Awantura na moście – KONKURS

19 Kwi

352x500 (Kopiowanie)KONKURS

Nadszedł czas na kolejny bombowy konkurs! Tym razem do wygrania „Awantura na moście” autorstwa Marcina Hybel.

Aby wygrać trzeba wykonać 2 zadania:

1. Napisać krótki tekst o tym dlaczego na moście rozpętała się awantura (wszystkie pomysły dozwolone) – max 500 słów.
2. Polubić fanpage Książkoholizm na facebooku – http://www.facebook.com/ksiazkoholizm

Odpowiedzi proszę umieszczać w komentarzach pod wpisem. Czas do 28 kwietnia, godz. 20.00.

Wygra ten tekst, który najbardziej mi się spodoba. Ocena będzie subiektywna i nie będzie się można od niej odwołać. Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni roboczych, kolejne 3 dni robocze będę czekać na adres zwycięzcy do wysyłki nagrody. Jeśli wygrany nie zgłosi się w ciągu tych 3 dni – wybieram nowego zwycięzcę!

Zwycięzca: winiarki.

Dane prosimy przesłać na: ksiazkoholizm@gmail.com

Marta.

Reklamy

Komentarzy 5 to “Awantura na moście – KONKURS”

  1. Quotd Kwiecień 19, 2013 @ 10:03 am #

    Przez wieś przepływała szeroka rzeka, nad rzeką przebiegał wąski most, a na wąskim moście stała święta krowa. Pewnego dnia przez most chciał przejechać traktorem traktorzysta, a że most był wąski, a krowa święta, nie mógł się na moście zmieścić. Wysiadł więc z traktoru i mówił do krowy: „O, święta kochana króweczko! Zejdź z mostu na chwilkę, pozwól mi przejechać!” Krowa w odpowiedzi stała i przeżuwała trawę. Kierowca zaczął się denerwować i krzyczeć do krowy coraz głośniej i głośniej, a ta z uporem przeżuwała trawę. Kierowca dał za wygraną i pojechał do mostu w sąsiedniej gminie. W tym samym czasie święta krowa znudziła się wąskim mostem nad szeroką rzeką i poszła swoją drogą. Mieszkańcy wsi nazwali to zdarzenie „Świętą awanturą na wąskim moście”, chociaż może nieco naciągnęli znaczenie słowa awantura.

  2. Marta Kwiecień 22, 2013 @ 8:52 am #

    Ciekawy pomysł na konkurs 😀 życzę wszystkim powodzenia 🙂

  3. winiarki Kwiecień 22, 2013 @ 7:43 pm #

    Pewnego razu na środku dość wąskiego mostu w Koziebrodkach , spotkali się dwaj najbardziej uprzejmi ludzie z miasteczka. Ponieważ byli oni dość pokaźnej tuszy, nie mogli minąć się bez przeszkód. Jasiek Uprzejmowski ze względu na swoją grzeczność poprosił, by to Jasiek Grzecznowski pierwszy przeszedł przez mostek i ustawiał się bokiem, by nadchodzący z przeciwka znalazł się pierwszy na drugiej stronie. Jednak na to nie mógł pozwolić Jasiek G., bo też był bardzo grzeczny i również ustawiał się bokiem, by przepuścić sąsiada. Wzajemne uprzejmości trwały już ponad godzinę i żaden z nich nie chciał być posądzony o złe maniery. W tym czasie z obydwu stron pojawiły się kolejki osób do przejścia przez rzeczkę. Z początku czekali cierpliwie, ale z upływem szybko biegnących chwil, potęgowało się ich zdenerwowanie. W pewnym momencie cierpliwość się skończyła
    i ludzie wkroczyli na most z takim impetem, że w trakcie przechodzenia na drugą stronę, zepchnęli obydwóch Jaśków do wody. Wpadające ciała grubasów wzbiły do góry taką ilość wody, że wszyscy byli mokrzy jak grzyby po deszczu. To była niezapomniana awantura na moście, podyktowana niezwykłą uprzejmością.

  4. Grzegorz Kwiecień 27, 2013 @ 8:49 am #

    Do umówionego spotkania doszło za pomocą komunikatora internetowego. W połowie drogi między Krakowem a Warszawą stanęły naprzeciwko siebie dwie grupy kibiców. Jak zwykle ustawka miała doprowadzić do jednego, do pokazania kto rządzi wśród polskich kibiców. Za pomocą pięści i kijów baseballowych miała rozegrać się walka na śmierć i życie. Traf chciał, że w dzisiejszych czasach pośród kibiców nasza Policja ma swoich ludzi. Gdy kibole obu zespołów przekomarzali się słownie przed bójką na most wjechała cała kolumna policyjnych wozów. Nie zastanawiając się długo kibice Wisły i Legii doszli do wspólnego porozumienia. Rozpętała się słowna awantura z funkcjonariuszami. Kibice przekonywali, że są tutaj w celach przyjacielskich i chcą wzmocnić relacje między swoimi drużynami. Cóż więcej mogli zrobić dzielni stróże polskiego prawa. Sami się skompromitowali wkraczając do akcji za wcześnie. W sytuacji zagrożenia nasi chuligani zawsze dojdą do porozumienia. Dzisiejsza awantura na moście nie wypaliła ale jutro w czasie meczu jedności już nie będzie. Kto wygra ten jutrzejszy mecz na boisku to nieważne. Liczy się to kto wygra na trybunach. Kto zerwie flagę rywala i doprowadzi do starcia obu grup a może ta mała awantura na moście nauczy coś dzielnych szalikowców? Może dojdzie do pełnego zawieszenia broni i skończy się zarówno walka na pięści jak i na słowa a wygra prawdziwy sport.

  5. ereszkigal Kwiecień 27, 2013 @ 11:44 am #

    W bardzo odległej krainie, a może jednak całkiem blisko, tuż za progiem… Była sobie rzeczka, taka niemrawa, mała rzeczka. Po lewej stronie rzeczki była wioska i po prawej stronie rzeczki była wioska. W sumie te dwie małe wioski to była jedna większa, ale jeśli zapytać któregokolwiek z mieszkańców, to uparcie będzie twierdził, że absolutnie i kategorycznie… I nad rzeczką był mostek. Z lewej z szarego kamienia, z prawej z czarnego kamienia. To w sumie były dwa mostki, które nie łączyły się nad wspomnianą rzeczką. I na tym polegał problem.
    Mostek miał być wspólnym projektem prawej i lewej części wioski. Krzywo wyszło. O jakieś pół metra, no, może metr. Ewentualnie może półtora.
    Zbudowali. Po połowie. Inżynierowie stanęli każdy po swojej stronie mostu. Popatrzyli na siebie, na most, znów na siebie i, jak się należało tego spodziewać… poszli po piwo, wrócili, usiedli każdy na swojej połowie mostu i zaczęli debatować, jak to naprawić. Niestety wypili ciut za dużo. Może ciut więcej niż jedno piwo. Później było wino, trochę koniaku. Oj, szkoda wymieniać, ciut się spili. I posnęli na swoich połowach mostu.
    Pech chciał, że nocka była nieciekawa. Trochę padało. No, ulewa była. Mała rzeczka zrobiła się odrobinę większa. I nad ranem po inżynierach nie został nawet ślad. Może trochę oprocentowane powietrze nad mostkiem. Ale tylko trochę, wystarczyło wejść i to było jak opijanie żniw, wesele, pogrzeb i jeszcze imieniny u cioci razem wzięte.
    No i o czym to ja… Ah, tak. No i stoję sobie na tym mostku, jedną nogą na lewej połowie, drugą na prawej albo lewej. I świat się lekko kręci i chybocze, ale tylko lekko. Muszę podtrzymać się balustrady. Ma bardzo ładne balustrady. I ja wcale nie chciałem zapytać czemu i dlaczego. Wcale, a wcale. Tylko czemu tu jest taki dziwny most, że się w połowie spotkać nie może. I tak sobie teraz stoję, a nie, przepraszam, właśnie rzeczka stwierdziła, że chce mnie uściskać. Na szczęście to bardzo mała rzeczka. Tak więc, tak sobie leżę i chlupoczę, a nade mną mieszkańcy drą się, jakby kto ich ze skóry obdzierał. Jeden przez drugiego, jak do tego doszło, że ten most taki krzywy. To prawie jak tenis, lewi twierdzą, że to wina prawych, a prawi, wiadomo. Tenis normalnie, tylko trochę głośniejszy, może trochę więcej pięści i kolan, o i nawet łokieć w oko był. O! A tam ktoś rzuca prosiakiem! Fascy…
    Chyba mi się ciut film urwał. Tak gdzieś tydzień później, kilka setek kilometrów dalej, ktoś, nad filiżaneczką, może wiadrem, kawy, to był chyba listonosz, albo zawodowy morderca, ciężko ich rozróżnić. Wyjaśnił mi w każdym razie, że tam się broń boże nie staje na tym moście, bo to się kończy lekkim kacem. Ale jeśli już się miało nieszczęście stanąć na tym pożal się boże moście i jakimś zrządzeniem losu zauważy się, że jest to architektoniczne dziwo, to się broń boże nie należy pytać dlaczego. I opowiedział mi on historię owego mostu. Powiedział, że w bardzo odległej krainie, a może jednak całkiem blisko, tuż za progiem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: