Martin Gore. Depeche Mode – recenzja

28 Mar

352x500 (Kopiowanie) Tytuł: Martin Gore. Depeche Mode
Autor: Dennis Plauk, Andre Bosse
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: marzec 2013
Stron: 213
Tytuł oryginału: Insight. Martin Gore & Depeche Mode
Tłumaczenie: Irmina Witkowska

Istnieją takie książki, w których chce się nigdy nie mieć końca i „Martin Gore. Depeche Mode” zdecydowanie jest dla mnie jedną z nich! To już czwarta pozycja bibliograficzna z serii „Gwiazdy sceny”, którą miałam okazję przeczytać. W przeciwieństwie do publikacji „Dave Gahan. Depeche Mode” biografia Gore’a skupia się wyraźnie na nim.

Martin Lee Gore to jeden z członków znanej na całym świecie popowej grupy muzycznej Depeche Mode, autor ich tekstów, kompozytor, muzyk i drugi wokalista. Człowiek, bez którego Depeche Mode nigdy nie doszłoby do miejsca, w którym jest dzisiaj.

Autorzy Dennis Plauk i Andre Bosse są redaktorami gazet muzycznych, którzy wiele razy byli świadkami wydarzeń z prywatnego życia Martina Gore’a.

Całość rozpoczyna się opowieścią o dwóch spotkaniach z muzykiem, których celem było powstanie tej biografii. Druga wizyta nastąpiła dopiero po kilku latach od pierwszego spotkania, już wtedy możemy zaobserwować jak bardzo człowiek potrafi się zmienić w tak krótkim czasie.

Martin Gore to muzyczny geniusz XX/XXI wieku, urodzony w angielskiej miejscowości Basildon, która nie ma właściwie żadnej historii. W książce dowiemy się, że był raczej spokojnym chłopcem (jeśli akurat nie rozbijał na czyjejś głowie cegieł), któremu łatwo przychodziła nauka języków. Wszyscy, którzy pamiętają jaki był, najczęściej mówią o nim: „Był nieśmiały”.
Do zespołu został przyjęty tylko dlatego, że posiadał syntezator, który kupił dość spontanicznie za zarobione 200 funtów. Nie umiał na nim grać, ale wystarczyło samo posiadanie takiego sprzętu. Syntezator był wtedy bardzo pożądanym w zespołach instrumentem, służącym przede wszystkim do szpanowania…

Główna część książki jest podzielona na różne okresy związane z Depeche Mode: czas przed powstaniem zespołu, pierwszy sukces, rozwój zespołu (muzycznie i osobiście) oraz Depeche Mode w XXI wieku, wszystko jest jednak napisane z punktu widzenia Martina jako centrum opowieści. Znajdziemy tutaj także dodatkowe rozdziały, które mi osobiście bardzo się spodobały i sprawiły, że książka stała się jeszcze bardziej atrakcyjna, np. analizy piosenek Gore’a przeprowadzone przez muzykologa dr Michaela Ahlersa, który mówi o tym, że Gore jako autor posiada swoje „znaki szczególne”; wywiad który autorzy przeprowadzili z Martinem w 2009 roku; dyskografia; wideografia; czy spis tras koncertowych. W biografii zawarto również wkładkę z kolorowymi zdjęciami artysty.

Dowiedziałam się, że Martin jest nadzwyczaj nieśmiałym i skromnym artystą, który nie zawsze jest świadom swojej wartości. Niezwykle uczuciowy i zamknięty w sobie, miał problemy alkoholowe i nierzadkie napady paniki podczas koncertów z Depeche Mode (które skończyły się kiedy odstawił alkohol). Przeczytałam tu w jaki sposób zabiera się za pisanie piosenek, że nie lubi kiedy goni go czas i wywiera się na nim presję. Rzadko kiedy opowiada o znaczeniu swoich tekstów, ponieważ uważa je za bardzo intymne.

Sporo napisano również na temat jego życia rodzinnego: byłe dziewczyny, żona, narodziny dzieci, rozwód, a także o tym, że jego biologicznym ojcem jest Afroamerykanin, żołnierz GI stacjonujący w Wielkiej Brytanii (o czym dowiedział się dopiero po wielu latach).

Wnioski: biografia jest REWELACYJNA. Najlepsza pozycja jaką czytałam z tej serii. Napisana lekkim, zrozumiałym dla każdego językiem, bez żadnych niejasności. Jak zawsze od tego wydawnictwa – bardzo ładna okładka i szata graficzna. Obowiązkowa dla każdego fana Depeche Mode, ale nie tylko – ja najpierw poznałam historię życia tych kilku facetów z Essex, a potem zakochałam się w ich muzyce. Dzisiaj spokojnie mogę powiedzieć, że jest to jeden z moich ulubionych zespołów, a wszystko za sprawą tych dwóch przeczytanych przeze mnie biografii. Gdyby nie one, być może nigdy nie odkryłabym fenomenu tego nieziemskiego zespołu i tych ludzi. Dziękuję za to, że zostały wydane w Polsce, bo tak wiele zmieniły w moim życiu. Polecam wszystkim i bardzo chętnie pożyczę znajomym.

Na koniec, aby wczuć się w nastrój posłuchajcie jeszcze mojej ulubionej piosenki Depeche Mode, w której śpiewa Martin – KLIK!

Moja ocena:
8/10

Marta.

Advertisements

komentarzy 5 to “Martin Gore. Depeche Mode – recenzja”

  1. alison2 Marzec 29, 2013 @ 10:51 am #

    Home to faktycznie cudna piosenka 🙂

    Ja tak od tyłu ale sama już wiesz, że ta biografia mnie również bardzo przypadła do gustu. W odróżnieniu od Ciebie ja raczej pożyczać jej nie będę, zbyt duże ryzyko, że by do mnie nie wróciła 😉 Bardzo się cieszę że Anakonda już po raz drugi postanowiła uszczęśliwić fanów DM. Zasłużyli sobie 🙂

    • zajeckicajec Marzec 29, 2013 @ 5:44 pm #

      niby ufam moim znajomym, ale może masz rację – nigdy nie wiadomo 😉
      + musiałby się znaleźć ktoś kto chce pożyczyć, a nie posiadać swój egzemplarz na własność, bo ja to uwielbiam je wszystkie „mieć” 😉

  2. miqaisonfire Marzec 29, 2013 @ 8:45 pm #

    To już druga recenzja biografii Martina, którą czytam i jestem pod wielkim wrażeniem. Wprawdzie bardziej przypadłaby ona do gustu mojej mamie, niż mnie.

    P.S. Jeśli chodzi o „Pierwsze światła poranka”, to i tak nie byłoby tak źle, gdyby z tą książką „przyłapał by” Cię chłopak, niż gdyby np. to była ta cała seria o Gray’u…

    • zajeckicajec Marzec 29, 2013 @ 10:18 pm #

      Martin jest tak interesującą postacią, że warto przeczytać nawet jeśli nie uwielbia się Depeche Mode, a potem kto wie, może się zakochasz jak ja 😉
      A co do tych romansów… Eh, chyba nie moje klimaty 😀 Dzisiaj np. słucham audiobooka „Żywe trupy” 😉

  3. Michał 40 ty :) Czerwiec 19, 2016 @ 2:42 pm #

    Fajna recenzja. Całe życie spędziłem przy ich muzyce. To jest 100% mojej duszy i pewno wiele osób może się z tym utożsamić. Martin Gore to człowiek -instytucja. Nigdy nie stoi w miejscu, nie zachłystuje się sukcesem i nie boi się eksperymentów. Nie idzie na układy i kompromisy z fanami, stale zaskakuje. I o to chodzi ,,,,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: