Niespokojne kości – recenzja

26 Wrz

Tytuł: Niespokojne kości
Autor: Melvin Starr
Wydawca: Promic
Data wydania polskiego: maj 2012
Stron: 304
Tytuł oryginału: The Unquiet Bones
Tłumaczenie: Andrzej Appel

Pierwszą książką wziętą na warsztat naszego nowego bloga zostaje powieść „Niespokojne Kości” autorstwa Melvin R. Starr’a. Książkę wydało wydawnictwo PROMIC w maju 2012, z angielskiego przełożył Andrzej Appel. Jest to pierwszy z pięciu tomów serii. Książka jest również jedną z cyklu prozy stworzonego przez wydawnictwo, nazwanego Corpus Delicti, niestety o samym cyklu nie można się zbyt dużo dowiedzieć, poza tym, że należą do niego kryminały i thrillery.

Jak dowiedziałam się o książce? Wygrałam ją w konkursie i dowiedziałam się o tym dopiero, kiedy znalazłam ją w skrzynce na listy. Dlaczego postanowiłam ją przeczytać? Wybierałam się akurat na wakacyjny wyjazd pociągiem, a że książka nie jest wielkich gabarytów, posiada bowiem tylko 304 strony, stwierdziłam że nie obciąży ona zbytnio mojego i tak już mocno wypchanego plecaka.

Książka jest historyczną powieścią kryminalną, jej akcja rozgrywa się w czternastowiecznej Anglii. Autor ma na swoim koncie wyłącznie tę serię – „Kroniki Hugh z Singleton” i nie słyszałam, żeby szykował jeszcze coś nowego. Starr jest Amerykaninem, w latach 60-tych ukończył Greenville College w stanie Illinois, a następnie w latach 70-tych uzyskał specjalizację z historii średniowiecznej w Western Michigan University, po czym został nauczycielem historii i ponad 30 lat wykładał ją w szkołach średnich.

„Niespokojne Kości” opowiadają o życiu Hugh’a z Singleton, który jest czwartym synem ubogiego rycerza. Więc wszystko, co posiadał jego ojciec, w przyszłości i tak miało trafić do rąk najstarszego brata. Hugh miał jednak dużo chęci do nauki, więc wysłano go na uniwersytet do Oksfordu, aby został duchownym. W trakcie studiów zainteresował się jednak bardziej chirurgią i postanowił zmienić kierunek kształcenia. Mawiał, że łatwiej jest zostać lekarzem ciała, niż lekarzem duszy. Po studiach miał nieco szczęścia i w wyjątkowych okolicznościach udało mu się zdobyć całkiem niezłą pracę – został chirurgiem w Bampton, gdzie jak się okazało wcale nie brakuje pacjentów. Nie wiedział tylko, że jego dotychczas spokojne życie, ulegnie nagle radykalnym zmianom, a jego praca nie będzie się opierać tylko na leczeniu ciała. Stało się to wtedy, gdy pewnego dnia w zamkowym szambie odnaleziono ludzkie kości. Wtedy cała ta sprawa została zrzucona na jego barki, bo kto lepiej zna się na kościach niż miastowy chirurg? Lord Gilbert – Pan Bampton, zlecił chirurgowi nie tylko identyfikację kości, ale także rozwikłanie całej tej tajemniczej sprawy, bowiem wierzył w jego dobrą intuicję. Podejrzewał również, że była to ofiara morderstwa, na dodatek ofiara morderstwa popełnionego w jego zamku!

Więcej szczegółów Wam nie zdradzę, jeśli kuszą Was dalsze losy Hugh’a, to musicie koniecznie sami o nich przeczytać. Mogę napisać jednak, że książka ta zabrała mnie w podróż do czternastowiecznej Anglii, pokazała mi codzienne życie przeciętnych mieszkańców, ale także pokazała mi jak wyglądała praca chirurga. Autor przedstawił realne metody średniowiecznego leczenia, pozwoliło mu na to jego wykształcenie i jak się dowiedziałam, spora ilość przeczytanej literatury. Czytając ją dowiesz się również nieco o związkach z tamtych czasów, co wypadało i co nie wypadało osobom z niższego lub wyższego stanu (nasz chirurg zaplątał się w taką sprawę ;)). Całość napisana jest prostym, zrozumiałym językiem, nie ma sytuacji, w których możemy się pogubić. Wydanie książki jest bardzo ładne, trzeba wydawnictwo naprawdę pochwalić, bo jest za co. Czcionka nie jest ani za duża, ani za mała – wprost idealna do czytania w każdych warunkach, a do tego marginesy są na tyle duże, że w trakcie czytania nie zasłonisz sobie tekstu kciukami, to wszystko wpływa na wygodę naszego czytania ;). Te rzeczy jak najbardziej na plus! A co na minus? Właściwie była w tej książce tylko jedna rzecz, która mocno mnie irytowała. Mianowicie autor postanowił sobie, że będzie używał miary czasu takiej samej jak w średniowieczu – wtedy liczono godziny od wschodu słońca. Oczywiście wszystko było pięknie objaśnione w przypisach, ale denerwowało mnie to, że co chwilę muszę sprawdzać, która to jednak była godzina. Przygody naszego chirurga i lekarza dusz mogę polecić osobom w każdym wieku, każdej płci, która lubi spędzić trochę czasu odkrywając średniowieczne zagadki świata. Dlaczego tylko troszkę czasu? Książka jest cienka i czyta się ją bardzo szybko, na długie wieczory z nią nie ma co liczyć. Możemy jednak liczyć na to, że PROMIC postara się szybko wydać pozostałe części tego cyklu. Ja z całą pewnością chwycę po kontynuację, a część pierwszą z czystym sumieniem mogę ocenić na dobry z plusem.

Moja ocena:
7/10

Marta.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Niespokojne kości – recenzja”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ranking 1 | książkoholizm - Marzec 22, 2013

    […] RECENZJA […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: