Rzeźnia numer pięć – recenzja

14 List

Autor: Kurt Vonnegut
Wydawnictwo: Albatros – Andrzej Kuryłowicz
Rok: 2011
Ilość stron: 256

„Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią” – tak brzmi pełny tytuł głośnej i uznawanej za kontrowersyjną powieści Kurta Vonneguta. Na początku poznajmy kilka faktów: wydana po raz pierwszy w 1969 roku (w Polsce pojawiła się w 1972 r.), uznawana jest za jedno z największych osiągnięć w dorobku pisarza, porusza temat bombardowania Drezna, które miało miejsce w pierwszej połowie lutego 1945 roku. Historia drażliwa, ponieważ przyczyniła się do nagłośnienia „incydentu” z czasów wojny – w wyniku bombardowania kilkaset tysięcy mieszkańców miasta straciło życie w płomieniach. Pisarz, podobnie jak główny bohater jego utworu, przeżył nalot ukryty w chłodni służącej do przechowywania mięsa ubitych w rzeźni zwierząt. Jest to powieść na wskroś antywojenna, jak pisze sam autor: “krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego”.

Głównym bohaterem „Rzeźni numer pięć” jest Billy Pilgrim – drobny, chudy, mający problemy z koordynacją chłopak, którego wcielono do armii w niedługim czasie po rozpoczęciu przez niego nauki w szkole wyższej. Odbywszy krótkie i pobieżne szkolenie, Billy zostaje wysłany na front, gdzie na pełnić funkcję pomocnika kapelana. Pech sprawia, iż dostaje się on w ręce Niemców i jako jeniec wojenny po długiej – dla niektórych ostatniej w życiu – podróży w bydlęcych wagonach, wraz z innymi Amerykanami zostaje dotransportowany do Drezna. W Dreźnie jeńcy wykorzystywani są jako darmowa siła robocza i przetrzymywani w tytułowej rzeźni – tam też ukrywają się podczas ataku na miasto (ponownie zwracam uwagę na wątek autobiograficzny w powieści).

Oprócz tego, że Billy Pilgrim jest taki… nijaki, w niespodziewanych momentach życia odbywa  on podróże w czasie. Dzięki tym skokom może nawet obejrzeć swoją śmierć. Dodatkowo, w dniu ślubu córki zostaje porwany przez kosmitów i zabrany na Tralfamadorię – planetę, na której stanowi główną atrakcję ogrodu zoologicznego. To od Tralfamadorian bohater dowiaduje się, iż świat istnieje w czterech wymiarach, każdy element czasu dzieje się równolegle i nie można wpłynąć na bieg wydarzeń, nie mówiąc już o próbach jego zmiany. Dlatego kosmici skupiają się wyłącznie na chwilach dobrych, jak najmniej uwagi poświęcając chwilom złym, ponieważ nie można ich uniknąć – ale można o nich nie myśleć. I jeszcze jedno: nie ma czegoś takiego, jak „wolna wola”, to tylko wymysł ludzi. I Billy przejmuje sposób myślenia obcych, żyje ze świadomością, iż nie ma wpływu ani na przeszłość, ani na przyszłość.

„Rzeźnia numer pięć” zachwyciła mnie. Co takiego jest w tej powieści, że niemal od początku obdarzyłam ją ogromem ciepłych uczuć? Tak do końca nie mogę tego wytłumaczyć – ta niewielka książeczka, składająca się z krótkich, fragmentów, z pomieszanymi w niej wątkami wojny, podróży w czasie i przestrzeni, wizyty obcych, z przenikającymi się płaszczyznami, chaotyczna a jednocześnie uporządkowana, poruszyła odpowiednie obszary mego mózgu i nic na to nie mogę poradzić.

Billy Pilgrim jest taki rozlazły, że momentami zastanawiamy się, dlaczego tylu innych – o wiele „lepszych” ludzi – zginęło podczas II WW, a on akurat przeżył. I właśnie o to chodzi – o pokazanie bezsensu wojny, jej okrucieństwa, przypadkowości losów (sprawdzająca się teoria kosmitów). Billy jest całkowitym przeciwieństwem wzorcowego Amerykanina-żołnierza: wątły, niezdarny, niezbyt rozgarnięty, on NIE chce iść na wojnę, służba w wojsku i budowanie potęgi państwa kosztem odbieranych żyć nie stanowi głównego celu jego egzystencji. Jest to jedna wielka karykatura amerykańskiego etosu wojny. I pisze o tym osoba, która na własnej skórze doświadczyła wojennych dobrodziejstw.

Już na karcie tytułowej, w wyrażeniach: „Krucjata dziecięca” czy „Obowiązkowy taniec ze śmiercią” przejawia się stosunek autora do przedstawianego tematu – „Rzeźnia numer pięć” ma być powieścią antywojenną. I chyba ta prostota formy, niemal potoczny, dosadny język i oczywiste przesłanie, w jakiś sposób zbieżne z moimi poglądami sprawiły, że powieść wywarła na mnie aż takie wrażenie. Bo każda wojna to syf, krew, ekskrementy, mnóstwo bezsensownych śmierci i niemożność kierowania własnym losem – i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej!

Agnieszka.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Rzeźnia numer pięć – recenzja”

Trackbacks/Pingbacks

  1. TOP 10 – Pisarze, z którymi chcielibyśmy wybrać się na kawę | książkoholizm - Sierpień 15, 2014

    […] Ciekawy człowiek, który posiada bogatą wyobraźnię, ma własne zdanie i pisze w niepowtarzalnym stylu. Uważam, że to po prostu byłoby fajne i stymulujące wyobraźnię spotkanie, które zapadłoby w mojej pamięci na bardzo długo. Przeczytajcie kilka zdań o jego powieści „Rzeźnia numer pięć” tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: