Dave Gahan. Depeche Mode – recenzja

4 Sty

dave-gahan-depeche-mode-b-iext13274857 (Kopiowanie) Tytuł: Dave Gahan. Depeche Mode
Autor: Trevor Baker
Wydawca: Anakonda
Data wydania polskiego: listopad 2012
Stron: 213
Tytuł oryginału: Dave Gahan – Depeche Mode & The Second Coming
Tłumaczenie: Izabella Kontek

Czy istnieje na naszym świecie człowiek, który nie słyszał chociaż jednej piosenki Depeche Mode? Oczywiście większość zna tylko ich najpopularniejsze dzieła jak Enjoy The Silence, czy Personal Jesus, a o życiu członków zespołu nie mają do powiedzenia nawet słowa. Tak samo było i ze mną…

Było! Do czasu kiedy wzięłam do ręki biografię „Dave Gahan. Depeche Mode”. Muszę przyznać, że jak na totalnego żółtodzioba w temacie (posiadam tylko The Best Of) wciągnęła mnie od pierwszych stron. Opowiada ona o całkiem zwariowanym życiu Dave’a od jego najmłodszych lat w brytyjskim Essex, aż po dzisiejszy dzień. Dowiedziałam się również sporo o pozostałych członkach zespołu oraz o samym Depeche Mode, bo przecież Gahan jest z nimi związany niemalże całe swoje życie.

Dla osoby tak nieobeznanej jak ja nie jest to pozycja na jeden wieczór. Na pytanie dlaczego tak się dzieje odpowiedź jest bardzo prosta. Czytając ją wiemy na bieżąco co działo się w danym czasie w Depeche Mode, jaką wydali płytę, jaki teledysk i z kim go nakręcili. We mnie rozbudziło to spore zainteresowanie nieznanymi dla mnie zakamarkami ich twórczości. Wyszło więc na to, że książkę musiałam czytać z non stop włączonym komputerem, otwartą przeglądarką internetową na stronie http://www.youtube.com, z której co chwilkę korzystałam, aby podejrzeć kolejny z teledysków lub posłuchać jakiejś piosenki. To wszystko momentami odciągało mnie od książki, aby po chwili wrócić do niej ze zdwojoną ciekawością. Potem czytałam ją już tylko z Depeszami włączonymi w tle.

Jest to historia życia gwiazdy światowego formatu. Każdy z nas chciałby osiągnąć taki sukces jaki osiągnął ten wokalista – być znanym, naśladowanym na każdym kroku, kochanym przez miliony oraz okrutnie bogatym. Nie każdy wie jednak, jaką cenę trzeba za to zapłacić.

Członkowie Depeche Mode dali więcej koncertów niż pozwalały na to ich warunki fizyczne, emocjonalne i umysłowe. Sto pierwszy występ był jednym z tych momentów, które pokazywały, że bycie w zespole to naprawdę wartościowe i satysfakcjonujące doświadczenie, ale stworzył też powiększającą się stale przepaść między uczuciami towarzyszącymi im na scenie, a tym co było poza nią. Dave będąc niemal non stop w centrum uwagi, odczuwał to dotkliwiej niż koledzy. Zapytany w jednym z wywiadów, jak sobie z tym radzi, odrzekł zdawkowo: „Naprawdę nie chcesz tego wiedzieć.”

Każdy prawdziwy fan Depeche Mode na pewno wie jak Dave sobie z tym radził…

Trudna miłość, jaką Martin i Fletch żywili do Dave’a, także nie pomagała. Niemal błyskawicznie po powrocie do Los Angeles pogrążył się ponownie w narkotycznym transie. Wczesnym rankiem 28 maja wezwał do swojego pokoju w Sunset Marquis dilera i polecił mu przygotowanie mieszanki kokainy z heroiną. Mieszanka znana była wówczas jako „speedball”, natomiast heroina do niej używana nosiła nieoficjalną nazwę Red Rum. To miano nie miało jednak, wbrew przekonaniom Dave’a, najmniejszego związku z imieniem konia, który wielokrotnie wygrywał derby, było natomiast anagramem słowa murder (‚morderstwo’).

Jeśli jeszcze nie wiecie jak zakończyła się historia z 28 maja polecam sięgnąć po książkę, ponieważ nie chcę zdradzić wszystkich szczegółów. Przeczytacie tam również o tym, czy Gahan poradził sobie w walce z narkotykowym nałogiem.
Do mnie opowieść jego życia naprawdę dotarła. Wokalista przeżył wiele dobrych, godnych zapamiętania chwil (chociażby narodziny jego dzieci), ale także sporo tych, o których zapewne chciałby na zawsze zapomnieć. Są to takie opowieści, które z pewnością mogą zainteresować każdego, kto chciałby przeczytać ciekawą biografię, nie tylko dla fana DM. Polecam więc przede wszystkim fanom, ale także nowicjuszom w poznawaniu ich muzyki. Ostrzegam jednak, że każdego z Was, tak jak i mnie może dopaść „szał na Depeche Mode” – od pewnego czasu nie słucham praktycznie nic innego, więc moja wiedza na temat ich twórczości jest w o wiele lepszej kondycji niż zanim sięgałam po książkę. Dodajmy do tego, że zrobiłabym chyba wszystko, żeby dostać bilet na ich koncert, który ma się odbyć 25 lipca w Warszawie (niestety bilety już dawno wyprzedane, co dowodzi tylko ich wielkości). Nie dziwię się, że zarówno biografia i sam zespół były dla mnie strzałem w dziesiątkę, na co dzień słucham właśnie zespołów z lat 80, 90 takich jak Smashing Pumpkins czy Nine Inch Nails, o których też kilka zdań było wtrąconych w tekście. Oceniam na bardzo dobry i z niecierpliwością będę czekać teraz na biografię Martina Gore, którą Wydawnictwo Anakonda ma wydać już w lutym 2013.

Na zakończenie mojej recenzji postanowiłam zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz, niezwiązaną już z zawartością książki. Oczywiście chodzi mi o WYDANIE! Nie mogę napisać nic innego niż to, że jest piękne 🙂 Twarda oprawa, przyciągająca uwagę szata graficzna, świetnej jakości papier, a sam tekst rozmieszczony na stronach tak, że bardzo przyjemnie się ją czyta. Jeśli Was jeszcze nie przekonałam, to idźcie do księgarni i sprawdźcie to sami. Zabawna anegdotka z mojego życia wzięta – kiedy wzięłam ją pierwszy raz w ręce i otwarłam, szybko odłożyłam ją z powrotem na stół i pobiegłam natychmiast umyć ręce, żeby moje paluchy nie zbezcześciły tych pięknych kartek 😉

Kiedy już dobrniecie do końca, posłuchajcie sobie mojego ulubionego utworu DM – I Feel You.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Reklamy

Komentarzy 7 to “Dave Gahan. Depeche Mode – recenzja”

  1. anonimus Styczeń 16, 2013 @ 11:56 am #

    Bilety na koncert nie zostały jeszcze wyprzedane. Wystarczy iść do empiku i się zapytać

  2. anonimus Styczeń 16, 2013 @ 11:57 am #

    Widziałem na eventimie wczoraj bilety GCEE

    • zajeckicajec Styczeń 16, 2013 @ 12:07 pm #

      a ja widzę tylko na trybunę G, która jest nad GCEE 😉

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ranking 1 | książkoholizm - Marzec 22, 2013

    […] RECENZJA […]

  2. Depeche Mode. Wczesne lata 1981 – 1993 – recenzja | książkoholizm - Grudzień 23, 2013

    […] z poprzedniej książki przedstawiona z nieco innej perspektywy. Pracę o Dave’ie Gahanie (przeczytaj recenzję) też wspominam bardzo miło i mam sentyment, ponieważ to przez nią zaczęła się moja przygoda […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: