warsztat pisarski może przecież ulec dość drastycznym zmianom. Na szczęście z każdą kolejną kartką jest coraz lepiej, a historia białowłosego wciąga coraz głębiej. Język jakiego użyto w „Sezonie burz” wydaje mi się momentami bardziej historyczny od tego użytego w pięcioksięgu. Doświadczycie błyskotliwych, sprośnych żartów, które idealnie wpasowują się w klimat powieści, co dodaje niesamowitej wiarygodności. O treści nie będę się wielce rozpisywać, jestem pewna, że każdy kto miło zapoznał się już kiedyś z twórczością AS – po książkę i tak sięgnie.

Są nowe miejsca, liczne i barwne nowe postacie, nowe przygody, nowe stwory, ale nie zabraknie przeplatania elementów już nam znanych. Cała książka kręci się dokoła wiedźmińskich mieczy, co bardziej przewidywalni czytelnicy mogli wywnioskować po prostu z okładki. Podczas pobytu Geralta w królestwie Kerack w zagmatwanych okolicznościach zostają skradzione jego wiedźmińskie miecze. Nie wiadomo kto je skradł, ale jak się potem okazuje wiadomo po co – ludzka zachłanność i chęć zdobycia bogactwa nie zna w świecie żadnych granic. Takim oto sposobem wiedźmin, poeta i czarodziejka próbują swoich wszystkich talentów i umiejętności, aby skradzione skarby odzyskać.

Jakie są moje odczucia? Po dość dziwnym wstępie było ciekawie, cały czas byłam zaaferowana tym, że przecież trzymam w rękach nowego Wiedźmina i ani się nie obejrzałam, a książka już się skończyła. Początkowo akcja była na prawdę bardzo wartka, dużo się działo i wszystko zapowiadało się idealnie. Nie rozczarują Was w niej również pikantne fragmentów o miłosnych wyczynach naszego bohatera, które były napisane w sposób działający na wyobraźnię, ale poczułam jakby było ich odrobinę za dużo. Obecność znanych postaci zaowocowała zakręconą z sentymentu łezką w oku, a pojawienie się nowych bezbłędnie rozbudziło ciekawość i chęć dosłownego pochłonięcia nowych przygód naszego ulubionego pogromcy potworów.

Niestety nie było, aż tak pięknie jak się wydaje, ponieważ są i pewne, niedające się pominąć minusy. Mimo iż opowieść pochłonęłam ekspresowo, to w pewnym momencie akcja niestety straciła ze swojej wartkości i wszystko zaczęło się odrobinę wlec. Uważam, że całość sprawdziłaby się bardziej w krótszej formie znanych nam opowiadań. Dlaczego? Wiedźmin nie ratował całego świata, nie gonił za przeznaczeniem, mimo iż miał tutaj również ważną misję do spełnienia, chciał po prostu odzyskać swoje miecze i robić co do niego należy, czyli zabijać potwory. Całość jest nieco chaotyczna i myślę, że nie do końca przemyślana, wyobrażacie sobie naszego mężnego Geralta, który ratuje osoby porwane przez falę tsunami? Może Panu Sapkowskiemu trochę już zabrakło pomysłu na to jak rozwinąć przygodny bohatera, który tak na prawdę swoje przygody już zakończył w poprzedniej części? Jako wadę traktuję również kolejną schadzkę Geralta z czarodziejką, bo ile razy można przerabiać to samo tylko w różnych wersjach, dlaczego nie jakaś urodziwa, rudowłosa łowczyni głów? Całość kończy się w równie dziwny sposób jak się zaczynała, a jestem skora napisać nawet – w taki,  że można spodziewać się kolejnej części.

Pomimo kilku zauważalnych minusów i tak polecę książkę fanom pięcioksięgu. Potraktujcie ją jednak z przymrużeniem oka, nie przyrównując jej do sagi, bo to będzie powód przez który okaże się, że będziecie nieco rozczarowani. Ja potraktowałam ją jako kolejną z opowieści, tym razem nieco dłuższą i w sumie jestem zadowolona. Nie z samej fabuły, ale z tego, że książka na nowo wciągnęła mnie we wspaniały świat strzyg, czarodziejów i wiedźminów. Podarowała mi wspaniale spędzone kilka godzin, które bezsprzecznie nie uważam za stracone i za to ocenię ją tak wysoko.

Moja ocena:
8/10

Marta.

Reklamy

Komentarzy 28 to “Wiedźmin. Sezon burz – recenzja”

  1. tanayah Listopad 25, 2013 @ 7:26 pm #

    Sentyment, sentyment :)… Ech, u mnie będzie to samo. Tak czy tak musowo sięgnę po tę książkę, ale dzięki za recenzję! Przynajmniej wiem już mniej więcej czego się spodziewać 🙂

    • zajeckicajec Listopad 25, 2013 @ 7:37 pm #

      Oj mam sentyment, przyznaję się bez bicia. Wiedźmin to w końcu mój ulubiony bohater książkowy 😉

  2. Tala Listopad 25, 2013 @ 11:41 pm #

    Już nie mogę się doczekać lektury 😀

  3. miqaisonfire Listopad 26, 2013 @ 1:43 pm #

    Nie czytałam jeszcze żadnej książki Sapkowskiego… niezbyt to ładnie z mojej strony, więc muszę to zmienić!

    • zajeckicajec Listopad 26, 2013 @ 1:56 pm #

      Ojjj to koniecznie! Jeżeli lubisz fantastykę (a z tego co widziałam to lubisz ;)) – będziesz zachwycona! 🙂

      • miqaisonfire Listopad 26, 2013 @ 1:59 pm #

        No właśnie, przecież to jest klasyka polskiej fantastyki, a ja takie zaległości sobie w niej robię… na pewno nadrobię.

      • zajeckicajec Listopad 26, 2013 @ 2:05 pm #

        Opowiadania (Ostatnie Życzenie, Miecz Przeznaczenia) są moim skromnym zdaniem najlepsze, więc warto od nich zacząć 🙂

  4. Monika Listopad 26, 2013 @ 6:22 pm #

    Wstyd się przyznać, ale żadnego Wiedźmina jeszcze nie czytałam – czas nadrobić zaległości 🙂

    • zajeckicajec Listopad 26, 2013 @ 8:20 pm #

      Widzę, że sporo Was jeszcze, już wiecie o co prosić na Święta 😉

      • Monika Listopad 26, 2013 @ 9:45 pm #

        Już zebrała się tego długa lista, tylko Mikołajów brakuje 🙂

      • zajeckicajec Listopad 27, 2013 @ 12:16 am #

        Dla Wiedźmina nigdy nie powinno zabraknąć miejsca u żadnego Mikołaja ;), że tak powiem pozycja OBOWIĄZKOWA dla każdego fana dobrej prozy 🙂

  5. bydefinitionopheliac Listopad 26, 2013 @ 10:04 pm #

    Dziewczyny, Sagę o Wiedźminie warto sobie zdecydowanie i kategorycznie zażyczyć na święta, bo to faktycznie klasyka polskiej fantastyki – i to bardzo „zjadliwa” klasyka 🙂 Nawet z tego powodu dobrze jest się z nią zapoznać, pomijając fakt, że to naprawdę kawał dobrej prozy (i świetna rozrywka) 🙂 U mnie „Sezon Burz” chwilowo w cudzych rękach, ale już czekam w kolejce 🙂

    • zajeckicajec Listopad 27, 2013 @ 12:17 am #

      Polać tej Pani 😉
      A dodam jeszcze do tego, że Geralt zapewne zostanie jedną z Waszych ulubionych postaci książkowych ^^

      • bydefinitionopheliac Listopad 27, 2013 @ 12:32 am #

        I zaliczy się do grona „Miłych Przyjaciół” 😉 Przynajmniej tych na papierze ^^

      • zajeckicajec Listopad 27, 2013 @ 12:44 am #

        Ja tam bym chętnie z Geraltem na randkę poszła 😉

      • bydefinitionopheliac Listopad 27, 2013 @ 12:50 am #

        Ja też ^^ Ale jeśli dobrze pamiętam, ostatnio jak dwie kobiety rozprawiały o randkach z Geraltem, to skończyło się to na jeżach i kamieniach ;D

      • zajeckicajec Listopad 27, 2013 @ 12:53 am #

        No cóż, dla nas niestety raczej skończy się to niczym 😉
        A miłą Panią dodaję do blogów, które odwiedzam, bo równie miłą rozmowę prowadzimy 🙂

      • bydefinitionopheliac Listopad 27, 2013 @ 12:58 am #

        Niestety. Zostaje zawsze jednak odświeżenie sagi, co by płomień sympatii do Geralta jeszcze dodatkowo posycić 🙂
        A bardzo mi miło, dziękuję 🙂

  6. palanee Listopad 29, 2013 @ 3:09 pm #

    No właśnie ja gdzieś dwa, trzy lata temu zaczęłam przygodę od opowiadań. Przeczytałam ich dwa tomy. Zabrałam się za pierwszy sagi… i tak się jakoś skończyło. Ale mieszkam z jednym takim wielbicielem, co Wiedźmina umiłował. Przeczytał wszystkie części, a i w gry (obie części) zagrał. Boi się jednak sięgnąć po najnowszą część – obawa, że Sapkowski zrobił to dla kasy na razie przezwyciężyła ciekawość…

    • zajeckicajec Listopad 30, 2013 @ 12:29 pm #

      Tak jak i ja – wszystkie książki, wszystkie gry 😉 A nowy tom potraktować jako jedno z opowiadań i od razu lepiej się czyta 🙂

  7. Derek31 Grudzień 5, 2013 @ 10:35 am #

    Wklejam swój komentarz ze strony : http://www.kawerna.pl – sorry za lenistwo, ale nie chcę się powtarzać d’ | ‚b :

    Przeczytałem i … jest OK, czy raczej byłoby w momencie książkowego debiutu pierwszego opowiadania. Sapkowski, choć to może efekt jak najbardziej założony, zalicza swego rodzaju regres stylistyczny – do poziomu wspomnianego debiutu.
    Sama książka idealnie za to sprawdziła by się jako … spinoff dwóch części gier wideo o przygodach Wiedźmina. Widać, że pomysłów p Andrzejowi nie brakuje, a że pachnie to trochę fuchą na boku … cóż.

    • zajeckicajec Grudzień 5, 2013 @ 6:48 pm #

      No ja uważam, że byłoby genialne, gdyby było opowiadaniem 😉

  8. annybloog Grudzień 6, 2013 @ 1:24 pm #

    Dosyć wysoko oceniasz, lektura przede mną, ale się bronie, bojąc rozczarowania. Pozdrawiam

    • zajeckicajec Grudzień 6, 2013 @ 1:30 pm #

      Eh gdyby nie to, że Wiedźmin to moja ulubiona postać i oddałabym wszystko za możliwość przeczytania jeszcze jakiś opowiadań, to pewnie tak wysoko by nie było. Wysoka ocena za to jak potrafiła wciągnąć, na pewno nie za fabułę 😉

      • annybloog Grudzień 6, 2013 @ 1:37 pm #

        Też mam sentyment go Białowłosego, do tego języka, chciałabym, żeby „pierwszy raz z Geraldem” mógł się zadziać, ale cóż, to jest niemożliwością, a amnezji, czy afazji nie chcę. Mogę Ci polecić (choć inna zupełnie książka) Striptiz Neurotyka, o Mrożku, gdyby nie blogosfera, to bym do niej nie sięgnęła. Pozdrawiam, A

  9. takisobiekoles Grudzień 28, 2013 @ 9:53 pm #

    Sam z obawą sięgnąłem po Sezon Burz, ale rozczarowania nie czułem. Fakt, nie było tu ratowania świata, nie było specjalnie dużych fajerwerków ani międzynarodowych spisków na wielką skalę. Niemniej uważam, że Sapkowski stanął na wysokości zadania, a jego cyniczny i chamski humor nie raz przyprawił mnie o uśmiech, sentymentalny również. Saga o Wiedźminie to jedna z mojej Świętej Trójcy, Sezon Burz włączam do Sagi… bo przygody Wiedźmina trzeba traktować jako całość.
    A Sezon Burz pięknie wyjaśnia niektóre niejasności z „głównej” Sagi. Jakie? Przekonacie się, czytając:)

  10. Rooibos Girl Luty 25, 2014 @ 10:40 pm #

    Naprawdę nie wiem, czemu od lat wstrzymuję się od przeczytania książek Sapkowskiego.Aż wstyd. Powinnam po nie wreszcie sięgnąć…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: