Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami – recenzja

29 Paźdź

Dwaj panowie M. odkrywają świat.

Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny nikomu w naszym kraju przedstawiać nie trzeba. Ci dwaj przesympatyczni panowie obecni są od wielu lat na ekranach naszych telewizorów i w głośnikach radioodbiorników. Ba, można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że są to w Polsce postacie wręcz kultowe! Dziś chciałbym przedstawić ich kolejne wspólne dzieło, książkę pod wiele mówiącym tytułem „Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami”. Po wielkim sukcesie ostatniej książki Wojciecha Manna pod tytułem „RockMann” to kolejna pozycja, która niewątpliwie będzie przebojem polskich księgarni.

Zacznę może od kilku słów o autorach, warto bowiem przypomnieć ich najważniejsze dokonania. Wojciech Mann jest legendą radiowej „Trójki” i lekko już zapomnianej Rozgłośni Harcerskiej. Jego charakterystyczny głos rozpoznawalny jest już od połowy lat sześćdziesiątych, a dziesiątki programów i setki audycji w Programie Trzecim Polskiego Radia radują uszy słuchaczy do dnia dzisiejszego. Przygoda Wojciecha Manna z telewizją zaczęła się niewiele później, bo już w latach siedemdziesiątych rozpoczął on pracę w TVP od prowadzenia „Sobotniego Studia Młodych” i własnego programu w ramach Studia 2. Następnie przyszły kolejne programy, jak choćby „Non Stop Kolor”, prowadzony wspólnie z Janem Chojnackim, wielkim miłośnikiem i propagatorem muzyki bluesowej w naszym kraju. W późniejszych latach był słynnym Głosem w młodzieżowym „5 – 10 – 15”, prowadzącym „Szansę na sukces”, gospodarzem „Dużych dzieci”. Sporadycznie występował też gościnnie w filmach. Z kolei Krzysztof Materna przez wiele lat związany był ze Zjednoczonym Przedsiębiorstwem Rozrywkowym. Pracował m.in. jako dyrektor festiwali piosenki w Opolu i Sopocie.

Obaj panowie wspólny podbój telewizji rozpoczęli pod koniec lat osiemdziesiątych od pierwszego programu „Mądrej głowie”. Później wraz z Grzegorzem Wasowskim i Sławomirem Szczęśniakiem stworzyli w polskiej telewizji legendarny show rozrywkowy „Za chwilę dalszy ciąg programu”. Program stał się wielkim przebojem telewizji, a po jego zakończeniu Mann z Materną nagrywali swoje kolejne programy, które również cieszyły się wielką popularnością. Były to m.in. „MdM”, „MdM po godzinach”, „MaMa” i „Mc² czyli maszyna czasu Manna i Materny”.

Obaj panowie są także mistrzami konferansjerki. Razem lub osobno prowadzili wiele koncertów, festiwali i programów. W nagrodę za swoją telewizyjną twórczość zostali uznani w 1999 roku najważniejszymi osobowościami telewizji przez tygodnik „Polityka”.

W 1995 roku Mann z Materną napisali książkę pod tytułem „Podróże małe i duże”, która teraz, po 16 latach, została wznowiona w ulepszonym i poszerzonym wydaniu oraz lekko zmienionym tytule. O czym jest ta książka? Ogólnie rzecz biorąc można stwierdzić, że opowiada ona o wspólnych podróżach obu panów M. w czasach, gdy każdy wyjazd zagraniczny był dla przeciętnego Polaka niemożliwy lub przynajmniej bardzo ciężki. Dzięki swej radiowej i telewizyjnej działalności Manna i Maternę zapraszano jednak (ku ich radości) w wiele miejsc, a oni z tychże zaproszeń skwapliwie korzystali. W ten sposób poznawali oni po raz pierwszy w swoim życiu uroki szeroko rozumianego Zachodu. A swoje wrażenia z tych podróży zamieścili właśnie w tej książce.

Książka napisana jest w bardzo ciekawy sposób. Raz opowiada Wojciech Mann (czcionka czerwona), raz Krzysztof Materna (czcionka fioletowa), a raz mówią obaj (czcionka czarna). W ten sposób możemy poznawać różne spojrzenia na te same wydarzenia. Czytelnik ma możliwość poczytać o absurdach PRL-u w starciu z normalnością zachodniej Europy. A szereg przygód, które spotkały znany duet dziennikarzy, dzisiaj można by zakwalifikować wręcz do opowieści z pogranicza fantastyki. Cóż, takie były wówczas czasy. Mann z Materną opowiadają o swych przeżyciach w sposób bardzo ciepły, z olbrzymią dawką poczucia humoru (w czym celuje zwłaszcza Wojciech Mann, mistrz ciętego języka!) i z dużą dozą normalności. Nie zgrywają się na wielkich podróżników i światowców, tylko śmiało opisują zachowanie dwóch Polaków, którzy znaleźli się za granicą i nie umieją sobie z tym faktem często poradzić. Gdy każdy z nas przypomni sobie swój pierwszy wyjazd zagraniczny to powie, że właśnie tak czuł się będąc po raz pierwszy poza granicami Polski.

Już sam wstęp spodoba się każdemu. Obaj panowie opisują siebie nawzajem – swoje zalety i przywary, charakter, usposobienie oraz podejście jednego do drugiego. Mann porównuje Maternę do bociana, chwali jego sumienność i punktualność, opisuje sposób wiązania krawatów czy umiejętność jazdy samochodem. Materna mówi o Mannie, że jest potworem, który mógłby zniszczyć świat swoją wiedzą i inteligencją, jest małomównym milczkiem, który gdy się w końcu odzywa mówi tylko prawdę (choćby przykrą) i kocha spać w każdym momencie swego życia.

Całą książka składa się z kilkunastu rozdziałów, a każdy z nich opowiada o innej wyprawie. Na początku panowie w cudowny sposób opisują swój pobyt na słynnym statku „Batory”, na którym zostali zatrudnieni do zabawiania turystów. Co z tego wyszło? Oczywiście opowiadał nie będę, ale na pewno z przyjemnością każdy z Was pozna przyczyny, dla których Materna miał kontrolę osobistą na przejściu granicznym, jak Mann wmawiał wystraszonemu Maternie, że trwa właśnie sztorm na morzu, jakie panowie mieli doświadczenia z pierwszej wymiany handlowej w Turcji czy też w jaki sposób wprowadzili na statku stan totalnej paniki wprowadzając cła na przemycane przez Polaków sztuczne dywany. Wiele historii wiąże się też z jedzeniem, więc z pewnością zainteresuje Was pierwsza kolacja Manna i Materny w Grecji, za którą nie mieli jak zapłacić, kto nakarmił obu panów w Wenecji i w jaki sposób zasłużyli na kolację fundowaną im w Palermo przez kilku mafiosów.

Z kolejnych rozdziałów dowiemy się też, w jaki sposób autorzy znaleźli się w Budapeszcie podczas wyścigów Formuły 1 i czy udało im się zrobić wywiad ze słynnym Nigelem Mansellem i jeszcze bardziej słynnym Alainem Prostem. Opowiedzą też o swoich dylematach związanych z minibarem w hotelu w Lozannie oraz budyniu z cielęcej grasicy. Nie może też oczywiście zabraknąć wspomnień z pierwszych pobytów pana Wojtka i pana Krzysztofa w Ameryce czy wakacjach w Meksyku. Wszystkie te opowieści są naprawdę doskonałe!

„Podróże małe i duże” to naprawdę doskonała lektura, przy której kilka godzin mija bardzo szybko, a uśmiech nie chce zniknąć z twarzy czytającego. W wielu miejscach można się naprawdę udławić ze śmiechu, bo humor znany nam z programów telewizyjnych pojawia się również tutaj na większości stron. Ogólnie znanym faktem jest też wielka przyjaźń łącząca panów Wojciecha i Krzysztofa. Z polecanej przeze mnie książki bije to na każdej stronie, co daje jej bardzo pozytywny wydźwięk. Nie jest to też książka stricte podróżnicza, nie dowiemy się bowiem zbyt wiele o odwiedzanych miejscach i krajach, dowiemy się za to na pewno dlaczego Krzysztof Materna nie lubi owoców morza, a gdzie wołano za Wojciechem Mannem „Ali Baba!”.

Polecam serdecznie wszystkim tę pozycję, a jeśli nie jesteście jeszcze do końca przekonani, to może sami autorzy nakłonią Was do sięgnięcia po nią przy najbliższej wizycie w księgarni… KLIK!

Jack Daniels.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami – recenzja”

  1. takitutaki Listopad 5, 2012 @ 2:20 pm #

    Lubię obu panów z naciskiem na Manna, więc na pewno sięgnę po tą pozycję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: